Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...

B!52, Odcinek 81 - Trinitatis III



Jutro trzecia niedziela po Trójcy Świętej. Zachowały się dwie kantaty Bacha na ten dzień: Ich hatte viel Bekümmernis, BWV 21 oraz Ach Herr, mich armen Sünder, BWV 135.

Z okolicznościami powstania kantaty Ich hatte viel Bekümmernis (Liczne miałem utrapienia), BWV 21 jest sporo kłopotu. Bach wystawił ją co prawda w trzecią niedzielę po Trójcy Świętej, 17 czerwca 1714 roku, ale istnieje zgodna opinia, że kantata powstała wcześniej; tym bardziej, że na manuskrypcie kantaty Bach dopisał per ogni tempo (na każdy czas), a główną okolicznością wystawienia kantaty w czerwcu 1714 roku było pożegnanie opuszczającego Weimar śmiertelnie chorego księcia Johanna Ernsta.

Bach mógł załączyć Ich hatte viel Bekümmernis w grudniu 1713 roku do swojej aplikacji na stanowisko kantora Kościoła Mariackiego (Liebfrauenkirche) w Halle. Kilka części kompozycji powstało zapewne jeszcze wcześniej, na pogrzeb Aemilie Marie Harress, żony byłego premiera Księstwa Schwarzburg-Rudolstadt. Także w późniejszych okresach Bach wykorzystywał kantatę wielokrotnie, na przykład w listopadzie 1720 roku, kiedy ubiegał się z nią o stanowisko organisty w kościele św. Jakuba w Hamburgu. Być może właśnie to wykonanie było asumptem do mocnego zaatakowania kompozycji przez Johanna Matthesona. Kantata – po dokonaniu zmian w orkiestracji - została zaprezentowana także przynajmniej kilkukrotnie mieszkańcom Lipska, po raz pierwszy 13 czerwca 1723 roku.

Tekst kantaty jest uniwersalny. Nieznany poeta (niektórzy badacze wskazują na Solomona Francka) w wykonywanej przed kazaniem części kantaty (1-6) skupia się na smutku, łzach, troskach, cierpieniu, śmierci i bólu. Część druga (7-11) przywraca nadzieję na pocieszenie i radość, które można osiągnąć dzięki Jezusowi. Poeta włączył do tekstu dwie strofy (2 i 5) hymnu Wer nur den lieben Gott lässt walten Georga Neumarka oraz cytaty z Biblii: Psalmu 94, 42 i 116 odpowiednio w częściach 2, 6 i 9 oraz – w finałowym chórze – z piątego rozdziału Apokalipsy św. Jana: 

Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo,

tego samego tekstu, którego użył potem Georg Friedrich Händel w finałowym chórze Mesjasza (Worthy is the Lamb).

Jedenastoczęściowa kantata została rozpisana na trzy głosy solowe (sopran, tenor i bas), czterogłosowy chór oraz niezwykle uroczysty zespół instrumentalny: trzy trąbki, kotły, obój, dwoje skrzypiec, altówkę i basso continuo z fagotem i organami. W Lipsku Bach dołączył jeszcze do zespołu trzy puzony.

Warto posłuchać całej - choć długiej na około 45 minut - kantaty. Jest niezwykła, wzruszająca, dotykająca bardzo mocno ludzkich emocji. Co tydzień wybieram do posłuchania jedną część kantaty, o której piszę. Dziś było to niezwykle trudne, bo każda część Ich hatte viel Bekümmernis jest piękna:  cudowna Sinfonia w stylu wolnej części koncertu instrumentalnego, tutaj obojowego; uroczysty chór początkowy (który tak zirytował Matthesona); sopranowa aria-lament Seufzer, Tränen, Kummer, Not; czy kończący kantatę chór, który wytrzymuje próby porównywania z Mesjaszem.Wybrałem jednak część piątą, tenorową arię Bäche von gesalznen Zähren, która intensywnie płynie potokami słonych łez...

Bäche von gesalznen Zähren,
Fluten rauschen stets einher.
Sturm und Wellen mich versehren,
Und dies trübsalsvolle Meer
Will mir Geist und Leben schwächen,
Mast und Anker wollen brechen,
Hier versink ich in den Grund,
Dort seh ins der Hölle Schlund.

Rwą potoki słonych łez,
Topię się w smutku powodzi.
Sztorm i fale chcą mi szkodzić.
Morze żałością wzburzone
Chce mojego ducha zgnębić.
Maszt się łamie, kotwica nie trzyma.
Tutaj utonąć muszę na głębi,
Tam otchłań piekieł mam przed oczyma.

***

Johann Sebastian Bach (1685-1750)

Kantata Ich hatte viel Bekümmernis, BWV 21
5. Aria (tenor) Bäche von gesalznen Zähren

Vernon Kirk - tenor 
English Baroque Soloists
John Eliot Gardiner 



B!LIVE, Gdańsk: Pełnym Brzmieniem! Inauguracja odbudowanych organów w kościele Świętej Trójcy



Kościół Świętej Trójcy w Gdańsku odkryłem dla siebie nieco ponad dwa lata temu. Trochę przez przypadek. W maju 2016 roku wybrałem się na koncert w ramach festiwalu ORGANYy PLUS+, na którym Ingrida Gápová i Goldberg Baroque Ensemble pod dyrekcją Andrzeja Szadejki wykonywali utwory kompozytorów barokowych związanych z Gdańskiem. Minęło już sporo czasu, a ja pamiętam ten koncert, jakby był wczoraj. Andrzej Szadejko zachęcał wtedy, żeby przemieszczać się po kościele i słuchać muzyki z różnych miejsc. Żeby poczuć, jak słuchali jej gdańszczanie kilkaset lat temu.

Wielkie wrażenie wywarło wtedy na mnie surowe, ale piękne wnętrze kościoła; jedyne w swoim rodzaju lektorium, jakby zawieszone pomiędzy nawą główną a prezbiterium; bardzo kameralny dziedziniec kościelny, coś na kształt śluzy skutecznie oddzielającej  gwarne miasto od sprzyjającego kontemplacji wnętrza świątyni; niezwykła kaplica św. Anny przylegająca do głównego kościoła. I organy. A właściwie imponujący prospekt organowy, bo piszczałek zbyt dużo w nim jeszcze nie było…

Zbudowane najprawdopodobniej w latach 1616-18 przez Martena Friese organy we franciszkańskim kościele Świętej Trójcy są z wielu powodów wyjątkowe. To jedne z dwóch w Polsce organów manierystycznych. Ich unikalność polega także na tym, że nie zostały zbudowane na chórze, a na dwóch przylegających do siebie balkonach po południowej stronie lektorium, dzięki czemu ich dźwięk dociera do słuchaczy od przodu, a nie od tyłu. To jedyne takie rozwiązanie w Polsce i jedno z niewielu na świecie.

Pod koniec II wojny światowej niemieckie władze Gdańska nakazały organy – jak wiele innych podobnej klasy obiektów ruchomych – rozebrać i wywieźć z miasta. Instrument został przez to uratowany. A dzięki temu, że w czasie ewakuacji wykonano bardzo szczegółową dokumentację zdjęciową i rysunkową, instrument udało się odtworzyć. Choć nie od razu.

Gruntowną renowację kościoła rozpoczęto dopiero na początku XXI wieku. Rozebrano ścianę, którą po wojnie oddzielono nawę główną od prezbiterium, wyremontowano dach i okna, konserwację przeszły stalle, epitafia z prezbiterium i ołtarze. Dopiero po tym wszystkim przyszedł czas na odbudowę organów.

Prace rozpoczęły się w 2008 roku. Szafę organową odtworzono z wykorzystaniem kilkunastu tysięcy większych i mniejszych oryginalnych elementów (ok. 65% całości) składowanych na poddaszu kościoła; piszczałki – razem 2441 – wykonano od nowa w technologii wykorzystywanej w XVII wieku. Odbudowę prowadziła wyłoniona w drodze konkursu pracownia organmistrzowska Kristiana Wegscheidera z Drezna a nadzorowali ją Andrzej Szadejko, profesor Akademii Muzycznej w Gdańsku oraz o. Tomasza Jank, rektor kościoła św. Trójcy. 

Instrument jest wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Bodaj najważniejszego. Jego odbudowa połączyła ludzi. Wiele osób wpłacało na ich odbudowę 1% swojego podatku, darowizny złożyło na ten cel kilka tysięcy. Można też było stać się patronem konkretnej piszczałki. Mniejszej lub większej w zależności od wpłaconej kwoty. Takich patronów jest ponad 500, choć jest też wielu, którzy prosili o anonimowość.

Kościół Świętej Trójcy razem ze swoją magiczną atmosferą i swoimi niezwykłymi organami to jedno z „moich” miejsc w Gdańsku. Nie mogłem więc nie pojechać 3 czerwca 2018 roku na wielkie święto, którym była inauguracja zrekonstruowanego instrumentu. Był tłumy ludzi, piknik, ciasto, kawa, okolicznościowy znaczek pocztowy, wydany na tę okazję album, koncert, gwar, rozmowy, pozytywna energia, dobre emocje, łzy wzruszenia i bardzo dużo uśmiechów. Höchsterwünschtes Freudenfest!

Jestem pewny, że brałem udział w wydarzeniu historycznym. 3 czerwca był jednak wielkim dniem przede wszystkim dla tych tysięcy ludzi, którzy włożyli w odbudowę organów to, co tylko mogli. Pracę, pieniądze, serce, emocje, wiedzę. To im wszystkim należały się honory i podziękowania. Jestem z gatunku wrażliwych, więc łzy zakręciły się w oku, kiedy pamiątkową piszczałkę odbierał syn fotografa i rysownika, dzięki którego powstałej w czasie wojny dokumentacji można było odtworzyć każdy szczegół instrumentu; albo kiedy dziękowano pani, która wspierała odbudowę od początku do końca po prostu swoją pracą i pasją; i kiedy potężnym dźwiękiem organów wybrzmiało Te Deum. Było wzruszająco, pięknie i radośnie. Częścią podziękowań był także koncert, który zainaugurował nie tylko odbudowany instrument, ale też wiosenną odsłonę festiwalu ORGANy PLUS+.

Usłyszeliśmy utwory Bacha, Buxtehudego, Volckmara, Frescobaldiego i Händla w wykonaniu Andrzeja Szadejki (organy), Marion Eckstein (alt), Scholi Cantorum Katedry Muzyki Kościelnej Akademii Muzycznej w Gdańsku oraz Goldberg Baroque Ensemble pod dyrekcją Aliny Ratkowskiej.
Utwory solowe na organy zabrzmiały pięknie: pełnym, czystym, mocnym dźwiękiem o ogromnym zróżnicowaniu barw. Niezwykłe było też Magnificat Buhtehudego, którego kolejne sekwencje były śpiewane przez zespół wokalistów a następnie podejmowane i rozwijane przez organy. Doskonałego współbrzmienia orkiestry, śpiewaków i organów trzeba jeszcze poszukać, odpowiednio je wyważyć, popróbować, może – jak na koncercie sprzed dwóch lat – pospacerować po kościele i wsłuchać się w to współbrzmienie z różnych miejsc.

Okazji będzie sporo, bo organy nie zamilkną, a kościół św. Trójcy będzie gościł następne koncerty i festiwale. Już całkiem niedługo kolejna edycja Festiwalu Goldbergowskiego (28.08-2.09.2018) a jesienią druga tegoroczna odsłona festiwalu ORGANy PLUS+ (1-7.10.2018).

Warto w czasie wizyty w Gdańsku zboczyć odrobinę ze zwyczajowego turystycznego szlaku i odwiedzić Stare Przedmieście. Odkryć kościół Świętej Trójcy, posłuchać niezwykłych organów, tuż obok - w przylegającym do kościoła dawnym klasztorze, w którym teraz działa gdańskie Muzeum Narodowe – zobaczyć prawdziwe skarby: „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga, obrazy takich mistrzów, jak Peter Bruegel, Jan Brueghel, Paul Vredeman de Vries; ryciny Albrechta Dürera i Rembrandta.



W załączonym filmie wykorzystano fragment Magnificat Dietricha Buxtehudego wykonanego na koncercie inauguracyjnym 3.06.2018 przez Andrzeja Szadejkę (za jego zgodą) oraz własne fotografie wykonane tego samego dnia oraz zdjęcie fragmentów szafy organowej przed odbudową pochodzące z domeny publicznej.

B!FEST, Barok w Radości



Już w najbliższą niedzielę (17.06) odbędzie się pierwszy koncert tegorocznej edycji festiwalu Barok w Radości, recital mistrzowski Jeremy'ego Westa (cynk).

Następne koncerty zapowiadają się równie interesująco: w niedzielę 24 czerwca zespół La Tempesta zaprezentuje repertuar ze swej najnowszej płyty z muzyką Mikołaja Zieleńskiego, w sobotę 30 czerwca Nieszpory Mikołaja Gomółki zabrzmią w wykonaniu zespołu Sabionetta, a na finał - w niedzielę 8 lipca - usłyszymy arie i duety Jana Sebastiana Bacha pisane w stylu polskim.

Szczegóły wszystkich koncertów można znaleźć na stronach organizatorów: FB Barok w RadościLa Tempesta

oraz w Barokowym Rozkładzie Jazdy: BRJ: Barok w Radości



B!52, Odcinek 80 - Triniatis II

Jutro druga niedziela po Trójcy Świętej. Zachowały się dwie kantaty Bacha na ten dzień: Die Himmel erzählen die Ehre Gottes, BWV 76 oraz Ach Gott, vom Himmel sieh darein, BWV 2. O pierwszej z nich pisałem w zeszłym roku Odcinek 27, Trinitatis II (2017). Dziś kilka słów o drugiej z nich.

Kantata Ach Gott, vom Himmel sieh darein, BWV 2 została wykonana po raz pierwszy 18 czerwca 1724 roku. Jej tekst jest oparty na będącym parafrazą psalmu 12 chorale Marcina Lutra Ach Gott, vom Himmel sieh darein, opublikowanym w 1524 roku w Achtliederbuch, pierwszym luterańskim zbiorze hymnów. Kantata składa się z sześciu części, nieznany autor libretta w przeznaczonych dla chóru częściach pierwszej i ostatniej zachował wiernie tekst krańcowych strof hymnu Lutra, pozostałe strofy zostały przetworzone na potrzeby arii i recytatywów. 

Bach rozpisał kantatę na trzy głosy solowe (alt, tenor, bas), czterogłosowy chór oraz zespół instrumentalny: cztery puzony, dwa oboje, dwoje skrzypiec, altówka i basso continuo. 

Kantatę ropoczyna piękna fantazja chorałowa zbudowana w formie motetu, w stylu uważanym w czasach Bacha za przestarzały. John Eliot Gardiner uważa, że kompozytor użył tej formy, by podkreślić surowy charakter tekstu Lutra. O tenorowej arii, do której posłuchania dzisiaj zapraszam, napisał zaś tak:

"Potężna aria tenorowa (nr 5) utrwala powtarzający się wzorzec wznoszących się motywów w smyczkach i obojach przeciwstawionych opadającym figurom w continuo. Bach podchwytuje analogię „srebra oczyszczonego przez ogień” i nawrócenia (albo ponownego nawrócenia) się chrześcijan oczyszczonych przez Krzyż. Aluzja i sposób, w jaki Bach naśladuje ruch ciekłego metalu jest przypomnieniem nie tyle jego własnego zainteresowania metalami szlachetnymi i monetami, ale raczej ówczesnymi poszukiwaniami kamienia filozoficznego przez kolejnych aptekarzy i alchemików działających w drezdeńskim podziemiu dla Augusta II Mocnego, które w rezultacie – zamiast zmieniania innych metali w złoto – odkryły tajemnicę (Arcanum) porcelany."

Durchs Feuer wird das Silber rein,
Durchs Kreuz das Wort bewährt erfunden.
Drum soll ein Christ zu allen Stunden
Im Kreuz und Not geduldig sein.

Przez ogień srebro się oczyszcza,
Przez krzyż umacnia się Słowo.
Tak chrześcijanin w każdej godzinie
W krzyżu i w biedzie ma być cierpliwym.

***

James Gilchrist - tenor
The Monteverdi Choir
The English Baroque Soloists
John Eliot Gardiner - dyrygent


B!LIVE, XXV Bydgoski Festiwal Operowy, cz. 2



Pierwsza część relacji z barokowego XXV Bydgoskiego Festiwalu Operowego była poświęcona przede wszystkim Herculesowi Georga Friedricha Händla, którego do Opery Nova w Bydgoszczy przywiózł Nationaltheater Mannheim Bydgoski Festiwal Operowy, cz. II

Dziś, ze sporym dystansem, z wielu powodów także i czasowym, o Il Trespolo Tutore Alessandra Stradelli, przedstawieniu Instytutu Opery, które mogliśmy zobaczyć w ramach  towarzyszącego festiwalowi 11. Operowego Forum Młodych oraz o największym festiwalowym rozczarowaniu - Naïs w wykonaniu Il Giardino d'Amore.

Instytut Opery, wspólny projekt warszawskich uczelni artystycznych: Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza, Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i Akademii Sztuk Pięknych wystawił w Bydgoszczy operę buffa Alessandra Stradelli Il Trespolo tutore w reżyserii Pawła Paszty. Przedstawienie wypadło bardzo zgrabnie, zarówno jeśli chodzi o warstwę muzyczną, jak i plastyczną inscenizacji. Skromna, ale dopracowana scenografia z ruchomymi elementami; pomysłowe i barwne kostiumy, zabawa rekwizytami i ich wykorzystanie jako dodatkowych nośników treści libretta oraz włączenie się aktorów w zmiany dekoracji nadało przedstawieniu plastyczności i dynamiki.

Bardzo dobrze spisali się soliści. Największe wrażenie wywarła na mnie zjawiskowa Anna Parysz jako Ciro. Jej rola była stylowa i dopracowana muzycznie w każdym szczególe, bardzo wiarygodnie przeprowadziła też zmianę wewnętrzną swojego bohatera. Ciekawą kreację stworzył także Paweł Kowalewski jako Simona. Było czysto, precyzyjnie, interesująco i... dowcipnie. 

Warstwę instrumentalną wykonała Orkiestra Instrumentów Historycznych Zakładu Muzyki Dawnej UMFC. I był to chyba największy zgrzyt studenckiego przedstawienia, bo poza instrumentami historycznymi okazały się melomanom instrumenty całkowicie wyjęte z kontekstu: zupełnie niebarokowa harfa i prawdziwe monstrum: keyboard z podłączonym głośnikiem. Ze współczuciem patrzyłem w czasie przedstawienia na organistkę, która pięknie wyrażała swoje emocje przy klawiaturze tego pseudopozytywu.

Na koniec o Naïs. Napisałem w jednym z poprzednich tekstów, że Naïs była dla mnie ogromnym rozczarowaniem. W dyskusji, która się rozwinęła obiecałem, że napiszę choć kilka słów o powodach tego rozczarowania. Jeden z czytelników napisał, że brzmienie orkiestry było wspaniałe. To prawda, orkiestra w uwerturze mnie oczarowała, potem nie było już tak dobrze. Brzmienie zespołu instrumentalnego było mało zróżnicowane, statyczne i ciężkie. Wielka szkoda, że instrumentaliści nie czerpali z pasji, elegancji, żywiołowości i lekkości dyrygującego całością Stefana Plewniaka. Dziwi to tym bardziej, że wielu z występujących w Bydgoszczy instrumentalistów znam ze znacznie lepszej strony z koncertów z innymi zespołami.

Zasiedziałą orkiestrę dałoby się jeszcze zaakceptować, co innego to, co pokazali wokaliści, a szczególnie para głównych bohaterów: Sean Clayton (Neptun) i Natalia Kawałek (Naïs). Sean Clayton to uznany tenor, występujący z najlepszymi zespołami na świecie, było więc bardziej niż zaskakujące, że nie wykonał czysto i precyzyjnie praktycznie żadnej ze swoich partii, a melizmaty brzmiały bardziej jak glissanda z nieokreślonym początkiem i końcem. 

Natalia Kawałek dysponuje mocnym i czystym głosem, to rzecz pewna. Niestety postawiła za bardzo na tę moc - w Bydgoszczy nie brzmiała, ale raczej grzmiała od początku do końca przedstawienia, niezależnie od tego, czy śpiewała o ptaszkach, czy o mękach. Była więc raczej jak bogini mądrości i wojny Minerwa albo królowa bogów Junona a nie nimfa Naïs. Z pastorale héroïque Rameau zostało tylko héroïque.

Bardzo dobre wrażenie wywarli na mnie jedynie Cécile Achille - sopran i Etienne Bazola – baryton. Oboje osadzili swoje role w charakterystycznym dla Rameau stylu, śpiewali  precyzyjnie, czysto, byli też wiarygodni, może także i dlatego, że jako jedyni z solistów spróbowali wprowadzić do swoich ról bardziej urozmaicony ruch sceniczny. Szczególne brawa należą się Cécile Achille, która w czasie wykonywania swoich partii dołączała do tancerzy i bezbłędnie wykonywała razem z nimi układy choreograficzne. Jakże to było różne od pary głównych bohaterów, których repertuar ruchów scenicznych ograniczył się do powolnych i majestatycznych ruchów rękoma.

W dużej kontrze do całości stał też chór – lekki, wielobarwny, interesujący i chyba najbardziej „francuski” ze wszystkich elementów przedstawienia.

Piękno muzyki tkwi między innymi w tym, że każdy odbiera ją inaczej, że w każdym z nas budzi inne emocje. Siłą muzyki jest też jej różnorodność. Bydgoski Festiwal Operowy to święto, w czasie którego melomani mogą wziąć udział w wydarzeniach naprawdę niezwykłych. Tym większe podziękowanie należy się organizatorom festiwalu za to, że zdecydowali się zaprosić do tego świętowania, także i muzykę dawną.


***
11. Operowe Forum Młodych
wydarzenie towarzyszące XXV Bydgoskiego Festiwalu Operowego

28.04.2018

Alessandro Stradella (1639-1682)
Il Trespolo tutore

Trespolo - Andrzej Lenart
Artemisia - Milena Lange
Ciro - Anna Parysz
Nino - Weronika Rabek
Simona - Paweł Kowalewski
Despina - Agnieszka Grala

dyrygent - Andrea de Carlo
reżyseria - Paweł Paszta
scenografia - Maciej Krajewski (ASP)
oprawa graficzna - Maja Żurawiecka (ASP)
kostiumy - Marta Kodeniec
charakteryzacja - Anna Sawicka

***

XXV Bydgoski Festiwal Operowy

30.04.2018

Jean-Philippe Rameau
NAÏS opéra-ballet / pastorale héroïque 

Il Giardino d’Amore

Stefan Plewniak - dyrygent 

Naïs - Natalia Kawałek
Neptun - Sean Clayton
Asterion - Erwin Aros Aravenna
Flore, Première & Deuxième Bergère - Cécile Achille
Jupiter, Telenus - David Witczak
Pluton, Tiresie, Palemon - Etienne Bazola

Reżyseria: Olivier Lexa 
Projekcje: Adam Nys
Choreografia: Iwona Runowska 
Reżyseria świateł: Maciej Igielski




B!FEST, Nasz Telemann




Dziś rozpoczęła się druga odsłona cyklu Nasz Telemann. W miastach i wsiach Ziemi Lubuskiej, Wielkopolski i Dolnego Śląska odbędzie się w najbliższych 3 tygodniach ponad 30 koncertów poświęconych polskim wątkom w muzyce baroku i renesansu. Usłyszymy nie tylko dzieła bohatera tytułowego festiwalu, ale też kompozycje Johanna Sebastiana Bacha, Georga Friedricha Händla, Antonio Vivaldiego i wielu innych. 

Wśród wykonawców pojawią się międzynarodowa formacja KORE, znakomita klawesynistka Joanna Boślak-Górniok, jeden z najlepszych polskich lutnistów Michał Gondko, fińska skrzypaczka Aira Maria Lehtipuu, szwajcarska flecistka Corina Marti, gambiści Teodoro Baù i Robin Pharo, a także Adam Kaiser grający na... koźle weselnym!

Pięknie piszą o cyklu "Nasz Telemann" organizatorzy:

"Pretekstem do ubiegłorocznego lubusko-dolnośląsko-wielkopolskiego spotkania z muzyką Jerzego Filipa Telemanna była 250 rocznica jego śmierci. W tym roku nie możemy się już schować za żadną tego typu okolicznością i chyba wcale tego nie potrzebujemy. Pierwsza edycja projektu potwierdziła tylko nasze przekonanie, że warto o Telemannie, jego twórczości i jego świecie opowiadać, zwłaszcza tam, gdzie sam przebywał lub gdzie przy pewnym zbiegu okoliczności mógł łatwo się znaleźć. Dwa czerwcowe tygodnie pokazały nam też, jak barwne kulturowo są regiony Polski, które odwiedzaliśmy i jak intrygująco przenika się w nich historia i współczesność, jak wiele jest jeszcze tematów do odkrycia i jak ważne jest opowiadanie o nich, także przy pomocy muzyki."
***

NASZ TELEMANN 2018
Ziemia Lubuska – Dolny Śląsk – Wielkopolska

5–24 czerwca 2018

Koncerty na Ziemi Lubuskiej: Brody, Międzyrzecz, Wysoka k. Międzyrzecza, Ochla k. Zielonej Góry, Żagań, Żary

Koncerty na Dolnym Śląsku: Dzierżoniów, Głogów

Koncerty w Wielkopolsce: Grodzisk Wielkopolski, Nowy Tomyśl, Zbąszyń
Szczegóły wszystkich koncertów można znaleźć na stronie organizatorów: http://www.nasztelemann.pl/

oraz w barokowym Rozkładzie Jazdy:

B!52, Odcinek 79 - Trinitatis I



Jutro pierwsza niedziela po Trójcy Świętej. W zeszłym roku pisałem z tej okazji o liczeniu niedziel w roku liturgicznym, objęciu przez Johanna Sebastiana Bacha stanowiska kantora w kościele św. Tomasza oraz o reakcjach lipszczan na inauguracyjną kantatę - Die Elenden sollen essen, BWV 75. Odcinek 25 - Trinitatis I

Dziś o kolejnej zachowanej kantacie na pierwszą niedzielę po Trójcy Świętej, O Ewigkeit, du Donnerwort, BWV 20 (O wieczności, ty gromu słowo).

Kantata O Ewigkeit, du Donnerwort, BWV 20, która rozpoczyna drugi roczny cykl muzyki kościelnej pisanej dla Lipska, została wykonana po raz pierwszy 11 czerwca 1724 roku. Uważa się, że autorem libretta jest Andreas Stübel (1653-1725), niemiecki teolog, pedagog i filozof. Autor oparł tekst na 12 z 16 strof hymnu Johanna Rista O Ewigkeit, du Donnerwort, który snuje refleksje na temat śmierci i wieczności. Odpowiadało to czytanemu tego dnia bardzo obrazowemu fragmentowi Ewangelii według św. Jana o bogaczu i ubogim Łazarzu:

Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach [bogacz - przyp. BGN] podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: "Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu".

Bach wykorzystał też w kantacie melodię hymnu Wach auf, mein Geist, erhebe dich skomponowaną przez Johanna Schopa a zamieszczoną w jego zbiorze Himlische Lieder z 1642 roku.

O Ewigkeit, du Donnerwort, BWV 20 składa się 11 części - siedem do wykonania przed kazaniem, pozostałe cztery zaraz po nim. Kantata została rozpisana na trzy głosy solowe, czterogłosowy chór oraz zespół instrumentalny: trąbka (w niektórych źródłach tromba da tirarsi - Zugtrompete, trąbka z suwakiem), trzy oboje, dwoje skrzypiec, altówka i basso continuo.

Kantatę rozpoczyna chór w stylu francuskiej uwertury. We Francji uwertura była grana na wejście króla do opery, tu zwiastuje nadejście sądu ostatecznego, srogiego miecza wieczności. "W obliczu zdumiewającego i zatrważającego tematu wieczności, przede wszystkim wieczności piekła, Bach jest rozpalony jak nigdy dotąd" - pisze John Eliot Gardiner.

Dziś zapraszam jednak do posłuchania arii Wacht auf, wacht auf, verlornen Schafe, o której Gardiner mówi tak:

"Co kaznodzieja użył jako tekst kazania? Być może wołanie do zagubionej owcy, aby porzuciła uśpienie w grzechu, temat wspaniałej arii basowej w C-dur z trąbką i smyczkami [wzmocnionymi przez 3 oboje - przyp. BGN] (nr 8), która otwiera drugą część kantaty; odpowiedź Bacha na händlowską arię The trumpet shall sound z Mesjasza. Jest wyczerpująca i dla śpiewaka. i dla trębacza, wymaga opanowania technicznego i dramatycznego przekazu."


Wacht auf, wacht auf, verlornen Schafe,
Ermuntert euch vom Sündenschlafe
Und bessert euer Leben bald!
Wacht auf, eh die Posaune schallt,
Die euch mit Schrecken aus der Gruft
Zum Richter aller Welt vor das Gerichte ruft!


Zbudźcie się, zbudźcie owce zgubione,
Wybudźcie się z grzesznego snu,
Naprawcie zaraz swoje życie!
Zbudźcie się, zanim głos puzonów
Wezwie was z grobów, przerażonych
Na sąd sędziego wszechświata!

***

Johann Sebastian Bach (1685-1750)
O Ewigkeit, du Donnerwort, BWV 20
8. Aria (bas): Wacht auf, wacht auf, verlornen Schafe

Dietrich Henschel - bas
Monteverdi Choir
English Baroque Soloists
John Eliot Gardiner