Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas 2019, dz. 5 | Jam z Niebios zszedł



W niedzielę gdański festiwal Actus Humanus nabrał dla mnie - ale też pewnie dla wielu innych uczestników - nowego wymiaru. Zacząłem o nim myśleć jak o festiwalu społecznym. I wcale nie chodzi o przyjacielskie spotkania, niezliczone rozmowy, nawiązywane relacje, poczucie wspólnoty. Tak było zawsze. W czasie ostatniego dnia festiwalu stało się coś niezapomnianego i pięknego. Organizatorzy zaprosili melomanów do współtworzenia muzyki.

Okazja była przednia. Na koncercie finałowym Gabrieli Consort & Players pod dyrekcją Paula McCreesha wykonali zrekonstruowaną na podstawie traktatów Michaela Praetoriusa luterańską Mszę na Boże Narodzenie. Tak mogła brzmieć w Święta roku 1620. Protestanci są rozśpiewani, jedną z głównych ról w protestanckich nabożeństwach odgrywają wierni. W Christmette kongregacja wykonuje cztery hymny. Nie śpiewałem w chórze, lekko licząc 30 lat, wyzwanie było więc spore. Na szczęście można się było do tego występu przygotować. W Ratuszu Staromiejskim próbę poprowadził wczesnym popołudniem prof. Marcin Tomczak, dyrygent Akademickiego Chóru Uniwersytetu Gdańskiego, a bezpośrednio przed koncertem ostatnich wskazówek udzielał nam sam Paul McCreesh. A potem było już wspólne śpiewanie. Czysta radość!!!

Sam koncert był szczególny także z innych powodów. Wielkie zaciekawienie publiczności wzbudziło zgromadzone w Centrum św. Jana instrumentarium. Przyznam, że spędziłem trochę czasu w Internecie, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o instrumentach, które widziałem w Gdańsku pierwszy raz w życiu: o brzęczącym niskim basem rakecie, zwanym też rzektem lub ranketem; o kilkumetrowym pomorcie albo o krummhornie czyli krzywuli. Były też cynki, dulciany, szałamaje, barokowe puzony czy protoplasta wiolonczeli – bas-geig. Pojawiły się aż cztery instrumenty klawiszowe – regał, wirginał, klawesyn i pozytyw. Na tym ostatnim zagrał po mistrzowsku William Whitehead.

Koncert był dla zespołu wielkim wyzwaniem logistycznym. Nawet w ramach poszczególnych części artyści nieustannie zmieniali się miejscami, krążyli też po całym kościele. Wykorzystano nie tylko zbudowaną z przodu scenę i przestrzeń z tyłu, pod odrestaurowanym ołtarzem św. Jana Chrzciciela, ale też znajdujące się na kilku poziomach nad sceną balkony. Być może właśnie takie wrażenia akustyczne mieli wierni w XVII wieku. W wielu kościołach protestanckich zespoły muzyczne grają i śpiewają właśnie z poziomu umieszczonych wysoko empor, muzyka zdaje się wtedy spływać na słuchaczy z nieba. Dokładnie jak w śpiewanym przez nas chorale:

Vom Himmel hoch, da komm' ich her.
Ich bring' euch gute neue Mär,
Der guten Mär bring' ich so viel,
Davon ich sing'n und sagen will.

Jam z Niebios zszedł by nową wieść
Zbawienną, dobrą dla was nieść,
Z tej dobrej wieści wiele wam
Ogłosić i wyśpiewać mam.

Ostatniego dnia festiwalu odbył się jeszcze jeden koncert. Suity francuskie BWV 812-817 Johanna Sebastiana Bacha wykonała w Ratuszu Staromiejskim Lilianna Stawarz. Rzadko można usłyszeć Suity francuskie na koncercie, a szkoda, bo to utwory finezyjne i pełne dramaturgii. I dzięki muzyce Bacha i interpretacji Lilianny Stawarz koncert był jedną z perełek, które zdarzają się w czasie Actus Humanus. Suity były zdobne (lecz nie przeładowane ozdobnikami), eleganckie i swobodne. Przede wszystkim jednak – może z wyjątkiem pierwszych części zagranej po przerwie IV Suity – wprowadzały spokój i skutecznie odrywały od zgiełku codzienności.

Kolejna edycja Actus Humanus za nami. Będzie mi brakowało Gdańska, festiwalu, spotkań z przyjaciółmi i z czytelnikami, dźwięku carillonów i wieczornych spacerów. Na szczęście wielkanocna edycja festiwalu już za niecałe cztery miesiące. Zapowiada się pięknie. Na koncertach popołudniowych wystąpią Agnieszka Budzińska-Bennett, Monika Kaźmierczak, Maria Pomianowska, Stefan Plewniak i Marcin Świątkiewicz, a wieczorami Marc Minkowski i Les Musiciens du Louvre, Peter Phillips i The Tallis Scholars, William Christie i Les Arts Florissants, Paul Van Nevel i Huelgas Ensemble oraz Akademie für Alte Musik Berlin.

Do zobaczenia w Gdańsku!!!

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas 2019, dz. 4 | Mistrzowskie transkrypcje



Sobotnie popołudnia należą na Actus Humanus do carillonów. Wczoraj z wieży kościoła św. Katarzyny Małgorzata Fiebig, carrillonistka katedry w Utrechcie, zagrała transkrypcje trzech utworów bożonarodzeniowych Jacoba van Eycka ze zbioru „Fletowy ogród rozkoszy” oraz dwie suity, które na violę da gamba napisał François Couperin. Małgorzata Fiebig pokazała słuchaczom trochę inne oblicze carillonu – delikatne, pełne emocji i subtelnych niuansów, a przy tym bardzo precyzyjne. Przy Pompe funebre z I Suity e-moll Couperina dźwięk carillonu zdawał się nieledwie falować pond głowami słuchaczy.

Wieczorem przenieśliśmy się do Dworu Artusa, gdzie Rinaldo Alessandrini oraz Concerto Italiano przenieśli nas w świat transkrypcji klawesynowych kompozycji Johanna Sebastiana Bacha na mały zespół instrumentalny. W pierwszej części koncertu zabrzmiały Passacaglia c-moll BWV 582, Aria variata alla maniera italiana a-moll BWV 989 i Canzona d-moll BWV 588. Po przerwie główny punkt programu – Wariacje Goldbergowskie BWV 988.

Koncert był doskonały. Wariacje Goldbergowskie transkrybowane na zespół instrumentalny zmieniły się w zestaw kunsztownych miniatur, w których pobrzmiewały echa innych wielkich kompozycji Bacha – sinfonii, koncertów brandenburskich, suit orkiestrowych, a w jednej z wariancji – wykonywanej przez dwoje skrzypiec – koncertu podwójnego d-moll. Wykonania były wirtuozowskie. W kolejnych wariacjach słuchaliśmy popisów poszczególnych instrumentów albo ich konfiguracji: dwóch, trzech instrumentów, par instrumentów albo całego zespołu. Te mistrzowskie popisy nie odebrały jednak całości bardzo skromnego, intymnego, wysmakowanego charakteru. Zasługa w tym wszystkich bohaterów wczorajszego koncertu: Rinaldo Alessandriniego, Concerto Italiano w składzie Boris Begelman (I skrzypce), Antonio di Secondo (II skrzypce), Ettore Belli (altówka), Ludovico Takeshi Minasi (wiolonczela) i Matteo Coticoni (violone).

Publiczność zgotowała artystom długą i żywiołową owację. Były więc bisy – Aria z III Suity Orkiestrowej D-Dur, BWV 1068 zwana popularnie Arią na strunie G oraz Wariację I z Wariacji Goldbergowskich.

Dziś ostatni dzień Actus Humanus Nativitas 2019. Lilianna Stawarz zagra Suity francuskie Johanna Sebastiana Bacha, a Gabrieli Consort & Players pod dyrekcją Paula McCreesha wykonają Christmette Michaela Praetoriusa.

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas 2019, dz. 3 | O spontanicznym śpiewaniu i gambowych superbohaterach


W 2014 roku Sonia Wronkowska odnalazła w zbiorach Biblioteki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza zbiór nut pochodzący z pałacu rodziny Maltzan w Miliczu. „To były oprawione w skórę zeszyty. Otworzyła jeden z nich: na blisko stu kartach papieru czerpanego ciągnęły się długie szeregi nut zapisanych wprawną ręką kopisty. Sonaty na violę da gamba. Niektóre strony ktoś poprawiał: inna ręka, nerwowo i szybko, uzupełniała takty, o których zapomniał kopista. Na kolejnych kartach Sonia Wronkowska znalazła całe utwory zanotowane tym fantazyjnym charakterem pisma. Tu i ówdzie pojawiała się adnotacja, że autorem dzieł jest Carl Friedrich Abel. Poczuła w sobie żyłkę detektywa. Zajrzała do katalogu dzieł wszystkich Abla, który sporządził brytyjski muzykolog Peter Holman. Nie było tam utworów, które miała przed sobą. Wstrzymała oddech: nieznane sonaty Abla? To już zakrawało na sensację. A jeśli się okaże, że zapisane są ręką samego kompozytora? Na stronie internetowej British Library znalazła próbki jego pisma. – Było bardzo charakterystyczne. Obok klucza wiolinowego stawiał wbrew konwencji dwie kropki jak przy kluczu basowym, a klucz basowy pisał jak w lustrzanym odbiciu, skierowany w prawo, a nie w lewo – mówi młoda muzykolog. Peter Holman potwierdził: to był Abel.” ( z artykułu „Muzyczna detektyw. Kryminalna historia odnalezienia XVIII-wiecznego rękopisu” Anny S. Dębowskiej z 23 listopada 2016 roku, wyborcza.pl).

Trzeci dzień festiwalu Actus Humanus Nativitas 2019 rozpoczął się od recitalu Anny i Krzysztofa Firlusów, którzy wykonali pięć z odnalezionych w Poznaniu sonat Carla Friedricha Abla. Usłyszeliśmy cały przekrój tych kompozycji: od całkiem prostych, utrzymanych wyłącznie w stylu galant, do niemal romantycznych, wirtuozowskich sonat w stylu określanym z niemieckiego jako Empfindsamerstil (styl wzmożonej uczuciowości). Bo takie właśnie były ostatnie sonaty zagrane przez Annę i Krzysztofa Firlusów na koncercie - osobiste, chwilami nawet intymne, a w innych fragmentach ogniste i żywiołowe. W jednej z kadencji Krzysztof Firlus wykonał też ukłon w kierunku Gdańska i gdańszczan i wplótł w kadencję fragment hejnału miasta. Gambista powiedział na koncercie, że gdyby mógł sobie wybrać gambowego superbohatera – byłby Ablem. Krzysztof Firlus mógłby być każdym gambowym superbohaterem, ale jeśli macie ochotę posłuchać Firlusa-Abla – to możliwe. Duet nagrał większość sonat, które znalazły się w programie koncertu dla wytwórni Dux (C.F. Abel, Sonatas from Maltzan Collection). Warto posłuchać tej płyty, bo zarówno utwory, jak i ich wykonania wprowadzają niezmiennie w dobry nastrój.

Wieczorem w gdańskim Dworze Artusa wystąpił legendarny Dominique Visse ze swoim Ensemble Clément Janequin. Usłyszeliśmy mszę bożonarodzeniową Hodie Christus Natus Est Palestriny zestawioną z szesnastowiecznymi francuskimi pieśniami nawiązującymi do Świąt. Dzięki Palestrinie był to wieczór pełen intymnych emocji i zadumy. Francuskie „Noëls” przyniosły za to wiele spontanicznej radości. Koniec koncertu był już zupełnie wesoły. Wspólnie z zespołem śpiewaliśmy francuską kolędę Minuit, chrétiens, którą w 1843 roku skomponował do słów Placide’a Cappeau Adolphe Adam. Pieśń zrobiła międzynarodową karierę. Ja śpiewałem ją po angielsku (O holy night! The stars are brightly shining)

W niedzielę pośpiewać będą mogli wszyscy uczestnicy uroczystego wieczornego koncertu na zamknięcie festiwalu. Wspólnie będą odśpiewane cztery hymny Praetoriusa z Christmette. Organizatorzy zapraszają wszystkich chętnych w niedzielę o 15:00 do Ratusza Staromiejskiego na lekcję śpiewania, którą poprowadzi prof. Marcin Tomczak. Tuż przed koncertem próbę przeprowadzi sam Paul McCreesh! Nuty można odebrać już dziś po koncercie w Dworze Artusa. Będą czekały na Was również w niedzielę w Ratuszu Staromiejskim i w Centrum św. Jana. Mogę też przysłać zdjęcia ;)

B!LIVE, Actus Humanu Nativitas 2019, dz. 2 | Świąteczne cuda



Cudem chyba, bo o przypadku mowy być nie może, zdążyłem na popołudniowy recital skrzypcowy Roberta Bachary w Ratuszu Głównego Miasta. Pamiętam dobrze, że kiedy po recitalu na Actus Humanus Resurrectio 2017 złożonym z trzech partit skrzypcowych Johanna Sebastiana Bacha, skrzypek zagrał na bis fragment partity Johanna Josepha Vilsmayra (1663-1722), pomyślałem, że to właśnie kompozycje dla niego. W bardzo rozbudowanych formalnie partitach Bacha trzeba od początku do końca dbać o spójność tej formy. Kompozycje starszego od Bacha o całe pokolenie Vilsmayra to zestawy preludiów i następujących po nich krótkich stylizowanych tańców. Kompozytor zastosował także – szczególnie dla celów brzmieniowych – skordaturę. 

Bachara potrafił to wszystko wykorzystać, grał partity praktycznie bez przerw, co nadało im charakteru niezwykłych fantazji, pełnych nagłych zwrotów akcji, szybkiego przechodzenia z grania bardzo osobistego, intymnego i subtelnego do żywiołowego i ognistego. Przy Particie III pomyślałem, że taki może być właśnie Robert Bachara. Nieodganiony, żywiołowy, zmienny, że targają nim czasem zupełnie skrajne emocje. Najważniejsze jednak, że w tych wszystkich zmiennych tempach, artykulacjach, rozwiązaniach dynamicznych i sonorystycznych partity Vilsmayra nie zostały poszatkowane na zbiór kontrastujących kawałków. W tej właśnie ciągłej zmienności Robert Bachara znalazł sposób na stworzenie z nich form jak najbardziej spójnych. To były trzy piękne, kolorowe muzyczne opowieści.

Wieczorem też zdarzały się cuda! W Dworze Artusa program złożony z koncertów fletowych Vivaldiego oraz koncertów bozonarodzeniowych Corellego, Torellego i Manfrediniego wykonali Giovanni Antonini i zespół Il Giardino Armonico. Chociaż koncert tak naprawdę wykonali Giovanni Antonini – flety proste, chalmeau, Stefano Barneschi – pierwsze skrzypce, Marco Bianchi – drugie skrzypce, Liana Mosca – altówka, Paolo Beschi – wiolonczela, Giancarlo de Frenza – violone, Michele Pasotti – teorba i Riccardo Doni – klawesyn. Dlaczego tak? Bo w czwartkowy wieczór siła zespołowego grania była ważna, ale ważny stał się też każdy z występujących w zespole instrumentalistów. To było wspólne muzykowanie, wymiana myśli muzycznych, wydobywanie z polifonicznych struktur koncertów poszczególnych partii instrumentalnych.

Do pierwszej części koncertu wprowadzono zmiany, dzięki nim mogliśmy posłuchać dwóch canzon Tarquinia Meruli: La Piva i La Lusignuola. Obie powstały w 1615 roku, jest więc całkiem możliwe, że słuchano ich w latach dwudziestychsiedemnastego wieku w Warszawie, kiedy Merula przebywał na dworze Zygmunta III. A to utwory piękne. Szczególnie „La Lusignuola”, pełna niezwykłych współbrzmień, ciekawych pomysłów polifonicznych i fragmentów z równomiernie wybijanym pulsem, kiedy aż chciało się tupać albo klaskać razem z zespołem.

Oprócz koncertów bożonarodzeniowych zostały pokazane melomanom także koncert fletowe wykonane brawurowo przez lidera zespołu Giovanniego Antoniniego. Ile tam było pasji, tańca z fletem, pięknego zdobienia partii. Publiczność reagowała na te popisowe wykonania bardzo spontanicznie. Najbardziej chyba jednak na najpopularniejszą kompozycję we wczorajszym zestawie. Koncert bożonarodzeniowy, a właściwie Concerto Grosso VIII g-moll op. 6 „Fatto per la notte di Natale”. Dawno nie słyszałem tak ciekawego wykonania tego koncertu. Zachwyciło mnie granie pierwszego skrzypka – Stefano Barneschiego – pełne eleganckich zdobień i improwizowanych wprowadzeń do kolejnych fraz oraz niesamowita swoboda w graniu, Paolo Beschi, który wydobył na wiolonczeli tematy i frazy, których dotąd nie znałem, a może raczej nie rozumiałem. I Michele Pasotti, który czynił cuda na teorbie.

Właśnie. Cuda. Ostatni zdarzył się na koniec koncertu. Zespół zdecydował się zagrać na bis Pastorale z koncertu Corellego, z fletem Giovanniego Antoniniego wzmacniającym we fragmentach partię pierwszych skrzypiec. Prawdziwe wzmocnienie przyszło jednak na końcu. Kiedy wybrzmiewały ostatnie nuty Pastorale swoje postanowił dodać zegar umieszczony nad głowami artystów. Zaczął cichutko, samym swoim mechanizmem taktować z terkotem godzinę dziesiątą. Idealnie o czasie i idealnie w pulsie. Takiego przeżycia się nie zapomina.

A dziś na Actus Humanus Krzysztof Firlus i Anna Firlus wykonają Carla Friedricha Abla, a wieczorem w Dworze Artusa w programie Hodie Christus natus est wystąpią Ensemble Clément Janequin i Dominique Visse. 


B!LIVE, Actus Humanus Nativitas, dz. 1



To niesamowite, jak serdeczna atmosfera, poczucie wspólnoty i muzyka potrafią odmienić nastrój. Z wielu powodów w ciągu kliku ostatnich miesięcy troszkę mniej było Baroque Goes Nuts! w Internecie, jeszcze mniej na salach koncertowych. No może z wyjątkiem tej jednej, która stała się w tym roku centrum mojego wszechświata. A dla Bydgoszczy także centrum świata muzyki dawnej. Centrum Sztuki Pomorzanin. Znacie je dobrze z moich relacji. Nadszedł jednak czas wrócić do pozabydgoskiej muzycznej rzeczywistości. Nie mogło być lepszego miejsca na ten powrót niż Gdańsk i Actus Humanus. Tu czuję się dobrze. Tu czuję się wolny.

Pierwszym koncertem festiwalu był recital Tomasza Pokrzywińskiego, który suitami IV, V i VI domknął rozpoczęty przed rokiem cykl Suit na wiolonczelę solo Johanna Sebastiana Bacha. Nie było mnie na tym koncercie, wiem z bezpośrednich relacji, że był fantastyczny. Mam też nadzieję, że zdarzy się jeszcze okazja do posłuchania całego cyklu w wykonaniu Tomka. 

Uroczysta inauguracja Actus Humanus Nativitas 2019 miała miejsce w Centrum św. Jana, które zmienia się z festiwalu na festiwal. Tym razem podziwialiśmy – już bez rusztowań – najcenniejszy zabytek kościoła: ołtarz główny, wykonanany w latach 1599-1612 przez gdańskiego architekta i rzeźbiarza Abrahama van den Blocke. Jego inne dzieła znamy wszyscy. To między innymi fasada Dworu Artusa, Złota Brama i fontanna Neptuna. Pasjonatów muzyki interesowały też odrestaurowane boczne organy z bogato rzeźbionym osiemnastowiecznym prospektem organowym, odtworzonym w ponad dziewięćdziesięciu procentach z oryginalnych elementów. Jego autorem jest Johann Heinrich Meissner; ten sam, którego muzykujące anioły "fruwają" w Bazylice Mariackiej.

Głównym punktem pierwszego dnia Actus Humanus Nativitas 2019 był jednak koncert Fabia Biondiego i Europy Galante. Artyści wykonali sześć koncertów skrzypcowych Antonia Vivaldiego ze zbioru La Stravaganza wydanego w 1728 roku w Londynie. Solista brzmiał najlepiej we fragmentach, w których odrywał się od nut i od pulpitu i zwrócony twarzą do orkiestry wspólnie z nimi muzykował. Odchodziły wtedy wyczuwalne usztywnienie i nerwowość. Zdecydowanie najlepiej słuchało się jednak rozpoczynających obie części koncertu Sinofnii G-dur RV 149 „Il Coro delle muse” i Sinfonii z opery Herakles nad Termodontem RV 710. Na bis usłyszeliśmy zgrabny Kanon D-dur Johanna Pachelbela.

Dziś kolejne festiwalowe emocje. Na koncercie popołudniowym usłyszymy partity skrzypcowe Johanna Josepha Vilsmayra w wykonaniu Roberta Bachary, a wieczorem program złożony z koncertów bożonarodzeniowych Corellego, Torellego, Manfrediniego oraz koncerty fletowe Antonia Vivaldiego w wykonaniu Giovanniego Antoniniego i Il Giardino Armonico.


B!LIVE, Gdańsk - Mariackie Anioły



Nie trzeba jechać do Lipska, żeby usłyszeć Bacha, który wzrusza. Piękne niespodzianki zdarzają się blisko. A gdy się zdarzą, chciałoby się towarzyszące im emocje zatrzymać na dłużej. Pozwolić im trwać. W sobotę w Bazylice Mariackiej w Gdańsku na koncercie z cyklu Cappella Angelica organizowanego przez Silva Rerum Arte & Fund zagrały i zaśpiewały anioły…

Skąd wzięła się Cappella Angelica? Nazwa cyklu koncertów wiąże się bezpośrednio z Mariacką Kapelą Anielską, która zdobi prawe ramię transeptu Bazyliki Mariackiej. Jest tam osiem dużych drewnianych rzeźb aniołów, które grają na barokowych instrumentach. Rzeźby pochodzą z odnalezionego w 2003 roku prospektu organowego wykonanego w latach 1758-1760 przez działającego w Gdańsku Johanna Henricha Meissnera. Do czasu drugiej wojny światowej liczące 120 głosów i 8176 piszczałek organy mariackie były największym takim instrumentem nad Bałtykiem. W czasie drugiej wojny światowej organy zdemontowano i  ewakuowano poza Gdańsk. 

Wśród figur zdobiących organy znajdowała się grupa muzykujących aniołów. Zrekonstruowano ją prawie w całości. Są anioły grające na fletach traverso, na wiolonczeli, violone, trójkącie i tamburynie. Są też dwa anioły "śpiewu i tańca". Mariackie Anioły odwiedzam zawsze, kiedy przychodzę do gdańskiej bazyliki. Czasem mam wrażenie, że w czasie swojego nieustającego koncertu poruszają delikatnie złocistymi skrzydłami…

Prawe ramię transeptu jest w tej chwili remontowane, dlatego Cappella Angelica zagrała w sobotę po lewej stronie kościoła, w kobiecym składzie: Anna Zawisza – sopran oraz zespół instrumentalny (Małgorzata Skotnicka – klawesyn, Maja Miro Wiśniewska – traverso, Danuta Zawada, Justyna Skatulnik i Bernadeta Braun – skrzypce barokowe, Natalia Reichert – altówka barokowa oraz Weronika Kulpa – wiolonczela barokowa).

Panie wykonały dwie kantaty Johanna Sebastiana Bacha: Ich habe genug, BWV 82.2 (wersja z 1731 roku na sopran, flet traverso, dwoje skrzypiec, altówkę i basso continuo) oraz Non sa che sia dolore, BWV 209. Pomiędzy kantatami usłyszeliśmy Concerto op. 26 nr 6 Michela Corrette na klawesyn, flet i smyczki.

Kantata Ich habe genug była ożywiona a tempo arii Schlummert ein, ihr matten Augen niezwyczajnie szybkie, co nadało kompozycji ciekawego, niespotykanego charakteru. Było więc Ich habe genug nasycone energią, a potem kantata Non sa che sia dolore - pełna emocji i kontrastów. Wszystko za sprawą raz żarliwego, raz stęsknionego sopranu Anny Zawiszy, intymnego fletu traverso Maji Miro-Wiśniewskiej i zróżnicowanego - artykulacyjnie i kolorystycznie - brzmienia smyczków.

Na duże uznanie zasługuje trio: Danuta Zawada, Justyna Skatulnik - skrzypce, Natalia Reichert - altówka, szczególnie za wykonanie kantaty Non sa che sia dolore. Fakt, sam początek Sinfonii był pogubiony, ale kiedy już ten krótki chaos został opanowany, smyczki brzmiały niezwykle spójnie. Jak jeden muzyczny organizm, którego każdy dźwięk można wysłyszeć z osobna a jednocześnie wszystkie razem składają się na szeroką, idealnie zharmonizowaną i wyjątkowo wyrazistą całość. Dawno nie słyszałem tak pięknego brzmienia…

Na bis artyści wykonali arię What power art thou z Króla Artura Henry’ego Purcella: the Cold Song wywołała dreszcze i gęsią skórkę o wielkim natężeniu. Utwór był zapowiedzią przyszłorocznej edycji festiwalu. 

Sobotni koncert w Bazylice mariackiej w Gdańsku był magiczny także (a może przede wszystkim?) z powodu innego niż tylko dobra muzyka. Był skromny i nastrojowy, towarzyszyła mu ciepła i serdeczna atmosfera. Mariackie Anioły zagrały dla swoich przyjaciół. Jak się okazało - licznych: kolejne krzesełka były dostawiane do ostatniej chwili.


fotografia z koncertu: Michał A. Witkowski



B!LIVE, Bachfest Leipzig 2019, cz. 2 Relacja filmowa