Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B!DATE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B!DATE. Pokaż wszystkie posty

4 powozy i 2 karoce, czyli Bach w Lipsku







fot. Thomaskirchhof, w głębi Szkoła św. Tomasza


Dokładnie 295 lat temu, 1 czerwca 1723 roku Johann Sebastian Bach objął oficjalnie stanowisko kantora w kościele św. Tomasza. Jego przyjazd do Lipska wzbudzał wielkie zainteresowanie, był więc relacjonowany przez gazety, nawet w odległym Hamburgu. 4 czerwca 1723 roku tygodnik Staats- und Gelehrte Zeitung Des Hollsteinische unpartheyische Correspondent wydrukował taką oto relację:

„W minioną sobotę w południe zajechały z Köthen cztery powozy wyładowane sprzętami domowymi; należały do byłego książęcego kapelmistrza, teraz wezwanego do Lipska jako Cantor Figurali. On sam i jego rodzina przybyli o drugiej w dwie karoce i wprowadzili się do dopiero co odnowionego mieszkania przy Szkole św. Tomasza.”

CORPUS CHRISTI



Na Boże Ciało - o Ave verum corpus

Ave verum corpus to krótki hymn eucharystyczny pochodzący XIV wieku, którego autorstwo przypisuje się papieżowi Innocentemu VI. Hymn wyraża wiarę katolików w obecność Jezusa w Eucharystii, dlatego był śpiewany w czesie Mszy Św. na Podniesienie, często także w czasie błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

Najbardziej znane jest Ave verum corpus Wolfganga Amadeusza Mozarta, ale muzykę do słów hymnu napisali także Josquin des Prez, Orlando di Lasso, Peter Philips, Giacomo Carissimi, Ferenc Liszt, Edward Elgar, Anton Bruckner, Gabriel Fauré, Francis Poulenc i wielu innych.


Dzisiaj zapraszam do posłuchania Ave verum corpus Williama Byrda (1543-1623), jednego  z najważniejszych przedstawicieli angielskiego renesansu w muzyce; ucznia, a potem współpracownika Thomasa Tallisa, z którym od roku 1572 wspólnie pełnił funkcję organisty w londyńskiej Chapel Royal. Więcej o Williamie Byrdzie możecie przezytać tutaj: William Byrd: Iustorum animae.


Ave verum corpus, 
natum de Maria Virgine,
vere passum, 
immolatum in cruce pro homine
cuius latus perforatum
fluxit aqua et sanguine:
esto nobis praegustatum
in mortis examine.
 
O Iesu dulcis, O Iesu pie,
O Iesu, fili Mariae.
Miserere mei. Amen.

Bądź pozdrowione prawdziwe ciało,
narodzone z Maryi Dziewicy,
prawdziwie umęczone, 
ofiarowane na krzyżu za człowieka.
którego bok przebity 
wodą spłynął i krwią:
bądź nam przedsmakiem.

O słodki Jezu, o święty Jezu,
O Jezu, synu Maryi.
Zmiłuj się nade mną. Amen.
w śmierci próbie.



B!DATE, BACH 333 - 21 marca 2018



BACH 333

Jutro, 21 marca, przypada 333 rocznica urodzin Jana Sebastiana Bacha.

Bach zawsze był dla mnie ważny. Między innymi dlatego, że robi porządek w moim życiu wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuję.

Bukiet róż Bach, a właściwie jego pomnik, który stoi w bydgoskim Parku Kochanowskiego, dostanie jutro. Dziś z okazji urodzin Bacha i jutrzejszego 6. Europejskiego Dnia Muzyki Dawnej chciałbym przypomnieć innego człowieka, dla którego Johann Sebastian Bach był niezwykle ważny.

W filmie, który przygotowaliśmy, Glenn Gould pięknie mówi o Bachu i jego muzyce. Warto tego posłuchać. Można też przeczytać, bo specjalnie na tę okazję zrobiliśmy polskie tłumaczenie i napisy. Dla mniej cierpliwych: Gould zaczyna swą opowieść około 50. sekundy 😉

A po opowieści Gould prowadzi zespół w kantacie Wiederstehe doch der Sünde, BWV 54. Solo altu wykonuje Russell Oberlin.

Miłego oglądania!


***
CBC, Glenn Gould on Bach
8 kwietnia 1962

Glenn Gould
Russel Oberlin - kontratenor


J.S. Bach, Wiederstehe doch der Sünde, BWV 54

tłumaczenie i napisy: Michał Orzechowski, Marcin Pietras


B!DATE, 26.10.2017 - Hans Leo Haßler


453 lata temu, 26 października 1564 roku został ochrzczony w Norymberdze Hans Leo Haßler. Pierwszych lekcji muzyki udzielał mu ojciec Isaak. W 1584 roku Haßler, jako pierwszy z wielu niemieckich kompozytorów swojej epoki wyjechał do Włoch, żeby kontynuować studia muzyczne. W Wenecji zaprzyjaźnił się z Giovannim Gabrielim, z którym studiował kompozycję i grę na organach u wuja Giovanniego – Andrei Gabriellego. Haßler  nie zabawił w Wenecji długo. Już w 1585 roku wrócił do Niemiec i rozpoczął służbę jako organista u hrabiego Oktawiana II Fuggera w Augsburgu. Mimo tego, że był żarliwym katolikiem zdobył w protestanckim Augsburgu dużą sławę jako kompozytor, organista i konsultant budowy organów. W tym czasie skonstruował także dla cesarza Rudolfa II organy mechaniczne.

Po śmierci swojego patrona w roku 1600 starał się o pracę miejskiego kapelmistrza w Augsburgu, jednak wkrótce potem rozpoczął negocjacje z władzami Norymbergi w sprawie powrotu do rodzinnego miasta. Zadedykował wtedy norymberskiemu senatowi zbiór 48 motetów Sacri concentus (w późniejszej edycjach powiększony o 8 kolejnych motetów i 3 utwory instrumentalne zatytułowane Ricercari e Canzoni a 4-8). Starania zakończyły się sukcesem i Haßler został zatrudniony jako kierownik miejskiej kapeli oraz organista we Frauenkirche. 

Niedługo później, dzięki smykałce do interesów został dworzaninem Rudolfa II, od którego otrzymał szlachecki tytuł Roseneck, jednak kiedy stracił majątek na spekulacjach handlowych większość swojej energii musiał przenieść z komponowania i wykonywania muzyki na przedłużające się spory prawne. W 1608 roku przeniósł się do Drezna, gdzie przyjął posadę najpierw organisty, potem kapelmistrza książąt-elektorów saskich. Zmarł na gruźlicę 8 czerwca 1612 roku. Po jego śmierci stanowiska przy dworze saskim objęli po nim Michael Praetorius i Heinrich Schütz.

Już w roku 1588 Frederick Lindner wydał w kolekcji muzyki włoskiej dwa motety Hansa Leo Haßlera - Laudate Dominum a 8 i Nuptiae factae sunt a 12. W 1590 roku Haßler opublikował już na własną rękę zbiór 24 włoskich canzonette a w roku 1591 zbiór 31 motetów Cantiones Sacrae a 4-12, który został później powiększony o 7, w tym dwa Magnificat. W 1596 roku został wydany zbiór Neue teutsche Gesang nach Art der welschen Madrigalien und Canzonetten mit 4-8 Stimmen i Madrigali a 5, 6. 7 & 8 voci a trzy lata później zbiór 8 mszy dedykowany Oktawianowi Fuggerowi.
Hans Leo Haßler jest jednak najbardziej znany ze swoich religijnych i świeckich pieśni. W roku 1607 opublikował zbiór 52 hymnów w formie motetów Psalmen und christliche Gesäng mit vier stimmen auf die Melodien fugweis componirt, a w roku 1608  Kirchengesänge, Psalmen und geistliche Lieder auf die gemeinen Melodien mit vier Stimrnen simpliciter gesetzt, który zawiera 70 opracowań chorałów w prostym zapisie do śpiewania w kościołach. 

Jest jednak melodia, którą miłośnicy muzyki dawnej znają doskonale, jednak nie wszyscy wiedzą, że jej autorem jest Hans Leo Haßler…

W 1601 roku ukazał się zbiór Lustgarten neuer teutscher Gesäng, Balletti, Gaillarden und Intraden, który zawiera 32 niemieckie pieśni. Jedną z nich jest Mein G’müt ist mir verwirret, której melodia została w roku 1656 zaadaptowana na potrzeby hymnu O Haupt voll Blut und Wunden przez Johanna Crügera (1598–1662). A ten znają już wszyscy i kojarzą przede wszystkim z nazwiskiem Bach. Johann Sebastian Bach wykorzystał melodię Hansa Leo Haßlera kilkanaście razy. Pięć razy pojawia się w Pasji według św. Mateusza, możemy ją także usłyszeć w Oratorium na Boże Narodzenie, BWV 248 czy kantacie Sehet, wir gehn hinauf gen Jerusalem, BWV 159.

Bach nie był ani pierwszy, ani ostatni. Melodia pojawia się w twórczości takich kompozytorów jak Johann Pachelbel, Georg Philipp Telamann, Franz Liszt, Felix Mendelssohn-Bartholdy, Max Reger. Sięgają po niego także twórcy współcześni, sięgnęli po nią na przykład Paul Simon w piosence American Tune z 2006 roku, czy  John K. Samson w Stop Error z 2012.

Dziś zapraszam jednak do posłuchania pierwowzoru, miłosnej pieśni, pieśni od której wszystko się zaczęło…

Mein Gmüth ist mir verwirret, das macht ein Jungfrau zart,
bin ganz und gar verirret, mein Herz das kränckt sich hart,
hab tag und nacht kein Ruh, führ allzeit grosse klag,
thu stets seufftzen und weinen,
in trauren schier verzag.
(...)
Aber ich muß auffgeben, und allzeit traurig sein,
solts mir gleich kosten Leben, das ist mein gröste Pein,
dann ich bin ir zu schlecht, darumb sie mein nicht acht,
Gott wolts für leid bewahren,
durch sein Göttliche macht.

Pogubiłem się z powodu delikatnego dziewczęcia,
Nie wiem dokąd podążam a moje serce jest rozdarte.
Nie mogę zaznać spokoju we dnie i w nocy;
Zawodzę, wzdycham i płaczę bez ustanku.
Rozpaczam i cierpię...
(...)
Lecz muszę się poddać i na zawsze pozostać smutnym,
jakbym wcale nie miał życia...
Moim największym bólem jest to, że jestem dla niej zbyt nędzny,
że wcale nie zwraca na mnie uwagi.
Taka już widać wola boża, bym cierpiał.




B!DATE, 12.08.2017 - Żaba, kot i inne stwory, czyli urodziny Heinricha Ignaza Franza Bibera



Jutro będziemy obchodzić 373 rocznicę urodzin Heinricha Ignaza Franza Bibera, kompozytora i genialnego wirtuoza skrzypiec.

Heinrich Ignaz Franz Biber został ochrzczony (i prowdopodobnie także się urodził) 12 sierpnia 1644 roku w miejscowości Wartenberg (obecnie Stráž pod Ralskem w Czechach). Przypuszcza się, że wiedzę ogólną zdobywał w gimanzjum Jezuitów w Opawie a muzyki uczył go miejscowy organista. Jeszcze przed 1668 rokiem pracował na dworze księcia Johanna Seyfrieda von Eggenberg w Grazu, później został zatrudniony przez biskupa Ołomuńca Karla II von Liechtenstein-Kastelkorn w Kromieryżu.

Latem 1670 roku biskup wysłał Bibera do Absam koło Innsbrucku, żeby ze słynnym lutnikiem, Jacobem Steinerem negocjować zakup instrumentów do kapeli dworskiej. Biber jednak nigdy do Absam nie dojechał. W znajdującym się po drodze Salzburgu nawiązał kontakty z miejscowym arcybiskupem, Maximilianem Gandolphem von Kuenburg, i zdecydował wbrew woli swojego dotychczasowego chlebodawcy zostać w Salzburgu na stałe. Biskup Ołomuńca nie podjał żadnych kroków tylko ze względu na swoją przyjaźń z arcybiskupem Salzburga, jednak oficjalnie zwolnił Bibera z jego zobowiązań wobec dworu w Kromieryżu dopiero w roku 1676.

W Salzburgo kariera Bibera rozkwitła. Rozpoczął publikowanie swoich utworów, występował przed cesarzem Leopoldem I, w roku 1679 został zastępcą kapelmistrza a w 1684 roku kapelmistrzem. Lata dziewięćdziesiąte przyniosly Biberowi najwyższe godności, które mógł osiągnąć w tych czasach muzyk. Od cesarza otrzymał szlachecki tytuł Biber von Bibern a od nowego arcybiskupa - Johanna Ernsta hrabiego Thun godność Lorda Wielkiego Stewarda. Biber nad Biberami!

Ze swoją żoną, Marią Weiss mial jedenaścioro dzieci, z których czworo dożyło dorosłości. Wszyscy zostali muzykami - Anton Heinrich (1679–1742) i Karl Heinrich (1681–1749) pracowali jako skrzypkowie na dworze w Salzburgu a córki - Maria Cäcilia (ur. 1674) i Anna Magdalena (1677–1742) zostały klaryskami, pierwsza w klasztorze w Merano, druga w klasztorze Nonnberg w Salzburgu. Anna Magdalena była także śpiewaczką i skrzypaczką, a w 1727 roku została kierownikiem chóru i klasztornej kapeli.

Heinrich Ignaz Franz Biber umarł w Salzburgu w roku 1704.

Biber pisał zarówno utwory świeckie, jak i dziela religijne przeznaczone dla katedry w Salzburgu. Największe uznanie zdobyły jednak jego utwory skrzypcowe i na zespół smyczkowy, które do dzisiaj zadziwiają róznorodnaością form i brzmień. Biber jak nikt przed nim rozwinął technikę gry skrzypcowej, a jego kompozycje do dzisiaj stanowią wielkie wyzwanie dla skrzypków. Jest tak przede wszystkim ze względu na wirtuozowskie zabiegi techniczne, które stosował: niezwykle trudne pasaże i figuracje, nietypową artykluację i smyczkowanie, używanie dwudźwięków i akordów do prowadzenia skomplikowanych linii polifonicznych, czy wreszcie skordatura, czyli przestrajanie instrumentu w celu umożliwienia zastosowania efektów brzmieniowych niemożliwych do uzyskania w stroju normalnym.

Najbardziej znanym cyklem utworów, w których Biber zastosował skordaturę są Sonaty Misteryjne (albo Różańcowe) - cykl 15 sonat oraz Passagalii na skrzypce z towarzyszeniem basso continuo, które w swoim nastroju nawiązują do 15 tajemnic różańca. Jedynie sonaty pierwsza i ostatnia są napisane dla normalnego stroju skrzypiec,  w pozostałych struny skrzypiec stroi się we wskazany przez kompozytora sposób, sonata 11 - Zmartwychwstanie - wymaga dodatkowo skrzyżowania ze sobą przed mostkiem strun D i A.









Nie wiem, czy sprawił to przypadek, czy było to zamierzeniem organizatorów, ale na jutrzejszym koncercie w ramach Kromer Biecz Festiwal, który odbędzie się właśnie w dniu urodzin Heinricha Ignaza Franza Bibera Robert Bachara wykona z towarzyszeniem Aliny Ratkowskiej (klawesyn / pozytyw), Teresy Kamińskiej (wiolonczela) i Jana Čižmářa (teorba) cały cykl Sonat Misteryjnych. Życzę wykonawcom powodzenia, bo to zadanie trudne i odważne.

Dzisiaj chciałbym jednak zaproponować posłuchanie innego utworu, równie trudnego i równie ciekawego. To Sonata Representativa in A, która powstała w roku 1669 dla biskupa Ołomuńca. Karl II von Liechtenstein-Kastelkorn miał szczególne upodobanie w muzyce ilustracyjnej i to właśnie dla niego powstała sonata, która przedstawia dźwięki wydawane przez zwierzęta. Nie jest to muzyka ilustracyjna w sensie dziewiętnastowiecznym, bez trudu jednak ropoznamy poszczególne stworzenia. Być może to także zasługa Athanasiusa Kirchera, z którego dzieła teoretycznego Musurgia Universalis (1650) Biber zaczerpnął poszczególne pasaże..

***

Heinrich Ignaz Franz Biber - Sonata violino solo representativa in A major

1. Allegro
2. Nachtigal (Słowik)
3. CuCu (Kukułka)
4. Fresch (Żaba)
5. Die Henn & Der Hann (Kogut i kura)
6. Die Wachtel (Przepiórka)
7. Die Katz (Kot)
8. Musqetir Mars (Marsz Muszkieterów)
9. Allemande

Il Giardino Armonico:

Enrico Onofri - skrzypce
Vittorio Ghielmi - viola da gamba
Luca Pianca lutnia i narracja
Michele Barchi - klawesyn
Riccardo Doni - organy.
Giovanni Antonini - prowadzenie


B!DATE, 28.07.2017 - BACH W KOSMOSIE



267 lat temu umarł w Lipsku Johann Sebastian Bach. Nie prowadził zdrowego trybu życia - uwielbiał palić tytoń, pił sporo alkoholu i miał nadwagę. Bezpośrednią przyczyną jego śmierci był jednak prawdopodobnie udar mózgu będący komplikacją po nieudanych operacjach oka, a także silne wystawienie jego organizmu - zarówno w trakcie, jak i po operacji - na rtęć zawartą w medykamentach. Operacji dokonał John Taylor - lekarz, bądź jak chcą inni szarlatan. Ciekawostką jest to, że okrutnym zrządzeniem losu na skutek komplikacji po podobnej operacji wykonanej przez tego samego "doktora" zmarł 9 lat później Georg Friedrich Händel...

Ale Bach nie umarł. Przynosi do dzisiaj radość milionom ludzi na całym świecie. A w przyszłości mogą go pokochać także inne cywilizacje, bo prawie 40 lat temu Bach poleciał w kosmos!!!

20 sierpnia 1977 roku została wyniesiona w przestrzeń kosmiczną sonda Voyager 2, a 5 września 1977 roku sonda Voyager 1. Do obydwu sond zostały przymocowane dwunastocalowe pozłacane miedziane płyty z zapisanymi na nich obrazami i dźwiękami, które mają pokazać innym cywilizacjom zróżnicowanie życia i kultury na Ziemi. Żeby kosmici poradzili sobie z odczytaniem płyty, dołączono także szczegółową "instrukcję obsługi".

Specjalna komisja, którą kierował dr Carl Sagan z Cornell University dokonała wyboru 115 zdjęć, a także odgłosów natury i dźwięków wydawanych przez zwierzęta. Dołączono także wiadomość od prezydenta Stanów Zjednoczonych Jimmy'ego Cartera i sekretarza generalnego ONZ Kurta Waldheima, pozdrowienia w 56 językach (w tym po polsku: https://voyager.jpl.nasa.gov/spacecraft/audio/polish.au) oraz muzykę pochodzącą z różnych kultur i epok. Voyager Golden Record zawiera między innymi utwory Wolfganga Amadeusza Mozarta (aria Królowej Nocy z opery Czarodziejski Flet) i Ludwiga van Beethovena (pierwsza część V Symfonii i Cavatina z Kwartetu smyczkowy nr 13 B-dur, op.130) i Jana Sebastiana Bacha. Aż 3 😍!!!


  • Gavotte en Rondeau z III Partity na skrzypce solo E-dur, BWV 1006 w wykonaniu Arthura Grumiaux;
  • II Koncert brandenburski F-dur, BWV 1047 (cz. 1) w wykonaniu Münchener Bach-Orchester pod dyrekcją Karl Richtera;
  • Preludium i fuga C dur, BWV 870 z Das wohltemperierte Klavier II w wykonaniu Glenna Goulda.


Według stanu na dzisiaj, godzina 0:00 utwory Bacha znajdują się w tej chwili w sondzie Voyager 1 w przestrzeni międzygwiezdnej - 20 751 025 622 km od Ziemi, a w sondzie Voyager 2 w płaszczu Układu Słonecznego - 17 081 847 510 km od Ziemi. Nagrań, które znalazły się na płycie Sounds of Earth możecie posłuchać na specjalnie przygotowanej na dzisiaj playliście. Zapraszam serdecznie.










26.07.2017, Anna Isabella Leonarda (Calegari)



Dziś imieniny Anny. Wszystkim Annom składam najserdeczniejsze życzenia 😘. A zamiast kwiatka, barokowa muzyka od imienniczki.

Najbardziej znana barokowa postać o imieniu Anna niezbyt się na dzisiaj nadaje, ponieważ była mężczyzną. To Anne Danican Philidor (1681 – 1728), kompozytor i twórca cyklu koncertowego Concert Spirituel, które odbywały się w latach 1725-1791 w Pałacu Tuileries w Paryżu.

Ale była też inna Anna...

Anna Isabella Calegari (6 września 1620 – 25 lutego 1704), szerzej znana jako Isabella Leonarda, pochodziła z włoskiego miasta Novara. Jej matką była Apollonia a ojcem hrabia Giannantonio Leonardi, doktor prawa. Lekcje muzyki pobierała już prawdopodobnie jako dziecko. Przypuszcza się, że jej nauczycielem był Gasparo Casati (1610–1641), utalentowany, ale mało znany kompozytor i maestro di cappella katedry w Novarze, w którego Il Terzo libro di sacri concenti a 2. 3. e 4. voci (Mediolan, 1640) są zamieszczone pierwsze znane utwory Leonardy.

W wieku 16 lat Calegari wstąpiła do Collegio di Sant’Orsola, klasztoru sióstr urszulanek w Novarze i przyjęła zakonne imię Isabella Leonarda. W klasztorze pozostała do końca życia a jej rodzina utrzymywała w tym czasie ścisłe związki ze zgromadzeniem i przekazywała mu pokaźne darowizny, przypuszcza się więc, że miało to wpływ na pozycję Leonardy, w tym objęcie przez nią w roku 1686 funkcji matki przełożonej. W dokumentach zakonnych figuruje także jako magistra musicae, czyli nauczycielka muzyki.

Anna Isabella Leonarda uchodzi za jednego z najpłodniejszych twórców - zarówno kobiet, jak i mężczyzn - działających w klasztorach w tamtych czasach. W opublikowanych przez nią zbiorach znajduje się ponad dwieście utworów, w tym motety i koncerty kościelne na jeden do czterech głosów, dialogi łacińskie, muzyczne zestawienia psalmów, responsoria, litanie, msze, sonaty da chiesa oraz pieśni, które pisała też w swoim w języku ojczystym. Prawie wszystkie kompozycje miały podwójne dedykacje - do Marii Dziewicy i do jednej z ważnych ówcześnie postaci - biskupa Novary, arcybiskupa Mediolanu lub cesarza Leopolda I. Wiemy też na pewno, że komponowała jedynie w czasie wolnym, we wstępie do Opera Decima (op.10) napisała bowiem, że komponowanie nie spowodowało nigdy zaniedbywania klasztornych obowiązków...

Zapraszam do posłuchania Sonaty dwunastej ze zbioru Sonate a 1. 2. 3. e 4 Istromenti, Opera XVI w wykonaniu Ingrid Matthews (skrzypce barokowe) i Byrona Schenkmana (klawesyn).



12.07.2017, Evaristo Felice dall'Abaco



342 lata temu urodził się Evaristo Felice dall'Abaco. Dzisiaj obchodzimy także 275. rocznicę jego śmierci, bo data 12 lipca wyznaczyła zarówno początek, jak i koniec jego życia.

Evaristo Felice dall'Abaco (1675-1742) urodził się w Weronie. Był synem słynnego gitarzysty i professione "causidico" (zawodowego "pieniacza") Damiano dall'Abaco, który bardzo wcześnie odkrył talent muzyczny chłopca i pozwolił na naukę gry na skrzypcach i wiolonczeli. Uważa się, że Evaristo był uczniem innego słynnego werończyka - Giuseppe Torellego, włoskiego altowiolisty, skrzypka, nauczyciela i kompozytora, współtwórcy formy concerto grosso i koncertu solowego. 

W 1704 roku dall'Abaco dołączył do monachijskiego dworu Maksymiliana II Emanuela, elektora Bawarii, jednak spędził w Monachium tylko kilka miesięcy, ponieważ po klęsce swojego chlebodawcy w bitwie pod Blenheim, musiał schronić się wraz z dworem w Brukseli. Potem, za przyzwoleniem Ludwika XIV dwór elektora przenosił się jescze do Mons (1706) i Compiegne (1709). Do Monachium wrócił dopiero po pokoju utrechckim, wtedy też - w 1715 roku - Maksymilian II Emanuel mianował go nadwornym koncertmistrzem i doradcą elektora, z czego Evaristo Felice dall'Abaco był najbardziej dumny. Po objęciu władzy przez Karola Albrechta jego wpływy malały i w roku 1740 odszedł na emeryturę. Dwa lata później, w roku 1742, zmarł w Monachium. Jego synem był Joseph (Giuseppe) Marie Clément Ferdinand dall'Abaco, kompozytor i wiolonczelista.

Evaristo Felice dall'Abaco wydał drukiem sześć zbiorów swoich kompozycji, które powstały w latach 1708-1735. Składają się na nie sonaty, sonaty triowe, concerti da chiesa oraz koncerty skrzypcowe i concerti grossi. Większość źródeł podaje informację, że jego muzyka wykazuje wpływy muzyki francuskiej, którą poznał w czasie pobytu w Brukseli i we Francji, jak i twórczości Antonio Vivaldiego i Arcangelo Corellego, może dlatego mi najbardziej kojarzy się z twórczością ucznia Corellego - Francesco Geminianiego.

Zapraszam do posłuchania concerto grosso Evaristo Felice dall'Abaco w wykonaniu Il Tempio Armonico, orkiestry barokowej z Werony, rodzinnego miasta naszego dzisiejszego bohatera; miasta, które uhonorowało go także w nazwie swojego konserwatorium.

____________

Evaristo Felice dall'Abaco
Concerto à più instrumenti D-dur op. 5 nr 6 na dwoje skrzypiec, dwoje skrzypiec ripieno, altówkę, fagot i basso continuo.
Allegro - Aria cantabile - Ciaccona (Allegro e spiccato) - Rondeau (Allegro) - Allegro

Il Tempio Armonico - Orchestra Barocca di Verona / Alberto Rasi (dyrygent)





9.07.2017, Giovanni Battista Bononcini



Dzisiaj 270. rocznica śmierci Giovanniego Battisty Bononciniego (18 lipca 1670 - 9 lipca 1747), włoskiego kompozytora, śpiewaka i wiolonczelisty, najbardziej znanego jednak z rywalizacji z Georgiem Friedrichem Händlem.

Pierwszym nauczycielem naszego dzisiejszego bohatera był jego ojciec, Giovanni Maria Bononcini, kompozytor i teoretyk muzyki. Giovanni Battista Bononcini żył i tworzył w Modenie, Bolonii, Wenecji, Mediolanie, Berlinie, Wiedniu i Rzymie. W tym czasie powstały jego msze, oratoria, utwory na wiolonczelę, msze i opery, w tym Xerse (Rzym, 1694).

W 1720 roku Bononcini został zaproszony przez Royal Academy of Music do Londynu, gdzie przez 12 lat konkurował z Georgiem Friedrichem Händlem. W 1721 roku trzech londyńskich rywali napisało razem operę - Muzio Scevola, do której libretto napisał Paolo Rolli a muzykę Georg Friedrich Händel (uwertura i akt III), Filippo Amadei (akt I) i Giovanni Battista Bononcini (akt II). Zwycięzcą tego publicznego muzycznego pojedynku został ogłoszony Händel.

W Londynie powstało osiem oper Bononciniego, z których największy sukces odniosły Astarto, Crispo i Griselda. Innymi kompozycjami z tego okresu są hymn na pogrzeb księcia Marlborough, a także utwory klawesynowe i kameralne.

Giovanni Battista Bononcini musiał opuścić Londyn w niesławie w roku 1733 po wywołaniu skandalu, którym było przedstawienie londyńskiej Academy of Ancient Music - jako własnego - madrygału, którego autorem był Antonio Lotti. Przeniósł się najpierw do Paryża, potem do Lizbony, gdzie uczył gry na wiolonczeli króla Portugalii Jana V Wielkodusznego (Joāo V o Magnânimo), koniec życia spędził w ubóstwie i zapomnieniu w Wiedniu, tam powstało też jego ostatnie znaczące dzieło - Te Deum. 

Zapraszam do posłuchania arii "Ombra mai fu" z opery Xerse Bononciniego, zaadaptowanej później przez Georga Friedricha Händla. Należy w tym miejscu wspomnieć jednak o tym, że Bononcini w swojej wersji opery Xerse użył materiału muzycznego z wcześniejszej opery Francesca Cavallego o tym samym tytule.

__________

Giovanni Battista Bononcini
Aria "Ombra mai fu" z opery Xerse
wyk. 
Le Musiche Nove, Claudio Osele
Simone Kermes - sopran 


4.07.2017, Louis-Claude Daquin



323 lata temu urodził się Louis-Claude Daquin (4.07.1694 - 15.06.1772), francuski organista i kompozytor. Już jako cudowny sześciolatek występował przed Ludwikiem XIV, potem był organistą w Sainte-Chapelle, kościele św. Pawła, Chapelle Royale i na koniec w katedrze Notre-Dame.

Zachowały się jego komozycje sakralne utwory na klawesyn i organy, w tym Le coucou (Kukułka) z 3. Suity ze zbioru Premier livre de pieces de clavecin z 1735 roku, która tak urzekła mnie w wykonaniu Błażeja Musiałczyka na sobotnim koncercie.




28.06.2017, Henryk VIII Tudor



526 lat temu urodził się król Anglii Henryk VIII Tudor (28 czerwca 1491 - 28 stycznia 1547).

Większość z nas wie, ile miał żon; że dokonał rozłamu z Kościołem katolickim; że tępił homoseksualistów (Buggery Act); nawet to, że był chciwym karciarzem oraz uwielbiał polować i grać w kości.

Rzadko mówi się o tym, że był utalentowanym muzykiem, śpiewakiem, kompozytorem kolekcjonerem instrumentów muzycznych oraz hojnym mecenasem dla setek muzyków, którzy działali w jego czasach. 

Zgromadził kolekcję 154 różnych rodzajów fletów, 14 trąbek, 10 puzonów, 5 dud i wielu innych instrumentów. Stworzył przy angielskim dworze centrum kultury muzycznej o znaczeniu europejskim, skupiając w nim w pewnych okresach ponad 100 artystów. Gromadził też utwory muzyczne, a także je komponował. Niezwykłą kolekcję tej muzyki, znaną jako Henry VIII’s Songbook, przechowuje British Library w Londynie. Księga zawiera 20 pieśni i 13 utworów instrumentalnych napisanych przez króla (The Kynge H. VIII), a także 76 utworów napisanych przez innych kompozytorów, w tym Williama Cornysha and Roberta Fayrfaxa.

Posłuchajcie najbardziej popularnej pieśni z tego zbioru, której autorem jest Henryk VIII - Pastime with good company.

_______

Henryk VIII Tudor, Pastime with good company

James Bowman, Nigel Rogers, Ricercare Ensemble für Alte Musik, Zurich

Pastime with good company
I love and shall until I die
grudge who lust but none deny
so God be pleased thus live will I
for my pastance
hunt sing and dance
my heart is set
all goodly sport
for my comfort
who shall me let (...)


25.06.2017, 250. ROCZNICA ŚMIERCI GEORGA PHILIPPA TELEMANNA



250. ROCZNICA ŚMIERCI GEORGA PHILIPPA TELEMANNA
250 lat temu zmarł Georg Philipp Telemann (14/24 marca 1681 - 25 czerwca 1767). Od dziecka był świadomy swojego talentu. I był bardzo zdeterminowany. Kiedy rodzina zabroniła dwunastoletniemu Jurkowi muzykować, skonfiskowała wszystkie instrumenty muzyczne i skierowała do ogólnego gimnazjum, by zdobył bardziej lukratywny zawód, Telemann dalej uczył się muzyki i niemal wyłącznie samodzielnie nauczył się grać na flecie prostym, poprzecznym, szałamai, oboju, puzonie, organach, klawesynie, skrzypcach, violi da gamba i kontrabasie. Nieźle 😀
Działał między innymi w Lipsku, Eisenach, Frankfurcie i Hamburgu. Poznał także ówczesną Polskę. W czasie kiedy był kapelmistrzem na dworze hrabiów Promnitz w Sorau (obecne Żary), dużo podróżował, także do Pszczyny, Krakowa, Warszawy i wielu innych polskich miast, gdzie poznał naszą muzykę dworską i ludową, stąd tak wiele w jego dorobku muzycznym kompozycji z dopiskiem "polonaise" lub "alla polacca".
Znał największych kompozytorów swoich czasów, w tym Jana Sebastiana Bacha, który poprosił go, żeby został ojcem chrzestnym jego syna - Carla Philppa Emanuela (stąd Philipp 😉) i Georga Friedricha Händla, który mawiał o Telemannie, że ten "potrafi napisać motet na cztery głosy w krótszym czasie, niż większość ludzi byłaby w stanie napisać list".
Georg Philipp Telemann uchodzi za jednego z najpłodniejszych kompozytorów wszechczasów. Napisał ponad 3.000 (!!!) utworów, w tym 50 oper, 46 pasji, 35 oratoriów, ponad 1.000 suit i koncertów na różne składy. Stwierdził podobno kiedyś, że wie, iż skomponował niektóre dzieła po kilka razy, ale nie był w stanie zapanować nad swą własną gigantyczną spuścizną...

W 250. rocznicę śmierci Georga Philippa Telemanna organizowanych jest, także w Polsce, wiele koncertów i festiwali. Jednym z nich jest festiwal: Nasz Telemann, który odbywa się na Ziemi Lubiskiej, także w miejscach związanych z życiem Telemanna. Tak o kompozytorze i o Festiwalu piszą jego organizatorzy:

"To, co wyróżnia Telemanna w sposób wyjątkowy, to jego otwartość na różnorodne inspiracje, które dla wielu jego słynnych kolegów były albo mało interesujące albo po prostu niezauważalne. Telemann przyglądał się światu z ciekawością i entuzjazmem, a jego przygoda z muzyką polską i szerzej słowiańską to doskonały tego przykład.
Jeśli, pomimo wszelkich zastrzeżeń dotyczących nieustannego obchodzenia jakichś rocznic, decydujemy się na poświęcenie Telemannowi dużego cyklu koncertowego, to robimy to także w tym celu, by podkreślić znaczenie otwartości, ciekawości i entuzjazmu w poznawaniu i rozumieniu świata. Nie tylko dlatego, że zafascynowany był muzyką polską, ale również dlatego, że uczy nas do dziś, jak patrzeć na egzotyczne kultury muzyczne, warto wykonywać jego muzykę i słuchać ją przy każdej możliwej okazji, no i dobrze mieć tyle prawdziwych pretekstów, by móc o nim powiedzieć, że w jakimś sensie Telemann jest też trochę nasz."

15.05.2017, Claudio Monteverdi


450 lat temu - 15 maja 1567 roku - został ochrzczony Claudio Monteverdi, ale większość źródeł traktuje tę datę także jako datę jego urodzin. Znaczenie Monteverdiego dla muzyki barokowej i dla muzyki w ogóle jest fundamentalne, postanowiłem jednak nie powtarzać bardziej lub mniej szczegółowej biografii tego włoskiego kompozytora, ale przytoczyć to, co o jego muzyce powiedzieli ci którzy na jego muzyce znają się jak nikt inny...

W majowym numerze Gramophone ukazał się duży artykuł o muzyce Monteverdiego. Niejako przy okazji pisania tego tekstu David Vickers - brytyjski znawca muzyki barokowej, autor książek i esejów oraz omówień przygotowywanych na potrzeby najbardziej znaczących na świecie wydawnictw muzycznych - zapytał wybitnych współczesnych wykonawców o ich osobiste doświadczenia związane z utworami Monteverdiego. Pełny tekst można znaleźć w artykule My favourite Monteverdi moment, w tym poście pozwolę sobie na przytoczenie mojego tłumaczenia kilku z tych impresji...


Paul Agnew (Les Arts Florissants)


Miałem tylko 23 lata, kiedy dołączyłem do Consort of Musicke. Było tam jak w rodzinie - dodawano mi odwagi i pchano do przodu, ale w sposób najbardziej delikatny i najbardziej pomocny z możliwych. Pierwszym projektem, który zrobiłem było nagranie  Księgi VI madrygałów - jednej z najwspanialszych. Było to moje pierwsze zetknięcie z Lamento d’Arianna, La Sestina i wszystkimi tymi niewiarygodnymi utworami; i niesamowity szok, ponieważ doświadczenie to było mocno stymulujące intelektualnie i intensywne muzycznie.

Dla mnie właśnie madrygały, w których budował porządek rzeczy, są najlepszym ćwiczeniem Monteverdiego. Dzięki nim zaczynasz rozumieć, jak niewiarygodnym był geniuszem.

Jestem też ogromnie zakochany w absolutnie pięknych mniejszych madrygałach, jak Baci care e soave z Księgi I madrygałów, który jest niczym innym tylko małym epigramem, ale nie chciałbym żyć bez Lamento d'Arianna, ponieważ związek pomiędzy wersją madrygałową a lamentem z zaginionej opery jest ostatecznym dowodem na to, że ta pięciogłosowa forma wyszła z pracowni Monteverdiego.

______________________


Rinaldo Alessandrini (Concerto Italiano)


Ostatni, końcowy fragment Non m'è grave il morire z Księgi II jest niezwykle poruszający, kiedy tekst opisuje łkającą kobietę a muzyka używa pięknej opadającej harmonii, żeby oddać jej łzy... 

Inny fantastyczny moment jest w La Sestina z Księgi VI - ostatnia fraza z piątej części: Ah, muse, qui sgorgate il pianto. To niewiarygodna chwila naprawdę czystych emocji. Ale może najbardziej doskonałym przykładem dramatycznego balansowania i chemii dźwięków jest Hor che’l ciel e la terra, ponieważ muzyka nie jest tylko i wyłącznie ozdobą poezji Petrarki, ale jej żywą ilustracją.

Kiedy sonet kończy się słowami tanto dalla salute mia son lunge  (tak wielka odległość dzieli mnie od wybawienia) – jest fantastyczne jak linie sopranu i basu zaczynają unisono, przechodzą przez całą rozpiętość sięgając coraz dalej i dalej, by wyciągnąć dysonans do granic możliwości i zakończyć przepięknym rozwiązaniem...

______________________


 John Eliot Gardiner (The Monteverdi Choir)




Kiedy miałem 7 czy 8 lat i nie potrafiłem jeszcze zbyt dobrze czytać, moi rodzice zabrali mnie ze sobą do letniej szkoły Bryanston. William Glock przyszedł zaopatrzony w Dzieła Zebrane edycji Malipiero, które właśnie trafiły do biblioteki BBC i przekazał kopię ksiąg madrygałów w ręce Imogen Holst i Nadii Boulanger. Przypominam sobie, że usłyszałem wtedy muzykę najcudowniejszą i najbardziej wyjątkową. Dostaliśmy też nagrania Nadii Boulanger z Monteverdim, których słuchaliśmy i słuchaliśmy potem w domu bez końca.

A później w trzecim programie BBC była transmisja Nieszporów  z katedry w York , którymi dyrygował Walter Goehr - z London Symphony Orchestra, chórem Huddersfield Choral Society i całą kompanią. Takie wydarzenia jak te oczywiście wywarły na mnie ogromne wrażenie.

Myślę, że Monteverdi nie przewyższył nigdy swoich Nieszporów, które powstały w Mantui, ale ostatnio zafascynowałem się Il ritorno d’Ulisse in patria; to dzieło niezwykłe i całkowicie się w nim zakochałem! Jest na tak wiele sposobów szekspirowskie w ukazaniu kontrastu pomiędzy miastem i wsią - to w istocie współzawodnictwo miejskiej dekadencji z sięgającymi źródeł wartościami wyznawanymi przez wieś, które zostało podsumowane przez zderzenie wiernego pasterza Eumete z żarłocznym darmozjadem Iro. (...)

______________________

Emma Kirkby (Consort of Musicke and The Taverner Consort, Choir and Players)




Wykonywanie ‘Ave Maris Stella’ z Nieszporów z 1610 roku jest doskonałe i poruszające z powodu wielu rozmaitych możliwości, które daje. Z The Taverner Consort wykorzystaliśmy wszystkie solowe atuty moich wspaniałych kolegów, takich jak Nigel Rogers czy Emily van Evera, przepiękne interludia instrumentalne oraz siłę grupy, kiedy nagle wszyscy do siebie dołączają; równowaga elementów jest wtedy cudowna. Inną częścią Nieszporów, którą kocham i która daje takie same możliwości to końcowy chorał Omnes z Audi coelum

U Monteverdiego bardzo interesujące jest zgłębianie tego, jak łączą się elementy sakralne ze świeckimi. I nie jest to po prostu różnica pomiędzy świeckimi głupstwami a religijną głębią, ponieważ jak to było w tamtych czasach we Włoszech - mamy wszystko naraz. W ciągu dnia możemy dostać w kościele dawkę czystego erotyzmu z Pieśni nad Pieśniami, a wieczorem - w domowym zaciszu - zupełnie poważną, boską muzykę skomponowaną do świeckiego tekstu. A dodatkowo, jeśli tylko tego chcesz - możesz podejść do interpretacji madrygałów na wiele różnych sposobów (...)

______________________



29.04.2017, Esaias Reusner



381 lat temu urodził się w Lwówku Śląskim (niem. Löwenberg lub Lemberg) Esaias Reusner (Młodszy)(29.04.1636 - 1.05.1679), kompozytor i lutnista. Jest uważany za jednego z najwybitniejszych wirtuozów lutni swoich czasów i jednego z pierwszych niemieckich mistrzów w grze na barokowej lutni jedenastochórowej. Jego ojciec - także Esaias - był nadwornym lutnistą Henryka Wacława Podiebradowicza, księcia Bierutowa i Ziębic, hrabi Kłodzka; w latach 1629-1639 starosty generalnego Śląska a od 1608 roku również rektora Uniwersytetu Viadrina, natomiast matka - Blandina Reich - wywodziła się z rodziny o muzycznych tradycjach - była córką Johanna Reicha, nadwornego muzyka księcia elektora brandenburskiego.

Tradycja kształcenia na wyższej uczelni sięga w rodzinie Reusnerów już XV wieku (co ciekawe - na listach studentów Uniwersytetu w Lipsku przy siedmiu członkach rodziny Reusnerów znajduje się litera "P", czyli Polonus), jednak Esaias Reusner Starszy postanowił sam zadbać o wykształcenie uważanego za cudowne dziecko syna i został jego pierwszym nauczycielem. Razem też podróżowali i dawali koncerty na dworach europejskich. Dziesięcioletni lutnista występował na przykład w Gdańsku w czasie uroczystości zorganizowanych na powitanie Marii Ludwiki Gonzagi - przyszłej królowej Polski.

Od 1655 roku młodszy Esaias Reusner był przez siedemnaście lat lutnistą książąt brzeskich, potem pracował jako nauczyciel gry na lutni na Uniwersytecie w Lipsku, a od 1674 roku do końca życia służył w Berlinie jako nadworny lutnista elektorowi Brandenburgii Fryderykowi Wilhelmowi I.

Esaias Reusner pozostawił po sobie kilka zbiorów utworów lutniowych, w tym najbardziej znane: wydane we we Wrocławiu zbiory suit Deliciae testudinis (1667) i Delitiae Testudinis, oder Erfreuliche Lauten-Lust (1668) oraz wydany w 1676 roku w Berlinię zbió Neue Lauten-früchte. Wydał też zbiór 100 pieśni ewangelickich w opracowaniu na lutnię oraz suity na skrzypce, 2 viole da braccio i basso continuo.

Utworów Esaiasa Reusnera w bardzo osobistym i pełnym emocji wykonaniu Michele Cinquiny miałem przyjemność słuchać nie tak dawno, bo w styczniu tego roku, na koncercie zorganizowanym przez wrocławską Akademię Muzyczną. Do posłuchania na dzisiaj wybrałem trzy tańce z pierwszej suity ze zbioru Delitiae Testudinis, oder Erfreuliche Lauten-Lust w opracowaniu Georga Stanleya na mały zespół instrumentalny.


25.04.2017, Marc'Antonio Pasqualini














403 lata temu urodził się włoski śpiewak i kompozytor Marc'Antonio Pasqualini (1614-1691). Bardzo wcześnie zauważono muzyczny talent chłopca a 1 kwietnia 1623 roku jego matka i starszy brat podpisali z Vincenzo Ugolinim, dyrygentem chóru watykańskiej Cappella Giulia umowę na kształcenie chłopięcego sopranu Marc'Antonia w rzymskim Kolegium św. Ludwika Króla Francji. Umowa z jednej strony otworzyła przed chłopcem drzwi do kariery śpiewaka, z drugiej zamknęła wiele innych życiowych możliwości, ponieważ Marc'Antonio został wykastrowany...

Kastracja to barbarzyństwo, które przez obowiązujący w latach 1588-1793 papieski zakaz publicznych występów kobiet w operach, zebrało ogromne żniwo. Co roku około 4 tysiącom chłopców w wieku 8-10 lat, czyli jeszcze przed wejściem przez nich w okres dojrzewania, w chirurgiczny sposób obcinano jądra, wskutek czego w ich dalszym rozwoju powiększały się klatka piersiowa i przepona, natomiast krtań pozostawała zbliżona do rozmiaru krtani dziecka. Głos kastratów był wysoki i delikatny, ale dużo mocniejszy od sopranu kobiecego, więc nawet po cofnięciu papieskiego zakazu praktyka ta była potajemnie kontynuowana; także w Watykanie, gdzie aż do 1903 roku kastraci śpiewali w papieskich chórach. Ostatni znany kastrat to Rzymski Anioł – Alessandro Moreschi, który zmarł w roku 1922 i którego głosu można słuchać do dzisiaj dzięki temu, że został nagrany. Mimo, że przez stulecia wykastrowano kilkadziesiąt tysięcy chłopców, wielką karierę zrobili tylko nieliczni.

Zaliczał się do nich między innymi nasz dzisiejszy bohater Marc'Antonio Pasqualini, jeden z najsłynniejszych śpiewaków swoich czasów.  Malagigi, bo tak - od imienia bohatera włoskich eposów – nazywali współcześni Pasqualiniego, wstąpił w 1629 na służbę kardynała Antonio Barberiniego i dzięki jego protekcji już od 1631 roku mógł śpiewać w chórze Kaplicy Sykstyńskiej - najważniejszym zespole wokalnym tamtych czasów, którego mistrzem został w roku 1655.

Przez całe swoje życie Marc'Antonio Pasqualini cieszył się opieką kardynała Barberiniego. Już za jego życia pojawiły się pogłoski, że “żywą pasją Kardynał obdarzał nie tylko cudowny głos Pasqualiniego”. O tym, jak był dla niego ważny może świadczyć między innymi to, że kiedy w marcu 1637 roku kareta, w której Malagigi wracał do domu została podpalona, a śpiewak z powodu odniesionych obrażeń musiał czasowo wycofać się z działalności, Kardynał wyznaczył niebotyczną jak na owe czasy nagrodę 600 skudów za zdobycie informacji o winowajcy. Zamówił też w 1641 roku u innego swojego protegowanego – Andrei Sacchiego – obraz przedstawiający jego ukochanego śpiewaka. 

Ten obraz, który wisi dzisiaj w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku to Ukoronowanie Marcantonia Pasqualiniego przez Apollina. Na obrazie widzimy trzech bohaterów i trzy instrumenty muzyczne. Centralną postacią jest nagi bóg sztuki wzorowany na antycznej rzeźbie dłuta Leocharesa (Apollo Belwederski), w jednej ręce trzymający lirę, a w drugiej wieniec laurowy, którym koronuje Pasqualiniego. Odświętnie ubrany śpiewak stoi przy klawesynie, którego umocowane pionowo struny przypominają lirę. Jest jeszcze trzecia postać - Marsjasz. Namalowany z zampogną, włoskim ludowym instrumentem muzycznym, wielki przegrany mitycznego pojedynku muzycznego z Apollinem, przywiązany po porażce do sosny i obdarty ze skóry... Symbol goni symbol...

Chłopiec, któremu w brutalny sposób przedłużono trwanie jego słowiczego głosu i który został ukoronowany przez Apollina po jeszcze bardziej drastycznym ukaraniu Marsjasza, przypomniały mi o jeszcze jednym słowiku. Skamieniałym.

Nie wiem, czy Zbigniew Herbert widział obraz Sacchiego; nie wiem, czy znał postać Marc'Antonia Pasqualiniego, ale dla mnie jego wiersz Apollo i Marsjasz jest pięknym podsumowaniem historii o sławnym, choć skrzywdzonym śpiewaku...


(...) żwirową aleją 
wysadzaną bukszpanem 
odchodzi zwycięzca 
zastanawiając się 
czy z wycia Marsjasza 
nie powstanie z czasem 
nowa gałąź 
sztuki - powiedzmy - konkretnej 

nagle 
pod nogi upada mu 
skamieniały słowik 

odwraca głowę 
i widzi 
że drzewo do którego przywiązany był Marsjasz 
jest siwe 

zupełnie

Marc'Antonio Pasqualini skomponował kilkaset utworów, które dostępne źródła opisują jako „wymagające i zróżnicowane rytmicznie, pełne dysonansów harmonicznych, nagłych skoków i wyrafinowanych efektów prozodycznych”. Szkoda, że tak niewiele z nich nagrano. Posłuchajcie pięknej arii Pasqualiniego “Si ch’io voglio sperare” (Tak, chce mieć nadzieję) w wykonaniu Le Jardin Secret.


10.04.2017, Michel Corrette


310 lat temu urodził się Michel Corrette (1707-1795), francuski kompozytor, organista, teoretyk muzyki. Urodził się w Rouen w Normandii, jednak większość swojego życia spędził w Paryżu jako organista - najpierw w kolegium Jezuitów a pod koniec życia na dworze księcia Angoulême.

Napisał ponad 20 podręczników do gry na różnych instrumentach, między innymi na skrzypcach, wiolonczeli, fagocie, klawesynie i harfie. Dużo też komponował. Wśród jego kompozycji znajdują się opery, muzyka do baletów, kantaty, sonaty, koncerty, pieśni.

W jednym z postów związanych z Bożym Narodzeniem (Michel Corrette, Symphonies de Noël) zaprezentowałem "polską" część jednej z Symfonii Michela Corrette. Dziś będzie bardziej szalona kompozycja. Dzicy, czyli Baroque Goes Nuts!
______________

Michel Corrette, Concerto comique "Les sauvages''
I. Allegro
II. Andante
III. Allegro


24.03.2016 - 24.03.2017, Stabat Mater


Dokładnie rok temu odbył się w Filharmonii Pomorskiej koncert VIA DOLOROSA, w którego programie znalazło się Stabat Mater Giovanniego Battisty Pergolesiego.

Gdyby różowy głośnik dysponował danymi statystycznymi, okazałoby się z pewnością, że Stabat Mater to najpopularniejszy utwór jaki brzmiał w nim w ciągu tego minionego roku.

Jest tak z wielu powodów. To piękna, pełna emocji, wzruszająca muzyka. Taka polifoniczna autostrada do nieba... Nawet mój Mistrz Jan Sebastian był pod takim wrażeniem Stabat Mater, że postanowił wziąć muzykę Pergolesiego dla siebie. Psalm 51 "Tilge, Höchster, meine Sünden" BWV 1083 to tak naprawdę bardzo wierna transkrypcja Stabat Mater.

Ale najważniejszy powód ciągłego wsłuchiwania się w Pergolesiego jest taki, że z tym filharmonicznym wydarzeniem sprzed roku są związane piękne wspomnienia. To właśnie wtedy ostatni element skomplikowanej życiowej układanki zacumował koncertowo na swoim miejscu... I choć kilka puzzli w międzyczasie znów na chwilę wypadło, ten jeden ciągle jest. I niech będzie, bo jest mi z nim dobrze.

Pięknego piątku i udanego weekendu 


21.03.2017, European Day of Early Music


21.03.2017, MISTRZ I PRZYJACIEL



332 lata temu urodził się mój Mistrz i Przyjaciel. Dużo u mnie Jana Sebastiana, więc zamiast notki o tym, kim był i co robił pozwolę sobie na ton bardziej osobisty. Róże dostał wczoraj...
_________________

Na Bacha zawsze mogłem liczyć. Kiedy było źle, wystarczyły pierwsze nuty III Koncertu brandenburskiego i zły nastrój mijał a problemy wydawały się znacznie mniejsze. Bach wypełniał moje życie już od dzieciństwa, kiedy nieśmiało grałem jego skrzypcowe partity a później - na fortepianie - proste preludia. Kiedy miałem okazję zadyrygować koncertem Bacha orkiestrą, moja pasja zmieniła się w bezgraniczną namiętność...

Muzyka Bacha zawsze dawała mi dużo pozytywnej, nieziemskiej energii. Zachwycała geniuszem, pięknem, dostojeństwem. Działała na wszystkie moje zmysły, pozwalała odpłynąć w niezwykłe rejony świadomości. Szwajcarski teolog, Karl Barth powiedział, że "muzyką, która obowiązuje w niebie jest muzyka Bacha". I ja, kiedy jej słuchałem, czułem się jak w niebie.

Ale pewnego dnia Bach przestał grać. Przestałem odczuwać potrzebę wyłapywania wszystkich głosów zawiłej polifonicznej konstrukcji... Pustka, próżnia, beznadzieja. Może Bach postanowił nie uczestniczyć w festiwalu pomyłek, użalania się nad sobą, marnotrawienia czasu i energii na rzeczy zupełnie nieistotne...

Kiedy po latach znów byłem gotowy; kiedy ostatnie życiowe puzzle zaczęły trafiać we właściwe miejsca; kiedy hierarchia wartości przestała być w końcu antyhierarchią – Bach zapukał. Nieśmiało. Podsunął mi program koncertu z okazji swoich 330-tych urodzin. Program? Znałem niemal na pamięć każdą nutę z tego koncertu. Skorzystałem z zaproszenia i Bach wrócił. Z wielką mocą. I ze swoją polifonią.

Monofoniczny facet dążący zawsze jedyną i zawsze słuszną drogą; facet, który dawał dojść do głosu tylko przyjemnym uczuciom; facet dla, którego wszystko inne i wszyscy inni byli tylko życiowym akompaniamentem odkrył moc tej barokowej polifonii. I odkrył, że on także jest polifoniczny. Że może mieć myśli, pragnienia, uczucia, marzenia; że fajnie jest nie być idealnym (!!!); że można być jednocześnie dumnym i pokornym; że można pomagać, ale i czerpać radość z przyjmowania pomocy; że można być jednocześnie dzieckiem cieszącym się z najmniejszego drobiazgu, jak i rozsądnym szefem; że zdrowy jest śmiech, ale ważne są także łzy; że te rozmaite myśli, uczucia, zachowania, postawy, doświadczenia są tak samo ważne. Jak w polifonicznej muzyce, gdzie każdy pojedynczy głos, każda linia melodyczna prowadzą dialog; same w sobie są bardzo istotne, ale dopiero razem tworzą doskonale harmoniczną całość. A ile w tym wszystkim radości!!!

Happy birthday my Friend. Wszystkiego najlepszego Mistrzu...

16.03.2017, Giovanni Battista Pergolesi


281 lat temu, 16 marca 1736 roku zmarł Giovanni Battista Pergolesi, włoski kompozytor, skrzypek i organista.

Przeżył zaledwie 26 lat, a jednak jego wkład w muzykę baroku, co ja piszę - w muzykę w ogóle - jest ogromny.

Giovanni Battista Draghi, bo tak właściwie nazywał się nasz dzisiejszy bohater urodził się 4 stycznia 1710 roku w Jesi. Przydomek "Pergolesi" pochodzi od nazwy miejscowości Pergola, z której wywodzili się jego przodkowie. Do 1725 roku Pergolesi uczył się muzyki w swoim rodzinnym mieście, potem studiował w Neapolu, w którym powstała większość jego utworów. Ostatnie chwile spędził chory na gruźlicę we franciszkańskim klasztorze w Pozzuoli, gdzie powstały jego najsłynniejsze dzieła religijne.

Giovanni Battista Pergolesi jest uznawany za jednego z najważniejszych twórców opery buffa. "La serva padrona" (Służąca panią) - intermezzo w dwóch częściach do opery seria "Il prigionier superbo" (Dumny więzień) zyskało taką popularność, że zaczęło być wystawiane samodzielnie. Przedstawienie "La serva padrona" w Paryżu w 1752 roku wywołało dwuletni spór między zwolennikami francuskiej opera seria, reprezentowanej przez takich kamoozytorow jak Jean-Baptiste Lully i Jean-Philippe Rameau a zwolennikami nowej włoskiej opery komicznej, dla których wzorem był właśnie Pergolesi.

Oprócz oper Pergolesi napisał kilka utworów instrumentalnych i wspomniane już utwory religijne, wśród których najważniejsze miejsce zajmują Salve Regina oraz piękne i wzruszające Stabat Mater, któremu już niedługo poświęcę oddzielny tekst, tymczasem zapraszam do posłuchania arii Serpiny z "La serva padrona" w znakomitym wykonaniu:

Sonya Yoncheva - sopran
I Barocchisti
Diego Fasolis - dyrygent
.
"Stizzoso, mio stizzoso
Voi fate il borioso. (...)"

Porywczy, mój porywczy,
Postępujesz arogancko,
Ale nic dobrego z tego nie będzie;
Musisz stosować się do moich zakazów
i milczeć.
I nic nie mówić!
Cicho! ... Cicho! ...
(...)