XV Dni Muzyki Dawnej - seminarium orkiestrowe i koncert specjalny



Przesilenie wiosenne uczciłem 1. Bydgoskim Barokowym Maratonem Muzycznym (1. BBMM). Muszę tę nazwę opatentować 😛. Dwie otwarte próby i trzy koncerty w dwie doby to naprawdę sporo. Ale zmęczenia materii nie czuję. Wprost przeciwnie. Inne sprawy nie dają mi czasem przestać o sobie myśleć, ale nie muzyka. No i inne czasoprzestrzenne zjawisko, dzięki któremu jako tako funkcjonuję...

Ale do rzeczy. W sobotę i niedzielę miałem możliwość (i zaszczyt) uczestniczyć w otwartych próbach seminarium orkiestrowego zorganizowanego przez Akademia Muzyczna im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy w ramach XV Dni Muzyki Dawnej i prowadzonego przez Aureliusza i Ewę Golińskich oraz Tomasza Pokrzywińskiego (Arte dei Suonatori). To właśnie był ten "inny wymiar" i ta "inna bajka", o których już wspominałem. Sporo się dowiedziałem, dużo nauczyłem. Mam nadzieję, że choć część tego będę mógł wykorzystać, kiedy będzie się spełniać moje marzenie. Ale najważniejsze, że byłem świadkiem tego, jak tworzy się muzykę. I jak tworzy się muzyka. "Zagraliście pięknie, proszę Państwa - powiedział w czasie próby Aureliusz Goliński - ale proszę nie myśleć o tym, JAK to zagraliście, ani tego NIE NAZYWAĆ. Sam nie potrafię tego nazwać, ale może i dobrze. Proszę po prostu tak zagrać".

I zagrali. Dzisiejszy koncert specjalny, poświęcony pamięci Damiana Borowicza powinien być pokazywany jako, jak to się teraz zwykło nazywać, "tutorial". Tego, jak się muzykuje, czym jest zespół i co to jest tak naprawdę to "concerto grosso", które tak często znajduje się w programach różnych koncertów.

W programie koncertu znalazły się dwa pierwsze Concerti Grossi Georga Friedricha Händla z op. 6, Concerto Grosso nr 1 F-dur Alessandro Scarlattiego ze zbioru, którego nazwę przytoczę w całości, bo jest cudowna - "Sei concerti in sette parti per due violini e violoncello obbligato, con in più due violini, un tenore e basso continuo" oraz Sinfonia a quattro nr 12 Antonio Caldary. Ten ostatni utwór to trochę akcent pasyjny, bo jest to transkrypcja Introduzione do oratorium Caldary "La Passione di Gesù Cristo Signor Nostro".

Pięknie to wszystko brzmiało. Interpretacje, które dzisiaj usłyszeliśmy były wysmakowane, spójne, zawiłe polifoniczne konstrukcje były czytelne i w warstwie soli, i w warstwie ripieni. A te dysonanse... Nic dodać nic ująć. No może jedno, ale znawców muzyki barokowej proszę o ominięcie następnych kilku zdań... Czasami słyszałem na koncercie kompozytora, którego utworu nie było w programie, a którego uważam osobiście za mistrza formy concerto grosso. To Francesco Geminiani. Jeśli będziecie kiedyś mieli możliwość, posłuchajcie Grave z koncertu Geminianiego, który jest transkrypcją pierwszej sonaty triowej z opusu 5 Arcangelo Corellego, a zobaczycie, a właściwie usłyszycie o czym mówię :).

Na koniec, ale wcale nie najmniej ważny koniec krótko o basso continuo, czy jak pisał jeden z bohaterów dzisiejszego koncertu, Georg Friedrich Händel, o thorough-bass. Czy może być bez klawesynu? Oj, nie może. Czy może być bez wiolonczel? Oj, zdecydowanie nie. Tego poczucia muzycznej prawdy (nie mówię o prawdzie absolutnej, ale tej ważnej w danym momencie prawdzie chwili), tego smaku, tej maestrii, z jaką zagrał dziś na wiolonczeli Tomasz Pokrzywiński, nigdy się proszę Państwa nie zapomina. I wiolonczelowego tutti, które tak pięknie podążało za swoim mistrzem. Tej radości grania i doświadczania muzyki, tego pięknego uśmiechu jednej z wiolonczelistek też długo nie zapomnę.

Rzadko mi się to zdarza, ale będzie też łyżka dziegciu. Tak sobie już któryś raz z kolei na koncercie organizowanym w którejś z sal koncertowych Akademii Muzycznej w Bydgoszczy pomyślałem, że nie byłoby chyba końca świata, gdyby na tę jedną koncertową godzinę zamilkły próby w innych salach budynku. Trochę nie daje się dojść w pełni do głosu jednej z najważniejszych bohaterek muzyki. Ciszy.

Tyle. A jutro Międzynarodowy Dzień Muzyki Dawnej i urodziny mojego Przyjaciela.


0 komentarze:

Publikowanie komentarza