Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...

B!LIVE, Gdańsk - Mariackie Anioły



Nie trzeba jechać do Lipska, żeby usłyszeć Bacha, który wzrusza. Piękne niespodzianki zdarzają się blisko. A gdy się zdarzą, chciałoby się towarzyszące im emocje zatrzymać na dłużej. Pozwolić im trwać. W sobotę w Bazylice Mariackiej w Gdańsku na koncercie z cyklu Cappella Angelica organizowanego przez Silva Rerum Arte & Fund zagrały i zaśpiewały anioły…

Skąd wzięła się Cappella Angelica? Nazwa cyklu koncertów wiąże się bezpośrednio z Mariacką Kapelą Anielską, która zdobi prawe ramię transeptu Bazyliki Mariackiej. Jest tam osiem dużych drewnianych rzeźb aniołów, które grają na barokowych instrumentach. Rzeźby pochodzą z odnalezionego w 2003 roku prospektu organowego wykonanego w latach 1758-1760 przez działającego w Gdańsku Johanna Henricha Meissnera. Do czasu drugiej wojny światowej liczące 120 głosów i 8176 piszczałek organy mariackie były największym takim instrumentem nad Bałtykiem. W czasie drugiej wojny światowej organy zdemontowano i  ewakuowano poza Gdańsk. 

Wśród figur zdobiących organy znajdowała się grupa muzykujących aniołów. Zrekonstruowano ją prawie w całości. Są anioły grające na fletach traverso, na wiolonczeli, violone, trójkącie i tamburynie. Są też dwa anioły "śpiewu i tańca". Mariackie Anioły odwiedzam zawsze, kiedy przychodzę do gdańskiej bazyliki. Czasem mam wrażenie, że w czasie swojego nieustającego koncertu poruszają delikatnie złocistymi skrzydłami…

Prawe ramię transeptu jest w tej chwili remontowane, dlatego Cappella Angelica zagrała w sobotę po lewej stronie kościoła, w kobiecym składzie: Anna Zawisza – sopran oraz zespół instrumentalny (Małgorzata Skotnicka – klawesyn, Maja Miro Wiśniewska – traverso, Danuta Zawada, Justyna Skatulnik i Bernadeta Braun – skrzypce barokowe, Natalia Reichert – altówka barokowa oraz Weronika Kulpa – wiolonczela barokowa).

Panie wykonały dwie kantaty Johanna Sebastiana Bacha: Ich habe genug, BWV 82.2 (wersja z 1731 roku na sopran, flet traverso, dwoje skrzypiec, altówkę i basso continuo) oraz Non sa che sia dolore, BWV 209. Pomiędzy kantatami usłyszeliśmy Concerto op. 26 nr 6 Michela Corrette na klawesyn, flet i smyczki.

Kantata Ich habe genug była ożywiona a tempo arii Schlummert ein, ihr matten Augen niezwyczajnie szybkie, co nadało kompozycji ciekawego, niespotykanego charakteru. Było więc Ich habe genug nasycone energią, a potem kantata Non sa che sia dolore - pełna emocji i kontrastów. Wszystko za sprawą raz żarliwego, raz stęsknionego sopranu Anny Zawiszy, intymnego fletu traverso Maji Miro-Wiśniewskiej i zróżnicowanego - artykulacyjnie i kolorystycznie - brzmienia smyczków.

Na duże uznanie zasługuje trio: Danuta Zawada, Justyna Skatulnik - skrzypce, Natalia Reichert - altówka, szczególnie za wykonanie kantaty Non sa che sia dolore. Fakt, sam początek Sinfonii był pogubiony, ale kiedy już ten krótki chaos został opanowany, smyczki brzmiały niezwykle spójnie. Jak jeden muzyczny organizm, którego każdy dźwięk można wysłyszeć z osobna a jednocześnie wszystkie razem składają się na szeroką, idealnie zharmonizowaną i wyjątkowo wyrazistą całość. Dawno nie słyszałem tak pięknego brzmienia…

Na bis artyści wykonali arię What power art thou z Króla Artura Henry’ego Purcella: the Cold Song wywołała dreszcze i gęsią skórkę o wielkim natężeniu. Utwór był zapowiedzią przyszłorocznej edycji festiwalu. 

Sobotni koncert w Bazylice mariackiej w Gdańsku był magiczny także (a może przede wszystkim?) z powodu innego niż tylko dobra muzyka. Był skromny i nastrojowy, towarzyszyła mu ciepła i serdeczna atmosfera. Mariackie Anioły zagrały dla swoich przyjaciół. Jak się okazało - licznych: kolejne krzesełka były dostawiane do ostatniej chwili.


fotografia z koncertu: Michał A. Witkowski



B!LIVE, Bachfest Leipzig 2019, Relacja filmowa




B!LIVE, Bachfest Leizpig 2019, cz. 1



Znamy to prawie wszyscy. Kościół św. Tomasza z jego charakterystycznym biało-czerwonym sklepieniem, z grobem Jana Sebastiana Bacha przykrytym miedzianą płytą; pomnik kompozytora, który stoi tuż obok; Thomanerchor, chór-instytucję, który działa nieprzerwanie od 807 lat; Bosehaus - w tej chwili centrum bachowskiego wszechświata - budynek naprzeciw bocznego wejścia do Thomaskirche, w którym mieszą się: Bach-Archiv, instytut naukowy dokumentujący i badający życie i twórczość lipskiego kantora oraz Bach-Museum kryjące prawdziwe skarby, między innymi oryginał portretu pędzla Eliasa Gottloba Haussmanna – obrazu, który kształtuje nasze wyobrażenie o tym, jak wyglądał Johann Sebastian Bach.

Lipsk. Bach jest tu na wyciągnięcie ręki. Bliskość Bacha jest tu poruszająca. Świadomość, że znajdujemy się w miejscu, po którym spacerował, gdzie grał, dyrygował, pisał wywołuje uczucia o ogromnym natężeniu. Kiedy pierwszy raz przysiadłem na Thomaskirchhof i patrzyłem z oddali na kościół św. Tomasza i na pomnik Bacha, przez kilkanaście minut nie mogłem powstrzymać łez wzruszenia.

Bach jest w Lipsku wszędobylski. Na każdym kroku miasto przypomina, że Bach to Lipsk a Lipsk to Bach. Przypominanie o tej ważnej relacji to jednak nie epatowanie Bachem. Jest rzucające się w oczy, ale w ogromnej większości skromne, gustowne i eleganckie. Tak było i tak jest. Najstarszy na świecie pomnik Bacha, który w 1843 roku ufundował Felix Mendelssohn Bartholdy, jest piękny, ale tek niepozorny, że idąc przez park przy Dittrichring, można go zwyczajnie nie zauważyć. W kościele św. Mikołaja, drugim z kościołów, w których Bach był odpowiedzialny za muzykę i w którym w 1724 poprowadził prawykonanie Pasji według św. Jana, kompozytora upamiętnia niewielkie białe, marmurowe popiersie, a szacunek kompozytorowi oddaje róża. Jedna. W Muzeum Bacha na honorowym miejscu stoją popiersia Bacha wykonane przez dzieci z surowców wtórnych. Bach z recyclingu. Cudowne.

Moja pierwsza podróż do Lipska, była podróżą do mojego Mistrza i na poświęcony jego muzyce festiwal. Bachfest Leipzig. Festiwale poświęcone Bachowi odbywają się w Lipsku od 1904. Przez długi czas były organizowane nieregularnie i pod różnymi nazwami. Od 1999 roku to największe na świecie święto muzyki Bacha organizowane jest przez Bach-Archiv, od maja 2018 roku kieruje nim Michael Maul. Każdy festiwal skonstruowany jest wokół jednego tematu. Motto Bachfest Leipzig 2019 brzmiało: „Hof-Compositeur” Bach, Kompozytor dworski Bach. 

Johann Sebastian Bach był przez ponad 15 lat był związany z książęcymi dworami. Najpierw u księcia Wilhelma Ernsta w Weimarze, potem jako kapelmistrz księcia Leopolda w Köthen. Już jako kantor św. Tomasza przyjmował od możnych ówczesnego świata honorowe tytuły. W 1729 roku książę Christian von Sachsen- Weißenfels mianował go "książecym kapelmistrzem saksońskiego dworu Weißenfels", „von Haus aus”, czyli jak powiedzielibyśmy teraz, Bach mógł sprawować ten urząd „zdalnie”. W 1736 roku Bach uzyskał także od Augusta III tytuł nadwornego kompozytora króla Polski i elektora Saksonii - „Königlich Polnischer und Kurfürstlich Sächsischer Hof-Compositeur”.

„Praca Bacha na dworach i dla władców zaowocowała dużą liczbą bardzo zróżnicowanych kompozycji – wspaniałą muzyką na dworskie uroczystości, błyskotliwymi wirtuozowskimi utworami instrumentalnymi w stylach i gatunkach, jakie tylko możemy sobie wyobrazić, a także nowatorskią muzyką kościelną. W skrócie: tym, co czyni muzykę Bacha jako kompozytora dworskiego tak atrakcyjną, jest jej ogromna rozpiętość form – doskonały materiał do zbudowania bardzo zróżnicowanego programu festiwalu.” (cyt: książka programowa Bachfest Leipzig 2019)

Festiwal Bachowski w Lipsku to oprócz doskonałych koncertów także inne wydarzenia: spektakle, koncerty plenerowe, wykłady, spacery, panele dyskusyjne, wycieczki, kolacje z artystami. W tym roku organizatorzy zaproponowali gościom festiwalu ponad 150 wydarzeń. Festiwal odwiedziło ponad 73 tysiące melomanów z ponad 40 krajów. To wielkie wyzwanie organizacyjne, wyzwanie, któremu organizatorzy w pełni sprostali.

Bachfest Leipzig widać na ulicach. W centrum miasta w sporym namiocie ulokowane jest biuro festiwalowe, w którym można zdobyć wszystkie informacje związane z festiwalem, kupić albo po prostu zabrać ze sobą festiwalowe gadżety, książki, płyty; w okolicach miejsc, w których odbywają się koncerty i inne wydarzenia zawsze widać ubranych w czarne festiwalowe koszulki pracowników i wolontariuszy; banery festiwalowe rozstawione są w wielu punktach miasta. Największy, który widziałem był ustawiony w głównej hali dworca głównego, który jest zresztą sam w sobie budowlą imponującą. To największy dworzec czołowy w Europie – 23 perony, 83 tysiące metrów kwadratowych powierzchni, ponad 150 tysięcy pasażerów dziennie. Bach to w Lipsku cały przemysł. Cukierniczy, gastronomiczny, wydawniczy, zabawkarski, odzieżowy… Udało się jednak zachować w tym wszystkim umiar, nie popaść w tandetę i komercję.

Dzięki Bachfest można także poznać znajdujące się w okolicach Lipska miejsca związane z Bachem. W tym roku autokary podstawione pod kościół św. Tomasza pojechały między innymi do Köthen, gdzie Bach pracował bezpośrednio przed przyjazdem do Lipska, do Freibergu, zamku w Burgk, Naumburga z wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO katedrą, Zschortau, gdzie Bach nadzorował budowę organów i Pomßen, gdzie można było posłuchać koncertu wykonanego na najstarszych zachowanych organach w Saksonii, tych samych na których Bach grał w lutym 1727 roku na ceremonii pogrzebowej. 

Mi udało się odbyć razem z Bachfest podróż do Weißenfels, do zamku Neu-Augustusburg, dla którego księcia, Christiana von Sachsen-Weißenfels Johann Sebastian Bach napisał między innymi Kantatę myśliwską (Jagdkantate), Kantatę pasterską (Schäferkantate) i O angenehme Melodei. Kaplica zamkowa wywiera ogromne wrażenie. Ma stosunkowo niewielką powierzchnię, ale jest bardzo wysoka. W czasie koncertu, który był głównym punktem wizyty w Weißenfels, Ricercar Consort wykonywał kantaty Bacha z najwyższej empory, dało to w rezultacie niezwykłe wrażenie akustyczne – muzykę spływającą na słuchaczy z nieba. Dzięki temu wszystkiemu można było wyobrazić sobie sytuację akustyczną innej kaplicy, w której brzmiały kościelne kantaty Bacha, a która nie dotrwała do naszych czasów, kaplicy zamku w Weimarze, która była nazywana Himmelsburgiem, Niebiańskim Zamkiem.

W czasie podróży do Lipska najważniejsze było jednak dla mnie obcowanie z muzyką. Ale o tym w kolejnej festiwalowej relacji…










B!LIVE, Bachfest Leipzig 2019, erster Teil (Deutsche Textfassung)



Wir kennen sie fast alle. Die Thomaskirche, mit ihrer charakteristischen weißen und roten Gewölbe; mit dem mit einer Kupferplatte bedeckten Grab von Johann Sebastian Bach, mit Thomanerchor, einer bereits seit 807 Jahren ununterbrochen arbeitenden Chorinstitution. Und weiter draußen, dazugehörend: das Denkmal des Komponisten direkt daneben, und das Gebäude gegenüber: Bosehaus - heutzutage das Zentrum vom Bachs Universum, Sitz und Zuhause vom Bach-Archiv (wissenschaftlichem Institut zu Studien und Dokumentation von Leben und Werk des Leipziger Kantors) sowie auch vom Bach-Museum, das wahre Schätze verbirgt, einschließlich des Originals von meist bekanntem und mehrmals kopiertem Porträt von Elias Gottlob Haussmann, dem Gemälde, das unsere Vorstellung vom Bachs äußerem Erscheinungsbild prägt.

Leipzig. Bach ist hier an Ihren Fingerspitzen. Die Nähe von Bach ist echt und bewegend. Das Bewusstsein, an demselben Ort zu stehen, wo er schlenderte, spielte, dirigierte und schuf, rieft Gefühle von ungeheurer Intensität hervor. Als ich zum ersten Mal auf dem Thomaskirchhof saß und die Thomaskirche und Bachs Denkmal von weitem betrachtete, war ich für einige Minuten nicht zustande, Trän der Gefühle aufzuhalten.

In Leipzig ist Bach allgegenwärtig. Bei jedem Schritt erinnert die Stadt daran, dass Bach ist Leipzig und Leipzig ist Bach. Man wird an diese wichtige Beziehung erinnert, ohne jedoch geblendet zu werden. Bachs Rückrufe sind auffällig aber in den allermeisten Fällen auch bescheiden, geschmackvoll und elegant. So war es und bleibt es weiter. Das älteste Bach-Denkmal in der Welt, von Felix Mendelssohn Bartholdy im Jahre 1843 gestiftet, ist sehr schön, aber so unauffällig, dass man es beim Spaziergang durch den Park am Dittrichring unbemerkt verpassen kann.

In der Nikolauskirche, der zweiten, in der Bach für die Musik verantwortlich war und in der er 1724 die Uraufführung der Johannespassion leitete, nur eine kleine weiße Marmorbüste gedenkt an den Komponisten, und eine Rose ehrt ihn da. Eine. Im Bach-Museum stehen seine von Kindern aus wiederverwertbaren Materialien gebasteltete Büsten auf dem Ehrenplatz. Bach aus dem Recycling. Wunderbar.

Meine erste Reise nach Leipzig war eine Reise zu meinem Meister und zum Festival seiner Musik . Bachfest Leipzig. Bach gewidmete Feste finden seit 1904 in Leipzig statt. Für lange Zeit wurden sie unregelmäßig und unter verschiedenen Namen veranstaltet. Seit 1999 wird das größte Bach-Musikfest der Welt von Bach-Archiv organisiert, ab 2018 unter der Leitung von Michael Maul. Jedes Fest wird nach einem bestimmten Thema aufgebaut. Das Motto des Bachfestes Leipzig 2019 lautete »›Hof-Compositeur.‹ Bach.« 

Johann Sebastian Bach war über 15 Jahre mit fürstlichen und königlichen Höfen verbunden. Zuerst beim Herzog Wilhelm Ernst in Weimar, dann als Kapellmeister beim Fürst Leopold in Köthen. Schon als Kantor der Thomaskirche nahm er Ehrentitel von den Adligen zeitgenössischer Welt an. Herzog Christian von Sachsen-Weissenfels ernannte ihn 1729 „Fürstlich sächsisch-weißenfelsischen Hofkapellmeister von Haus aus“, also - wie wir jetzt sagen würden - konnte Bach das Amt aus der Ferne ausüben. 1736 erhielt Bach wiederum von Augustus III den Titel "Königlich Polnischer und Kurfürstlich Sächsischer Hof-Compositeur".

„Bachs Wirken an den Höfen und für die Regenten führte zu vielen und vor allem vielseitigen Kompositionen: prachtvolle Festmusiken, virtuose Instrumentalwerke in den unterschiedlichsten Stilen und Gattungen und innovative Kirchenmusik. Kurz: Die Werke des »Hof-Compositeurs« Bach bestechen durch ein ausgesprochen breites Spektrum Material, um daraus ein vielfältiges Bachfest-Programm an Formen ideales zu formen"(Zitat: Programmheft Bachfest Leipzig 2019)

Zum Bachfest in Leipzig gehören neben hervorragenden Konzerten auch andere Veranstaltungen: Performances, Konzerte im Freien, Vorträge, Spaziergänge, Diskussionsrunden, Führungen, Abendessen mit Künstlern. In diesem Jahr haben die Veranstalter den Festivalgästen über 150 Veranstaltungen angeboten. Das Festival wurde von über 73.000 Musikliebhabern aus über 40 Ländern besucht. Dies ist eine große organisatorische Herausforderung, die die Organisatoren voll und ganz gemeistert haben.

Das Bachfest Leipzig ist auf den Straßen präsent und sichtbar. In der Innenstadt, in einem großen Zelt, befindet sich ein Festivalbüro, in dem man alle Informationen zum Festival erhalten und Gadgets, Bücher, CDs kaufen beziehungsweise gratis mitnehmen kann. In der Nähe von den  Konzert- und Veranstaltungsorten sind immer Festmitarbeiter und Freiwilligen in schwarzen Festival-Shirts zu sehen. Festivalbanner sind in vielen Teilen der Stadt verteilt. Das größte, das ich gesehen habe, befand sich in der Haupthalle des Hauptbahnhofs, der selbst ein beeindruckendes Bauwerk darstellt. Es ist die größte Kopfstation in Europa - 23 Bahnsteige, 83.000 Quadratmeter, mehr als 150.000 Passagiere pro Tag. In Leipzig ist Bachname zu einem echten Industriezweig geworden: Süßwaren, Gastronomie, Verlagswesen, Spielzeug, Bekleidung ... Es ist jedoch gelungen, die Mäßigung zu bewahren und nicht in Kitsch, Billigkeit und Kommerzialisierung zu verfallen.

Bachfest Leipzig bietet auch die beste Gelegenheit, umgebende Orte kennenzulernen, mit denen der Komponisten verbunden war. Dieses Jahr brachten Sonderbusse Festgäste von der Thomaskirche unter anderen nach Freiberg, Burgk, dann nach Köthen, wo Bach unmittelbar vor seiner Ankunft nach Leipzig arbeitete; nach Naumburg mit dem auf UNESCO-Liste des Kulturerbes eingetragenen Dom; nach Zschortau, wo Bach den Orgelbau beaufsichtigte; nach Pomßen, wo man sich ein Konzert auf den ältesten erhaltenen Orgel Sachsens anhören konnte, auf der Bach bei einer Trauerfeier im Februar 1727 spielte.

Mir selbst ist es gelungen, zusammen mit dem Bachfest einen Ausflug nach Weißenfels zu unternehmen, zum Neu-Augustusburg, für dessen Herzog Christian von Sachsen-Weißenfels Johann Sebastian Bach unter anderem die Jagdkantate, die Schäferkantate und »O angenehme Melodei«  geschrieben hat. Die Schlosskapelle macht einen großen Eindruck. Sie ist sehr hoch bei einer relativ kleinen Fläche. Während des Konzerts, das der Hauptpunkt des Besuchs in Weißenfels war,  durchführte Ricercar Consort Bach-Kantaten aus der höchsten Empore und konnte dadurch  einen ungewöhnlichen akustischen Eindruck erschaffen - Bachs Musik floss auf die Zuhörer vom Himmel. Man müßte sich dann gleich in Vorstellung zu einer anderen, sehr ähnlich gebaute Kapelle hinziehen, in welcher Bachs Kirchenkantaten tatsächlich erklangen, die aber bis heute nicht erhalten ist: die Schlosskapelle in Weimar, wegen ihrer akustischen Bedingungen  »Himmelsburg« genannt wurde.

Immerhin, am wichtigsten waren mir  während meiner Reise nach Leipzig Konnektivität und Kommunikation mit der Musik, wie immer. Aber mehr dazu in dem nächsten Festivalbericht.









Bachfest Leipzig. Podróż wymarzona | Eine Traumreise.



Bachfest Leipzig. Podróż wymarzona | Eine Traumreise.

(Deutsche Textfassung finden Sie nachfolgend)

Marzenia nie spełniają się same. Można ja zrealizować tylko wtedy, gdy zamienimy je w plan. Plan precyzyjny, jasny i konkretny. Sporo marzeń zdołałem już zrealizować. Sporo czeka w kolejce. Są też takie, które właśnie się spełniają…

O podróży do Lipska marzyłem od dawna. Bo Lipsk to miasto Johanna Sebastiana Bacha. Mojego przyjaciela i mojego Mistrza. Mawiam o nim czasem, że jest jedynym człowiekiem na świecie na którym nigdy się nie zawiodłem. Zawsze mogłem na niego liczyć. Kiedy było źle, wystarczyły pierwsze nuty III Koncertu brandenburskiego i zły nastrój mijał a problemy wydawały się znacznie mniejsze. Bach wypełniał moje życie już od dzieciństwa, kiedy nieśmiało grałem jego skrzypcowe partity a później - na fortepianie - proste preludia. Kiedy miałem okazję zadyrygować koncertem Bacha orkiestrą, moja pasja zmieniła się w bezgraniczną namiętność...

Muzyka Bacha zawsze dawała mi dużo pozytywnej, nieziemskiej energii. Działała na wszystkie moje zmysły, pozwalała odpłynąć w niezwykłe rejony świadomości. Szwajcarski teolog, Karl Barth powiedział, że "muzyką, która obowiązuje w niebie jest muzyka Bacha". I ja, kiedy jej słuchałem, czułem się jak w niebie.

Ale pewnego dnia Bach przestał grać. Przestałem odczuwać potrzebę wyłapywania wszystkich głosów zawiłej polifonicznej konstrukcji... Pustka, próżnia, beznadzieja. Może Bach postanowił nie uczestniczyć w festiwalu pomyłek, użalania się nad sobą, marnotrawienia czasu i energii na rzeczy zupełnie nieistotne...

Kiedy po latach znów byłem gotowy; kiedy ostatnie życiowe puzzle zaczęły trafiać we właściwe miejsca; kiedy hierarchia wartości przestała być w końcu antyhierarchią – Bach zapukał. Nieśmiało. Podsunął mi program koncertu z okazji swoich 330-tych urodzin. Program? Znałem niemal na pamięć każdą nutę z tego koncertu. Skorzystałem z zaproszenia i Bach wrócił. Z wielką mocą. I z siłą swojej polifonii.

Monofoniczny facet dążący do celu zawsze jedyną i zawsze słuszną drogą; facet, który dawał dojść do głosu tylko przyjemnym uczuciom; facet dla, którego wszystko inne i wszyscy inni byli tylko życiowym akompaniamentem odkrył moc tej barokowej polifonii. I odkrył, że on także jest polifoniczny. Że może mieć myśli, pragnienia, uczucia, marzenia; że fajnie jest nie być idealnym (!!!); że można być jednocześnie dumnym i pokornym; że można pomagać, ale i czerpać radość z przyjmowania pomocy; że można być jednocześnie dzieckiem cieszącym się z najmniejszego drobiazgu, jak i rozsądnym szefem; że zdrowy jest śmiech, ale ważne są też łzy; że te rozmaite myśli, uczucia, zachowania, postawy, doświadczenia są tak samo ważne.

I tak Bach trwa. Dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. A ja stałem się gotowy do podróży marzeń.

Bachfest Leipzig 2019. Odliczam dni, godziny, minuty…

***

Träume werden nicht von sich selbst wahr. Die können erst dann verwirklicht werden, wenn man sie in einen Plan verwandelt: einen präzisen, klaren und spezifischen Plan. Es ist mir schon gelungen, viele von meinen Träumen zu verwirklichen. Mehrere warten immer noch, bis sie an ihre Reihe kommen. Es gibt auch solche, die gerade in diesem Moment in Erfüllung gehen...

Ich habe schon immer davon geträumt, nach Leipzig zu reisen. Denn Leipzig ist die Stadt von meinem Freund und meinem Meister: Johann Sebastian Bach. Ich sage manchmal, dass er der einzige Mensch auf der ganzen Welt ist, der mich noch nie enttäuscht hat. Ich konnte mich immer auf ihn verlassen. Wenn es schlecht war, reichten die ersten Töne des dritten Brandenburgischen Konzerts, und die schlechte Laune ging sofort vorbei, und all die Probleme schienen auf einmal viel kleiner zu sein. Bach beeinflusst mein Leben seit meiner Kindheit, als ich schüchtern seine Violinpartiten spielte und später einfache Präludien – auf dem Klavier. Als sich später für mich die Gelegenheit ergab, Bachs Orchesterkonzert zu dirigieren, wurde meine Leidenschaft zu einer grenzenlosen Passion.

Bachs Musik hat mir immer viel positive, wahnsinnige Energie gegeben. Sie wirkte auf alle meine Sinne und ließ außergewöhnliche Bewusstseinszustände zu erreichen. Man sagt nach dem Theologen Karl Barth, dass “wenn die Engel für Gott spielen, so spielen sie Bach”. Das gilt sicherlich für mich: jedes Mal, wenn ich seine Musik hörte, fühlte ich mich wie im Himmel.

Doch eines Tages hörte Bach auf für mich zu spielen. Auf einmal fühlte ichdas Bedürfnis nicht mehr, alle Stimmen aus den komplizierten polyfonen Strukturen zu verfolgen und zu erkennen. Sie sind von Leere, Vakuum, Hoffnungslosigkeit verdrängt worden. Vielleicht hat mein Bach beschlossen, er wolle an meinen Festspielen der Fehler und Selbstmitlastgefühle nicht teilnehmen, an meiner Zeit- und Energieverschwendung an völlig irrelevante Dinge?

Als ich nach vielen Jahren wieder fertig war; als die letzten Puzzleteile begannen die richtigen Stellen zu treffen; als sich meine Antihierarchie schließlich in richtige Wertehierarchie verwandelt hat, klopfte Bach wieder. Erst ganz schüchtern. Er hat mir nämlich Konzertprogramm zu seinem 330. Geburtstag zugeschoben. Das Programm, von dem ich fast jede Note auswendig wusste. Ich habe die Einladung angenommen und so kam Bach zurück in mein Leben. Mit großer Kraft. Und mit der Kraft seiner Polyfonie.

Der monofone Typ, der seine Ziele immer auf seine einzig richtige Weise erreichen wollte; der nur angenehme Gefühle in den Vordergrund zu treten ließ; der alles Andere und alle Anderen nur als eine Lebensbegleitung betrachtet hat; der Typ entdeckte endlich die Kraft dieser barocken Polyfonie. Und er lernte auch, er ist selber polyfonisch. Dass er Gedanken, Wünsche, Gefühle, Träume haben kann; dass es cool ist, nicht perfekt zu sein (!!!); dass man zugleich stolz und fügsam sein kann; dass man hilfsbereit bleiben kann, aber zugleich Freude finden darf, selbst geholfen zu werden. Ich wusste auf einmal ein Kind zu bleiben und Glück in kleinsten Kleinigkeiten des Lebens zu finden, ohne es zu vergessen, ein vernünftiger Chef zu bleiben. Dass Lachen gesund ist, aber Tränen ebenso wichtig sind; dass diese verschiedenen Gedanken, Gefühle, Verhaltensweisen, Einstellungen und Erfahrungen von genau derselben Geltung sind.

Und so bleibt Bach bei mir. Tag für Tag, Monat für Monat, Jahr für Jahr. Und ich bin auch genug gereift dazu, meine Traumreise endlich zu unternehmen: Bachfest Leipzig 2019. Ich zähle Tage, Stunden, Minuten…

B!LIVE, Bogowie zdemaskowani, czyli Il Pastor Fido w Gliwicach.


Dziś zaczynam od przeprosin. Relacja z gliwickiej premiery opery Il Pastor Fido Georga Friedrich Händla  miała się ukazać już ponad tydzień temu, ale łatam dziury czasoprzestrzenne i wszystko - niestety przede wszystkim pisanie - musi czekać na swoją porę. Czyli na ostatnią możliwą chwilę. Ale relacja ukazać się musi. Powodów jest przynajmniej kilka. Zacznę od miasta. 

Spędziłem w Gliwicach zaledwie kilka godzin, ale był to czas naprawdę piękny. Miasto ma sporo do zaoferowania. Są tu zabytki (Zamek Piastowski, gotycki Kościół Wszystkich Świętych, neogotycka katedra, wieża radiostacji - najwyższa drewniana wieża nadawcza na świecie), jest Palmiarnia Miejska z czterema ogromnymi akwariami; w krajobraz miasta wpisuje się też natura – rozległe parki, Kłodnica - dzika rzeka przepływająca przez samo centrum miasta. Co krok trafiają się też niespodzianki - gliwickie posągi: Neptun, lwy, fauny. Czuć, że Gliwice to miasto przyjazne i otwarte. Zajrzyjcie tam koniecznie.

Festiwal. W tym roku odbywa się w Gliwicach już 12. Edycja Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Dawnej Improwizowanej All'improvviso. Na festiwal przyjeżdżają rokrocznie najbardziej uznani wykonawcy muzyki dawnej, a przygotowywane na festiwal koncerty i przedstawienia są później z powodzeniem prezentowane na innych europejskich scenach i estradach. Już niedługo, 14 czerwca, w Sali Koncertowej im. P.I. Czajkowskiego w Moskwie zostanie wykonana ubiegłoroczna premiera – opera Leonarda Vinciego Gismondo re di Polonia z Maxem Emanuelem Cencicem w roli tytułowej, a premiera tegoroczna - Il Pastor Fido - przedsięwzięcie realizowane w koprodukcji z Teatrem Miejskim w Gliwicach i Międzynarodowym Festiwalem Händel-Festspiele Halle zostanie wystawiona za dwa tygodnie w Goethe-Theater w Bad Lauchstädt.

Il Pastor Fido. Georg Friedrich Händel napisał swoją operę w 1712 roku. Nie odniosła sukcesu. Wystawiono ją zaledwie siedem razy. W 1734 roku kompozytor wrócił do niej dwukrotnie wprowadzając istotne korekty. W maju tego roku wystawiono go trzynaście razy, a w listopadzie – po kolejnych zmianach – jeszcze pięć razy. Libretto opery zostało napisane przez Giacomo Rossiego na podstawie sztuki Battisty Guariniego z 1585 roku. Co ciekawe, Rossi tak mocno skrócił tekst pierwowzoru, że widzom zgromadzonym w londyńskim Queen’s Theater trzeba było objaśnić brakujące elementy w wydrukowanym programie...

Z taką właśnie materią musieli się zmierzyć twórcy gliwickiego przedstawienia. Muzyka jest bezsprzecznie piękna, treść – sztampowa. Bogini Diana jest rozczarowana Arkadią, zarządzone przez nią małżeństwo unieszczęśliwia bohaterów. Amarili nie kocha Silvia tylko Mirtillo; Silvia z kolei kocha Dorinde; jest jeszcze Eurilla, która kocha Mirtillo. Żeby wszystko zrozumieć, trzeba to sobie rozrysować albo sporządzić stosowny diagram. Albo wpaść na pomysł, jak opowiedzieć tę historię inaczej. Tak właśnie zrobił Daniel Pfluger – reżyser gliwickiej inscenizacji.

Zobaczyliśmy dwa światy. Był świat bogów – idealnych i odrealnionych. Oni wiedzą, że cokolwiek zrobią i tak skończy się dobrze - pojawi się deus ex machina i ułoży świat tak, żeby wszyscy byli szczęśliwi. W tym idyllicznym świecie występują ubrani w stylowe stroje soliści – śpiewacy.

Prawdziwy świat jest jednak inny - istnieje w nim ból i cierpienie, uczucia są wyraźniejsze a los – niepewny. O tym świecie twórcy opowiadają tylko tańcem, scenografią, efektami wizualnymi i rekwizytami. W pierwszej scenie widzimy zakrwawione łóżko, pojawia się też policjant, który chce rozwiązać kryminalną zagadkę. Później cofają się wskazówki zegara, a na scenie pojawia się tancerz (Davidson Jaconello) - mężczyzna zdradzony i opuszczony. Znamy ten świat. SMSy bez odpowiedzi, bezradność, w kółko wyświetlane na ekranie telefonu zdjęcia i filmy, wspomnienia szczęśliwych chwil, wspólne selfie. Dzięki wizualizacjom widzimy też to wszystko na scenie.

Byłem ciekawy, jak domknie się opowieść o tym bliższym nam świecie, jak wyjaśni się tajemnica zakrwawionego łóżka. Kiedy w Arkadii pojawia się wysłannik bogini Diany, żeby ogłosić szczęśliwe zakończenie, na drugim planie bohater popełnia samobójstwo. W naszym zwyczajnym świecie cuda zdarzają się rzadko. W naszym ziemskim świecie musimy sobie radzić sami. W naszym ziemskim świecie bogowie mogliby sobie nie poradzić. A twórcy gliwickiego Il Pastor Fido tych oderwanych od rzeczywistości bogów zdemaskowali.

„Bogowie zebrali się w baraku na przedmieściu. Zeus mówił jak zwykle długo i nudnie. Wniosek końcowy: organizację trzeba rozwiązać, dość bezsensownej konspiracji, należy wejść w to racjonalne społeczeństwo i jakoś przeżyć. Atena chlipała w kącie (...)” (Zbigniew Herbert, „Próba rozwiązania mitologii”).

Ale Il Pastor Fido to nie tylko mądra, spójna i bardzo plastyczna opowieść. To także znakomite wykonanie - zarówno w warstwie instrumentalnej jak i wokalnej. {oh!} Orkiestra Historyczna! to marka, gwarancja najwyższej jakości. Nie ma tu mowy o przypadkowości, nic nie zależy od kaprysów chwili. {oh!} to pięknie współbrzmiący muzyczny organizm. Co ważne, w takim dobrze funkcjonującym zespole jest też miejsce na zaprezentowanie umiejętności poszczególnych muzyków. Tak było w Gliwicach. Kreacja Martyny Pastuszki w Sinfonii przed II aktem była brawurowa, było tak zresztą w przypadku wszystkich jej solowych partii. Miło jest patrzeć, jak członkowie orkiestry zamykają oczy, żeby słuchać i przeżywać muzykę… 

Na duże słowa uznania zasługuje też grupa basso continuo prowadzona przez Marcina Świątkiewicza, grupa naprawdę wyśmienita, bo poza jej liderem uwagę zwracali wszyscy pozostali instrumentaliści. Z kulminacją w tęsknym i rzewnym akompaniamencie do arii Dorindy „Mi lasci, mi fugi” (Pavel Serbin – wiolonczela, Jan Čižmář – lutnia, Masako Art. – harfa).

Na scenie Teatru Miesjkiego w Gliwicach usłyszeliśmy znakomitych solistów. Największe wrażenie wywarł na mnie bardzo dobrze zgrany i charakterny duet Silvia (Nicholas Tamagna) i Dorindy (Anna Starushkevych) Po arii Silvia „Sol nel mezzo risuona del core” i następującej po niej arii Dorindy „Se in ombre nascoto ritira” zrywały się długie brawa. Bardzo dobrze spisali się jednak i inni soliści - Rinnat Moriah w roli intrygantki Eurilli (przebojowa aria „Di goder il bel ch’adoro”), Sophie Junker (energetyczne „Finte labbra!”, czy precyzyjna aria „Nò! Non basta a un infedele”) i Zachary Wilson jako Tireno. Mieszane uczucia wzbudził jedynie Philipp Mathmann (Mirtillo). Choć dobrze - zarówno głosowo, jak i wizualnie - dobrany do roli, był jednak wyraźnie stremowany, co skutkowało śpiewaniem wysiłkowym i chwilami niepewnym intonacyjnie.

Najistotniejsze jednak jest to, że przez cały spektakl czuć było zrozumienie między muzykami, a pasja z jaką artyści grali i śpiewali  porwała słuchaczy. Trudno się więc dziwić wielkiej owacji na koniec spektaklu i temu, że długie oklaski wielokrotnie przerywały przedstawienie. Nie tylko zresztą po brawurowych ariach, ale też po soli instrumantalistów i – co zdarza się rzadko – jako wyraz uznania dla pomysłów reżyserskich (scena z przeniesieniem włóczni przez członków orkiestry, albo intymny taniec Davidsona Jaconello z Sophie Junker, która na chwilę weszła do ludzkiego świata (i w efemeryczną czerwoną sukienkę trzymaną przez tancerza).

Il Pastor Fido rozpoczął XII Międzynarodowy Festiwal Muzyki Dawnej All'Improvviso. Nie mogę się doczekać szczegółów kolejnych koncertów. I kolejnej wizyty w Gliwicach.


***

XII Międzynarodowy Festiwal Muzyki Dawnej Improwizowanej „All’Improvviso”

G. F. Handel – opera „Il pastor fido”
1 maja 2019, godz. 18.00 Teatr Miejski w Gliwicach

Soliści:
Philipp Mathmann (Mirtillo)
Sophie Junker (Amarilli)
Rinnat Moriah (Eurilla)
Nicholas Tamagna (Silvio)
Anna Starushkevych (Dorinda)
Zachary Wilson (Tireno)
Davidson Jaconello (Dancer)
{oh!} Orkiestra Historyczna!
Kierownictwo muzyczne: Martyna Pastuszka, Marcin Świątkiewicz

Reżyseria: Daniel Pfluger
Światła: Styliana Kaltsou
Scenografia: Giorgios Kolios
Kostiumy: Giannis Katranitsas
Video: Sarah Scherer









B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2019. Dzień 5, Radosne koncerty na czas Wialkanocy.

 
Ostatni dzień Actus Humanus Resurrectio 2019 rozpoczął w gdańskim Ratuszu Staromiejskim recital klawesynowy Marcina Świątkiewicza. Usłyszeliśmy piętnaście Inwencji dwugłosowych BWV 772–786 oraz Kontrapunkty I–IX oraz Canon alla Decima i Canon alla Duodecima z Die Kunst der Fuge BWV 1080 Johanna Sebastiana Bacha. Inwencje w wykonaniu Marcina Świątkiewicza były pomysłowe i wdzięczne. To dowód na to, że można z powodzeniem wykonywać na koncertach utwory, które sam Bach określił w tytule zbioru jako instruktażowe. Po krótkim wprowadzeniu, Marcin Świątkiewicz zabrał nas fugami i kanonami ze Sztuki Fugi w świat bardziej intymny. I w świat bardziej odległy.

Na finał festiwalu usłyszeliśmy Koncerty brandenburskie, BWV 1046-1051 Johanna Sebastiana Bacha w wykonaniu Akademie für Alte Musik Berlin. To były radosne koncerty na czas Wielkanocy. 

Zaczęło się fantastycznie. I Koncert brandenburski wprowadził słuchaczy w pogodny nastrój. Szczególnie wrażenie wywarły  Adagio z tęsknym solo skrzypiec, punktualne Allegro oraz ostatnia część z popisami poszczególnych sekcji instrumentów dętych - bogato zdobiona, żywiołowa, skontrastowana, a miejscami nawet żartobliwa. Koncert III był pięknie rozkołysany, spójny brzmieniowo i utrzymany w dobrym tempie. Przed przerwą usłyszeliśmy też Koncert IV, chyba najlepszy z całego zestawu, przede wszystkim dzięki brawurowemu trio solistów - Brenhard Forck - skrzypce, Saskia Fikentscher i Shai Kribus - flety proste.

Po przerwie Akademie für Alte Musik Berlin rozpoczęła od Koncertu VI - jedynego, który przyniósł rozczarowanie. Były fragmenty świetne - głębokie, ciemne, spójne barwą, we wszystkie części wdzierał się jednak chaos oraz liczne błędy techniczne, intonacyjne i tekstowe pierwszego altowiolisty.

Potem było już tylko dobrze. Najpierw Koncert V z brawurową partią klawesynu w części pierwszej (Raphael Alperman); pięknie falującym, prawdziwie czułym Affettuoso i zagranym w karkołomnym tempie finałowym Allegro. Publiczność była też wpatrzona i wsłuchana w grającą na traverso Natalię Herden, elegancją i doskonałą technicznie. A na zakończenie Koncert II - żywiołowy, pogodny, z dobrze współpracującą czwórką świetnych solistów (Bernhard Forck - skrzypce, Rupprecht Drees - trąbka, Saskia Fikentscher - obój, Shai Kribus - flet prosty). Uwagę - w czasie całego koncertu - zwracała też grupa basso continuo, a szczególnie grająca na wiolonczeli Katharina Litschig.

W Gdańsku zostałem jeszcze jedne dzień. Byliśmy między innymi w Centrum św. Jana. Z jednej strony było smutno. Bez tego festiwalowego gwaru, przyjaznych i uśmiechniętych twarzy ludzi, których spotykam dwa razy w roku na Actus Humanus, bez muzyki. Z drugiej strony mogliśmy przypatrzeć się zmianom, które zachodzą w Centrum. To bardzo optymistyczne. Turystów wita świeży zapach drewna. Prawie gotowa jest empora południowa (36-metrowy balkon bogato dekorowany rzeźbami i obrazami), bliskie zakończenia są prace konserwacyjne ołtarza głównego, zaczęto rekonstrukcję organów bocznych z lat 1760-1761. Jest coraz piękniej.

Cały Gdańsk się zmienia. Sporo jeżdżę, tylu nowych inwestycji nie widać nigdzie indziej. A to, co dzieje się na Wyspie Spichrzów i na Ołowiance jest wprost imponujące. I jak zawsze biją carillony, krzyczą mewy, dudnią syreny statków. Tak żyje miasto. Wrażliwe na kulturę, przywiązane do tradycji i otwarte na ludzi. Prężne, różnorodne i... wolne.