Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Telemann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Telemann. Pokaż wszystkie posty

B!LIVE, IV Festiwal Oper Barokowych Dramma per Musica - Weekend z Händlem i Telemannem

fotografia Kingi Karpati z facebookowej strony Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica

W 1734 roku londyńscy rywale Händla ze swoim możnym mecenasem, księciem Walii Fryderykiem Ludwikiem Hanowerskim przejęli King’s Theatre. W odpowiedzi na ten ruch, Händel zaakceptował propozycję Johna Richa i przeniósł się do nowego teatru w Covent Garden. Za duże pieniądze.

Sezon 1735/36 okazał się dla Händla nadzwyczajny: dwa wznowienia oper,  opera-pasticcio złożona z przebojowych arii z poprzednich kompozycji, trzy oratoria i dwie nowe opery: Ariodante i Alcina. Ta ostatnia okazała się szczególnym sukcesem. W pierwszym sezonie wystawiono ją aż 18 razy.

Libretto Alciny to częściowo przetworzone libretto innej opery - L'isola di Alcina Riccardo Broschiego z 1728 roku, które z kolei opiera się na poemacie Ariosta Orlando furioso, Orland szalony. Czarownica Alcina prowadzi na cudownej wyspie jeszcze cudowniejsze życie: wabi mężczyzn do swojego królestwa, uwodzi ich, a kiedy już się nimi zmęczy, zamienia w dzikie zwierzęta, rośliny albo skały. W jej sidła wpada też dzielny wojownik Ruggiero. Kiedy wygląda na to, że nie ma już dla niego ratunku, na wyspę przybywa narzeczona Ruggiera Bradamante w przebraniu swojego brata Ricciarda. Świat, który Alcina poukładała sobie za pomocą magii, zaczyna się rozpadać.

Tę właśnie operę wybrali na tegoroczną premierę organizatorzy IV Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica. I jak zwykle nie zawiedli pokładanych przez melomanów z całej Polski oczekiwań. Wyreżyserowana przez Jacka Tyskiego Alcina, którą miałem przyjemność oglądać w Małej Warszawie w sobotę, 15 września 2018 roku to przedstawienie dynamiczne, wciągające i – także dzięki pięknym kostiumom Marty Fiedler - bardzo plastyczne. No i znakomicie zaśpiewane, zagrane i zatańczone.

Rolę tytułową powierzono Oldze Pasiecznik. Choć podobno to ona sama sobie tę rolę wymyśliła. To zresztą nieważne. Olga Pasiecznik wykonała ją brawurowo. I muzycznie, i aktorsko. Raz demoniczna, raz kokieteryjna; raz ciepła, raz oschła; raz pełna nadziei, raz zawiedziona. Z kulminacją tych wszystkich wcale nie boskich, lecz jak najbardziej ludzkich uczuć, w przeszywającej i pełnej bólu arii „Ah! mio cor! schernito sei!”.

Anna Radziejewska świetnie radzi sobie z rolami męskimi. Rola Ruggiero była poprowadzona w sposób bardzo przekonujący, była też dopracowana w każdym szczególe. Od początku do końca. Szczególnie urzekła mnie aria „Mio bel tesoro” z świetnie zagranymi, jakby dopowiadającymi treść, partiami fletów i „Verdi prati, selve amene”, subtelnie wprowadzona i domknięta na klawesynie przez Liliannę Stawarz.

Bardzo wyraziste postaci stworzyły Olga Siemieńczuk jako lekka, dowcipna, charakterystyczna Morgana (przepięknie i bezbłędnie zaśpiewana  wirtuozowska aria "Tornami a vagheggiar") i Joanna Lalek jako zadziorny i psotny Oberto (przyjęta bodaj z największym entuzjazmem publiczności aria „Barbara! Io ben lo so”)

Z solistek z mieszanymi uczuciami przyjąłem Joannę Krasuską-Motulewicz w roli Bradamante/ Ricciardo. Pamiętam jej ubiegłoroczną zalotną i charakterną Selindę w Farnace. Tym razem – mimo bardzo dobrze postawionego, czystego i mocnego głosu, jej rola wydała mi się jednowymiarowa, z zupełnie niewykorzystaną przemianą dość zasadniczego Ricciarda w narzeczoną Ruggiera – Bradamante.

Z solistów zdecydowanie bardziej trafiła do mnie zaśpiewana precyzyjnie, głęboko i stylowo rola Artura Jandy jako czarodzieja Melisso. Nie przekonał mnie za to Karol Kozłowski w roli Oronte, choć to on właśnie potrafił najlepiej ze wszystkich solistów nawiązywać kontakt z publicznością. Były miejsca piękne, były niestety i niedopracowane, śpiewane nieczysto i z dużym wysiłkiem.
 
Muzycy Royal Baroque Ensemble znają się dobrze, od lat razem występują i nagrywają płyty. W tym roku zespół kierowany przez Liliannę Stawarz zdobył Fryderyka za album "Antonio Caldara - Maddalena ai piedi di Cristo". Nic więc dziwnego, że w Alcinie usłyszeliśmy bardzo spójne brzmienie zespołu instrumentalnego, pełne barw we wszystkich możliwych odcieniach. A akompaniament (choć czy rzeczywiście tylko akompaniament…) do arii Ruggiero „Sta nell’ircana pietrosa tana” był po prostu błyskotliwy.

Największym rozczarowaniem był chyba w sobotę występ chóru Collegium Musicum UW. Wejścia zespołu wokalnego były sztuczne i jakby wyrwane z kontekstu, a śpiewanie przysadziste i niepewne, także intonacyjnie. Mankamentem były także napisy. Po pierwsze istotnie różne od dobrego polskiego tłumaczenia z książki programowej, po drugie z nieczytelnie rozdzielonymi rolami i niekonsekwentnie wyświetlanymi (bądź nie) didaskaliami.

Na koniec kilka słów o Małej Warszawie. Nie jest miejscem bez wad, nie została zbudowana jako teatr operowy, nawet nie jako sala koncertowa. Była tam fabryka oleju, marmolady, gumy, a w końcu konserw. Ale czy spektakle operowe trzeba koniecznie wystawiać w zbudowanych specjalnie po to budynkach? Na dodatek pełnych przepychu i bogatych w najróżniejsze udogodnienia? Wcale nie. Przestrzeń Małej Warszawy ma bardzo dobrą akustykę, bardzo umiejętnie wykorzystano też tę przestrzeń na potrzeby spektaklu - ożywiły ją puszczane z 11 (tyle naliczyliśmy) projektorów wizualizacje, których autorem jest Sylwester Łuczak. Tańczące na wietrze rośliny, barokowe florale, antyczne rzeźby, arkadyjskie budowle. Rajska wyspa Alciny.

Mała Warszawa ma ducha. Genius loci. Organizatorzy Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica odczytali tego ducha we właściwy sposób, wykorzystali go do stworzenia ciekawej, inspirującej przestrzeni artystycznej. Nadali postindustrialnym wnętrzom ciepły i gościnny charakter. Także przyległe przestrzenie wewnątrz i na zewnątrz budynków pofabrycznych sprzyjały rozmowom i nawiązywaniu ciekawych znajomości. A do środka zapraszał na kolejne akty dźwięk rogu.

Piękne było też następne festiwalowe popołudnie. W Domu Polonii na Krakowskim Przedmieściu mały zespół instrumentalny (Grzegorz Lalek, Alicja Sierpińska – skrzypce barokowe, Marcin Stefaniuk – altówka barokowa, Jakub Kościukiewicz – wiolonczela barokowa, Grzegorz Zimak – kontrabas barokowy i Lilianna Stawarz – klawesyn) zagrali Koncert polski, TWV 43:G7, Suitę D-dur „Gulliver”, TWV 40:108 i Suitę G-dur „Don Quixot”, TWV 55:G10 Georga Philippa Telemanna przeplatane fragmentami powieści Jonathana Swifta „Podróże do wielu odległych narodów świata” i Miguela de Cervantesa „Don Kichot” recytowanymi przez Zbigniewa Zamachowskiego.

Trochę się tego koncertu
bałem. W innym czasie i w innym miejscu zestawienie muzyki Telemanna i prozy Cervantesa było podane w sposób nudny i nadzwyczaj nużący. W Warszawie było inaczej. Po pierwsze krótkie i wybrane z dużą uwagą fragmenty powieści były recytowane z dużą swadą i w bardzo dowcipny sposób, po drugie zespół instrumentalny wydobył z muzyki Telemanna co tylko się dało najlepszego. Była ciekawa artykulacja, duże zróżnicowanie tempa i dynamiki, no i to co najważniejsze: instrumentaliści sami świetnie się bawili. Radość smyczka i zabawa piórkiem udzieliły się wszystkim słuchaczom. 

Jeśli jescze nie skorzystaliście z zaproszenia IV Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica, wciąż macie szansę. W środę (19.09.2018) na finał festiwalu zostanie wykonana w Studiu Koncertowym im. Witolda Lutosławskiego Alcina, HWV 34 Georga Friedricha Händla w wersji koncertowej. Warto tam być!

B!LIVE, Muzyczne sprzężenie zwrotne na częstotliwości rezonansowej


fot. Magdalena Hałas Photography

Dokładnie rok temu, po koncercie {oh!} orkiestry historycznej na 54. Bydgoskim Festiwalu Muzycznym napisałem na swoim prywatnym profilu na Facebooku: Współbrzmienie. Wszystko było "współ". Doskonale dobrany program. Muzycy, który współpracowali nie tylko ze sobą, ale też z publicznością; którzy bawili się tempem, gestem, uśmiechem, kontrastem, ciszą, rytmem, przestrzenią, akustyką, ornamentem, konsonansem i dysonansem. Sala koncertowa wydawała się być wczorajszego wieczoru wspólna. I cudowne emocje też były rozdawane po równo. I było brzmienie. Nie tylko pięknego dźwięku historycznych instrumentów. Nie tylko nut. Brzmiały uczucia, pasje, rytmy, cienie, światła. Nawet pauzy pięknie brzmiały (...).

Od tamtego czasu, choć {oh!} orkiestra historyczna koncertuje często, nie miałem możliwości jej posłuchać. Okazja nadarzyła się dopiero w ubiegłym tygodniu. 14 września 2017 roku wziąłem udział w koncercie z okazji 90-lecia Radia Katowice. Katowicki koncert był jednym z etapów trasy {oh!} 500 lat Reformacji: Telemann/Bach, w czasie której orkiestra wykonywała  program koncertowy złożony z koncertów skrzypcowych Johanna Sebastiana Bacha (a-moll BWV 1041 oraz podwójny d-moll BWV 1043) oraz kantat Georga Friedricha Telemanna: Ew'ge Quelle, milder Storm TWV 1:546 ze zbioru Harmonischer Gottes-Dienst na sopran, skrzypce i basso continuo oraz Ach herr, strafe mich nicht in deinem Zorn TWV 7:1. Oprócz Katowic koncerty odbyły się także w Jaworze, Gliwicach i Siemianowicach Śląskich oraz w Hlučínie i Bystřice n. Olší w Czechach.

Koncerty skrzypcowe zostały zagrane przez solistki - Martynę Pastuszkę i Violettę Szopę-Tomczyk oraz orkiestrę żywiołowo i dynamicznie, choć nie brakowało też pięknych, gęstych legat oraz  cudownych, czasem zupełnie nieoczekiwanych zawieszeń. Zaraz po koncercie, w komentarzu na gorąco powiedziałem, że koncerty skrzypcowe zostały przez {oh!} orkiestrę historyczną odczytane na nowo, że zespół nadał im lekkości, świeżości i energii, zaznaczył też takie elementy ich polifonicznej konstrukcji, których dotąd w nich nie słyszałem. 

W wokalno instrumentalnych kompozycjach Georga Philippa Telemanna do orkiestry dołączała znakomita słowacka sopranistka Michaela Kušteková. Kantata Ew'ge Quelle, milder Storm TWV 1:546 była przeznaczona na Cantate, czwartą niedzielę po Wielkanocy, ale mogła być też wykonywana w czasie święta plonów. I właśnie tak zabrzmiała w studiu Radia Katowice -  niczym lekka i swobodna pieśń dożynkowa. W wykonanej na koniec koncertu kantacie Ach herr, strafe mich nicht in deinem Zorn TWV 7:1 opartej na tekście Psalmu 6 (Nie karć mnie, Panie, w swym gniewie i nie karz w swej zapalczywości) szczególnie zachwyciła mnie liryczna aria Ich bin so müde vom Seufzen oraz żywiołowa aria Weichet von mir, ihr Ubeltater.

Katowicki koncert miał jeszcze jedną zaletę. Studio Koncertowe Radia Katowice jest bardzo kameralne, a odległość między estradą a widownią naprawdę niewielka, dlatego już od samego początku koncertu zbudowała się silna więź słuchaczy z wykonawcami. Przepływały piękne emocje i dobra energia. Muzyczne sprzężenie zwrotne na częstotliwości rezonansowej.

Jeśli macie ochotę zobaczyć {oh!} orkiestrę historyczną w akcji, okazja nadarzy się całkiem niedługo. Już 30 września w Gliwicach, w ramach Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Dawnej Improwizowanej All’Imporvviso {oh!} oraz światowej sławy kontratenor Max Emanuele Cencic wykonają arie Händla, Vivaldiego i Porpory oraz utwory instrumentalne Händla i Geminianiego. 

O All’Imporvviso, któremu przyświeca idea "Muzyka wszystkich stron świata" - łączenie różnych tradycji kulturowych, utworów popularnych z klasycznymi, znanych z zapomnianymi - poświęcę jeszcze jeden z najbliższych tekstów, bo na jego zakończenie odbędzie się wydarzenie nadzwyczajne: Jordi Savall’a wraz z Arianną i Ferraną Savall, muzykami z grupy Hesperion XXI oraz zespołem Hirundo Maris przedstawi specjalnie przygotowany na potrzeby festiwalu program Czas odnaleziony.

25.06.2017, 250. ROCZNICA ŚMIERCI GEORGA PHILIPPA TELEMANNA



250. ROCZNICA ŚMIERCI GEORGA PHILIPPA TELEMANNA
250 lat temu zmarł Georg Philipp Telemann (14/24 marca 1681 - 25 czerwca 1767). Od dziecka był świadomy swojego talentu. I był bardzo zdeterminowany. Kiedy rodzina zabroniła dwunastoletniemu Jurkowi muzykować, skonfiskowała wszystkie instrumenty muzyczne i skierowała do ogólnego gimnazjum, by zdobył bardziej lukratywny zawód, Telemann dalej uczył się muzyki i niemal wyłącznie samodzielnie nauczył się grać na flecie prostym, poprzecznym, szałamai, oboju, puzonie, organach, klawesynie, skrzypcach, violi da gamba i kontrabasie. Nieźle 😀
Działał między innymi w Lipsku, Eisenach, Frankfurcie i Hamburgu. Poznał także ówczesną Polskę. W czasie kiedy był kapelmistrzem na dworze hrabiów Promnitz w Sorau (obecne Żary), dużo podróżował, także do Pszczyny, Krakowa, Warszawy i wielu innych polskich miast, gdzie poznał naszą muzykę dworską i ludową, stąd tak wiele w jego dorobku muzycznym kompozycji z dopiskiem "polonaise" lub "alla polacca".
Znał największych kompozytorów swoich czasów, w tym Jana Sebastiana Bacha, który poprosił go, żeby został ojcem chrzestnym jego syna - Carla Philppa Emanuela (stąd Philipp 😉) i Georga Friedricha Händla, który mawiał o Telemannie, że ten "potrafi napisać motet na cztery głosy w krótszym czasie, niż większość ludzi byłaby w stanie napisać list".
Georg Philipp Telemann uchodzi za jednego z najpłodniejszych kompozytorów wszechczasów. Napisał ponad 3.000 (!!!) utworów, w tym 50 oper, 46 pasji, 35 oratoriów, ponad 1.000 suit i koncertów na różne składy. Stwierdził podobno kiedyś, że wie, iż skomponował niektóre dzieła po kilka razy, ale nie był w stanie zapanować nad swą własną gigantyczną spuścizną...

W 250. rocznicę śmierci Georga Philippa Telemanna organizowanych jest, także w Polsce, wiele koncertów i festiwali. Jednym z nich jest festiwal: Nasz Telemann, który odbywa się na Ziemi Lubiskiej, także w miejscach związanych z życiem Telemanna. Tak o kompozytorze i o Festiwalu piszą jego organizatorzy:

"To, co wyróżnia Telemanna w sposób wyjątkowy, to jego otwartość na różnorodne inspiracje, które dla wielu jego słynnych kolegów były albo mało interesujące albo po prostu niezauważalne. Telemann przyglądał się światu z ciekawością i entuzjazmem, a jego przygoda z muzyką polską i szerzej słowiańską to doskonały tego przykład.
Jeśli, pomimo wszelkich zastrzeżeń dotyczących nieustannego obchodzenia jakichś rocznic, decydujemy się na poświęcenie Telemannowi dużego cyklu koncertowego, to robimy to także w tym celu, by podkreślić znaczenie otwartości, ciekawości i entuzjazmu w poznawaniu i rozumieniu świata. Nie tylko dlatego, że zafascynowany był muzyką polską, ale również dlatego, że uczy nas do dziś, jak patrzeć na egzotyczne kultury muzyczne, warto wykonywać jego muzykę i słuchać ją przy każdej możliwej okazji, no i dobrze mieć tyle prawdziwych pretekstów, by móc o nim powiedzieć, że w jakimś sensie Telemann jest też trochę nasz."

14.03.2017, Georg Philipp Telemann


336 lat temu, 14 (24) marca 1681 roku urodził się Georg Philipp Telemann. Umarł 25 czerwca 1767 roku i dlatego na całym świecie z okazji 250. rocznicy jego śmierci organizowanych jest w tym roku tak dużo wydarzeń związanych z Telemannem. Także w Polsce.

Na początku (dla porządku 😉) dwa zdania o dacie urodzin Telemanna. I o datach urodzin innych - przede wszystkim niemieckich - barokowych kompozytorów. Większość źródeł podaje dla kompozytorów urodzonych w końcówce XVI i w XVII wieku (w tym oprócz Telemanna także dla Jana Sebastiana Bacha i Georga Friedricha Händla i wielu innych) dwie daty urodzin. Jedną według kalendarza juliańskiego, drugą według kalendarza gregoriańskiego. Dlaczego, skoro kalendarz gregoriański został wprowadzony przez papieża Grzegorza XIII bullą "Inter gravissimas" już w 1582 roku? Otóż nie wszystkie kraje przyjęły reformę od razu. Na przykład niemieckie kraje luterańskie zdecydowały się na to dopiero od roku 1700, stąd taki galimatias w "barokowych" datach.

Ale wróćmy do Telemanna...

Georg Philipp Telemann był świadomy swojego talentu od dziecka. I był bardzo zdeterminowany. Kiedy rodzina zabroniła dwunastoletniemu Jurkowi muzykować, skonfiskowała wszystkie instrumenty muzyczne i skierowała do ogólnego gimnazjum, by zdobył bardziej lukratywny zawód Telemann dalej uczył się muzyki i niemal wyłącznie samodzielnie nauczył się grać na flecie prostym, poprzecznym, szałamai, oboju, puzonie, organach, klawesynie, skrzypcach, violi da gamba i kontrabasie. Nieźle 😀

Działał między innymi w Lipsku, Eisenach, Frankfurcie i Hamburgu. Poznał także ówczesną Polskę. W czasie kiedy był kapelmistrzem na dworze hrabiów Promnitz w Sorau (obecne Żary), dużo podróżował, także do Pszczyny, Krakowa, Warszawy i wielu innych polskich miast, gdzie poznał naszą muzykę dworską i ludową, stąd tak wiele w jego dorobku muzycznym kompozycji z dopiskiem "polonaise" lub "alla polacca".

Znał największych kompozytorów swoich czasów, w tym Jana Sebastiana Bacha, który poprosił go, żeby został ojcem chrzestnym jego syna - Carla Philppa Emanuela (stąd Philipp 😉) i Georga Friedricha Händla, który mawiał o Telemannie, że ten "potrafi napisać motet na cztery głosy w krótszym czasie, niż większość ludzi byłaby w stanie napisać list".

Georg Philipp Telemann uchodzi za jednego z najpłodniejszych kompozytorów wszechczasów. Napisał ponad 3.000 (!!!) utworów, w tym 50 oper, 46 pasji, 35 oratoriów, ponad 1.000 suit i koncertów na różne składy. Stwierdził podobno kiedyś, że wie, iż skomponował niektóre dzieła po kilka razy, ale nie był w stanie zapanować nad swą własną gigantyczną spuścizną...

Ciężko jest wybrać ten jeden jedyny utwór do posłuchania z okazji jego urodzin. Wybrałem więc ten, który znam najlepiej, bo zdarzyło mi się kiedyś samemu go zagrać. Czyli koncert na altówkę.

________________________________

Georg Philipp Telemann, Koncert na altówkę G-dur TWV51:G9
cz. II - Allegro
Ladislav Kyselak, altówka
Capella Istropolitana
Richard Edlinger, dyrygent

Dom Polski: Musica Spiritus Movens, 11.03.2017



Akademia Muzyczna im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy robi bardzo dużo dla popularyzowania w Bydgoszczy muzyki dawnej. Byłem ostatnio na kilku fantastycznych koncertach, między innymi na dwóch koncertach zorganizowanych w ramach XV Dni Muzyki Dawnej, na których artyści związani z Akademią oraz ich goście zagrali muzykę, której głównymi bohaterami (i bohaterkami 😀) były viola da gamba, klawesyn i pianoforte.

Wczoraj muzyka barokowa trafiła do pięknej sali Domu Polskiego, obiektu odnowionego staraniem Diecezji Bydgoskiej, którego historia sięga lat 20. XX wieku, kiedy po odzyskaniu niepodległości proboszcz parafii farnej Tadeusz Skarbek-Malczewski zaplanował i wybudował dom przeznaczony na działalność edukacyjną i kulturalną dla bydgoskich katolików.

Na wczorajszym koncercie usłyszeliśmy utwory solowe oraz przeznaczone ma małe zespoły kameralne C.P.E. Bacha, J.S. Bacha, G.Ph. Telemanna i J.J. Quantza. Najlepszą recenzją koncertu były oklaski, które nie chciały zamilknąć po żadnym z zagranych utworów. Moją szczególną uwagę zwróciły świetne kreacje Michała Marcinkowskiego w sonacie Quantza (ach, to Allegro...) i kończącym koncert Trietto Telemanna. Artysta, którego bydgoska publiczność kojarzy z gry w Orkiestrze Symfonicznej Filharmonii Pomorskiej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Bydgoszczy, urzekł mnie wczoraj precyzją oraz czystym i pełnym brzmieniem barokowych skrzypiec, a także - co bardzo istotne - ogromną naturalnością i swobodą, z jaką występował na estradzie.

Drugą bohaterką popołudnia była III Suita wiolonczelowa Jana Sebastiana Bacha, a szczególnie piękna i bardzo czytelna polifonia zagranego na klawesynie przez Dorotę Zimną Preludium oraz Bourrée wykonane przez Ewę Witczak (środkowe Bourrée II - majstersztyk...).

No i barokowe flety traverso... Rzadko można ich posłuchać w Bydgoszczy. A szkoda, bo jak się okazuje, mamy w Bydgoszczy bardzo dobrych instrumentalistów. Zarówno Magdalena Sikorska, jak i Sławomir Drózd pokazali wczoraj dużą muzyczną klasę.

Już nie mogę się doczekać wydarzeń związanych z XV Dniami Muzyki Dawnej, które Akademia Muzyczna w Bydgoszczy zaplanowała 18-20 marca...

____________________________

Musica Spiritus Movens
sobota, 11 marca 2017
Dom Polski, Bydgoszcz, ul. Grodzka 1

Michał Marcinkowski - skrzypce barokowe
Magdalena Sikorska - flet traverso
Sławomir Drózd - flet traverso
Ewa Witczak - wiolonczela barokowa
Dorota Zimna - klawesyn
ks. Mateusz Ziemlewski - wprowadzenie

C.P.E. Bach (1714-1788) / J.S. Bach (1685-1750), Sonata triowa G-dur BWV 1038
G. Ph. Telemann (1681-1767), Die kleine Kammermusik: V Partia e-moll TWV 41:e1
J.J. Quantz (1697-1773), Sonata triowa e-moll QV 2:21
J.S. Bach (1685-1750), Suita na wiolonczelę solo C-dur BWV 1009
G. Ph. Telemann (1681-1767), Trietti methodichi e Scherzi: Trietto G-dur TWV 42:G1