Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carillon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carillon. Pokaż wszystkie posty

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas 2019, dz. 4 | Mistrzowskie transkrypcje



Sobotnie popołudnia należą na Actus Humanus do carillonów. Wczoraj z wieży kościoła św. Katarzyny Małgorzata Fiebig, carrillonistka katedry w Utrechcie, zagrała transkrypcje trzech utworów bożonarodzeniowych Jacoba van Eycka ze zbioru „Fletowy ogród rozkoszy” oraz dwie suity, które na violę da gamba napisał François Couperin. Małgorzata Fiebig pokazała słuchaczom trochę inne oblicze carillonu – delikatne, pełne emocji i subtelnych niuansów, a przy tym bardzo precyzyjne. Przy Pompe funebre z I Suity e-moll Couperina dźwięk carillonu zdawał się nieledwie falować pond głowami słuchaczy.

Wieczorem przenieśliśmy się do Dworu Artusa, gdzie Rinaldo Alessandrini oraz Concerto Italiano przenieśli nas w świat transkrypcji klawesynowych kompozycji Johanna Sebastiana Bacha na mały zespół instrumentalny. W pierwszej części koncertu zabrzmiały Passacaglia c-moll BWV 582, Aria variata alla maniera italiana a-moll BWV 989 i Canzona d-moll BWV 588. Po przerwie główny punkt programu – Wariacje Goldbergowskie BWV 988.

Koncert był doskonały. Wariacje Goldbergowskie transkrybowane na zespół instrumentalny zmieniły się w zestaw kunsztownych miniatur, w których pobrzmiewały echa innych wielkich kompozycji Bacha – sinfonii, koncertów brandenburskich, suit orkiestrowych, a w jednej z wariancji – wykonywanej przez dwoje skrzypiec – koncertu podwójnego d-moll. Wykonania były wirtuozowskie. W kolejnych wariacjach słuchaliśmy popisów poszczególnych instrumentów albo ich konfiguracji: dwóch, trzech instrumentów, par instrumentów albo całego zespołu. Te mistrzowskie popisy nie odebrały jednak całości bardzo skromnego, intymnego, wysmakowanego charakteru. Zasługa w tym wszystkich bohaterów wczorajszego koncertu: Rinaldo Alessandriniego, Concerto Italiano w składzie Boris Begelman (I skrzypce), Antonio di Secondo (II skrzypce), Ettore Belli (altówka), Ludovico Takeshi Minasi (wiolonczela) i Matteo Coticoni (violone).

Publiczność zgotowała artystom długą i żywiołową owację. Były więc bisy – Aria z III Suity Orkiestrowej D-Dur, BWV 1068 zwana popularnie Arią na strunie G oraz Wariację I z Wariacji Goldbergowskich.

Dziś ostatni dzień Actus Humanus Nativitas 2019. Lilianna Stawarz zagra Suity francuskie Johanna Sebastiana Bacha, a Gabrieli Consort & Players pod dyrekcją Paula McCreesha wykonają Christmette Michaela Praetoriusa.

B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2019. Dzień 4, Carillony i olśnienia



Gdańsk to prawdopodobnie pierwsze miasto poza Niderlandami, w którym zbudowano carillon. Było to ponad 450 lat temu. Dziś są Gdańsku trzy carillony koncertowe. Na wieży Ratusza Głównego Miasta, w kościele św. Katarzyny oraz zainstalowany na przyczepie samochodowej instrument mobilny. Dzięki zaproszeniu Moniki Kaźmierczak miałem okazję zobaczyć wczoraj pierwszy z nich.

Na wieży ratuszowej zbudowano w 2000 roku instrument z mechanizmem do automatycznej gry i klawiaturą do gry koncertowej. Ma 37 dzwonów. Widok w górę, na dzwony, jest piękny. A panorama Gdańska widziana z galerii na hełmie wieży zapierająca dech w piersiach. Kiedy jest się tuż pod dzwonami, ich dźwięk jest wszechogarniający. Tak bije serce miasta.

I właśnie carillon na wieży Ratusza Głównego Miasta był bohaterem pierwszego sobotniego koncertu Actus Humanus Resurrectio 2019. Monika Kaźmierczak zagrała na nim transkrypcje cyklu kantat Dietricha Buxtehudego Membra Jesu Nostri. Dźwięki dzwonów wypełniły całą gdańską starówkę. Można było usiąść wygodnie na krzesełku, zerkając to na wieżę, to na ekran, na którym widzieliśmy grającą Monikę Kaźmierczak. Można było też spacerować po Gdańsku i odkrywać miejsca, gdzie carillion brzmi najpiękniej.

Muzyczne olśnienia. Bywają zupełnie niespodziewane. Tak stało się wieczorem w Dworze Artusa, gdzie Leçons de ténèbres Charpentiera i Couperina wykonał zespół Les Talens Lyrique w składzie zaledwie czteroosobowym (Deborah Cachet – sopran, Judith Van Wanroij – sopran, Kaori Uemura - viola da gamba, Christophe Rousset - pozytyw, klawesyn). Tych czworo artystów wyczarowało brzmienia szlachetne i urzekające; zabrało nas w świat wykraczający poza granice czasu i miejsca.

Tak jak w starych rękopisach i drukach na początku tekstu znajdował się bardzo zdobny inicjał, tak na początku każdej strofy słyszeliśmy w kompozycjach Charpentiera i - jeszcze wyraźniej - Couperina litery hebrajskie - cudowne muzyczne miniatury  inkrustowane skomplikowanymi, misternymi melizmatami. Można by słuchać tych muzycznych inicjałów - i tylko ich - bez końca.

Na bis usłyszeliśmy O Juda, H. 119 Marca-Antoine'a Charpentiera z responsorium wielkośrodowego, kolejny popis możliwości wokalnych Deborah Cachet i Judith Van Wanroij.




B!LIVE, Gdańskie carillony i ludowa fiesta, czyli Actus Humanus dz. 4


Mówię czasem, że Gdańska doświadczam przede wszystkim słuchem. Dźwięki miasta są tutaj barwniejsze niż gdziekolwiek. Krzyczą mewy, stukają walizki, dzwonią tramwaje, dudnią syreny okrętowe, trąbią piszczkowie. I najważniejsze. Grają carillony. 

Koncerty carillonowe stały się tradycją festiwalu Actus Humanus. Dzięki nim muzyka dawna trafia nie tylko do melomanów zgromadzonych na sali koncertowej, a wypełnia sobą całą przestrzeń miasta. Wczoraj własne transkrypcje utworów Sylviusa Leopolda Weissa (1687-1750), największego wirtuoza lutni swoich czasów, a jednocześnie najlepiej ówcześnie opłacanego muzyka Europy, tego, który wyzwał na muzyczny pojedynek samego Jana Sebastiana Bacha, zagrała na carillonie zamontowanym na wieży kościoła św. Katarzyny Anna Kasprzycka. To piękna i nastrojowa muzyka, która w precyzyjnych, przejrzystych i pełnych emocji interpretacjach gdańskiej carillonistki osiągnęła nowe wymiary. Stała się głęboka i przestronna.

Jak zawsze organizatorzy festiwalu zorganizowali w przykościelnym ogródku „strefę melomana”. Były krzesełka, gazowe grzejniki, gorąca herbata, na dużym ekranie można było obserwować, jak Anna Kasprzycka napędza mechanizmy carillonu. Można też było spacerować wokół kościoła i szukać miejsca, z którego dzwony słychać najlepiej. Swoje znalazłem pomiędzy kościołami św. Katarzyny i św. Brygidy, gdzie dźwięk dzwonów z jednego kościoła odbijał się w fasadzie drugiego.

Wieczorem w Dworze Artusa wystąpił Andrew Lawrence-King ze swoim The Harp Consort. Usłyszeliśmy pierwsze hiszpańskie oratorium – Oratorio sacro al Nacimiento de Cristo Señor Nuestro Pedro Martineza de Orgambide. Był Anioł głoszący Dobrą Nowinę z wysokości balkonu Dworu Artusa, piękny obrazek Marii i Józefa pochylających się z troską nad Dzieciątkiem i z trwogą opowiadających swoje wizje losów Jezusa, Pasterze wyrażający powszechne, ludzkie uczucia – zdziwienie, radość, obawę. Był też Lucyfer, który za wszelką cenę nie chciał dopuścić do triumfu dobra.

Zespół kierowany przez Andrew Lawrence’a-Kinga wykonał oratorium w sposób ciekawy i bezpretensjonalny. Szczególnie dobrze oceniam Marca Scavazzę w roli Lucyfera i Victoria Sordę jako Świętego Józefa. Znakomite były też części chóralne – pełne majestatu, a jednak nie pozbawione właściwej Narodzeniu radości.

Oratorium było przeplatane kompozycjami instrumentalnymi i wokalno-instrumentalnymi. Usłyszeliśmy zarówno utwory nastrojowe i intymne (medytacja-wyznanie No haya mas dulce alegria), jak i żywe i radosne (Folias i Gallardas). A na koniec koncertu wykonawcy zgotowali nam prawdziwą fiestę. Wszystko za sprawą villancicos – ludowych utworów muzyczno-poetyckich z Półwyspu Iberyjskiego i Ameryki Łacińskiej, które były związane ze świętami w chrześcijańskim roku liturgicznym, w tym przede wszystkim ze Świętami Bożego Narodzenia. Tarantelas i Paradetas (Lucas Ruiz de Ribayaz) oraz Toquen los rabeles i Negrinho (Gaspar Fernandes) wprowadziły nas w swobodną, pełną żywiołowych emocji atmosferę tradycyjnych hiszpańskich i latynoamerykańskich ludowych fiest. Zabawa była przednia.

Pojawiła się też refleksja. Świętowanie radości w różnych częściach świata jest do siebie bardzo podobne. Bohaterowie bożonarodzeniowego oratorium de Orgambide nie różnią się zbytnio od postaci z polskich Jasełek. A skrzypeczki, Pablito, koziołki i Murzynek z villancicos Fernandesa i delikatny powiew wiatru z Zefiro torno Monteverdiego nie potrzebują innej formy niż rozkołysana chaconna. Nie potrzebują nawet innych nut.











B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2018, dzień 4

Dźwięk carillonów jest wpisany w klimat Gdańska. To właśnie tutaj znajdują się jedyne w Polsce carillony koncertowe. I to aż trzy: w Ratuszu Główego Miasta, kościele św. Katarzyny oraz zainstalowany na przyczepie samochodowej instrument mobilny. Actus Humanus korzysta z tej gdańskiej specjalności i organizuje koncerty carilonowe. A jako, że zwykle jest zimno, melomani mogą w czasie koncertu napić się ciepłej herbaty z miodem i z cytryną (z wkładką lub bez) i przysiąść pod parasolami ustawionymi na osłoniętym od wiatru dziedzińcu.

W czasie edycji bożonarodzeniowej utwory Dietricha Buxtehudego zagrała z wieży kościoła św. Katarzyny Monika Kaźmierczak, wczoraj usłyszeliśmy carillon zainstalowany na wieży Ratusza Głównego Miasta. Małgorzata Fiebig wykonała na nim utwory Johanna Kuhnaua: dwie partity oraz trzy ilustracyjne sonaty ze zbioru Musicalische vorstellung einiger biblischer historien (Walka Dawida z Goliatem, Saul wyleczony przez muzykę Dawida, Śmiertelna choroba a następnie uzdrowienie Ezechiasza).

Podobnie jak wielu innych słuchaczy opuściłem na chwilę dziedziniec ratusza i pospacerowałem w czasie koncertu uliczkami starego Gdańska. Carillon to instrument, który z każdego miejsca brzmi inaczej. Najbardziej podobał mi się ich dźwięk na Długim Targu. Wcale nie dlatego, że było go tam najlepiej słychać. Raczej dlatego, że koncert Actus Humanus dotarł do całej rzeszy gdańszczan i turystów, najczęściej zupełnie nieświadomych tego, że są świadkami wydarzenia festiwalowego. Dla wszystkich ważna była po prostu płynąca z wieży i budząca zachwyt, zaciekawienie oraz radość muzyka. A ta była fantastyczna i magiczna, pełna kontrastów, zmian tempa i dynamiki, pięknie rozwijanych fraz. Była Moc!

Do jednego z poprzednich postów dołączyłem filmik z fragmentem koncertu carillonowego. Zapraszam do jego obejrzenia.

Byłem na fragmencie próby zespołu Odhecaton, którym kieruje Paolo Da Col. Było wzruszająco, miałem więc pewność, że wieczorny koncert będzie niezwykły. Tak się właśnie stało. 

Alessandra Scarlattiego znamy dobrze jako twórcę oper, oratoriów i kantat. Te kompozycje są całkiem często wykonywane na koncertach i nagrywane na płyty. Sponsorami Scarlattiego byli możni Kościoła, on sam bywał kapelmistrzem zespołów przykościelnych, pozostawił więc po sobie – o czym mało kto wie – duży zbiór utworów liturgicznych: mszy, kantyków, motetów, antyfon, responsoriów.

Na wczorajszym koncercie usłyszeliśmy właśnie kościelne kompozycje Scarlattiego: Missa Defunctorum. Miserere mei, Deus i Magnificat. Ich wykonanie było niezwykłe, pełne bardzo subtelnej gry brzmieniem i zróżnicowanych emocji. Największe  wywołała we mnie sekwencja Lacrimosa z Missa Defunctorum oraz Et misericordias eius z Magnificat. Publiczność zgotowała zespołowi owację na stojąco. Zespół podziękował za nią bisem, dzięki któremu mogliśmy się przekonać jak silne są związki muzyki współczesnej z barokową. Usłyszeliśmy utwór Da Pacem Domine Arvo Pärta, który zabrzmiał przejmująco i poruszająco.

Przez cały koncert miałem wrażenie, że niektórych muzyków już kiedyś słuchałem, choć w innych konfiguracjach. Po koncercie przypomniałem sobie tylko, że jedyną kobietę w zespole Odhecaton, sopranistkę Alenę Dantchevą słyszałem na Festiwalu Bachowskim w Świdnicy w 2017 roku, gdzie śpiewała z zespołem La Fonte Musica utwory Antonia Zacary da Teramo

Dziś ostatni dzień festiwalu. Po południu usłyszymy duety Bruniego na skrzypce i altówkę w wykonaniu Katarzyny Anny Olszewskiej i Dymitra Olszewskiego. A wieczorem wielki finał: George Frideric Handel i oratorium Il trionfo del Tempo e del Disinganno, HWV 46, które wykonają soliści: Sophie Rennert, Monica Piccinini, Delphine Galou i Martin Vanberg oraz Accademia Bizantina pod dyrekcją Ottavia Dantone.







Tubicinatores Gedanenses


Dostałem ostatnio płytę. Kiedy zapytany o pierwsze wrażenia po jej przesłuchaniu odpowiedziałem, że to muzyka "kojąca", usłyszałem:

- Ale przecież to hałas!

Może i hałas, ale za to jaki!


Tubicinatores Gedanenses to zespół gdańskich trębaczy, który propaguje muzykę dawną wykonywaną na historycznych trąbkach naturalnych. Ale poszukiwania Zespołu nie dotyczą jedynie historycznych instrumentów, stara się on bowiem stawiać wykonywaną przez siebie muzykę w szerszym kontekście kulturowym. Stąd badanie gdańskich archiwów w poszukiwaniu dawnych tabulatur, czy koncerty wykonywane w takich warunkach, w jakich były wykonywane przed wiekami. Przy wtórze carillonów na miejskich wieżach i we wnętrzach zabytkowych kościołów.

Tubicinatores Gedanenses to także tytuł pierwszej płyty nagranej przez zespół. Nie chcę w tym miejscu poddawać jakiejś szczegółowej analizie muzyki, która została nagrana. Ta, uwierzcie, z pewnością obroni się sama. Jest piękna, czysta, wysmakowana. I choć rzeczywiście trąbki do cichych instrumentów nie należą, muzyka Tubicinatores Gedanenses jest kojąca.

Chciałbym napisać jednak o wrażeniu, jakie płyta na mnie wywarła. Tubicinatores Gedanenses to dla mnie opowieść o Gdańsku. O tym, co dla miasta i jego mieszkańców było ważne, o tym czym żyli, czym się zajmowali, jak spędzali swój czas. Opowieść, która została wyśpiewana z perspektywy gdańskich wież i wnętrz muzyką trąbek, organów i carillonu w sposób niezwykły i niemal tak fabularny, że kiedy jej słuchałem z zamkniętym oczami, czułem się, jakbym był na spacerze po dawnym Gdańsku.

Zresztą posłuchajcie jej sami. Zamknijcie oczy, a może wypatrzycie gdzieś wysoko na wieży gdańskiego piszczka; może piękna gdańska mieszczka - niczym syrena - skusi was swoją miłosną pieśnią na Mariacką, może zobaczycie pokaz musztry paradnej straży miejskiej przed Dworem Artusa, może zajrzycie też na chwilę do Kościoła św. Trójcy, zwabieni dźwiękiem najpiękniejszych w Gdańsku organów i trębacza wtórującego im z zawieszonego nad nawą lektorium; może poczujecie jaką siłę dawała dawnym mieszkańcom Gdańska wiara luterańska; może słuchając będącego osią płyty hymnu "Ein feste Burg ist unser Gott" poczujecie jak ważny i piękny był ich Gdańsk.

Jeśli macie ochotę na taki spacer po dawnym Gdańsku, płyta Tubicinatores Gedanenses Was z pewnością nie zawiedzie. Dla mnie jedno jest pewne. Kiedy następnym razem będę w Gdańsku obok Kościoła Mariackiego, Ratusza Głównego Miasta albo Kościoła św. Katarzyny, podniosę głowę w kierunku wieży z nadzieją, że może zabrzmi z niej trąbka któregoś z gdańskich piszczków...
___________________________

TUBICINATORES GEDANENSES
Anonim, Tabulatura vietoris saeculi z XVII wieku, nr 309 i 310
+ mały carillonowy bunusik

Cała płyta jest dostępna także na platformach Spotify i Deezer. To te, o których wiem.
Spotify: Tubicinatores Gedanenses
Deezer: Tubicinatores Gedanenses