Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...

B!52, Odcinek 67 - Reminiscere



 Pomnik Johanna Michaela Bacha w Gehren, Turyngia


Jutro druga niedziela Wielkiego Postu, w Polsce tradycyjnie nazywana "suchą". Swoją łacińską nazwę, Reminiscere, wzięła od pierwszych słów Introitu:

Reminiscere miserationum tuarum, Domine, et misericordiae tuae, quae a saeculo sunt
Pomnij, Panie, o swym miłosierdziu i o łasce swojej, gdyż są one od wieków! (Ps 25(24), 6)

Z powodu obowiązującego w Wielkim Poście "tempus clausum", czasu zakazanego, Johann Sebastian Bach nie napisał na tę niedzielę kantaty. Zachowała sie jednak kantata innego Bacha napisana na Reminiscere. 

Johann Michael Bach, bo o nim mowa, urodził się w Arnstadt i został tam ochrzczony 9 sierpnia 1648 roku. Wykształcenie muzyczne otrzymał od swojego ojca, Heinricha Bacha oraz od kantora z Arnstadt, Jonasa de Fletin. W 1665 roku Johann Michael zastąpił swojego brata, Johanna Christopha, na stanowisku organisty kapeli dworu w Arnstadt. 8 lat później, po przesłuchaniu, które odbyło się 5 października 1673, został organistą miejskim w Gehren, gdzie pozostał do końca życia. W Gehren pełnił także funkcję urzędnika miejskiego i zajmował się budową klawesynów, skrzypiec i innych instrumentów muzycznych.

17 października 1707 roku jego najmłodsza córka, Maria Barbara, wyszła w Dornheim za swojego dalszego kuzyna, Jana Sebastiana Bacha. Czworo z ich siedmiorga dzieci dożyło dorosłości, w tym Wilhelm Friedemann Bach i Carl Philipp Emanuel.

Przez Radę Miejską w Gehren Johann Michael Bach był uważany za "cichego, wycofanego, dobrze ukierunkowanego artystycznie"; przez rodzinę za "uzdolnionego". Zmarł w Gehren 17 maja 1694 roku. Pozostawił po sobie chorały organowe, motety oraz kantaty, wśród nich kantatę-dialog Liebster Jesu, hör mein Flehen (Ukochany Jezu, usłysz me błagania), przeznaczoną właśnie na Reminiscere.

Zapraszam do posłuchania tej kompozycji w wykonaniu Rheinische Kantorei oraz Musica Antiqua Köln pod dyrekcją Reinharda Goebela.


Madryt. Miasto sztuki.


To była daleka wyprawa. Daleka, ale piękna i pełna wielu wrażeń. Także tych kulturalnych.

Madryt to miasto sztuki. W trzech największych muzeach: Prado, Reina Sofia i Thyssen Bornemisza zgromadzone są kolekcje, które zapierają dech w piersiach. I wszystkie są na wyciągnięcie ręki. Bez szyb kuloodpornych, barierek i gablot. W Museo Nacional Thyssen-Bornemisza Raj Tintoretta wisi na ścianie hallu wejściowego. Przy rzeźbach Rodina. Jak gdyby nigdy nic. Na wizytę w Prado trzeba zarezerwować przynajmniej kilka godzin. A najlepiej wybrać kilka sal i po prostu w nich posiedzieć. Ja swój plan na następny raz już mam: Lot czarownic Francisco Goi, Ogród rozkoszy ziemskich Hieronima Boscha, Hippomenesa i Atalantę Guido Reniego oraz Grupę z San Ildefonso z Orestesem i Pyladesem, czy jak chcą inni Kastorem i Polluksem albo Hypnosem i Tanatosem. Nieistotne. Rzeźba jest nieziemska.

Jeśli ktoś woli sztukę bardziej odjechaną, powinien obrać kierunek na Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofía z bogatą kolekcją dzieł Pabla Picassa, Salvadora Dalego i Joana Miró. Ostrzegam. Do Guerniki dopchać się nie sposób.
Oprócz wystaw stałych, na pewno znajdziecie też dla siebie coś interesującego na wystawach czasowych. Kiedy byliśmy w Madrycie kusili między innymi Andy Warhol i Alfons Mucha. Czasu starczyło jednak tylko na coś absolutnie wyjątkowego, wystawę Manolo Blahnik. The art of shoes zorganizowaną przez Vogue Spain i Manolo Blahnika osobiście w Museo Nacional de Artes Decorativas. Proszę sobie wyobrazić w jednym miejscu 212 par butów, z których każde jest dziełem sztuki. Plus 80 rysunków i kilka projekcji filmowych. Zawrót głowy.

Madryt to także miasto muzyki. Ma piękną operę i kilka dużych sal koncertowych. Zdołaliśmy odwiedzić tylko jedną z nich - Auditorio Nacional de Música. Za to aż na dwóch barokowych koncertach!



Pierwszym z nich była Pasja według św. Mateusza, BWV 244 Jana Sebastiana Bacha, którą wykonali Orquesta y Coro Nacionales de España (OCNE), chór chłopięcy Escolanía del Escorial oraz soliści: Sylvia Schwartz, Paula Murrihy, Michael Schade, Samuel Boden, Neal Davies i Christian Immler. Całością pokierował David Afkham.

Wstęp nie był dobry. Ze względów pozamuzycznych. Otóż wyraźnie pijany Don Miguel, który wpuszczał do budynku postawił sobie za cel z sobie tylko wiadomych powodów nie wpuścić nas na koncert. Było bardzo nieprzyjemnie.

A sam koncert? To jasne, że wziąłem poprawkę na to, że Pasja będzie wykonywana przez symfoników, ilość muzyków na estradzie była jednak nadspodziewanie duża. Coś około dwóch setek. Może nawet więcej. W takich warunkach Pasja była zbyt głośna i zbyt powolna. Monumentalna. Moje zdanie na temat substytuowania fletów barokowych i obojów da caccia przez współczesne instrumenty też jest znane. Bach to dla mnie jednak coś więcej niż zestawienie głosów, instrumentów, melodii. Dla niego choćby i na koniec świata.

David Afkham zdołał ujarzmić muzyczny pułk i obyło się bez chaosu, co nie zawsze się udaje. Bardzo dobrze spisał się duet Michael Schade (Ewangelista) i Christian Immler (Jezus). Było sugestywnie i zajmująco. Piękny obraz (wizualnie i wokalnie) stworzył chór chłopięcy z Eskurialu. Gwiazdą wieczoru był jednak dla mnie Fahmi Alqhai, gambista – wirtuoz. Solo w Komm, süßes Kreuz było doskonałe, także Aria Geduld! Wenn mich falsche Zungen stechen zabrzmiała znakomicie. Także dzięki Samuelowi Bodenowi, który zaśpiewał stylowo, precyzyjnie, bez zbędnych udziwnieni i emfazy.

Najlepsze na koniec.



Narodowe Centrum Rozpowszechniania Muzyki, bo tak chyba należy przetłumaczyć nazwę Centro Nacional para la Difusión Musical (CNDM), jest częścią Narodowego Instytutu Sztuki i Muzyki (INAEM), a jego celem jest promowanie komponowania i rozpowszechniania współczesnej muzyki hiszpańskiej a także odzyskiwanie i upowszechnianie muzyki historycznej, w tym muzyki dawnej. Mimo, że siedzibą Centrum jest Madryt, działa na terenie całej Hiszpanii. Jednym z cykli koncertowych organizowanych przez CNDM jest Universo Barroco.

Zazdroszczę Madrytowi takiego cyklu, tylko w tym sezonie zorganizowano dobrze ponad 20 koncertów i zaproszono takie sławy jak William Christie, Diego Fasolis, Jordi Savall, Martin Haselböck, Rinaldo Alessandrini, Giovanni Antonini, Fabio Biondi, Thomas Hengelbrock, takie zespoły jak Les Arts Florissants, The King’s Consort, The English Concert, Hespèrion XXI, Concerto Italiano, Giardino Armonico, Europa Galante, Vox Luminis i wiele innych.

W niedzielę, dzięki zaproszeniu otrzymanemu od CNDM (Muchas gracias, Directora Gema Parra Píriz!) wziąłem udział w koncercie światoweł sławy czeskiej mezzosopranistki Magdaleny Koženy oraz zespołu Le Concert D’Astrée pod dyrekcją Emmanuelle Haïm, którzy wykonali program Heroínas (Bohaterki) z wyborem arii i części instrumentalnych z kompozycji Jean’a-Philippe’a Rameau (Hippolyte et Aricie, Dardanus, Castor et Pollux, Les Indes Galantes) i Marc-Antoine’a Charpentiera (Médée).

Było FANTASTYCZNIE!!! Już sam program został dobrany w sposób bardzo przemyślany i przez cały czas trzymający w napięciu. Nie było czasu nudę. Pozytywne emocje przepływały pomiędzy wykonawcami a publicznością od początku do końca. Wszystko zostało podane w odpowiednich tempach, żywo, energetycznie, tam gdzie trzeba radośnie, w innych miejscach dramatycznie. Charakternie było też dzięki użyciu wielkiej ilości instrumentów perkusyjnych, na których brawurowo poczynał sobie Sylvain Fabre. Pojawiły się blachy, wiatrownice, bębny wszelkich możliwych rozmiarów, talerze i talerzyki. I tamburyny.

Emmanuelle Haïm przedstawiać nie trzeba. Pojawia się także i na Baroque Goes Nuts przy wielu okazjach, np. w kontekście kantat Bacha, polecam  zresztą bardzo płytę Bach: Cantatas, jest świetna. W zapowiedziach przed koncertem w hiszpańskich mediach przedstawiano ją jako wielka damę muzyki barokowej. To złe określenie. Emmanuelle Haïm nie jest stateczną damą. Jest pełna energii, radości, emocji. Jej ruchy przy pulpicie też nie są stonowane. Pokazuje muzykę całą sobą. To taki specyficzny sposób dyrygowania, które maja tylko kobiety, które na te kilkadziesiąt minut koncertu stają się Muzyką. Po prostu. Mamy przykłady takich dyrygentek także w Polsce, choćby Agnieszkę Żarską, czy Martynę Pastuszkę. Zresztą w czasie madryckiego koncertu kilka razy przypominałem sobie bardzo podobny w charakterze koncert Barokowy Smak Orientu, który Martyna Pastuszka i {oh!} Orkiestra Historyczna wykonali jakiś czas temu w Bydgoszczy.

A Magdalena Kožena? To wielka mezzosopranistka. Pełna niewymuszonego wdzięku, ciepła, prostoty, którą przekuwa w swoją siłę. Najpiękniejsze były chyba aria Fedry Cruelle mère des amours z Hipolita i Arycji Rameau, Monolog Ma fureur, a tant de Rois z Medei Charpentiera i aria Télaïre Tristes apprêts, pâles flambeaux z Kastora i Polluksa, pełen głębokich, dramatycznych emocji lament... Ale największą radość, nie będę tego ukrywać, przyniosły mi bisy, szczególnie aria Dopo notte, atra e funesta z opery Ariodante, HWV 33 Georga Friedricha Händla i Sì dolce è il tormento Claudia Monteverdiego, przy którym wzruszyłem się do łez.

W obu programach koncertowych wypatrzyłem też polskie akcenty. W Orquesta y Coro Nacionales de España solistką w chórze jest Agnieszka Grzywacz a koncertmistrzynią drugich skrzypiec w Le Concert D’Astrée Agnieszka Rychlik. Jeśli ktoś zna którąś z pań Agnieszek, bardzo proszę im ode mnie pogratulować i je serdecznie pozdrowić!

Madryt to miasto sztuki. Jej aktywnym odbiorcom daje możliwości naprawdę ogromne. Hiszpania, podobnie jak Polska, może nawet bardziej, jest w ruinie, więc możemy się szybko przedostać także do innych fascynujących miejsc, np. do oddalonych około 100 km Segovii, czy Toledo. Szybkim pociągiem w niewiele ponad 20 minut. Albo do Alcalá de Henares, gdzie wszędobylski Cervantes patrzy na nas wcale nie ukradkiem, gdzie Uniwersytet wrócił na właściwe sobie miejsce i gdzie przeniosły się polskie bociany. I nie tylko bociany.

Może i nam zdarzy się kiedyś tam wrócić. Oby.









Madrid. The City of Art. (English version)


It was a long journey. Far but beautiful and full of many good impressions. Also cultural ones.

Madrid is a city of art. The three largest museums: Prado, Reina Sofia and Thyssen Bornemisza host breathtaking collections. And they are all at your fingertips. Without bulletproof glass, railings and showcases. In the Thyssen-Bornemisza National Museum, Tintoretto’s Paradise hangs on the wall of the main entrance hall. Alongside Rodin's sculptures. Just like that. You have to book at least a few hours to visit the Prado. And it's best to choose only a few rooms and just sit in them for a while. I have my plan for the next visit: Witches' Fligh by Francisco Goya, The Garden of Earthly Delights by Hieronymus Bosch, Hippomenes and Atalanta by Guido Reni and the San Ildefonso Group with Castor and Pollux , or Orestses and Pylades or Hypnos and Thanatos as others call them. Naming aside- the sculpture is heavenly.

If someone prefers art that is more “cool”, one should direct his/her steps to the Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofía which hosts a rich collection of works by Pablo Picasso, Salvador Dalí and Joan Miró. Be warned -  getting near Picasso’s Guernica is impossible.

In addition to permanent exhibitions, you will certainly find something interesting on temporary ones. We were strongly tempted by Andy Warhol and Alfons Mucha. However, we only had enough time for something absolutely unique - Manolo Blahnik. The Art of Shoes, exhibition organized by Vogue Spain and Manolo Blahnik himself at Museo Nacional de Artes Decorativas. Imagine 212 pairs of shoes in one place, each of them a work of art. Plus 80 drawings and several films. It made us dizzy!


Madrid is also a city of music. It has a beautiful opera and several large concert halls. We managed to visit only one of them - Auditorio Nacional de Música. But for two baroque concerts! The first of them was St. Matthew Passion, BWV 244 by Johann Sebastian Bach, performed by Orquesta y Coro Nacionales de España (OCNE), boys' choir Escolanía del Escorial and soloists: Sylvia Schwartz, Paul Murrihy, Michael Schade, Samuel Boden, Neal Davies and Christian Immler. Whole directed by David Afkham.

The prologue was not fine. Not because of the music. A clearly drunk Don Miguel, who was letting people into the building, set himself a goal, for reasons known only to him, not to let us go to the concert. It was really unpleasant. And the concert itself? I’ve obviously anticipated that the stage will be crowded as it was the symphony orchestra performing the Passion, however the number of musicians on the stage was unexpectedly large. Around two hundred. Maybe even more. This made the Passion too loud and too slow. Monumental. My opinion on substituting baroque flutes and oboe da caccia by modern instruments is also well known. But... To me Bach is something more than a combination of voices, instruments and melodies. For him, I would travel even to the end of the world.

David Afkham managed to subdue the musical regiment and it went all without chaos, which doesn't always work out. The duet of Michael Schade (Evangelist) and Christian Immler (Jesus) did very well. It was suggestive and interesting. A beautiful image (visually and vocally) was created by El Escorial boys' choir. But the star of the evening was Fahmi Alqhai, gambist - virtuoso. Solo in Komm, süßes Kreuz was excellent, also aria Geduld! Wenn mich falsche Zungen stechen sounded great. Also thanks to Samuel Boden, who sang precisely, in style, without unnecessary wonder and emphasis.

The best for last.


Centro Nacional para la Difusión Musical (CNDM, The National Center of Musical Diffusion), is part of the National Institute of Arts and Music (INAEM), and aims to promote composing and contemporary Spanish music as well as the revival and dissemination of historical, including early music. Although the Centre is headquartered in Madrid, it operates throughout Spain. One of the concert series organized by the CNDM is Universo Barroco.

I envy Madrid such a series. Only this season it encompassed over 20 concerts. CNDM invited such celebrities as William Christie, Diego Fasolis, Jordi Savall, Martin Haselböck, Rinaldo Alessandrini, Giovanni Antonini, Fabio Biondi, Thomas Hengelbrock, and enesembles such as Les Arts Florissants, The King's Consort, The English Concert, Hespèrion XXI, Concerto Italiano, Giardino Armonico, Europa Galante, Vox Luminis and many more.

On Sunday, thanks to the invitation received from the CNDM (Muchas gracias, Directora Gema Parra Píriz!) I took part in a concert of the world famous Czech mezzo-soprano Magdalena Kožena and Le Concert D'Astrée ensemble conducted by Emmanuelle Haïm. They presented Heroínas program with a selection of arias and instrumental parts from compositions by Jean-Philippe Rameau (Hippolyte et Aricie, Dardanus, Castor et Pollux, Les Indes Galantes) and Marc-Antoine Charpentier (Médée).

It was FANTASTIC!!! The program was put together in a very thoughtful way and kept the audience in the edge of their seats  all the way through. There was no time for boredom. Positive emotions flowed between the performers and the audience from the beginning to the end. Everything has been given at an appropriate pace, lively, energetically, where it needs to be joyful, in other places dramatically. It also had character due to the use of a large number of percussion instruments, on which Sylvain Fabre spectacularly performed. There were tin sheet, wind machine, drums and cymbals of all sizes. And tambourines.

Emmanuelle Haïm does't needs no introduction. He appears on Baroque Goes Nuts! frequently, for example in the context of Bach's cantatas (Listen to the album Bach: Cantatas, it's really great). Previews in the Spanish media portrayed her as "a great dame of Baroque music". This term is incorrect. Emmanuelle Haïm is not a stable lady. She is full of energy, joy and emotions. Her movements are also not toned down. She shows the music with all of herself. This is a specific way of conducting, which only women have. This turns them into the embodiments of Music for a few dozen minutes of the concert. No more and no less. We also have examples of women directors in Poland, for example Agnieszka Żarska and Martyna Pastuszka. Besides, during the Madrid concert I have often remembered the Baroque Taste of the Orient concert, which Martyna Pastuszka and {oh!} Orkiestra Historyczna performed some time ago in Bydgoszcz. It had the same style and character.

And Magdalena Kožena? She is a great mezzo-soprano. Full of natural grace, warmth, simplicity, which she transforms into her strength. The most beautiful were: aria of Phaedra Cruelle mère des amours from Hippolytus and Aricia by Rameau, Monologue Ma fureur, tant de Rois from Médée by Charpentier and aria Télaïre Tristes apprêts, pâles flambeaux from Castor and Pollux, deep lamentation full of dramatic emotions... But, I enjoyed encores mostly, I will not hide it, especially aria Dopo notte, atra e funesta from Ariodante, HWV 33 by Georg Frideric Handel and Sì dolce è il tormento by Claudio Monteverdi, which moved me to tears.

In both concert programs I also spotted Polish accents. Agnieszka Grzywacz is a soloist of the Orquesta y Coro Nacionales de España choir and Agnieszka Rychlik plays as concertmaster of the second violins in Le Concert D'Astrée. If anyone knows one of the ladies, please congratulate them and greet them warmly!

Madrid is a city of art. It gives its active recipients really huge possibilities. Fast trains can get you to other fascinating places such as Segovia or Toledo in just over 20 minutes. Or to Alcalá de Henares, where the ubiquitous Cervantes looks at us not at all surreptitiously, where the University has returned to its proper place and where Polish storks have moved. Actually, not only storks. 

Maybe we will come back there someday. Hopefully.








Wrocław, Akademia Vivaldiowska




Dużymi krokami zbliża się Akademia Vivaldiowska.

Już w pierwszych dniach marca w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu będziemy mogli wziąć udział w prawdziwym święcie muzyki Rudego Księdza z Wenecji. To właśnie Vivaldi, po Bachu, Händlu, Mozarcie i Mendelssohnie stanie się bohaterem festiwalu, w czasie którego koncerty łączą się z warsztatami twórczymi.

W czwartek, 1 marca 2018, Giuliano Carmignola wykona razem z Wrocławską Orkiestrą Barokową pod dyrekcją Jarosława Thiela koncerty skrzypcowe Vivaldiego, zabrzmią też pełne pasji sonata i symfonia „Al Santo Sepolcro”.

Następnego dnia usłyszymy Cztery pory roku (Le quattro stagioni), które wykonają Christian Danowicz - skrzypce oraz NFM Orkiestra Leopoldinum. Na koncercie posłuchamy także zamówionego przez Narodowe Forum Muzyki utworu Katarzyny Brochockiej Le quattro sonetti, w którym partię sopranu zaśpiewa Marzena Michałowska. Le quattro sonetti to muzyczne rozważania nad poetyckim programem Czterech pór roku. In pricipio erat verbum.

W sobotę zespół 4 Times Baroque (Jan Nigges – flet prosty, Jonas Zschenderlein – skrzypce, Karl Simko – wiolonczela i Alexander von Heissen – klawesyn) zagra koncerty Vivaldiego zestawione z utworami Händla, Prowo, Corellego, Sammartiniego oraz energetyczną Ciacconą Tarquinia Meruli. Młodość, energia, przeboje, pasja. Będzie się działo!

Przed koncertem melomani będą mogli także wziąć udział w spotkaniu, które poprowadzą muzycy 4 Times Baroque, a którego gościem będzie sam Rinaldo Alessandrini, założyciel Concerto Italiano.

Rinaldo Alessandrini poprowadzi też wydarzenie finałowe Akademii Vivaldiowskiej. W niedzielę (4 marca) usłyszymy fragmenty opery Vivaldiego L'Olimpiade RV 725 w wersji koncertowej, które wykonają Wrocławska Orkiestra Barokowa, uczestnicy kursu orkiestrowego Akademii oraz soliści: Isabel Schicketanz – sopran, Joanna Radziszewska – sopran, Markéta Cukrová – mezzosopran, Sophie Rennert – alt, Wanda Franek – alt, Tomáš Král – baryton, Rafał Pawnuk – bas.

Patron tej edycji, Antonio Vivaldi, to jeden z najbardziej rozpoznawanych kompozytorów. – mówi Andrzej Kosendiak, dyrektor Narodowego Forum Muzyki. Znany jest z zaledwie kilku dzieł, a przecież pozostawił po sobie wielką spuściznę. Dlatego postanowiliśmy przygotować koncerty pokazujące różne aspekty twórczości Vivaldiego – oczywiście nie zabraknie też Czterech pór roku. Mam nadzieję, że wraz z muzyką wenecjanina dotrze do nas włoskie słońce i wiosna, za którą, myślę, już wszyscy tęsknimy…

Oj tak!

Do zobaczenia we Wrocławiu. Zdaje się, że możemy mieć też jeszcze fajną programową niespodziankę ;)

***

Szczegółowy program Akademii znajdziecie na dedykowanej jej podstronie NFM:
NFM: Akademia Vivaldiowska

oraz w Barokowym Rozkładzie Jazdy:
Barokowy Rozkład Jazdy: Akademia Vivaldiowska

B!52, Odcinek 66 - Invocabit



W zeszłym roku nie było jeszcze bloga, pozwalam sobie więc przypomnieć w cyklu B!52 ubiegłoroczny, nieco uzupełniony tekst przeznaczony na jutrzejszą niedzielę.

***

Wstępna – Invocabit, Sucha - Reminiscere, Głucha – Oculi, Środopostna – Laetare, Czarna - Judica, Palmowa – Palmarum. To nazwy kolejnych niedziel Wielkiego Postu, czasu przygotowania do Wielkanocy.

Jutro pierwsza z nich, Niedziela Wstępna, nazywana również Czterdziesiątnicą, Quadragesima lub Invocabit, od słów Introitu na tą niedzielę:

invocabit me et exaudiam eum cum ipso ero in tribulatione eruam eum et glorificabo

"Będzie wołał ku mnie, a ja go wysłucham, z nim jestem w ucisku, wyrwę go i uwielbię go."
(Ps 91, 15)

Ciekawa tradycja związana z tą niedzielą zachowała się w Luksemburgu, gdzie organizowane są Buergbrennen; wielkie ogniska, w których pali się między innymi wyschnięte bożonarodzeniowe choinki i które mają wygnać zimę a zaprosić wiosnę (taka sobie odmiana polskiego topienia Marzanny albo Entierro de la Sardina, Pogrzebu Sardynki, w którym miałem okazję uczestniczć w środę w Alcalá de Henares). Tradycja ta zachowała się w graniczących z Luksemburgiem częściach Niemiec (Burgbrennen) oraz Francji i Belgii (Dimanche des Brandons).

Wracamy jednak do Bacha i do Lipska. Wielki Post był w połowie XVIII wieku tempus clausum w związku z czym Jan Sebastian miał urlop od pisania kantat (z małymi wyjątkami o czym przy innej okazji). Przez następne niedzielę będę więc proponować posłuchanie kantat, które powstały trochę "obok" cyklu liturgicznego.

Jedną z nich jest kantata Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit, BWV 106. Manuskrypt Bacha zaginął, natomiast zgodnie uważa się tę kantatę za jedną z najwcześniejszych. Powstała w 1707 lub 1708 roku, kiedy Bach był organistą w kościele św. Błażeja w Mühlhausen. Z okazji pogrzebu. Czyjego? Tego do końca nie wiadomo, ale źródła wskazują albo na pogrzeb wuja Bacha, Tobiasa Lämmerhirta, albo byłego burmistrza Mühlhausen - Adolpha Streckera (na co może wskazywać podobieństwo przekazu tekstu kantaty i kazania wygłoszonego na pogrzebie burmistrza). Najwcześniejszy odpis kantaty, sporządzony ręką Christiana Friedricha Penzela, pochodzi z roku 1768 i to właśnie on wprowadza zwyczajową nazwę Actus tragicus.

Tekst kantaty traktujący o przemijaniu, przygotowaniu do śmierci i o umieraniu został zaczerpnięty z Biblii oraz z hymnów napisanych przez Marcina Lutra i Adama Reusnera. "Muzyka do walki z boleścią" - tak krótko scharakteryzował Actus tragicus John Elliot Gardiner. Kantata została rozpisana na cztery głosy solowe (sopran, alt, tenor bas) i mały zespół instrumentalny (dwa proste flety altowe, dwie viole da gamba i basso continuo.

Zapraszam do posłuchania tej kantaty w wykonaniu Amsterdam Baroque Orchestra & Choir pod dyrekcją Tona Koopmana. Miałem przyjemność obserwować wczoraj Tona Koopmana w akcji w Filharmonii Narodowej w Warszawie. O czym już wkrótce.

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit.
In ihm leben, weben und sind wir,
solange er will.
In ihm sterben wir zur rechten Zeit, wenn er will.

Boży czas, to czas ze wszystkich najlepszy.
W nim żyjemy, poruszamy się; w nim jesteśmy.
Gdy Bóg zechce - umieramy. Zawsze we właściwym czasie.


B!52, Odcinek 65 - Estomihi


Jutro ostatnia niedziela przed Środą Popielcową, Quinquagesima, czyli Niedziela Pięćdziesiątnicy. Jest także nazywana Estomihi od słów Introitu na tę niedzielę:

Esto mihi in Deum protectorem, et in locum refugii, ut salvum me facias
Bądź mi Boże schronieniem i zamkiem warownym, aby mnie ocalić (Ps 71, 3)

W Lipsku w czasach Bacha Niedziela Pięćdziesiętnicy miała szczególnie uroczystą oprawę muzyczną, była bowiem ostatnią niedzielą przed obowiązującym w czasie Wielkiego Postu tempus clausum, czasem zakazanym, w którym nie można było wykonywać w kościołach muzyki figuralnej.

Estomihi stała się także punktem zwrotnym w karierze Bacha. To właśnie w tę niedzielę, 7 lutego 1723 roku Bach zaprezentował mieszkańcom i Radzie Miejskiej Lipska swoje dwie kantaty aplikcyjne na stanowisko kantora kościoła św. Tomasza. Relacja „specjalnego korespondenta“ o tym wydarzeniu ukazała się nawet w odległym Hamburgu. 15 lutego 1723 roku w Hamburger Relationscourier napisano:.

"W niewyraźne niedzielne przedpołudnie, Pan Bach, kapelmistrz książęcy z Cöthen, dał próbę w kościele św. Tomasza, z powodu ciągle nie obsadzonego stanowiska kantora. Muzyka była przy tej okazji chwalona przez wszystkich, którzy mieli możliwość jej słuchać."

Dla porządku należy dodać, że są badacze, którzy uważają, że tym „specjalnym korespondentem” był Mr. Bach we własnej osobie. Taką soczystą tezę stawia na przykład Peter Williams w swojej książce The Life of Bach. W każdym razie kompozytor otrzymał stanowisko w Lipsku, choć tego wyboru wcale nie uznawano tam wtedy za najlepszy. Kiedy po odpadli z wyścigu Graupner i Telemann, na posiedzeniu Rady Miejskiej radny Abraham Christoph Platz powiedział między innymi w kontekście Bacha:

"Z ważnych przyczyn poddaję pod rozwagę, że skoro na tę chwilę nie możemy dostać najlepszego, trzeba by wziąć średniego, o którym niegdyś tyle dobrego mówiło się w Pirnie..."

O jednej z kantat, którymi Bach aplikował do Lipska, Jesus nahm zu sich die Zwölfe, BWV 22  pisałem w zeszłym roku. Dziś kilka słów o drugiej z nich - Du wahrer Gott und Davids Sohn, BWV 23.

W przeciwieństwie do BWV 22, która powstała prawdopodobnie już w Lipsku na krótko przed prezentacją, BWV 23, a przynajmniej jej pierwsze trzy części, została przygotowana w Köthen. Podobnie jak w przypadku Jesus nahm zu sich die Zwölfe, autor tekstu kantaty Du wahrer Gott und Davids Sohn nie jest znany. Pierwsze trzy części opierają się na tekście Ewangelii według św. Łukasza (18, 35-43) opowiadającym o uzdrowieniu niewidomego z Jerycha; tym samym, który był czytany w kościołach w Niedzielę Pięćdziesiątnicy. Zarówno tekst, jak i melodia kończącego kantatę chorału pochodzi z luterańskiego hymnu Christe, du Lamm Gottes, nazywanego niemieckim Agnus Dei. Uważa się powszechnie, że ta część kantaty jest najstarsza i pochodzi z zaginionej Weimarer Passion, wykonanej na dworze w Gotha w roku 1717.

Du wahrer Gott und Davids Sohn, BWV 23 składa się z czterech części a podczas przesłuchania 7 lutego 1723 wykonali ją soliści (sopran, alt, tenor), czterogłosowy chór oraz zespół instrumentalny złożony z 2 obojów, 2 skrzypiec, altówki i basso continuo. Podczas kolejnego wykonania, 20 lutego 1724 roku Bach zmienił tonację z c-moll na h-moll, zamienił oboje na oboje d’amore oraz dodał w ostatniej części kornet oraz 3 puzony, które wzmocniły głosy chóru. Kantata została wykonana jeszcze raz, w wersji pierwotnej, pomiędzy rokiem 1728 a 1731.

Zapraszam do posłuchania trzeciej części kantaty, chóru Aller Augen warten, Herr, o którym Julian Mincham z portalu www.jsbachcantatas.com pisze:

"Tonacja durowa i charakter tańca podnoszą jego nastrój. I choć to ciągle prośba o przywrócenie wzroku, siłę i wsparcie, czujemy, że nie jest ona składana na próżno; że przecież człowiek nie jest osamotniony…"


Aller Augen warten, Herr,
Du allmächtger Gott, auf dich,
Und die meinen sonderlich.
Gib denselben Kraft und Licht,
Lass sie nicht
Immerdar in Finsternissen!
Künftig soll dein Wink allein
Der geliebte Mittelpunkt
Aller ihrer Werke sein,
Bis du sie einst durch den Tod
Wiederum gedenkst zu schließen.

Wszystkich oczy patrzą wżdy
Twej wszechmocy Boże tak
A nadzieję mają w nim.
Daj im światło, siłę z nim
Nie zwól im pozostawać wciąż w ciemnościach.
Tym w przyszłości Twójże znak
Jednym ma wskazaniem być
Wszystkich czynów pilnuj ich
Aż je kiedyś przeze śmierć
Postanowisz zamknąć znowu.

***

Johann Sebastian Bach (1685-1750)
Du wahrer Gott und Davids Sohn, BWV 23
3. Aller Augen warten, Herr

Stiftsbarock Stuttgart
Kay Johannsen, dyrygent


B!52, Odcinek 64 - Sexagesima




"In musikalischen Gesellschaften, in welchen Quartette oder vollstimmigere Instrumentalstücke aufgeführt wurden, und er sonst nicht dabey beschäftigt war, machte es ihm Vergnügen, die Bratsche mit zu spielen. Er befand sich mit diesem Instrument gleichsam in der Mitte der Harmonie, aus welcher er sie von beyden Seiten am besten hören und genießen konnte."

W czasie muzycznych spotkań, na których były wykonywane utwory instrumentalne w kwartetach lub w pełniejszych składach, a on nie był zajęty niczym innym, sprawiało mu wielka przyjemność granie na altówce. Z tym instrumentem znajdował się w samym środku harmonii, z którego mógł ją z obu stron najlepiej słyszeć i nią się cieszyć.

Te słowa pochodzą z VIII rozdziału pierwszej pełnej biografii Johanna Sebastiana Bacha, którą w 1802 roku opublikował Johann Nikolaus Forkel (1749 - 1818). Ueber Johann Sebastian Bachs Leben, Kunst und Kunstwerke (O życiu, sztuce i dziełach Johanna Sebastiana Bacha) jest cennym źródłem informacji, ponieważ autor miał jeszcze możliwość wymiany korespondencji z synami Bacha, Carlem Philippem Emanuelem oraz Wilhelmem Friedemannem.

W utworach instrumentalnych Bacha altówki pełnią tak samo ważną role jak inne instrumenty, solowe partie altówek zdarzają się jednak bardzo rzadko. Altówka obbligato pojawia się w arii sopranowej Ich, dein betrübtes Kind z kantaty Mein Herze schwimmt im Blut, BWV 199; na dwie altówki z towarzyszeniem dwóch viol da gamba, wiolonczeli i basso continuo jest przeznaczony VI Koncert brandenburski B-dur, BWV 1051; w III Koncercie brandenburskim G-dur, BWV 1048 trzy altówki są równorzędnymi partnerkami trojga skrzypiec i trzech wiolonczel. Jest też utwór rozpisany na cztery altówki! To napisana w Weimarze kantata Gleichwie der Regen und Schnee vom Himmel fällt, BWV 18.
Gleichwie der Regen und Schnee vom Himmel fällt (Tak jak deszcz i śnieg z nieba zstępuje), BWV 18 podobnie jak kantaty Leichtgesinnte Flattergeister, BWV 181 i Erhalt uns, Herr, bei deinem Wort, BWV 126 zostały napisane przez Bacha na Sexagesimę, czyli Niedzielę Sześdziesiątnicy. Sexagesima to druga niedziela Przedpościa, okresu przygotowania do Wielkiego Postu. W czasach Bacha siedemnaście dni poprzedzających Środą Popielcową służyło wyciszeniu i rachunkowi sumienia przed zbliżającym się czasem pokuty i nawrócenia... W Niedzielę Sexagesimy rozpoczynano wstrzymywać się od jedzenia mięsa, stąd jej polska nazwa - Niedziela Mięsopustna.

Tekst kantaty pochodzi z napisanego dla dworu książęcego w Eisenach i opublikowanego w Gotha w roku 1711 zbioru Erdmana Neumeistera Geistliches Singen und Spielen. Oprócz swojej poezji autor wykorzystał cytat z rozdziału 55 Proroctwa Izajasza, w którym słowo Boga jest porównane do nasion zapewniających plony. To także bezpośrednie nawiązanie do czytanej w kościołach w Sexagesimę przypowieści o siewcy z Ewangelii według św. Łukasza. W trzeciej części kantaty wykorzystane są fragmenty Litanii Marcina Lutra z 1528 roku, a w finałowym chorale ósma strofa hymnu Lazarusa Spengelera Durch Adams Fall ist ganz verderbt z roku 1524.

Po raz pierwszy kantata została wykonana w Weimarze 19 lutego 1713 roku lub 24 lutego 1715 roku przez solistów (sopran, tenr, bas), czterogłosowy chór i zespół instrumentalny złożony z czterech altówek, wiolonczeli, fagotu i basso continuo. Po raz kolejny kantata zabrzmiała razem z napisaną specjalnie na ten dzień kantatą Leichtgesinnte Flattergeister, BWV 181, 13 lutego 1724 roku w Lipsku. W tej wersji Bach dodał partie dwóch fletów prostych, które w oktawie wyżej wzmocniły pierwszą i drugą altówkę. Zmienił także tonację z g-moll na a-moll.

„Bach nie rozpisał kantaty na cztery altówki dlatego, że pojawiło się wtedy w Weimarze dwóch dodatkowych altowiolistów szukających pracy a raczej dla magicznej, ciemnej barwy, którą mogły przynieść tylko cztery altówki” – pisze John Eliot Gardiner. „Wcale nie uważam za dziwaczne widzieć w nich porównania, szczególnie w dwóch środkowych częściach, do ciepłej, żyznej, dobrze nawodnionej ziemi, która daje idealne podłoże do kiełkowania i wzrostu Słowa Bożego. (…)”

Zapraszam do posłuchania Sinfonii otwierającej kantatę Gleichwie der Regen und Schnee vom Himmel fällt, BWV 18. Gardiner widzi w niej hybrydę chaconny i włoskiego koncertu. Ja ciemną, głęboką, miękką, pastelową, delikatną muzykę, którą można wyrazić w taki sposób tylko na altówce…

***
Johann Sebastian Bach (1685-1750)
Gleichwie der Regen und Schnee vom Himmel fällt, BWV 18
1. Sinfonia

Jürgen Jürgens, Monteverdi-Chor Hamburg / Leonhardt-Consort