Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BWV 232. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BWV 232. Pokaż wszystkie posty

B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2018, Dzień 1 i 2



Pierwsze dwa dni Actus Humanus Resurrectio były dla mnie troszkę szalone. Musiałem dojeżdżać codziennie do Gdańska, mogłem więc być tylko na wieczornych koncertach. Najbardziej żałuję, że ominęły mnie suity wiolonczelowe Bacha w wykonaniu Tomasza Pokrzywińskiego. Wiem z pierwszej ręki, że było mocno. Mam nadzieję, że będę mógł być już niedługo na jednym z jego koncertów w ramach trasy z Bastarda Trio. Jednym w jej etapów będzie Toruń, mam więc całkiem blisko…

Wieczornych koncertów nie mogłem sobie jednak podarować. W środę, od razu po przyjeździe do Gdańska przypomniałem sobie, czym jest dla mnie Actus Humanus. Po jego edycji bożonarodzeniowej napisałem dlaSave the Music, że lubię Actus Humanus nie tylko z powodu fantastycznych koncertów. Lubię ten festiwal także z innego, bardzo ważnego powodu. To panująca na nim atmosfera. Ciepło, serdeczność, radość, uśmiech. Stworzenie warunków do tego, żeby poczuć przynależność do czasu i miejsca; żeby rozmawiać, budować relacje, wymieniać poglądy, wyrażać emocje. Z punktu widzenia autora bloga muzycznego to szczególnie istotne.

Nic się w tym względzie nie zmieniło. W Gdańsku przywitała mnie ogromna porcja serdeczności i - mimo zimowej raczej, a nie wiosennej pogody – ciepła. Jest pięknie.

Festiwal zaczął się od Bacha. Nie mogło by inaczej. W środowy wieczór, na oficjalną inaugurację festiwalu usłyszeliśmy w wykonaniu Gabrieli Consort & Players pod dyrekcją Paula McCreesha Mszę h-moll, BWV 232 Johanna Sebastiana Bacha. Zadziwiająco lekką i ażurową. To było duże przeżycie.

Paul McCreesh wykorzystał w swojej interpretacji Mszy h-moll kilka nietypowych rozwiązań. Przekazał na przykład wykonanie początkowych fragmentów kilku chórów z całego zespołu wokalistów do grupy solistów. A soliści byli świetni. Szczególne wrażenie wywarła na mnie sopranistka Mhairi Lawson, która pięknie pracowała frazą i akcentami, bawiła się barwą, artykulacją i brzmieniem tekstu samego w sobie oraz tenor Jeremy Budd – zdecydowany, wiarygodny i precyzyjny. Domine Deus w wykonaniu obojga wymienionych śpiewaków było przepiękne.

Także instrumentaliści pokazali się z najlepszej strony. Daniel Lanthier na oboju d’amore w Qui sedes ad dextram Patris oraz Richard Bayliss na rogu w Quoniam tu solus sanctus byli fantastyczni. A od kontrabasistki Kate Aldridge, która w każdą nutę wkładała serce i emocje nie mogłem chwilami oderwać wzroku.

I tylko trochę mi było żal wykonawców, bo ilość rozstawionych mikrofonów oraz zagęszczenie krzeseł i pulpitów były tak duże, że ciągle zmieniające się konfiguracje wymagały od nich umiejętności wprost ekwilibrystycznych.



Kościół św. Bartłomieja, w którym w czwartek usłyszeliśmy Sonię Prinę i Akademie für Alte Musik Berlin, to nowe miejsce na mapie Actus Humanus. Jest piękny i ma swój niepowtarzalny charakter, jednak może sprawiać wykonawcom trudności, bo pogłos jest naprawdę spory. I instrumentaliści AKAMUS trochę się na początku koncertu w tym pogłosie - pewnie zupełnie innymi niż na próbach bez udziału publiczności – pogubili. W Concerto grosso op. 6 nr 2 Händla basy były tak mocne, że aż wywoływały zdziwienie wśród pozostałych muzyków.

Później było już zdecydowanie lepiej. W zagranym po przerwie Concerto a 4 Il pianto d’Arianna Locatellego Akademie für Alte Musik Berlin przeciągnęła akustykę kościoła św. Bartłomieja na swoja stronę i przekuła jej wady w zalety. Pięknie wybrzmiewały nieco wydłużone pauzy, zagrała artykulacja smyczków wzmocniona brzmieniem lutni. Było cudnie. Muszą też paść nazwiska Bernharda Forcka, koncertmistrza AKAMUS, niesamowitego w partiach solowych i Piroski Baranyay, jednej z najlepszych wiolonczelistek, jakich miałem okazje słuchać.

Sonia Prina? To gwiazda najwyższego formatu. Namalowała nam wczorajszego wieczoru trzy obrazy. W pierwszym, w kantacie Giovanniego Battisty Ferrandiniego Il pianto di Maria, był to obraz cierpiącej, targanej emocjami Marii. Było poruszająco (Se d’un Dio fui fatta Madre w tak głębokiej i intensywnej interpretacji chyba jeszcze nie słyszałem) i na tak dużym poziomie ekspresji, że bałem się, czy nie przełoży się to na kantatę Bacha. Nic podobnego. Widerstehe doch der Sünde BWV 54, która była pierwszy utworem po przerwie była majstersztykiem. Zdecydowana, ale cudownie lekka i świeża, stonowana a jednak bardzo wyrazista i magnetyzująca.

Na koniec usłyszeliśmy Longe Mala, umbrae, terrores RV 629 Antonia Vivaldiego. Utwór ten opisuje się jako motet lub koncert wokalny, choć wczorajsze wykonanie należałoby raczej nazwać miniaturową operą, tyle w nim było gry aktorskiej, uczuć, zmian charakteru. Reakcja publiczności po koncercie była równie żywiołowa. Oklaski na stojąco wywołały zespół do bisu, na który usłyszeliśmy „But who may abide the day of his coming” z Mesjasza Georga Friedricha Händla. Wczorajszy koncert był pierwszym wspólnym występem Sonii Priny i Akademie für Alte Musik Berlin. Nie dało się tego odczuć. Artyści wspaniale ze sobą współpracowali, nawiązywali relacje, podejmowali dialog. Mam nadzieje, że jeszcze ten skład kiedyś usłyszę.

Przed nami następne wydarzenia Actus Humanus Resurrectio. Dziś po południu utwory Bartłomieja Pękiela w wykonaniu Octava Ensemble pod dyrekcją Zygmunta Magiery, a wieczorem koncert Ensemble Organum i Marcela Pérèsa.

B!52, Odcinek 35 - Trinitatis X



Jutro 10. Niedziela po Trójcy Świętej. Mieszkańcy Lipska byli tego dnia bombardowani obrazami totalnej destrukcji. Czytano nie tylko fragment Ewangelii według św. Łukasza, w którym Jezus zapowiada zagładę Jerozolimy, ale też spisaną przez Józefa Flawiusza naoczną relację z wojny rzymsko-żydowskiej w roku 70, w czasie której ostatecznie zburzono świątynię w Jerozolimie. Żyli jeszcze w Lipsku ludzie, którzy pamiętali spustoszenia, które przyniosła wojna trzydziestoletnia, więc wizje, które roztaczano musiały być bardzo sugestywne.

A do tego wszystkiego dokładał się jeszcze Bach...

Schauet doch und sehet, ob irgendein Schmerz sei wie mein Schmerz, der mich troffen hat. Denn der Herr hat mich voll Jammers gemacht am Tage seines grimmigen Zorns.

Spójrzcie i patrzcie: Czy jest ból równy mojemu bólowi, który mnie zadano, którym dotknął mnie Pan w dniu zapalczywości swojego gniewu?

(Lm 1:12)

Tak rozpoczyna się jedna z kantat, którą Johann Sebastian Bach napisał na 10.  niedzielę po Trójcy Świętej - Schauet doch und sehet, ob irgendein Schmerz sei, BWV 46. Nieznany autor zestawił w niej swoją poezję z cytatem biblijnym oraz chorałem Balthassara Schnurra z 1633 roku. W sposób typowy dla tamtych czasów pierwsza część utworu jest wypełniona obrazami gniewu i nieszczęścia, natomiast druga jest nawoływaniem do nieustającego żalu za grzechy.

Kantata składa się z sześciu części i została rozpisana na trzy głosy solowe (alt, tenor i bas), czterogłosowy chór, trąbkę suwakową, dwa flety proste, dwa oboje da caccia, dwoje skrzypiec, altówkę i basso continuo.

Pierwsza część kantaty chór Schauet doch und sehet, ob irgend ein Schmerz sei to muzyczne opracowanie cytatu z Lamentacji Proroka Jeremiasza. Do tekstu, który jest częścią responsorium Wielkiego Piątku, muzykę napisało wielu kompozytorów. Georg Friedrich Händel użył go na przykład w oratorium Mesjasz, HWV 56 w arioso poprzedzającym scenę śmierci Chrystusa.

Bach opracował tekst w formie preludium i fugi. Materiał preludium został użyty ponownie przez kompozytora w roku 1733 w Glorii z Mszy h-moll we fragmencie Qui tollis peccata mundi (Który gładzisz grzechy świata). Pod koniec życia Bach włączył całą Glorię do Wielkiej mszy h-moll, BWV 232.

Zapraszam do posłuchania pierwszej części kantaty Schauet doch und sehet, ob irgend ein Schmerz sei, BWV 46 w wykonaniu Collegium Vocale Gent pod dyrekcją Philippe Herreweghe.



Odcinek 13, Iudica


Piąta niedziela Wielkiego Postu - Iudica, od pierwszych słów Introitu z Psalmu 42, który był kiedyś przewidziany na tę niedzielę: "Iudica me, Deus, te discerne causam meam de gente non sancta (Wymierz mi, Boże sprawiedliwość i broń mojej sprawy przeciw ludowi, co nie zna litości)". Przed reformami liturgicznymi drugiej połowy XX wieku nazywało się ją Niedzielą Pasyjną, rozpoczynała bowiem okres bezpośredniego przygotowania do Pasji. W Niemczech z powodu przyjętego zwyczaju przysłaniania krzyża i figur ciemnym suknem jest to "Schwarzer Sonntag" (czarna niedziela).

Podobnie, jak na poprzednie niedziele Wielkiego Postu Bach, z powodu trwającego tempus clausum, nie skomponował żadnej kantaty. Wybrałem więc kantatę, która od zawsze kojarzy mi się właśnie z czasem Pasji, choć sama nie została na ten okres napisana. To "Weinen, Klagen, Sorgen, Zagen" (Płacze, jęki, troski, lęki)" BWV 12.

Jan Sebastian Bach napisał ją w Weimarze do tekstu złożonego z fragmentów biblijnych; poezji, której autorem był prawdopodobnie Salomon Franck oraz, chorał finałowy, do tekstu ostatniej zwrotki hymnu Samuela Rodigasta "Was Gott tut, das ist wohlgetan". Bach wykonał "Weinen, Klagen, Sorgen, Zagen" dwa razy. Po raz pierwszy w kaplicy weimarskiego zamku 22 kwietnia 1714 roku, po raz drugi już w Lipsku - 30 kwietnia 1724 roku. Na jej manuskrypcie widnieje tytuł: "Concerto a 1 Oboe, 2 Violini, 2 Viole, Fagotto è 4 Voci coll' Organo".

A dlaczego ta właśnie kantata kojarzy mi się z czasem Pasji? Otóż Bach wykorzystał później początkowe frazy pierwszej części chorałowej z tej kantaty w Credo Wielkiej Mszy h-moll BWV 232. We fragmencie o ukrzyżowaniu (Crucifixus). Poźniej ten sam motyw rozwinął Franciszek Liszt w Wariacjach na temat "Weinen, Klagen, Sorgen, Zagen" oraz w Preludium "Weinen, Klagen, Sorgen, Zagen"

John Eliot Gardiner pisze o początku kantaty "Weinen, Klagen, Sorgen, Zagen", że jest to "tombeau", jedna z najbardziej wzruszających i wywierających największe wrażenie części ze wszystkich kantat napisanych przez Bacha do czasu jej powstania.
__________________

Johann Sebastian Bach, "Weinen, Klagen, Sorgen, Zagen" BWV 12
Amsterdam Baroque Orchestra
Ton Koopman - dyrygent

Weinen, Klagen,
Sorgen, Zagen,
Angst und Not
Sind der Christen Tränenbrot,
Die das Zeichen Jesu tragen.

Płacze, jęki.
Troski, lęki,
Bóle, męki
Ci za chleb powszedni mają,
Co do Pana się przyznają.