Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...

B!LIVE, IV Festiwal Oper Barokowych Dramma per Musica - Weekend z Händlem i Telemannem

fotografia Kingi Karpati z facebookowej strony Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica

W 1734 roku londyńscy rywale Händla ze swoim możnym mecenasem, księciem Walii Fryderykiem Ludwikiem Hanowerskim przejęli King’s Theatre. W odpowiedzi na ten ruch, Händel zaakceptował propozycję Johna Richa i przeniósł się do nowego teatru w Covent Garden. Za duże pieniądze.

Sezon 1735/36 okazał się dla Händla nadzwyczajny: dwa wznowienia oper,  opera-pasticcio złożona z przebojowych arii z poprzednich kompozycji, trzy oratoria i dwie nowe opery: Ariodante i Alcina. Ta ostatnia okazała się szczególnym sukcesem. W pierwszym sezonie wystawiono ją aż 18 razy.

Libretto Alciny to częściowo przetworzone libretto innej opery - L'isola di Alcina Riccardo Broschiego z 1728 roku, które z kolei opiera się na poemacie Ariosta Orlando furioso, Orland szalony. Czarownica Alcina prowadzi na cudownej wyspie jeszcze cudowniejsze życie: wabi mężczyzn do swojego królestwa, uwodzi ich, a kiedy już się nimi zmęczy, zamienia w dzikie zwierzęta, rośliny albo skały. W jej sidła wpada też dzielny wojownik Ruggiero. Kiedy wygląda na to, że nie ma już dla niego ratunku, na wyspę przybywa narzeczona Ruggiera Bradamante w przebraniu swojego brata Ricciarda. Świat, który Alcina poukładała sobie za pomocą magii, zaczyna się rozpadać.

Tę właśnie operę wybrali na tegoroczną premierę organizatorzy IV Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica. I jak zwykle nie zawiedli pokładanych przez melomanów z całej Polski oczekiwań. Wyreżyserowana przez Jacka Tyskiego Alcina, którą miałem przyjemność oglądać w Małej Warszawie w sobotę, 15 września 2018 roku to przedstawienie dynamiczne, wciągające i – także dzięki pięknym kostiumom Marty Fiedler - bardzo plastyczne. No i znakomicie zaśpiewane, zagrane i zatańczone.

Rolę tytułową powierzono Oldze Pasiecznik. Choć podobno to ona sama sobie tę rolę wymyśliła. To zresztą nieważne. Olga Pasiecznik wykonała ją brawurowo. I muzycznie, i aktorsko. Raz demoniczna, raz kokieteryjna; raz ciepła, raz oschła; raz pełna nadziei, raz zawiedziona. Z kulminacją tych wszystkich wcale nie boskich, lecz jak najbardziej ludzkich uczuć, w przeszywającej i pełnej bólu arii „Ah! mio cor! schernito sei!”.

Anna Radziejewska świetnie radzi sobie z rolami męskimi. Rola Ruggiero była poprowadzona w sposób bardzo przekonujący, była też dopracowana w każdym szczególe. Od początku do końca. Szczególnie urzekła mnie aria „Mio bel tesoro” z świetnie zagranymi, jakby dopowiadającymi treść, partiami fletów i „Verdi prati, selve amene”, subtelnie wprowadzona i domknięta na klawesynie przez Liliannę Stawarz.

Bardzo wyraziste postaci stworzyły Olga Siemieńczuk jako lekka, dowcipna, charakterystyczna Morgana (przepięknie i bezbłędnie zaśpiewana  wirtuozowska aria "Tornami a vagheggiar") i Joanna Lalek jako zadziorny i psotny Oberto (przyjęta bodaj z największym entuzjazmem publiczności aria „Barbara! Io ben lo so”)

Z solistek z mieszanymi uczuciami przyjąłem Joannę Krasuską-Motulewicz w roli Bradamante/ Ricciardo. Pamiętam jej ubiegłoroczną zalotną i charakterną Selindę w Farnace. Tym razem – mimo bardzo dobrze postawionego, czystego i mocnego głosu, jej rola wydała mi się jednowymiarowa, z zupełnie niewykorzystaną przemianą dość zasadniczego Ricciarda w narzeczoną Ruggiera – Bradamante.

Z solistów zdecydowanie bardziej trafiła do mnie zaśpiewana precyzyjnie, głęboko i stylowo rola Artura Jandy jako czarodzieja Melisso. Nie przekonał mnie za to Karol Kozłowski w roli Oronte, choć to on właśnie potrafił najlepiej ze wszystkich solistów nawiązywać kontakt z publicznością. Były miejsca piękne, były niestety i niedopracowane, śpiewane nieczysto i z dużym wysiłkiem.
 
Muzycy Royal Baroque Ensemble znają się dobrze, od lat razem występują i nagrywają płyty. W tym roku zespół kierowany przez Liliannę Stawarz zdobył Fryderyka za album "Antonio Caldara - Maddalena ai piedi di Cristo". Nic więc dziwnego, że w Alcinie usłyszeliśmy bardzo spójne brzmienie zespołu instrumentalnego, pełne barw we wszystkich możliwych odcieniach. A akompaniament (choć czy rzeczywiście tylko akompaniament…) do arii Ruggiero „Sta nell’ircana pietrosa tana” był po prostu błyskotliwy.

Największym rozczarowaniem był chyba w sobotę występ chóru Collegium Musicum UW. Wejścia zespołu wokalnego były sztuczne i jakby wyrwane z kontekstu, a śpiewanie przysadziste i niepewne, także intonacyjnie. Mankamentem były także napisy. Po pierwsze istotnie różne od dobrego polskiego tłumaczenia z książki programowej, po drugie z nieczytelnie rozdzielonymi rolami i niekonsekwentnie wyświetlanymi (bądź nie) didaskaliami.

Na koniec kilka słów o Małej Warszawie. Nie jest miejscem bez wad, nie została zbudowana jako teatr operowy, nawet nie jako sala koncertowa. Była tam fabryka oleju, marmolady, gumy, a w końcu konserw. Ale czy spektakle operowe trzeba koniecznie wystawiać w zbudowanych specjalnie po to budynkach? Na dodatek pełnych przepychu i bogatych w najróżniejsze udogodnienia? Wcale nie. Przestrzeń Małej Warszawy ma bardzo dobrą akustykę, bardzo umiejętnie wykorzystano też tę przestrzeń na potrzeby spektaklu - ożywiły ją puszczane z 11 (tyle naliczyliśmy) projektorów wizualizacje, których autorem jest Sylwester Łuczak. Tańczące na wietrze rośliny, barokowe florale, antyczne rzeźby, arkadyjskie budowle. Rajska wyspa Alciny.

Mała Warszawa ma ducha. Genius loci. Organizatorzy Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica odczytali tego ducha we właściwy sposób, wykorzystali go do stworzenia ciekawej, inspirującej przestrzeni artystycznej. Nadali postindustrialnym wnętrzom ciepły i gościnny charakter. Także przyległe przestrzenie wewnątrz i na zewnątrz budynków pofabrycznych sprzyjały rozmowom i nawiązywaniu ciekawych znajomości. A do środka zapraszał na kolejne akty dźwięk rogu.

Piękne było też następne festiwalowe popołudnie. W Domu Polonii na Krakowskim Przedmieściu mały zespół instrumentalny (Grzegorz Lalek, Alicja Sierpińska – skrzypce barokowe, Marcin Stefaniuk – altówka barokowa, Jakub Kościukiewicz – wiolonczela barokowa, Grzegorz Zimak – kontrabas barokowy i Lilianna Stawarz – klawesyn) zagrali Koncert polski, TWV 43:G7, Suitę D-dur „Gulliver”, TWV 40:108 i Suitę G-dur „Don Quixot”, TWV 55:G10 Georga Philippa Telemanna przeplatane fragmentami powieści Jonathana Swifta „Podróże do wielu odległych narodów świata” i Miguela de Cervantesa „Don Kichot” recytowanymi przez Zbigniewa Zamachowskiego.

Trochę się tego koncertu
bałem. W innym czasie i w innym miejscu zestawienie muzyki Telemanna i prozy Cervantesa było podane w sposób nudny i nadzwyczaj nużący. W Warszawie było inaczej. Po pierwsze krótkie i wybrane z dużą uwagą fragmenty powieści były recytowane z dużą swadą i w bardzo dowcipny sposób, po drugie zespół instrumentalny wydobył z muzyki Telemanna co tylko się dało najlepszego. Była ciekawa artykulacja, duże zróżnicowanie tempa i dynamiki, no i to co najważniejsze: instrumentaliści sami świetnie się bawili. Radość smyczka i zabawa piórkiem udzieliły się wszystkim słuchaczom. 

Jeśli jescze nie skorzystaliście z zaproszenia IV Festiwalu Oper Barokowych Dramma per Musica, wciąż macie szansę. W środę (19.09.2018) na finał festiwalu zostanie wykonana w Studiu Koncertowym im. Witolda Lutosławskiego Alcina, HWV 34 Georga Friedricha Händla w wersji koncertowej. Warto tam być!

B!52, Odcinek 91 - Trinitatis XV



Bohaterami ubiegłorocznego tekstu na piętnastą niedzielę po Trójcy Świętej byli śpiewak, klawesynista i kompozytor Christoph Nichelmann oraz Jauchzet Gott in allen Landen, BWV 51. To piękna kantata, jeśli macie ochotę jej posłuchać i o niej poczytać zapraszam tutaj: http://baroque-goes-nuts.blogspot.com/2017/09/b52-odcinek-40-trinitatis-xv.html

Dziś o kolejnej kantacie na jutrzejszą niedzielę – Was Gott tut, das ist wohlgetan, BWV 99.
W piętnastą niedzielę po Trójcy Świętej czytano w kościołach fragment listu do Galatów o powinności czynienia dobra, póki mamy na to czas i Kazania na górze z Ewangelii według św. Mateusza o konieczności poszukiwania królestwa bożego a nie troszczeniu się o dobra materialne. Kantata Was Gott tut, das ist wohlgetan, BWV 99 dotyczy tego przesłania, jednak nie cytuje bezpośrednio Biblii a jest oparta o hymn z tekstem Samuela Rodigasta z roku 1674 i muzyką, którą przypisuje się kantorowi z Jeny, Severusowi Gastoriusowi. Nieznany autor libretta kantaty zaczerpnął z hymnu strofy pierwszą i ostatnią z dosłownym brzmieniu, pozostałe sparafrazował. Ten sam hymn został użyty przez Bacha w kantacie Was Gott tut, das ist wohlgetan, BWV 100 jednak w całości i bez zmian.

Sześcioczęściowa kantata została rozpisana na cztery głosy solowe (sopran, alt, tenor, bas), czterogłosowy chór oraz zespół instrumentalny złożony z rogu, fletu traverso, oboju d’amore, dwojga skrzypiec, altówki i basso continuo. Szczególnie ciekawa jest partia fletu. Ze względu na jej wirtuozowski charakter panuje wśród badaczy powszechne przekonanie, że musiał w czasie pierwszego wykonania kantaty (17.09.1724) przebywać w Lipsku gość – flecista o nadzwyczajnych zdolnościach.

Zapraszam do posłuchania chóru otwierającego kantatę w wykonaniu Monteverdi Choir i English Baroque Soloists pod dyrekcją Johna Eliota Gardinera. Warstwa instrumentalna dominuje w tej części nad wokalną. To w istocie koncert na flet, obój d’amore i smyczki, który emanuje optymizmem i radosną energią. Julian Mincham pozwala sobie nawet na stwierdzenie, że ta część byłaby doskonała nawet gdyby usunąć z niej warstwę wokalną. Można by ją też zastąpić organami lub klawesynem – dodaje Mincham – a nie byłoby żadnego zakłócenia w strukturze i w przebiegu utworu. Czy tak jest w istocie? Oceńcie sami.

Was Gott tut, das ist wohlgetan,
Es bleibt gerecht sein Wille;
Wie er fängt meine Sachen an,
Will ich ihm halten stille.
Er ist mein Gott,
Der in der Not
Mich wohl weiß zu erhalten;
Drum lass ich ihn nur walten.

Co czyni Bóg, jest dobrze tak
I z sprawiedliwej woli.
Jakkolwiek mi się da we znak,
Chcę cichym być w swej doli.
Niech wierny Bóg,
Co czasu trwóg
Przed zgubą swoich strzeże,
Mój los w swe ręce bierze.


B!52, Odcinek 90 - Trinitatis XIV


W przypadającą jutro 14. niedzielę po Trójcy Świętej w lipskich kościołach czytano fragment listu do Galatów o swoistym napięciu między grzesznym ciałem a duchem, dzięki któremu odczuwamy miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5, 16-26) oraz historię o uzdrowieniu przez Jezusa dziesięciu trędowatych, z których tylko jeden, traktowany wtedy jak obcokrajowiec Samarytanin, zdobył się na podziękowanie (Łk 17, 11-19). Wszystkie trzy zachowane kantaty Bacha na ten dzień (BWV 25 - pisałem o niej w zeszłym roku: B!52, Odcinek 39, 78 i 17) dotykają w mniejszym lub większym stopniu czytań biblijnych.

W kantacie Wer Dank opfert, der preiset mich, BWV 17 autor libretta, prawdopodobnie książę Saksonii-Meiningen Ernst Ludwig I przytacza w dosłownym brzmieniu 15 i 16 werset rozdziału 17 Ewangelii według św. Łukasza. Poeta nawiązuje też do innych tekstów biblijnych, między innymi Psalmów 19, 36 i 50 oraz Listu do Rzymian. Kantatę kończy trzecia zwrotka hymnu Nun lob, mein Seel, den Herren Johanna Gramanna z 1525 roku.

Kantata została wykonana po raz pierwszy 22 września 1726 roku, pierwsze trzy części przed kazaniem, pozostałe cztery bezpośrednio po nim. Kantata została rozpisana na cztery głosy solowe (sopran, alt, tenor, bas), czterogłosowy chór oraz zespół instrumentalny: dwa oboje, dwoje skrzypiec, altówkę i basso continuo. Skreślony ręką Bacha tytuł kompozycji brzmi: Domin. 14 post Trin. | Wer Dank opfert, der preiset mich | á | 4 Voci | 2 Hautb. | 2 Viol. | Viola | e | Contin. | di | J. S. Bach.

Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc. Tak kończy się fragment Listu do Galatów wspomnianego na początku. Za otrzymane dobro, śpiewajmy! Taką właśnie dziękczynną pieśnią jest tenorowa aria Welch Übermaß der Güte schenkst du mir, do której posłuchania zapraszam dzisiaj. Wykonuje ją James Gilchrist oraz English Baroque Soloists pod dyrekcją Johna Eliota Gardinera.

Welch Übermaß der Güte
Schenkst du mir!
Doch was gibt mein Gemüte
Dir dafür?
Herr, ich weiß sonst nichts zu bringen,
Als dir Dank und Lob zu singen.


Jakież dobra ogromy
Ty zsyłasz mi!
A czym ja, zawstydzony,
Odpłacę Ci?
Nic innego nie mam, Panie,
Niż dziękczynne me śpiewanie.

B!LIVE, Barokowe Eksploracje w Szczawnicy



Chwilę przed piątkowym koncertem wszystkie miejsca w foyer Dworku Gościnnego w Szczawnicy były zajęte. Z wyjątkiem dwóch obok mnie. Przy wejściu stało jeszcze trochę ludzi, podszedłem więc i podprowadziłem dwie panie do wolnych krzeseł. Starsze panie weszły do Dworku Gościnnego przez przypadek. Nie wiedziały chyba tak naprawdę, co ma się w nim wydarzyć. Pierwsze nuty kantaty Ach Gott, wie manches Herzeleid BWV 58 wbiły moje sąsiadki w krzesełka. I tak to trwało przez cały koncert. Po każdej kantacie moje sąsiadki dopytywały: "Chyba wstaniemy, żeby bić brawo? Można?" Rozdygotana, niecierpliwa chęć wyrażenia swoich emocji. A kiedy artyści wyszli po gromkich owacjach za kulisy, panie zapytały ze smutkiem w oczach: "To oni już nie wrócą? Nie zagrają?" "To była najpiękniejsza rzecz, która nam się trafiła w życiu" – dodały…

Bo było pięknie. Ewa Leszczyńska - sopran, Helena Poczykowska – alt, Davide Fior - tenor, Peter Kooij - bas oraz Baroque Collegium 1685, czyli połączone siły Szczawnickiego Chóru Kameralnego i praskiego zespołu Musica Florea pod dyrekcją Agnieszki Żarskiej, wykonali trzy kantaty Johanna Sebastiana Bach. Oprócz BWV 58 także: Ich habe genug, BWV 82 oraz Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10

Jak Agnieszce Żarskiej udało się zainteresować Barokowymi Eksploracjami Petera Kooji? Podobno przez Facebooka. To znak czasu. Także i tego, że siłę mediów społecznościowych można wykorzystywać do szczytnych celów. W każdym razie melomani mogli dzięki temu usłyszeć kantatę Ich habe genug, BWV 82 w najlepszym z możliwych wykonań. Usłyszeliśmy całą paletę barw i dużą porcję pięknych emocji. Także orkiestra poddała się tym nastrojom i w arii Schlummert ein, ihr matten Augen zabrzmiała najpiękniej w czasie całego koncertu. Delikatnie, miękko i pastelowo.

Pozostali soliści również zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Ewa Leszczynska partnerowała w kantacie-dialogu Ach Gott, wie manches Herzeleid BWV 58 Peterovi Kooji na równych prawach, a w arii Herr, der du stark und mächtig bist z kantaty Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10 była mocna i przekonująca. Pięknie zabrzmiał też w tej kantacie duet Er denket der Barmherzigkeit w wykonaniu Heleny Poczykowskiej i Davida Fior.

Na wielkie brawa zasługuje Szczawnicki Chór Kameralny. Aż trudno uwierzyć, że 10 lat temu chór powstał jako amatorski. Teraz to wyrównany brzmieniowo, rasowy zespół wokalny, gotowy podejmować się nawet najtrudniejszych projektów. A takim jest między innymi wykonana wczoraj kantata Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10, z bardzo rozbudowaną, gęstą polifonią i cantus firmus migrującym między głosami. Chór poradził sobie z dużą swobodą ze wszystkimi technicznymi trudnościami, a dodatkowo pokazał piękne emocje i prawdziwą radość ze wspólnego śpiewania.

Pewnie nie byłoby Barokowych Eksploracji, pewnie Peter Kooji nie przyjechałby do Szczawnicy, gdyby nie Agnieszka Żarska. To ona jest siłą napędową festiwalu. To jej należy się także największe uznanie za sukces piątkowego koncertu. Sposób dyrygowania zespołem przez Agnieszkę Żarską jest zupełnie wyjątkowy, pełny prawie tanecznych ruchów, wypływający z głębi przeżywania. Agnieszka Żarska cudownie opowiada też publiczności o kantatach Bacha. To nie muzykologiczne, wielowarstwowe, ciężkie do przełknięcia mówione eseje o muzyce. To opowieści pisane sercem.

Kantaty Bacha zabrzmiały na podsumowanie Barokowych Eksploracji w Szczawnicy. Wcześniej, w środę 22 sierpnia uczestniczyliśmy w jeszcze jednym fascynującym wydarzeniu. Na deskach Sali Głównej Dworku Gościnnego w Szczawnicy usłyszeliśmy i zobaczyliśmy pełną inscenizację opery-pasticcio Filippo Amadei, Giovanniego Bononciniego i Georga Friedricha Händla Muzio Scevola, HWV 13. Operę przywieźli do Szczawnicy – niemalże prosto z Händel-Festspiele Halle (Saale) – soliści: Alexis Vassiliev (Muzio Scevola), Anita Jirovská (Clelia), Michaela Šrůmová (Orazio), Lucia Knoteková (Fidalma), Marta Fadljevičová (Lucio Tarquinio), Sylva Čmugrová (Irene), Roman Hoza (Porsena), orkiestra barokowa Musica Florea z Pragi i zespół Hartig Ensemble specjalizujący się w wykonywaniu dawnych tańców.

Nie było udziwnień. Głównym nośnikiem treści opery była muzyka, której towarzyszyły jedynie proste gesty i mimika twarzy; drobne rekwizyty; skromna, ale piękna dekoracja; powściągliwa choreografia, stylowe kostiumy. Wszystko to złożyło się w bardzo spójną, przyjemną w odbiorze całość.

Bardzo dobry poziom zaprezentowali w środowy wieczór wszyscy soliści. Szczególnie podobała mi się rola króla Porseny, w którą znakomicie wcielił się Roman Hoza. To już kolejny raz (poprzedni był rok temu na Mikołowskich Dniach Muzyki) zachwyciłem się mocnym, ciepłym i pełnym basem tego wokalisty. Świetne były też Michaela Šrůmová w roli rzymskiego bohatera Horacjusz Koklesa i Markéta Cukrová jako wojownicza Klelia.

Dobrze zagrała orkiestra Musica Florea, szczególnie w trzecim akcie napisanym przez Georga Friedricha Händla. Dopiero Il Caro Sassone dał zespołowi szansę na pokazanie wszystkich swoich możliwości.

Z osobistych, zawodowych powodów obserwowałem też jak zorganizowany jest Dworek Gościnny. W niewielkiej Szczawnicy powstało praktycznie z ruin miejsce, którego nie powstydziłyby się wielkie metropolie. Jest wysmakowany i elegancki, a dbałość o szczegóły widać tam na każdym kroku. Budynek mieści piękną multifunkcyjną salę na ponad 350 miejsc i foyer, w którym zmieści się ponad 200 krzeseł. No a w Jazz Barze na dolnym poziomie podają nieziemskie desery. Jeśli będziecie kiedyś w Szczawnicy, warto odwiedzić to miejsce nawet jeśli nie będzie tam żadnego koncertu albo innego wydarzenia kulturalnego. Choć to mało prawdopodobne, bo dzieje się tam sporo.

Barokowe Eksploracje w Szczawnicy to dowód na to, że nie jest potrzebne wielkie wsparcie instytucjonalne, żeby tworzyć festiwale na najwyższym poziomie. Pieniądze są potrzebne. To fakt. Ale ważniejsza jest pasja, pracowitość, wyczucie, cierpliwość, wiara w siebie. I w ludzi, którzy nas otaczają i którzy chcą nam pomogać. Także tych, którzy chcą być uczestnikami takiej kultury tworzonej z pasją. Bez nich to wszystko nie miałoby sensu.


B!LIVE, Muzyka w Raju 2018



Paradisus Sanctae Mariae. Paradyż. Raj, który wcale nie jest daleko.

Pora roku sprawiła, że Paradyż przywitał nas jabłkami. Wprost nimi kusił. Jak to w raju. Wokół opactwa i w obrębie jego murów rosną dziesiątki jabłoni. A na nich niezliczone wprost ilości dorodnych i smacznych jabłek. Imponujący pocysterski zespół klasztorny jest siedzibą Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. To dobry gospodarz. Cały teren opactwa jest bardzo zadbany a zieleń starannie wypielęgnowana i zachęcająca do długich spacerów. Od 2003 roku w drugiej połowie sierpnia w tym pięknym miejscu odbywa się festiwal Muzyka w Raju.

Muzyce dawnej można nadać wielką moc przyciągania. Paradyskie opactwo leży na uboczu, a mimo to już na półtorej godziny przed pierwszym koncertem zaczęli gromadzić się ludzie. Pół godziny przed rozpoczęciem wieczoru festiwalowego plac przed wejściem do kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Marcina był już nimi szczelnie wypełniony. Zawsze w takiej sytuacji przypomina mi się opinia mojej bydgoskiej znajomej, która uważa, że „muzyka dawna się nie sprzeda”. Pewnie, że się nie sprzeda. Muzyka to nie FMCG, szybko rotujące dobro konsumpcyjne. Można jednak muzyką dawną zainteresować. Jest jednak warunek. Trzeba ją podawać ze smakiem.

Tak właśnie jest na festiwalu Muzyka w Raju. Niezwykłe otoczenie, piękne wnętrza, doskonali artyści, przemyślany program sprawiają, że festiwal już od kilkunastu lat gromadzi wokół siebie rzesze melomanów. Wyjątkowa jest formuła wieczorów festiwalowych. Pewna jest jedynie godzina rozpoczęcia pierwszego koncertu. Pozostałe są już „około”. Dzięki temu bez pośpiechu spędza się czas z muzyką i z innymi słuchaczami. W czasie przerw między koncertami dla gości festiwalu otwierają się sale, korytarze i dziedzińce seminarium. To czas na spacery, rozmowy, uśmiechanie się jeden do drugiego. To czas na budowanie poczucia wspólnoty.

Główną bohaterką jest jednak muzyka. Na sobotni wieczór organizatorzy zaplanowali trzy koncerty. Na pierwszym z nich zaprezentował się zespół Le Consort w składzie Théotime Langlois de Swarte i Sophie de Bardonnèche – skrzypce, Louise Pierrard – viola da gamba i Justin Taylor – klawesyn. To, co zachwyca mnie w koncertach młodych zespołów to pasja, żywioł i radość z muzykowania. Tego wszystkiego na koncercie Le Consort nie zabrakło. Ale młodzi artyści pokazali coś więcej – nadspodziewaną dojrzałość, szacunek do wykonywanej muzyki, precyzję. Corelli, Purcell, Eccles, Händel, Hume, Matteis i Matteis junior zostali ułożeni przez Le Consort w bardzo spójną całość, trzymającą w przyjemnym napięciu od początku do końca koncertu. Duża w tym zasługa znakomitego klawesynisty Justina Taylora, który w bardzo elegancki sposób kontrolował puls koncertu.

Najbardziej oczarował mnie jednak skrzypek Théotime Langlois de Swarte. I to wcale nie z powodu brawurowo wykonywanych szybkich części utworów z programu koncertu, a ze względu na klasę, którą pokazał w częściach wolnych, jak w w Grave z Sonaty D-dur op. 5 nr 1 Arcangelo Corellego, czy Largo z Sonaty triowej h-moll op. 2 nr 2, HWV 386b Georga Friedricha Händla. Przyznam szczerze, że dawno już nie słyszałem tak aksamitnego, ciepłego, miękkiego brzmienia skrzypiec i tak eleganckich, naturalnych, koronkowych i wysmakowanych zdobień.

Drugi z sobotnich koncertów wypełniły motety Marc-Antoine’a Charpentiera w wykonaniu zespołu Les Polysolistes w składzie Perrine Devillers – sopran, Aline Quentin – alt, Stephen Collardelle – tenor, Marc Mauillon – baryton i Pablo Acosta Martinez – bas. Wokalistom towarzyszyli Elena Andreyev – wiolonczela, Marianna Henriksson – klawesyn, organy oraz Jesenka Balic Zunic i Alicja Sierpińska – skrzypce. Zespół Les Polysolistes miał w Paradyżu swoją światową premierę. Artyści przygotowywali się do koncertu przez długi czas, jednak wszyscy razem spotkali się ze sobą dopiero w Paradyżu. Mimo to zespół zabrzmiał naprawdę dobrze. Przede wszystkim dzięki jego założycielowi Marc'owi Mauillon i fenomenalnej francuskiej sopranistce Perrine Devillers. Największe wrażenie wywarł na mnie przeszywający motet Sub Tuum praesidium, H. 28 oraz utwór, od którego zaczęła się moja fascynacja Charpentierem – Tristis est anima mea, H. 112.

Bardzo dobre wrażenie wywarli też instrumentaliści, szczególnie Elena Andreyev, która zdecydowanie i z uczuciem poprowadziła basso continuo i Marianna Henriksson, która porwała publiczność passacaglią d’Angleberta.

Na koniec w podróż po włoskim trecento zabrali nas Clara Brunet Vila – śpiew, Sophia Danilevskaia – fidel i Roger Helou – organetto, czyli również debiutujący tego dnia na estradzie zespół Le Souvenir. Muzyka włoskiego średniowiecza okazała się idealna na zakończenie wieczoru. Było intymnie i tajemniczo. Wyciszeni i naładowani pozytywną energią mogliśmy spokojnie wrócić do rzeczywistości.

Letni koncertowo-festiwalowy kalendarz jest zwariowany. W tym roku poukładał się tak, że w Paradyżu mogliśmy spędzić tylko jeden wieczór. Trochę szkoda, bo to naprawdę raj. Bardzo chcę do tego Raju wrócić.














B!LIVE | Świdnica, Festiwal Bachowski 2018



Chwilę przed wyjazdem powiedziałem Annie Rudnickiej, dyrektor Świdnickiego Ośrodka Kultury, że w Świdnicy czuję się jak w domu. I to wcale nie były słowa na wyrost.

W czasie Festiwalu Bachowskiego muzyką żyje całe miasto a Bacha widać dosłownie wszędzie. Na plakatach, banerach, słupach, w witrynach sklepów, na lodach, etykietach wina. No i na festiwalowym muralu. Bacha wytatuował sobie na ramieniu jeden z aniołów. Bacha też słychać. Z Wieży Ratuszowej co dwie godziny zamiast miejskiego hejnału płyną frazy Wariacji Goldbergowskich, a przez cały dzień z otwartych okien i drzwi rozrzuconych po całym mieście budynków dobiegają dźwięki prób. Najpiękniejsze są próby młodzieży z Akademii Bachowskiej. Bardzo znajome, choć zasnute nieco mgłą czasu, który upłynął od mojego własnego próbowania...

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że muzyką, Bachem, Festiwalem żyją ludzie. Mieszkańcy Świdnicy i przyjezdni. Bo to przecież ludzie tworzą rodzinną atmosferę. To oni przeoblekają rzeczywistość w kształt poetycki. To oni czynią miasto otwartym, życzliwym, uśmiechniętym, radosnym.

Radosnym. Przyjrzyjcie się proszę na filmie twarzom dziewczyn ze społecznego chóru festiwalowego. Sama radość!!!

Do zobaczenia za rok!


Regulamin Rozdania na facebookowej stronie Baroque Goes Nuts!



REGULAMIN ROZDANIA

§ 1

POSTANOWIENIA OGÓLNE

1. Konkurs jest organizowany pod nazwą "Dzielę się muzyką” jest zwany dalej: „Rozdaniem” lub "Konkursem".

2. Organizatorem Rozdania i fundatorem nagród jest Baroque Goes Nuts!

strona internetowa: www.barokowo.pl

3. Rozdanie zostanie przeprowadzone wyłącznie w Internecie, na profilu Facebook Baroque Goes Nuts! w dniach 12 sierpnia - 7 września 2018 roku (do godziny 23:59:59).

4. Ogłoszenie wyników nastąpi w dniu 9 września 2018 roku.


§ 2

WARUNKI I ZASADY UCZESTNICTWA W ROZDANIU

1. Uczestnikiem Rozdania („Uczestnik”) może być każda osoba fizyczna, która:

a) posiada pełną zdolność do czynności prawnych i jest Fanem profilu Baroque Goes Nuts! na Facebooku. Osoby ograniczone w zdolności do czynności prawnych biorą udział w Konkursie za zgodą swojego przedstawiciela ustawowego lub opiekuna prawnego. Przez Fana rozumie się osobę, która kliknęła „Lubię to” na profilu Baroque Goes Nuts! i tym samym zyskała status Fana.


2. Warunkiem uczestnictwa w Rozdaniu jest wyrażenie pod postami konkursowymi zgody na uczestnictwie  w Rozdaniu przez zamieszczenie komentarza z tytułem ulubionego utworu muzyki dawnej i jego autorem. Opublikowanie komentarza jest równoznaczne z akceptacją niniejszego Regulaminu.


§ 3


1. Nagrodami jest 7 płyt CD, które zostały uwidocznione na zdjęciu konkursowym na profilu Facebook Baroque Goes Nuts.

2. Jedną z płyt - wybraną przez siebie - otrzyma osoba, która polubiła stronę Baroque Goes Nuts na Facebooku jako tysięczna, co zostanie ogłoszone na stronie Baroque Goes Nuts na Facebooku.

3. Pozostałych 6 płyt zostanie po zakończeniu Konkursu rozlosowanych wśród uczestników, którzy spełnią warunki Rozdania. Każdy ze Zwycięzców otrzyma jedną płytę przyznaną według kolejności losowania. Wyniki losowania zostaną upublicznione na stronie Baroque Goes Nuts na Facebooku.

2. Zdobywcami nagród w Rozdaniu zostaną Uczestnicy, którzy:

a)      Spełnią warunki uczestnictwa z paragrafu 2;

b)      Zostaną wybrani w drodze losowania spośród wszystkich zgłoszonych do rozdania osób do dnia 31 sierpnia 2018 (23:59:59);

3. Koszt dostarczenia nagród do Zwycięzców (na terenie Polski) ponosi Organizator.

§ 4

DANE OSOBOWE UCZESTNIKÓW ROZDANIA

1. Warunkiem odbioru nagrody jest podanie przez Uczestnika w wiadomości prywatnej po zakończeniu Konkursu danych osobowych, tj.: imienia, nazwiska, adresu konta poczty elektronicznej, numeru tel. kontaktowego oraz danych adresowych niezbędnych do przekazania nagród.

2. Przystępując do Rozdania i akceptując niniejszy regulamin Uczestnik wyraża zgodę na przetwarzanie podanych przez niego danych osobowych zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE.

 3. Dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie w celu przeprowadzenia niniejszego Rozdania oraz w związku z wydaniem nagród.

§ 5

POSTANOWIENIA KOŃCOWE

Organizator jest uprawniony do zmiany postanowień niniejszego Regulaminu, o ile nie wpłynie to na pogorszenie warunków uczestnictwa w Rozdaniu. Dotyczy to w szczególności zmian terminów poszczególnych czynności rozdania oraz zmian specyfikacji i liczby nagród. Zmieniony Regulamin obowiązuje od czasu opublikowania go na stronie www.barokowo.pl.