Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Żarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Żarska. Pokaż wszystkie posty

B!LIVE, Barokowe Eksploracje w Szczawnicy



Chwilę przed piątkowym koncertem wszystkie miejsca w foyer Dworku Gościnnego w Szczawnicy były zajęte. Z wyjątkiem dwóch obok mnie. Przy wejściu stało jeszcze trochę ludzi, podszedłem więc i podprowadziłem dwie panie do wolnych krzeseł. Starsze panie weszły do Dworku Gościnnego przez przypadek. Nie wiedziały chyba tak naprawdę, co ma się w nim wydarzyć. Pierwsze nuty kantaty Ach Gott, wie manches Herzeleid BWV 58 wbiły moje sąsiadki w krzesełka. I tak to trwało przez cały koncert. Po każdej kantacie moje sąsiadki dopytywały: "Chyba wstaniemy, żeby bić brawo? Można?" Rozdygotana, niecierpliwa chęć wyrażenia swoich emocji. A kiedy artyści wyszli po gromkich owacjach za kulisy, panie zapytały ze smutkiem w oczach: "To oni już nie wrócą? Nie zagrają?" "To była najpiękniejsza rzecz, która nam się trafiła w życiu" – dodały…

Bo było pięknie. Ewa Leszczyńska - sopran, Helena Poczykowska – alt, Davide Fior - tenor, Peter Kooij - bas oraz Baroque Collegium 1685, czyli połączone siły Szczawnickiego Chóru Kameralnego i praskiego zespołu Musica Florea pod dyrekcją Agnieszki Żarskiej, wykonali trzy kantaty Johanna Sebastiana Bach. Oprócz BWV 58 także: Ich habe genug, BWV 82 oraz Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10

Jak Agnieszce Żarskiej udało się zainteresować Barokowymi Eksploracjami Petera Kooji? Podobno przez Facebooka. To znak czasu. Także i tego, że siłę mediów społecznościowych można wykorzystywać do szczytnych celów. W każdym razie melomani mogli dzięki temu usłyszeć kantatę Ich habe genug, BWV 82 w najlepszym z możliwych wykonań. Usłyszeliśmy całą paletę barw i dużą porcję pięknych emocji. Także orkiestra poddała się tym nastrojom i w arii Schlummert ein, ihr matten Augen zabrzmiała najpiękniej w czasie całego koncertu. Delikatnie, miękko i pastelowo.

Pozostali soliści również zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Ewa Leszczynska partnerowała w kantacie-dialogu Ach Gott, wie manches Herzeleid BWV 58 Peterovi Kooji na równych prawach, a w arii Herr, der du stark und mächtig bist z kantaty Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10 była mocna i przekonująca. Pięknie zabrzmiał też w tej kantacie duet Er denket der Barmherzigkeit w wykonaniu Heleny Poczykowskiej i Davida Fior.

Na wielkie brawa zasługuje Szczawnicki Chór Kameralny. Aż trudno uwierzyć, że 10 lat temu chór powstał jako amatorski. Teraz to wyrównany brzmieniowo, rasowy zespół wokalny, gotowy podejmować się nawet najtrudniejszych projektów. A takim jest między innymi wykonana wczoraj kantata Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10, z bardzo rozbudowaną, gęstą polifonią i cantus firmus migrującym między głosami. Chór poradził sobie z dużą swobodą ze wszystkimi technicznymi trudnościami, a dodatkowo pokazał piękne emocje i prawdziwą radość ze wspólnego śpiewania.

Pewnie nie byłoby Barokowych Eksploracji, pewnie Peter Kooji nie przyjechałby do Szczawnicy, gdyby nie Agnieszka Żarska. To ona jest siłą napędową festiwalu. To jej należy się także największe uznanie za sukces piątkowego koncertu. Sposób dyrygowania zespołem przez Agnieszkę Żarską jest zupełnie wyjątkowy, pełny prawie tanecznych ruchów, wypływający z głębi przeżywania. Agnieszka Żarska cudownie opowiada też publiczności o kantatach Bacha. To nie muzykologiczne, wielowarstwowe, ciężkie do przełknięcia mówione eseje o muzyce. To opowieści pisane sercem.

Kantaty Bacha zabrzmiały na podsumowanie Barokowych Eksploracji w Szczawnicy. Wcześniej, w środę 22 sierpnia uczestniczyliśmy w jeszcze jednym fascynującym wydarzeniu. Na deskach Sali Głównej Dworku Gościnnego w Szczawnicy usłyszeliśmy i zobaczyliśmy pełną inscenizację opery-pasticcio Filippo Amadei, Giovanniego Bononciniego i Georga Friedricha Händla Muzio Scevola, HWV 13. Operę przywieźli do Szczawnicy – niemalże prosto z Händel-Festspiele Halle (Saale) – soliści: Alexis Vassiliev (Muzio Scevola), Anita Jirovská (Clelia), Michaela Šrůmová (Orazio), Lucia Knoteková (Fidalma), Marta Fadljevičová (Lucio Tarquinio), Sylva Čmugrová (Irene), Roman Hoza (Porsena), orkiestra barokowa Musica Florea z Pragi i zespół Hartig Ensemble specjalizujący się w wykonywaniu dawnych tańców.

Nie było udziwnień. Głównym nośnikiem treści opery była muzyka, której towarzyszyły jedynie proste gesty i mimika twarzy; drobne rekwizyty; skromna, ale piękna dekoracja; powściągliwa choreografia, stylowe kostiumy. Wszystko to złożyło się w bardzo spójną, przyjemną w odbiorze całość.

Bardzo dobry poziom zaprezentowali w środowy wieczór wszyscy soliści. Szczególnie podobała mi się rola króla Porseny, w którą znakomicie wcielił się Roman Hoza. To już kolejny raz (poprzedni był rok temu na Mikołowskich Dniach Muzyki) zachwyciłem się mocnym, ciepłym i pełnym basem tego wokalisty. Świetne były też Michaela Šrůmová w roli rzymskiego bohatera Horacjusz Koklesa i Markéta Cukrová jako wojownicza Klelia.

Dobrze zagrała orkiestra Musica Florea, szczególnie w trzecim akcie napisanym przez Georga Friedricha Händla. Dopiero Il Caro Sassone dał zespołowi szansę na pokazanie wszystkich swoich możliwości.

Z osobistych, zawodowych powodów obserwowałem też jak zorganizowany jest Dworek Gościnny. W niewielkiej Szczawnicy powstało praktycznie z ruin miejsce, którego nie powstydziłyby się wielkie metropolie. Jest wysmakowany i elegancki, a dbałość o szczegóły widać tam na każdym kroku. Budynek mieści piękną multifunkcyjną salę na ponad 350 miejsc i foyer, w którym zmieści się ponad 200 krzeseł. No a w Jazz Barze na dolnym poziomie podają nieziemskie desery. Jeśli będziecie kiedyś w Szczawnicy, warto odwiedzić to miejsce nawet jeśli nie będzie tam żadnego koncertu albo innego wydarzenia kulturalnego. Choć to mało prawdopodobne, bo dzieje się tam sporo.

Barokowe Eksploracje w Szczawnicy to dowód na to, że nie jest potrzebne wielkie wsparcie instytucjonalne, żeby tworzyć festiwale na najwyższym poziomie. Pieniądze są potrzebne. To fakt. Ale ważniejsza jest pasja, pracowitość, wyczucie, cierpliwość, wiara w siebie. I w ludzi, którzy nas otaczają i którzy chcą nam pomogać. Także tych, którzy chcą być uczestnikami takiej kultury tworzonej z pasją. Bez nich to wszystko nie miałoby sensu.


Bach 200 UW: Baroque Collegium 1685



Kilka razy pisałem już przy innych okazjach, że przedkładam stajenki i żłóbki nad zajączki i jajeczka, dlatego z wielką przyjemnością wsiadłem w minioną sobotę do pociągu i pojechałem do Warszawy tylko po to, żeby posłuchać kantat, które Johann Sebastian Bach napisał na Boże Narodzenie i Trzech Króli. Było warto! Zresztą... Nie takie rzeczy robiło się dla Bacha i nie takie się będzie robić :) Baroque Goes Nuts!

W ramach cyklu Bach 200 UW, międzynarodowa formacja Baroque Collegium 1685, której trzonem są Szczawnicki Chór Kameralny oraz instrumentaliści należący do czeskiego zespołu Musica Florea, wykonała w warszawskim kościele ss. Wizytek trzy kantaty Bacha: Ich freue mich in dir BWV 133, napisaną na trzeci dzień Świąt Bożego Narodzenia w roku 1724 oraz Liebster Immanuel BWV 123 i Sie werden aus Saba BWV 65, skomponowane na Święto Objawienia Pańskiego i wykonane 6 stycznia odpowiednio 1725 i 1724 roku. Cudowna muzyka; piękne, subtelnie oświetlone wnętrze późnobarokowego kościoła ss. Wizytek oraz niesamowite wykonanie złożyły się na niezapomniany muzyczny spektakl. Nawet pogoda dołożyła się do stworzenia magicznej atmosfery koncertu. Za murami kościoła grzmiała burza, w kościele - burza emocji... Na koniec koncertu pojawiła się jeszcze jedna burza - oklasków i owacji na stojąco. A chorał, który zespół wykonał na bis, i który wprowadził nie tylko wnętrze kościoła, ale i słuchaczy w stan niemożliwych do opisania wibracji są najlepszą recenzją niedzielnego wydarzenia.

Muszę jednak wspomnieć o kilku szczegółach, które sprawiły, że koncert nabrał wyjątkowych barw...

Bardzo dobrze zabrzmiał chór, który wczytywał się w intencje dyrygentki i szybko reagował na wysyłane przez nią sygnały. Co ważne, głos chóru nie był tylko i wyłącznie głosem tworzących go poszczególnych osób, ale był mocnym i jednolitym głosem Zespołu, zresztą zespołu wielopokoleniowego. To piękne, że rośnie następna generacja, która pokochała muzykę dawną. 

Soliści nie dali, jak to czasem bywa, popisu swoich wirtuozowskich umiejętności a raczej wtopili się mistrzowsko w atmosferę i charakter kantat Bacha. Ewa Leszczyńska, którą pamiętam ze znakomitej roli Mirteo w Semiramide riconosciuta Leonardo Vinciego, zaśpiewała arię Wie lieblich klingt es in den Ohren z kantaty Ich freue mich in dir tak wzruszająco, że łzy popłyneły... "(...) A kto słów jej nie rozumie i w swym sercu czuć nie umie, ten ze skały musi być."

W tej samej kantacie zabrzmiała też pięknie altowa aria Getrost! es faßt ein heil'ger Leib zaśpiewana przez Helenę Poczykowską miękko i ciepło. Jej śpiewanie było jak lekarstwo dla duszy, o którym mówi tekst arii. Panowie soliści też dali radę! Bas, Jiří Miroslav Procházka, był w arii Laß, o Welt, mich aus Verachtung tak autentyczny, że nie mogłem oderwać od niego wzroku a tenorowe recytatywy Václava Čížka to po prostu majstersztyk. Na długo też zapamiętam jego wykonanie arii Auch die harte Kreuzesreise z kantaty Liebster Immanuel, na które zresztą bardzo czekałem z wielu - także pozamerytorycznych - powodów. I wcale się nie zawiodłem. Schreckt mich nicht!

Na najwyższe uznanie zasługuje zespół instrumentalny. Było stylowo, profesjonalnie i... radośnie. To ogromna przyjemność patrzeć na zespół, który czerpie tyle przyjemności z wykonywanej prze siebie muzyki, wysyła do siebie uśmiechy, przeżywa wspólnie emocje i patrzy, niekiedy z podziwem, na wykonujących swoje partie kolegów. Chwilami miałem wrażenie, że fizyczna obecność orkiestry schodziła na bardzo odległy, mało istotny tak naprawdę plan, a muzyka po prostu płynęła... Piękną podstawę dało basso continuo poprowadzone ze swadą i pasją przez wiolonczelistę Marka Štryncla. Była, proszę Państwa, Moc! Ogromne zaufanie czuło się też pomiędzy pozostałymi instrumentalistami. To zaufanie do zespołu udzieliło mi się już od samego początku i nie minęło do końca koncertu, bo bez najmniejszego drżenia serca czekałem na kolejne soli. Bardzo dobrze słuchało się obojów (także obojów da caccia) i bezbłędnych rogów naturalnych. O jednym z waltornistów pisałem już zdaje się w jednej z poprzednich relacji koncertowych (Bach: następne pokolenie). Pełna klasa i profesjonalizm.

Na koniec o uczuciu, które uznaje się raczej za jednoznacznie negatywne, a ja je czasem lubię, bo napędza mnie do działania i motywuje do realizowania swoich pasji. To zazdrość. Czasem pojawia się na koncertach, kiedy myślę o tym, że splot różnych życiowych okoliczności posadził mnie na widowni. A w niedzielę ta moja zdrowa zazdrość pojawiała się często. Trochę jej powysyłałem w kierunku solistów, chórzystów i instrumentalistów, ale największy strumień skierował się w stronę Agnieszki Żarskiej... Siedziałem całkiem blisko, widziałem wyraźnie jej gesty; subtelne, ale bardzo sugestywne ruchy przy pulpicie; opanowanie i profesjonalizm; autorytet, z jakim patrzył na nią Zespół; pozytywne emocje, które do niego wysyłała i siłę emocji, które do niej wracały; radość z muzykowania. To duże słowa, ale tak właśnie czuję: w ten niedzielny wieczór Agnieszka Żarska była Muzyką.

____________

Warszawa. Kościół ss. Wizytek
6 maja 2017

BACH 200 UW

Ewa Leszczyńska – sopran
Helena Poczykowska - alt
Václav Čížek – tenor
Jiří Miroslav Procházka – bas
Baroque Collegium 1685
Agnieszka Żarska – kierownictwo artystyczne

Johann Sebastian Bach (1685–1750)
kantaty:
Ich freue mich in dir BWV 133
Liebster Immanuel BWV 123
Sie werden aus Saba BWV 65