Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas | Dzień 1


Wszystkie znaki na ziemi i niebie, a właściwie przewrócony słup trakcyjny w Kościanie i opóźnione kilkaset minut pociągi wskazywały, że nie zdążę. A jednak. W ostatniej chwili - dosłownie - mój plan uratował BlaBlaCar. Dotarłem do Gdańska.

Actus Humanus to festiwal, w czasie którego dokładnie osiem miesięcy temu moje pisanie znalazło w końcu właściwą formę. Baroque Goes Nuts! Wiele się przez te osiem miesięcy wydarzyło, dużo zmieniło. Trzeba będzie to wszystko podsumować, ale jeszcze nie teraz. Teraz jest czas dla muzyki.

Nie mogłem być niestety na koncercie otwierającym festiwal, na którym Martyna Pastuszka oraz Marcin Świątkiewicz wykonali program złożony z Sonat na skrzypce i klawesyn, BWV 1014-1016 Jana Sebastiana Bacha. Dotarłem dopiero na wieczorny koncert w Centrum św. Jana. To magiczne miejsce. W nieodrestaurowanym jeszcze do końca budynku gotyckiego kościoła utworzono centrum sztuki, jakiego nie powstydziłyby się wielkie europejskie metropolie. Już poprzednio miejsce wydało mi się magiczne. Teraz, z racji prowadzenia projektu rewitalizacji kiedyś kultowego, teraz zdewastowanego bydgoskiego kina, nabrało to jeszcze bardziej osobistego charakteru.

A potem na estradzie pojawili się Matthew Venner (kontratenor), Mark Dobell (tenor), Angus Smith (tenor) i Donald Greig (baryton). Orlando Consort, założony w roku 1988 brytyjski męski zespół wokalny, wykonał program pod tytułem Alleluia Nativitas, złożony ze śpiewów łacińskich oraz kompozycji paraliturgicznych związanych z okresem Bożego Narodzena, które powstały w średniowieczu i renesansie. 

Orlando Consort stworzył w Centrum św. Jana atmosferę bożonarodzeniowego misterium, zabrał słuchaczy w podróż do zupełnie innego miejsca w czasoprzestrzeni. Miejsca, które wymaga całkowitego skupienia i w którym to wszystko, co nas czasem przytłacza staje się mniej istotne. Program koncertu był forsowny i trudny, a mimo to przez cały czas wokaliści doskonale panowali nad głosem, barwą, dynamiką. I nad emocjami. 

Czasem jest tak, że w czasie koncertu utkwi mi w głowie jeden element, jedna melodia, czasem jedna fraza, która przypomina o sobie jeszcze godzinami. Myśl przyjemnie natrętna. Stało się tak i tym razem. Były to wyśpiewane solo przez Matthew Vennera ostatnie nuty, którymi wybrzmiał utwór Vox in Rama Jacoba Clemensa non Papa.

Vox in Rama audita est,
prolatus et ululatus:
Rachel plorans filios suos,
noluit consolari, quia non sunt.

W Rama daje się słyszeć
lament i gorzki płacz:
Rachel opłakuje swoich synów,
nie daje się pocieszyć, bo już ich nie ma.

Quia non sunt. Ich już nie ma. Tak to własnie zabrzmiało. Przejmująco, dramatycznie, ale i anielsko. Jak głos nie z tej ziemi...

Na zupełnym marginesie. Zaczerpnięte z 15. rozdziału Księgi Jeremiasza słowa Vox in Rama czytano w Święto Niewiniątek (albo Świętych Młodzianków Męczenników), które było obchodzone w Kościele katolickim 28 grudnia. W dawnej Polsce, to właśnie tego dnia dzieci otrzymywały świąteczne prezenty. Po tekst Vox in Rama sięgało wielu kompozytorów, w tym także Mikołaj Zieleński, który umieścił tę kompozycję w wydanym w Wenecji w roku 1611 zbiorze Communiones totius anni.

A jaki jest Actus Humanus? Po edycji wielkanocnej napisałem, że jest perfekcyjnie zorganizowany. Nic się w tym względzie nie zmieniło. Po wczorajszym dniu pojawiły się także dodatkowe określenia. Festiwal jest radosny, ciepły i serdeczny. Dokładnie taki jak Nativitas. Święta Bożego Narodzenia.

B!LIVE: Ehre sei dir, Gott, gesungen!


Oratorium na Boże Narodzenie Jana Sebastiana Bacha gra się w Polsce rzadko. Za rzadko. Wynika to przede wszystkim z tego, że wykonanie nawet części z sześciu kantat, które wchodzą w skład oratorium, wymaga zgromadzenia bardzo dużego i różnorodnego zespołu instrumentalnego, wybitnych solistów i znakomitego chóru.

W piątek w Sali koncertowej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach zespół Les Musiciens du Louvre pod dyrekcją Marca Minkowskiego zagrał cztery (I, II, IV, VI) z sześciu kantat. W filmie w tle na profilu facebookowym Baroque Goes Nuts! można posłuchać wstępu instrumentalnego do Ehre sei dir, Gott, gesungen z piątej kantaty. To moja ulubiona część Weihnachtsoratorium, słucham jej wielokrotnie w ciągu dnia, bo jest to też dzwonek mojego telefonu. Myślałem, że w Katowicach jej nie usłyszę, a jednak stało się. To właśnie Ehre sei dir, Gott, gesungen usłyszeliśmy w piątek na bis.

Ale od początku...

Oratorium na Boże Narodzenie, BWV 248 zostało napisane przez Johanna Sebastiana Bacha na sezon świąteczny 1734/1735 i składa się z sześciu wykonywanych wtedy oddzielnie kantat. Pierwsza (na Boże Narodzenie) opowiada o narodzinach Jezusa, druga (na drugi dzień Świąt) opisuje ogłoszenie Bożego Narodzenia pasterzom, trzecia (na 27 grudnia) - adorację Dzieciątka przez pasterzy, czwarta (na Nowy Rok) - obrzezanie i nazwanie imieniem Jezus, piąta (na pierwszą niedzielę po Nowym Roku) - podróż Mędrców ze Wschodu i szósta (na Objawienie Pańskie, Trzech Króli) traktuje o adoracji Jezusa przez Mędrców. Nazwę „Oratorium” nadał cyklowi kantat sam Bach, dopisując na dole pierwszych stron manuskryptów wszystkich kantat dopisek Pars (część) - odpowiedni numer kantaty - Oratorii (oratorium), na kantacie szóstej dopisując „Ultima” – ostatnia.

Oratorium na Boże Narodzenie w interpretacji Marca Minkowskiego i Les Musiciens du Louvre było radosne, ekspresyjne i rozwibrowane. Największym atutem był zespół instrumentalny, który niezależnie od składu przewidzianego dla konkretnej części spisał się znakomicie. Na długo pozostanie w mojej pamięci cudownie rozkołysana Sinfonia z kantaty na drugi dzień Świąt, precyzyjne oboje da caccia, doskonałe brzmienie barokowych trąbek i David Glidden, który okazywał ogromną radość nie tylko z grania swoich nut na altówce, ale i z muzyki, którą wykonywali jego koledzy z zespołu.

Z solistów na wyróżnienie zasługuje Valerio Contaldo w roli Ewangelisty, równy i wiarygodny od początku do końca koncertu, w szóstej kantacie świetnie zaśpiewał również arię Nun mögt ihr stolzen Feinde schrecken. Bardzo podobała mi się Helena Rasker, która w pierwszej kantacie zaśpiewała głębokim i ciepłym w brzmieniu altem arię Bereite dich, Zion. Niestety w następnej kantacie, w arii-kołysance Schlafe, mein Liebster zastąpił ją ze swoją pulsującą nerwowo wibracją kontratenor Christopher Ainslie. Bardzo dobrze zaprezentował się bas – James Platt, zaśpiewał z wyrazem nie tylko swoje partie solowe, ale też bardzo dobrze dopełniał głos sopranu w duetach z kantaty noworocznej.

Także sopranistki zasługują na uznanie. Szczególnie podobała mi się dopracowana w każdym szczególe aria Flößt, mein Heiland, w której Lenneke Ruiten śpiewającej z estrady, z balkonu odpowiadała echem Hélène Walter. Brzmiało to bardzo naturalnie, a doskonałą współpracę sopranistek było nie tylko słychać, ale też widać. To, co było siłą sopranistek w częściach solowych, przeszkadzało niestety w odbiorze części chóralnych. Chorały brzmiały równo i stylowo, niestety w chórach o bardziej skomplikowanej konstrukcji polifonicznej panie zamiast stać się częścią zespołu, zdawały się ze sobą konkurować w sile pokazywanej ekspresji, przez co chwilami wdawał się w te części trudny w odbiorze chaos.

Publiczność przyjęła koncert gromkimi oklaskami, a zagrane i zaśpiewane na bis w szaleńczym wprost tempie Ehre sei dir, Gott, gesungen wywołało owacje na stojąco. Z obowiązku muszę dodać jeszcze kilka słów o zjawisku dość osobliwym.
W trakcie całej niemal pierwszej kantaty, przez dobre 25 minut po wejściu artystów na estradę, na widownię byli wpuszczani - pojedynczo i w grupach - spóźnieni melomani. Było ich sporo.  Rozmawiałem w czasie przerwy z muzycznymi przyjaciółmi, którzy przyjechali na koncert z całej Polski, wszyscy odebraliśmy to jako dekoncentrujące i raczej niespotykane...

 Ehre sei dir, Gott, gesungen,
Dir sei Lob und Dank bereit.
Dich erhebet alle Welt,
Weil dir unser Wohl gefällt,
Weil anheut
Unser aller Wunsch gelungen,
Weil uns dein Segen so herrlich erfreut.

Chwałę Tobie niech śpiewają,
Dzięki niosą, wielbią Ciebie.
Niech Cię sławi cały świat.
Boś Ty szczęściu ludzi rad.
Bowiem dziś,
Pragnienie nasze ciałem się stało,
Błogą radość wszyscy mają.
***

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach
piątek, 8 grudnia 2017

Johann Sebastian Bach, Oratorium na Boże Narodzenie, BWV 248 (kantaty I, II, IV, VI)

Les Musiciens du Louvre
Marc Minkowski - dyrygent
 
Lenneke Ruiten sopran
Hélène Walter sopran
Christopher Ainslie alt
Helena Rasker alt
Paul Schweinester tenor
Valerio Contaldo tenor
James Platt bas 




B!52, Odcinek 53 – Advent II


W zeszłym tygodniu ukazał się 52 odcinek cyklu B!52. Jubileuszowy, okrągły, pięćdziesiąty drugi odcinek. Cykl powstał trochę przez przypadek, ale stał się moim motorem do działania. Cierpliwego, systematycznego, profesjonalnego. Przestudiowałem w tym czasie bardzo dokładnie około jednej czwartej wszystkich kantat Johanna Sebastiana Bacha, opisując w oparciu o wiarygodne źródła na początku mniej, potem coraz bardziej szczegółowo utwory, które były przeznaczone do wykonania właśnie tego, konkretnego dnia około 300 lat temu.

Za cel postawiłem sobie napisanie 52 odcinków. Cel został osiągnięty, ale przecież kantat jest ponad 200, idę więc dalej i zaczynam cykl numer 2. W wigilię każdej niedzieli i każdego święta, na jakie powstawały kantaty Johanna Sebastiana Bacha będzie się ukazywał na barokowo.pl tekst poświęcony jednej z nich. Dokładnie tak, jak miało to miejsce do tej pory. Bez żadnej taryfy ulgowej.

Ale do rzeczy…

Pisałem już w ubiegłym tygodniu, że w Lipsku od drugiej do czwartej niedzieli Adwentu nie wykonywano muzyki figuralnej, stąd jedyna kantata na przypadającą jutro drugą niedzielę Adwentu powstała jeszcze w Weimarze, kiedy Bach pracował na dworze księcia Wilhelma Ernsta. To wykonana 6 grudnia 1716 roku kantata Wachet! betet! betet! wachet!, BWV 70a, którą Bach wykorzystał ponownie w Lipsku na 26. Niedzielę po Trójcy Świętej w latach 1723 i 1731 (BWV 70). Było to możliwe dzięki temu, że temat czytań biblijnych obu tych niedziel był pokrewny: powtórne przyjście Chrystusa i Sąd Ostateczny.

Z wersji weimarskiej zachowały się manuskrypty partii pierwszych i drugich skrzypiec oraz altówki. Wiemy dzięki temu, że w Lipsku kantata została rozszerzona o 4 recytatywy oraz chorał na zakończenie części wykonywanej przed kazaniem. Kantata adwentowa składała się więc z sześciu części:

1. Chór: Wachet! betet! betet! wachet!
2. Aria (alt): 'Wenn kömmt der Tag, an dem wir ziehen
3. Aria (sopran): Laßt der Spötter Zungen schmähen
4. Aria (tenor): Hebt euer Haupt empor
5. Aria (bas): Seligster Erquickungstag
6. Chorale: Nicht nach Welt, nach Himmel nicht.

Autorem tekstu jest Salomon Franck. Oprócz swojej poezji wykorzystał także - w ostatnim chorale - hymn Christiana Keymanna Meinen Jesum laß ich nicht. Nie znamy autora tekstu recytatywów dodanych do kantaty w Lipsku, wiadomo tylko, że dodatkowy chorał pochodzi z hymnu Freu dich sehr, o meine Seele Christopha Demantiusa. 

Kantata została rozpisana na cztery głosy solowe (sopran, alt, tenor, bas), czterogłosowy chór, obój, dwoje skrzypiec, altówkę i basso continuo. Sporna pozostaje kwestia trąbki. Joshua Rifkin uważa, że partia trąbki została przez Bacha dodana dopiero w Lipsku, Sir John Eliot Gardiner ma zdecydowanie odmienne stanowisko. Uważa on, że zarówno trąbka, jak i obój odgrywają kluczową rolę w eksperymentalnych alteracjach w chórze i w orkiestrze, potem pomiędzy tymi zespołami a na końcu w zastosowanej przez Bacha technice „choreinbau” czyli włączeniu chóru w powtórzenie w repryzie wstępnego instrumentalnego ritornellu.

Nie są dostępne nagrania weimarskiej wersji kantaty Wachet! betet!, zapraszam więc do posłuchania początkowego chóru z nagrania rozszerzonej wersji lipskiej w wykonaniu Amsterdam Baroque Orchestra & Choir pod dyrekcją Ton Koopmana.

Wachet! betet! betet! wachet!
Seid bereit
Allezeit,
Bis der Herr der Herrlichkeit
Dieser Welt ein Ende machet.

Czuwaj! Módl się! Módl się! Czuwaj!
Trzymaj straż
W każdy czas
Aż przyjdzie Pan chwały,
Zburzy świat ten cały.








B!52, Odcinek 52 - Advent I




Dostałem wczoraj w prezencie kalendarz z czekoladkami. To namacalny dowód na to, że Boże Narodzenie zbliża się dużymi krokami…

Jutro pierwsza niedziela Adwentu, który jest w kościołach chrześcijańskich czasem przygotowania do Bożego Narodzenia. W Lipsku w czasach Bacha Adwent był – jak mówiono kiedyś – czasem zakazanym (tempus clausum), jednym z tych okresów w roku, w których obowiązywały ścisłe restrykcje, w tym dotyczące dotyczące wykonywania w kościołach muzyki. Muzyka figuratywna, w tym kantaty, nie mogła być obecna w świątyniach od drugiej do czwartej niedzieli Adwentu oraz od Invocavit (pierwsza niedziela Wielkiego Postu) do Palmarum (Niedziela Palmowa).

W pierwszą niedzielę Adwentu zakaz nie obowiązywał i dlatego zachowały się aż trzy kantaty napisane przez Johanna Sebastiana Bacha na tę okazję: napisana w jeszcze w Weimarze w roku 1714 kantata Nun komm, der Heiden Heiland, BWV 61 oraz napisane już w Lipsku Nun komm, der Heiden Heiland, BWV 62 oraz Schwingt freudig euch empor, BWV 36.

W Bibliotece Państwowej w Berlinie (Staatsbibliothek zu Berlin – Preußischer Kulturbesitz) jest przechowywany manuskrypt kantaty Nun komm, der Heiden Heiland, BWV 61. Jest on szczególnie interesujący dlatego, że na kartach spisanych jeszcze w Weimarze w roku 1714, Bach dopisał przed ponownym wykonaniem w Lipsku 28 listopada 1723 roku  bardzo szczegółowy plan porannego nabożeństwa w pierwszą niedzielę Adwentu. Było ono bardzo uroczyste i pełne muzyki:

1. Preludium
2. Motet
3. Preludium, aż do Kyrie, także całego pełnego muzyki
4. Zaintonowanie sprzed ołtarza
5. Epistoła, czytanie
6. Będzie śpiewana Litania
7. Preludium na melodię chorału
8. Czytanie Ewangelii, potem intonacja Credo
9. Preludium a po nim „die HauptMusic” (kantata – przyp. BGN!)
10. Śpiew
11. Kazanie
12. Po kazaniu, jak zwykle, śpiewanie kilku wersów pieśni
13. Verba Institutionis (słowa konsekracji – przyp. BGN!)
14. Preludium do muzyki, po tejże na zmianę preludia i chorały śpiewane aż do końca obrzędów Komunii et sic porrò (i tak dalej – przyp BGN!)

Autorem libretta kantaty Nun komm, der Heiden Heiland, BWV 61 jest Erdmann Neumeister, który opublikował je w roku 1714 we Frankfurcie w zbiorze Geistliche Poesien (Poezja religijna). Tekst dotyczący oczekiwania na przyjście Zbawiciela i dobrego przygotowania się do spotkania z Jezusem rozpoczyna główny luterański hymn adwentowy Nun komm, der Heiden Heiland wywiedziony przez Marcina Lutra z łacińskiego Veni redemptor gentium; kończy zaś siódma i ostatnia zwrotka hymnu Philippa Nicolai Wie schön leuchtet der Morgenstern z roku 1599. Neumeister cytuje też słowa Apokalipsy św. Jana (Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim  wieczerzał, a on ze Mną. Ap 3, 20) oraz nawiązuje do tego, że pierwsza niedziela Adwentu jest początkiem nowego roku liturgicznego: Komm, Jesu, komm zu deiner Kirche und gib ein selig neues Jahr! (Przyjdź Jezu, przyjdź do swojego Kościoła i daj mu błogosławiony nowy rok). 

Kantata składa się z sześciu części i została rozpisana na trzy głosy solowe (sopran, tenor, bas), czterogłosowy chór oraz zespół instrumentalny: dwoje skrzypiec, dwie altówki oraz basso continuo z wiolonczelą i fagotem.

Zapraszam do połuchania pierwszej części kantaty, bardzo uroczystej fantazji chorałowej zbudowanej na wzór francuskiej uwertury. Christoph Wolff sugeruje, że modelem mogła być dla Bacha wokalno-instrumentalna uwertura do opery Agostino Steffaniego Henrico Leone wystawionej w Hamburgu w roku 1689. Nawiązanie do operowej uwertury miałoby wtedy w kantacie adwentowej dodatkowe znaczenie symboliczne. W  operze uwertura była czasem przeznaczonym dla króla na wejście do sali i zajęcie miejsca, w kantacie zwiastuje rychłe nadejście Chrystusa Króla.

Nun komm, der Heiden Heiland,
Der Jungfrauen Kind erkannt,
Des sich wundert alle Welt,
Gott solch Geburt ihm bestellt.

Zbawco pogan, przybądź już, 
Synu Panny, Zbawco dusz, 
Cały świat w podziwie ma,
Ze Bóg takie przyjście da. 

Johann Sebastian Bach (1685-1750)
Kantata Nun komm, der Heiden Heiland, BWV 61 (1/6)

Collegium Vocale
Philippe Herreweghe



B!LIVE, Filharmonia Krakowska | Jefte



Oratorium Jephtha (Jefte), HWV 70 Georga Friedricha Händla (w czasie komponowania oratorium właściwie Georga Friderica Handla), powstawało w bardzo dramatycznym dla kompozytora czasie. Tracił wzrok. Utwór powstawał więc z przerwami. W manuskrypcie, przy chórze How dark, O Lord, are thy decrees (Jak mroczne są, o Panie, wyroki Twoje) z drugiego aktu Händel napisał po niemiecku biß hierher komen den 13 Febr. 1751 verhindert worden wegen so relaxt des gesichts meines linken auges (dotarłem tutaj 13 lutego 1751 roku i nie mogę iść dalej z powodu słabnącego widzenia w lewym oku). Ostatni akt oratorium Handel zaczął pisać dopiero 18 czerwca, po kuracji w Cheltenham. 30 czerwca na manuskrypcie pojawiła się formuła: Soli Deo Gloria. Jedynemu Bogu Chwała. Premiera Jefte miała miejsce w Covent Garden 26 lutego 1752 roku. 

W ubiegły weekend oratorium zostało wykonane w Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie. W sobotę solistów, Orkiestrę i Chór Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Paula Esswooda publiczność nagrodziła owacją na stojąco. Zasłużenie, bo krakowskie wykonanie ostatniego oratorium Handla było niewątpliwym sukcesem. Paul Esswood poprowadził całość z wielkim wyczuciem formy, w dobrym tempie, z właściwym tekstowi dramatyzmem od początku do końca.

Na wielkie brawa zasługuje chór przygotowany przez Teresę Majkę-Pacanek. Ponad siedemdziesięcioosobowy zespół brzmiał jak jeden organizm, zarówno w chorałach, jak i fugach, w których poszczególne głosy były poprowadzone wyraźnie i z dużym kunsztem. Nawet niezwykle trudne i wymagające szczególnej koncentracji oraz współpracy pomiędzy wszystkim grupami w chórze i orkiestrze How dark, O Lord, are Thy decrees było pełne napięcia, precyzyjne i zróżnicowane pod względem emocji. Ta kilkuminutowa część oratorium zabrzmiała jak miniaturowe requiem, punkt kulminacyjny wyprowadzający zwrot akcji, który miał nastąpić w trzecim akcie.

Nie wszystkie polskie orkiestry symfoniczne radzą sobie z barokową materią; krakowska poradziła sobie znakomicie. Zgrane, czyste smyczki; także w unisonach (szczególnie piękne, ciche i równe w arii Iphis O happy they; This vital breath); równie dobre partie instrumentów dętych; spójna i stylowa grupa basso continuo - szczególnie Andrzej Zawisza grający na klawesynie i Jan Čižmář, który w bardzo zgrabny sposób łączył też następujące po sobie części oratorium. No i kotły. Takiej radości i pasji z grania, jaką pokazał Ryszard Haba długo się nie zapomina.

Z solistów największe wrażenie wywarli na mnie niezwykle sugestywny James Oxley (Jephtha). W drugiej części koncertu siedziałem blisko sceny, emocje przepływały więc bardzo intensywnie. Kiedy Jefte odwrócił się nagle w kierunku publiczności i wykrzyknął Horror! Confusion! przeszły mnie ciarki. Także aria, na którą czekałem najbardziej – Waft her, angels, through the skies była poruszająca. Zresztą nie tylko dla mnie. Przysłuchujący się ze swoich miejsc Ewelina Rakoca-Larcher (świetna, szczególnie w drugim akcie, w roli Storgé) i Jarosław Kitala (Zebul) przeżywali ją równie mocno.

Bardzo dobrze spisała się Jolanta Kowalska-Pawlikowska w roli Iphis. Nadała swojej postaci właściwej, młodzieńczej energii. Była przekonująca, lekka i świeża. Może z wyjątkiem przeforsowanej i nierównej arii Tune the soft melodius lute. Zresztą była to aria, w której – wbrew tekstowi - także w orkiestrze zdawał się panować chaos. Bardzo pozytywnie wrażenie wywarła również Katarzyna Guran w roli Anioła. Po koncercie to chyba właśnie ona otrzymała od krakowskiej publiczności największe brawa. 

Koncert w Filharmonii Krakowskiej nabrał też dla mnie - dzięki pewnemu  bardzo miłemu spotkaniu po z górą dwudziestu latach - wymiaru bardzo osobistego. Świat jest bardzo mały i równie nieprzewidywalny. Muzyka zaś łączy. To pewne.

Kraków kocha muzykę dawną. Już w najbliższą niedzielę w Filharmonii Krakowskiej będzie można usłyszeć kolejne oratorium Georga Frederica Handla – Izraela w Egipcie wykona Capella Cracoviensis pod dyrekcją Jana Tomasza Adamusa, wkrótce także koncerty z muzyką dawną na festiwalu Opera Rara, mam nadzieję, że będę mógł pojechać choć na jeden z nich. Szczegóły wszystkich wydarzeń można znaleźć oczywiście w Barokowym Rozkładzie Jazdy: Muzyka dawna w Krakowie

***

Sobota, 25 listopada 2017 18:00

Georg Friedrich Händel: Jephtha, HWV 70

Orkiestra i Chór Filharmonii Krakowskiej

Paul Esswood – dyrygent

James Oxley (Jephtha) – tenor
Jolanta Kowalska-Pawlikowska (Iphis) – sopran
Ewelina Rakoca-Larcher (Storgé) – mezzosopran
Jarosław Kitala (Zebul) – bas
Łukasz Dulewicz (Hamor) – alt
Katarzyna Guran (Anioł) – sopran

Jan Čižmář – teorba
Jacek Kociuban – wiolonczela
Andrzej Zawisza – klawesyn

Teresa Majka-Pacanek - przygotowanie chóru


B!52, Odcinek 51 - Trinitatis XXIV



Zachowały się dwie kantaty napisane przez Bacha na przypadającą jutro 24. niedzielę po Trójcy Świętej: Ach wie flüchtig, ach wie nichtig, BWV 26 oraz O Ewigkeit, du Donnerwort, BWV 60 wykonana po raz pierwszy 7 listopada 1723 roku w Lipsku.

W warstwie tekstowej kantatę otwiera pierwsza zwrotka hymnu Johanna Rista O Ewigkeit, du Donnerwort z roku 1642. Zarówno tekst hymnu, jak i następującej po nim poezji nieznanego autora zostały ułożone w dialog altu - Trwogi (Furcht), wyrażającej lęk przed śmiercią i wstrząśniętej przerażającym wezwaniem do wieczności oraz tenora - Nadziei (Hoffung), która głosi, że pocieszenie można znaleźć tylko w Jezusie i należy bezgranicznie wierzyć w boże miłosierdzie. 

W części czwartej z Trwogą rozmawia już głosem basowym sam Duch Święty wygłaszając trzykrotnie zdanie zaczerpnięte z 14. Rozdziału Apokalipsy św. Jana: Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Kończący kantatę chorał to piąta zwrotka hymnu Joachim Burmeistera Es ist genug z roku 1662. 

Pięcioczęściowa kompozycja została rozpisana na trzy głosy solowe (alt, tenor i bas), czterogłosowy chór w finałowym chorale oraz zespół instrumentalny złożony z rogu, dwóch obojów d’amore, dwojga skrzypiec, altówki i basso continuo.

Zapraszam do posłuchania fantazji chorałowej otwierającej kantatę O Ewigkeit, du Donnerwort, BWV 60. John Eliot Gardiner nazywa ją uderzającą. Stawia ją też pomiędzy stylem concitato Monteverdiego (wzburzony styl charakteryzujący się stosowaniem parlanda i szybkich repetycji), a figurami zastosowanymi przez Ludwiga van Beethovena na początku V Symfonii. Sporo w tym prawdy.


Furcht

O Ewigkeit, du Donnerwort,
O Schwert, das durch die Seele bohrt,
O Anfang sonder Ende!
O Ewigkeit, Zeit ohne Zeit,
Ich weiß vor großer Traurigkeit
Nicht, wo ich mich hinwende;
Mein ganz erschrocknes Herze bebt
Dass mir die Zung am Gaumen klebt.

Hoffung

Herr, ich warte auf dein Heil.

Trwoga

Wieczności, jakież gromy ślesz!
O mieczu, co me wnętrze tniesz,
Początku bez skończenia!
O czasie, co bez czasu trwa,
Przejęty trwogą, nie wiem ja,
Gdzie szukać pocieszenia.

Nadzieja

Zbawienia Twego oczekuję, Panie.

O Ewigkeit, du Donnerwort, BWV 60 (1/5)
Ton Koopman
Amsterdam Baroque Orchestra & Choir



B!52, Odcinek 50 - Trinitatis XXIII





Pisałem juz kilka razy o tym, jak kocham Koncerty brandenburskie Jana Sebastiana Bacha i o tym, jak wielkie znaczenie miały w moim życiu. Wybór kantaty do tekstu w wigilię 23. niedzieli po Trójcy Świętej był więc dla mnie oczywisty.

Zachowały się trzy kantaty napisane przez Bacha na tę niedzielę: Nur jedem das Seine, BWV 163; Wohl dem, der sich auf seinen Gott, BWV 139 oraz Falsche Welt, dir trau ich nicht, BWV 52. Ostatnia z nich powstała w Lipsku i została wykonana po raz pierwszy 24 listopada 1724 roku. To sześcioczęściowa kantata przeznaczona na sopran solo, czterogłosowy chór oraz nadzwyczaj rozbudowany zespół instrumentalny: dwa rogi, trzy oboje, fagot, dwoje skrzypiec, altówka i basso continuo.

Libretto kantaty Falsche Welt, dir trau ich nicht (Fałszywy świecie, nie ufam Tobie), BWV 52 zostało zestawione przez nieznanego autora z własnej poezji oraz hymnu Adama Reusnera In dich hab ich gehoffet, Herr z roku 1533 i mówi o tym, że otaczający nas świat jest fałszywy, dlatego należy koncentrować się na Bogu. Jest to w dużej mierze zgodne z przekazem, który w 27. niedzielę po Trójcy Świętej słyszeli w kościołach lipscy wierni. A był to między innymi fragment Ewangelii według św. Mateusza, w którym na przewrotne pytanie, czy należy płacić cesarzowi podatki, Jezus odpowiada: "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga".

A gdzie w tym wszystkim Koncerty brandenburskie? Otóż... Kantatę Falsche Welt, dir trau ich nicht, BWV 52 otwiera część instrumentalna, która pochodzi z pierwotnej wersji I Koncertu brandenburskiego, BWV 1046, która przetrwała do naszych czasów jako niezależny utwór nazwany przez Bacha "Sinfonią" i została w katalogu Bach-Werke-Verzeichnis opatrzona numerem BWV 1046a. Od I Koncertu brandenburskiego różni ją brak trzeciej części oraz Polacca z części ostatniej, nie ma w niej także partii skrzypiec piccolo.

Dlaczego Bach zdecydował się użyć pierwszej części znanego koncertu jako sinfonii w kantacie? Teorii jest co niemiara: od zakładających, że Bach był pragmatykiem i dlatego było mu wygodnie rozpocząć od muzyki, której nuty miał do dyspozycji; przez teorie mówiące o tym, że Bach chciał przypominać publiczności swoje najbardziej udane kompozycje; aż do nadających temu zabiegowi specjalne znaczenie - użycie rogów jako symbolu świętości lub - wprost przeciwnie - fałszu (to proawdopodobnie urodzeni złośliwcy ;-) ), czy chęć skontrastowania pięknej i uroczystej iluzji, którą jest pierwsza część koncertu brandenburskiego z ułomną rzeczywistością, którą ma opisywać prosta forma następującego po sinfonii recytatywu. Ta teoria jest mi najbliższa, także dlatego, że sinfonia pochodzi przecież ze świeckiej kompozycji przeznaczonej do wykonania na dworze książęcym; reszta kantaty jest już oddaniem miejsca temu, co boskie...

Zapraszam do posłuchania pierwszej części kantaty Falsche Welt, dir trau ich nicht, BWV 52  w wykonaniu Amsterdam Baroque Orchestra pod dyrekcją Tona Koopmana.