Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narodowe Forum Muzyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narodowe Forum Muzyki. Pokaż wszystkie posty

B!LIVE, Inauguracja Roku Wazowskiego 2019


„Władca skrzydła zamku królewskiego, oczyściwszy z drewnianych statków, z fundamentów wyniósł, bok z strony kościoła przekształcił i trzecie piętro dodał, przyczynił gmach do przystojnego pomieszczenia senatu i izby poselskiej, piękną wyniósł nad nim wieżę” – taką adnotacją kończył się sporządzony na pergaminie opis dzieł i czynów Zygmunta III Wazy, który został umieszczony w spiżowej gałce wieży Zamku Królewskiego w Warszawie 4 lutego 1619 roku. Wydarzenie to zakończyło okres wielkiej przebudowy zamku związanej z przeniesieniem do Warszawy siedziby króla i centralnych urzędów; przebudowy, która ukształtowała znaną nam obecnie, charakterystyczną sylwetkę zamku.

W tym roku mija 400 lat od zakończenia budowy nowej siedziby królów Polski. Z tej okazji Zamek Królewski w Warszawie organizuje w 2019 roku koncerty, wystawy, przedstawienia, sesje naukowe, wykłady i warsztaty pod wspólnym hasłem Rok Wazowski 2019.

W przeddzień rocznicy, w niedzielę 3 lutego 2019 roku odbył się w Sali Wielkiej koncert inaugurujący Rok Wazowski 2019. Program złożony w całości z utworów Marcina Mielczewskiego wykonali: Aldona Bartnik, Aleksandra Turalska, Matthew Venner, Piotr Łykowski, Maciej Gocman, Benjamin Glaubitz, Tomáš Král i Jaromír Nosek oraz Wrocław Baroque Ensemble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka.

Wybór Marcina Mielczewskiego jako bohatera koncertu inaugurującego Rok Wazowski nie był przypadkowy. Mielczewski był związany z kapelą królewską najpewniej już za czasów Zygmunta III Wazy, a później z zespołami dworskimi jego synów – Władysława IV, króla Polski oraz Karola Ferdynanda, biskupa wrocławskiego i płockiego. Zespoły te miały międzynarodowy skład, Mielczewski podróżował też dużo też ze swoimi chlebodawcami, mógł więc nie tylko obserwować życie muzyczne ówczesnej Europy, ale też prezentować wszędzie swoje kompozycje, stał się więc najbardziej rozpoznawalnym polskim kompozytorem poza granicami Rzeczypospolitej.

Wrocław Baroque Ensemble i Andrzej Kosendiak to specjaliści od polskiej muzyki dawnej. Oprócz działalności koncertowej zespół działający przy Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu prowadzi też ważny projekt wydawniczy, który przybliża odbiorcom muzykę polskich mistrzów. Wydano już po dwa albumy z kompozycjami Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, Bartłomieja Pękiela i Marcina Mielczewskiego, wkrótce planowane jest wydanie albumu z muzyką Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego. Ostatnia płyta Wrocław Baroque Ensemble - Marcin Mielczewski II została nominowana do nagrody Fryderyk 2019 w kategorii Album Roku Muzyka Dawna.

A sam koncert inaugurujący Rok Wazowski 2019? Był porywający od początku do końca. Andrzejowi Kosendiakowi udało się zgromadzić wyborny skład wokalistów i instrumentalistów. Usłyszeliśmy dwa czteroosobowe chóry, pozytyw, smyczki, dwie teorby, dwa cynki i cztery puzony. Już przy otwierającym koncert motecie Triumphalis Dies można było poczuć wielką moc muzyki Mielczewskiego, wszystko i wszyscy zostali wprawieni w silny, przyjemny rezonans. Natężenie pięknego brzmienia i pozytywnych emocji osiągnęło kulminację w Laetatus sum, po którym wśród oklasków dało się usłyszeć także głośne i spontaniczne „brawo! brawo!”.

Przez cały koncert – przy wymieniających się składach zespołu instrumentalnego i wokalnego – czuć było nie tylko wielkie zrozumienie muzyki Mielczewskiego, ale też intencje dyrygenta oraz wszystkich członków zespołu razem i z osobna. Bo Wrocław Baroque Ensemble to nie po prostu grupa znakomitych muzyków, a sprawnie funkcjonujący i wyrażający zbiorowe emocje zespół. Byt zestrojony, zgodny i spójny.

Pięknie zabrzmiały nie tylko utwory wokalno-instrumentalne ale też utwory instrumentalne - Canzona seconda a due wykonana swobodnie i ze swadą przez Zbigniewa Pilcha i Mikołaja Zgółkę i Cancona seconda a tre, w której partię puzonu brawurowo zagrał Masafumi Sakamoto.

Na bis zabrzmiał fragment wykonanego na finał pierwszej części religijnego koncertu rondowego Currite populi. Kuplety były subtelne i pełne intymnych emocji, refreny zostały zagrane i zaśpiewane żywiołowo. Tak samo żywiołowo przyjęła wykonanie utworu Mielczewskiego warszawska publiczność. Trudno się dziwić, bo to kompozycja, która na długo zapada w muzyczną pamięć. Pokazuje też, jak wielkie skarby polskiej muzyki mogą kryć jeszcze archiwa.

Śpieszcie ludy,
uderzajcie w bębenki,
wysławiajcie słowami:
Alleluja!

Currite populi pochodzi z kolekcji XVII- i XVIII-wiecznych rękopisów muzycznych, skatalogowanych w XIX wieku przez Emila Bohna – wrocławskiego dyrygenta, kompozytora i organistę. Ten tzw. zbiór Bohna, zawierający ponad 30 kompozycji sygnowanych monogramem „M.M.”, należał przed II wojną światową do Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu a potem przez kilkadziesiąt lat był uważany za zaginiony.  Obecna na koncercie prof. Barbara Przybyszewska-Jarmińska, która kompozycje ze zbioru Bohna odnalazła, przypisała Mielczewskiemu i opracowała oraz dyrekotor NFM Andrzej Kosendiak obiecali kolejne koncerty z muzyką Mielczewskiego – w tym wykonywaną niegdyś we Wrocławiu w języku niemieckim. Trzymamy za słowo!!!

Na szczęście doskonała muzyka skutecznie wyprowadziła mnie i moich towarzyszy z przedkoncertowego napięcia. Eufemizmem byłoby nazwanie nieeleganckim przestawiania oczekujących na koncert melomanów z miejsca na miejsce, czy krzyczenia (dosłownie) przez obsługę na starsze panie, które wchodziły (dodam: zimą) do wnętrza Zamku Królewskiego wcześniej niż zarządzone „przez górę” magiczne 20 minut przed koncertem. To już kolejny raz, kiedy na warszawskim zamku czułem się nie gościem a intruzem. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni. A okazji będzie sporo.

Już 17 lutego 2019 roku odbędzie się koncert towarzyszący wystawie „Król się żeni! »Rolka sztokholmska« – skarb Zamku Królewskiego w Warszawie” a w niedzielę 24 lutego 2019 roku wielka gratka – premiera „L’Orfeo” Claudia Monteverdiego. W Sali Wielkiej wystąpią Zespół  Wokalny Polskiej Opery Królewskiej, Capella Regia Polona oraz soliści, między innymi Marta Boberska, Anna Radziejewska, Olga Pasiecznik, Aneta Łukaszewicz i Karol Kozłowski. Całością pokieruje Krzysztof Garstka. Orfeusza będzie można zobaczyć na Zamku Królewskim w Warszawie  także 26 i 27 lutego.

B!LIVE, NFM - Kantaty mistrzów z Lubeki



Na Narodowe Forum Muzyki i Wrocławską Orkiestrę Barokową zawsze można liczyć. Po niezbyt udanej wizycie w innej wrocławskiej instytucji kultury, zwykle przyjaznej i otwartej, w której tym razem poczuliśmy się jak niedzielni intruzi, w NFM odetchnęliśmy z ulgą. Było przyjaźnie, ciepło, serdecznie. I profesjonalnie. Nie cały Wrocław zwariował.

Wrocławska Orkiestra Barokowa oraz soliści: Joanna Radziszewska, Anna Zawisza, Piotr Olech, Maciej Gocman i Hugo Oliveira, którymi z wielkim wyczuciem i gracją pokierował od pozytywu Marcin Szelest, wykonali w czasie niedzielnego koncertu utwory wokalno-instrumentalne kompozytorów związanych z Lubeką – Franza Tundera, Dietricha Buxtehudego oraz Nicolausa Bruhnsa. Program koncertu był bardzo wysmakowany i doskonale skonstruowany. Usłyszeliśmy prawdziwe barokowe perełki; mogliśmy też sobie wyobrazić, jak wyglądały słynne Abendmusiken w kościele Mariackim w Lubece. Także obsada niedzielnego koncertu była dobrana bez zastrzeżeń.

Najpierw kilka słów o solistkach, bo były naprawdę zjawiskowe.

Od Anny Zawiszy nie mogłem oderwać wzroku. I to wcale nie dlatego, że to sopranistka o wielkim wdzięku i posągowej urodzie. Anna Zawisza nie tylko zaśpiewała swoje partie znakomicie, ale też przekazywała sens tekstu za pomocą mimiki i subtelnych, ale bardzo wyraźnych gestów. Było pięknie.

Joanny Radziszewskiej miałem przyjemność słuchać prawie dokładnie rok temu w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy w Pasji według św. Marka Jana Sebastiana Bacha. Napisałem wtedy, że „zaśpiewała punktualnie, precyzyjnie, z odpowiednią dla Bacha artykulacją, bez operowej maniery a jednak z nadaniem tekstowi właściwego charakteru”. Dokładnie tak samo było w niedzielę we Wrocławiu. Joannę Radziszewską zapamiętam szczególnie z pełnej emocji sopranowej kantaty Herr, wenn ich nur dich habe, BuxWV 39 Dietricha Buxtehudego. Meines Herzens Trost, mego serca pocieszenie…

Panowie także spisali się znakomicie. Śpiewający kontratenorem Piotr Olech, którego słuchałem ostatnio kilka razy, także w repertuarze mi najbliższym, czyli w utworach Jana Sebastiana Bacha (niezapomniana interpretacja arii Gelobet sei der Herr, mein Gott, der ewig lebet z kantaty Gelobet sei der Herr, mein Gott, BWV 129 w czasie ubiegłorocznych Mikołowskich Dni Muzyki, albo występ w Pasji według św. Jana, BWV 245 z Collegium Vocale Gent pod dyrekcją Philippe Herreweghe w NOSPR w marcu tego roku) to dobry kontratenor śpiewający z dużym wyczuciem stylu, podobnie zresztą jak bas – Hugo Oliveira. Kantata Da mihi, Domine Franza Tundera w jego wykonaniu była bardzo poruszająca. Największy aplauz u wrocławskiej publiczności – i zasłużenie – zdobył jednak tenor – Maciej Gocman, którego kreacja w Jauchzet dem Herren alle Welt Nicolausa Bruhnsa była naprawdę brawurowa.

Głosy solistów brzmiały też bardzo dobrze w ansamblach, najpiękniej chyba w wokalnej fudze kończącej wielkanocną kantatę, a właściwie madrygał (taka nazwa widnieje w zachowanym manuskrypcie) Nicolausa Bruhnsa Hemmt eure Tränenflut. W tym samym utworze pięknie płynęły też w przestrzeni Sali Czerwonej NFM fragmenty instrumentalne. Wrocławska Orkiestra Barokowa (Zbigniew Pilch i Adam Pastuszka – skrzypce, Piotr Chrapek i Dominika Małecka – altówki, Jarosław Thiel – wiolonczela i Marcin Szelest – pozytyw) współbrzmiała zresztą bardzo dobrze z wokalistami w czasie całego koncertu. Jak zawsze.

Wśród wszystkich utworów wykonywanych w czasie wrocławskiego Abendmusik najgłębsze emocje wywołała kantata Jesu, meines Lebens Leben, BuxWV 62 Dietriecha Buxtehudego. Kompozycję rozpoczyna krótka, łagodna sinfonia, po której następują zwrotki arii w różnych układach głosów. Rodzielający arie instrumantalny ritornel pełni rolę wyciszającego emocje komentarza. Całość jest oparta na basso ostinato w stylu chaconny, który ma podkreślać anafory użyte w tekście oraz kończące każdą zwrotkę wezwanie: Tausend, tausendmal sei dir; Liebster Jesu, Dank dafür! (Tysiąc, tysiąc razy jesteś Ty; Ukochany Jezu, dzięki za to Ci!). Jesu, meines Lebens Leben w wykonaniu Joanny Radziszewskiej, Piotra Olecha, Macieja Gocmana i Hugo Oliveiry była niezwykła, dramatyczna i wzruszająca. Emocje, które wzbudziła, trwały jeszcze bardzo długo po koncercie. A jej melodia wraca raz po raz do dzisiaj. 

Wizyta w Narodowym Forum Muzyki to nie tylko koncerty. Tym razem mieliśmy okazję zwiedzić wystawę Rezonanse Sztuki VIII, na której na wszystkich dostępnych dla publiczności poziomach NFM można zobaczyć niezwykłe rzeźby polskich artystów. Wystawę można oglądać jeszcze do 30 lipca. 

No i spotkania z ludźmi. Te lubię najbardziej. Tym razem było to krótkie, ale bardzo miłe spotkanie z menedżerką Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, Anną Gościńską. Mam nadzieję, że będziemy mogli porozmawiać dłużej następnym razem. A okazja będzie już całkiem niedługo. 20 maja w Narodowym Forum Muzyki kolejne spotkanie z muzyką dawną - oratorium Izrael w Egipcie Georga Friedricha Händla w doborowej obsadzie.











Wrocław, Akademia Vivaldiowska




Dużymi krokami zbliża się Akademia Vivaldiowska.

Już w pierwszych dniach marca w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu będziemy mogli wziąć udział w prawdziwym święcie muzyki Rudego Księdza z Wenecji. To właśnie Vivaldi, po Bachu, Händlu, Mozarcie i Mendelssohnie stanie się bohaterem festiwalu, w czasie którego koncerty łączą się z warsztatami twórczymi.

W czwartek, 1 marca 2018, Giuliano Carmignola wykona razem z Wrocławską Orkiestrą Barokową pod dyrekcją Jarosława Thiela koncerty skrzypcowe Vivaldiego, zabrzmią też pełne pasji sonata i symfonia „Al Santo Sepolcro”.

Następnego dnia usłyszymy Cztery pory roku (Le quattro stagioni), które wykonają Christian Danowicz - skrzypce oraz NFM Orkiestra Leopoldinum. Na koncercie posłuchamy także zamówionego przez Narodowe Forum Muzyki utworu Katarzyny Brochockiej Le quattro sonetti, w którym partię sopranu zaśpiewa Marzena Michałowska. Le quattro sonetti to muzyczne rozważania nad poetyckim programem Czterech pór roku. In pricipio erat verbum.

W sobotę zespół 4 Times Baroque (Jan Nigges – flet prosty, Jonas Zschenderlein – skrzypce, Karl Simko – wiolonczela i Alexander von Heissen – klawesyn) zagra koncerty Vivaldiego zestawione z utworami Händla, Prowo, Corellego, Sammartiniego oraz energetyczną Ciacconą Tarquinia Meruli. Młodość, energia, przeboje, pasja. Będzie się działo!

Przed koncertem melomani będą mogli także wziąć udział w spotkaniu, które poprowadzą muzycy 4 Times Baroque, a którego gościem będzie sam Rinaldo Alessandrini, założyciel Concerto Italiano.

Rinaldo Alessandrini poprowadzi też wydarzenie finałowe Akademii Vivaldiowskiej. W niedzielę (4 marca) usłyszymy fragmenty opery Vivaldiego L'Olimpiade RV 725 w wersji koncertowej, które wykonają Wrocławska Orkiestra Barokowa, uczestnicy kursu orkiestrowego Akademii oraz soliści: Isabel Schicketanz – sopran, Joanna Radziszewska – sopran, Markéta Cukrová – mezzosopran, Sophie Rennert – alt, Wanda Franek – alt, Tomáš Král – baryton, Rafał Pawnuk – bas.

Patron tej edycji, Antonio Vivaldi, to jeden z najbardziej rozpoznawanych kompozytorów. – mówi Andrzej Kosendiak, dyrektor Narodowego Forum Muzyki. Znany jest z zaledwie kilku dzieł, a przecież pozostawił po sobie wielką spuściznę. Dlatego postanowiliśmy przygotować koncerty pokazujące różne aspekty twórczości Vivaldiego – oczywiście nie zabraknie też Czterech pór roku. Mam nadzieję, że wraz z muzyką wenecjanina dotrze do nas włoskie słońce i wiosna, za którą, myślę, już wszyscy tęsknimy…

Oj tak!

Do zobaczenia we Wrocławiu. Zdaje się, że możemy mieć też jeszcze fajną programową niespodziankę ;)

***

Szczegółowy program Akademii znajdziecie na dedykowanej jej podstronie NFM:
NFM: Akademia Vivaldiowska

oraz w Barokowym Rozkładzie Jazdy:
Barokowy Rozkład Jazdy: Akademia Vivaldiowska

Narodowe Forum Muzyki: Barokowe pożegnanie 2017 roku

fotografia  z profilu FB Narodowego Forum Muzyki, autor: Karol Sokołowski

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Wrocław jest jednym z najważniejszych ośrodków muzyki dawnej w Polsce. To nie tylko zasługa odbywającego się tam już od ponad 50 lat festiwalu Wratislavia Cantans. Opera Wrocławska nie boi się wystawiać dawnych oper (kolejne spektakle Orfeusza i Eurydyki Christopha Willibalda Glucka 7 i 8 czerwca), w Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego działa nie tylko Katedra Organów, Klawesynu i Muzyki dawnej, ale i Akademicka Orkiestra Barokowa (najbliższy koncert już 9 stycznia) a Narodowe Forum Muzyki wydaje płyty z muzyką dawną, w tym kompozytorów polskich (tak rzadko obecnych na estradach koncertowych) oraz organizuje inne ważne festiwale, koncerty, akademie muzyki dawnej; jest też domem dla jednego z najlepszych w Polsce zespołów wykonujących muzykę dawną na historycznych instrumentach - Wrocławskiej Orkiestry Barokowej. Nic więc dziwnego, że to właśnie we Wrocławiu pożegnanie 2017 roku było barokowe! 

Vivica Genaux oraz Wrocławska Orkiestra Barokowa pod dyrekcją Jarosława Thiela zaproponowali publiczności przebojowy repertuar złożony z kompozycji Antonio Vivaldiego oraz Georga Friedricha Händla. Usłyszeliśmy nie tylko arie, ale też utwory instrumentalne, m.in. wybrane części z Muzyki na wodzie i Muzyki ogni sztucznych Händla oraz Koncert d-moll na dwoje skrzypiec, wiolonczelę i smyczki, RV 565 ze zbioru L’estro armonico Vivaldiego. Koncerty sylwestrowe rządzą się swoimi prawami, mieliśmy więc także sporo tekstu mówionego. Przyznaję, że sensu przeplatania muzyki barokowej cytatami z Doktora Faustusa Tomasza Manna o Brahmsie i Brucknerze nie złapałem.

To Muzyka była jednak główną bohaterką sylwestrowego wieczoru.

Wrocławska Orkiestra Barokowa spisała się jak zwykle znakomicie, choć z początku byłem lekko zdziwiony wolnym tempem i nadmiarem legata w Ouverture do Muzyki ogni sztucznych. W czasie przerwy podsłyszałem od jednego z licznie przybyłych melomanów z Niemiec, że początek koncertu był "zu massiv". Coś w tym jest. Pózniej było już zdecydowanie i z charakterem. Pojawił się nawet swing! Na szczególne wyróżnienie zasłużyli: grupa basso continuo, a w niej Michele Cinquina na teorbie i Jarosław Thiel na wiolonczeli, oraz grupa trąbek historycznych a w niej niesamowita Fruzsina Hara, od której w czasie jej partii solowych nie mogłem oderwać wzroku. Było mocno!

O Vivice Genaux nie można powiedzieć nic innego jak to, że jest elektryzująca i zjawiskowa. Brzmiała fenomenalnie zarówno w koloraturowych ariach przeznaczonych dla Farinellego, jak i w pełnych emocji ariach lirycznych. Widać było i słychać wzajemne zaufanie i chemię pomiędzy wokalistką, a orkiestrą oraz towarzyszącymi jej w poszczególnych utworach solistami, m.in w arii Va tacito e nascosto z opery Giulio Cesare in Egitto, HWV 17 Händla, w której solo na rogu znakomicie wykonał Daniele Bolzonella czy arii z Ode for St. Cecilia's Day, HWV 76, w której w pełnym emocji duecie z Vivicą Genaux zagrał na wiolonczeli Jarosław Thiel. What passion cannot music raise, and quell? Czy jest pasja, której muzyka nie wznieci, nie stłumi?

Czasami po koncertach zostaje w głowie melodia, która powraca jeszcze przez długi czas. Mówię wtedy, że jest w miły sposób uporczywie natrętna. Po koncercie sylwestrowym przypominała o sobie melodia z arii Mentre dormi, Amor fomenti. Ta pełna uroku aria pochodzi z opery Vivaldiego L'Olimpiade. Już niedługo będziemy mogli usłyszeć całą operę na zakończenie Akademii Vivaldiowskiej, która odbędzie się w Narodowym Forum Muzyki w pierwszych dniach marca. Przyznaję, że program całej Akademii jest bardzo kuszący...

Publiczność przyjęła sylewstrowy koncert owacjami, za które wykonawcy podziękowali bisami. Usłyszeliśmy arie: Agitata da due venti z opery Griselda Antonio Vivaldiego oraz Son qual nave ch'agitata Riccardo Broschiego. Mieliśmy też okazję zaśpiewać razem z artystami starą szkocka pieśń śpiewaną tradycyjnie na pożegnanie roku - Auld Lang Syne. Angielski tekst był wyświetlany na monitorach, ale większość publiczności, w tym i ja, śpiewaliśmy po polsku:
Kto raz przyjaźni poznał moc, 
Nie będzie trwonił słów. 
Przy innym ogniu w inną noc, 
Do zobaczenia znów...

Do zobaczenia w 2018 roku! Niech będzie taki, jak w życzeniach noworocznych, które skierowała Vivica Genaux do wrocławskiej publiczności: pełen szacunku, pokoju i miłości.



***

Jarosław Thiel – dyrygent
Vivica Genaux – sopran 
Wrocławska Orkiestra Barokowa

Przemysław Wasilkowski – aktor

Program:

G.F. Händel Muzyka ogni sztucznych, HWV 351, Muzyka na wodzie, HWV 349 (fragmenty suit)
A. Vivaldi:
Come in vano il mare irato – aria z opery Catone in Utica, RV 705
Mentre dormi – aria z opery L’Olimpiade, RV 725
XI Koncert d-moll na dwoje skrzypiec, wiolonczelę i smyczk,i RV 565 ze zbioru L’estro armonico
Alma oppressa – aria z opery La fida ninfa, RV 714
***
G.F. Händel:
What Passion Cannot Music Raise and Quell! – aria z Ode for St. Cecilia’s Day, HWV 76 
No More, I'll Hear No More…, Iris, Hence Away… – aria i recytatyw z opery Semele, HWV 58
Muzyka ogni sztucznych, HWV 351, Muzyka na wodzie, HWV 349 (fragmenty suit)
Va tacito e nascosto – aria z opery Juliusz Cezar w Egipcie, HWV 17
Lascia ch'io pianga – aria z opery Rinaldo, HWV 7

What passion cannot music raise and quell!



O św. Cecylii nie wiemy prawie nic. Złota legenda Jakuba de Voraigne, w której opowiada o cudzie nawrócenia jej męża Waleriana jest dokładnie tym, na co wskazuje jej tytuł. Legendą.

Patronką muzyki też została przez pomyłkę. Słowo organis z antyfony śpiewanej podczas mszy w dniu św. Cecylii (cantantibus organis, Coecilia virgo in corde suo soli Domino decantabat) utożsamiono z organami; założono też, że Cecylia potrafiła na nich grać. Najstarsze zapisy przekazują jednak wersję candentibus organis, czyli przy płonących instrumentach. Organis w takim razie są raczej płonącymi narzędziami tortur, przy których święta śpiewała w sercu w chwili męczeńskiej śmierci.

Pomyłka – pomyłka;  muzyka – muzyką. Jej patronce dedykowali swoje utwory między innymi  Henry Purcell (Ode to St. Cecilia); Marc-Antoine Charpentier (In honorem Caeciliae, Valeriani et Tiburtij canticum; Caecilia virgo et martyr), czy Benjamin Britten (Hymn to St Cecilia), który zresztą urodził się 22 listopada, w uroczystość świętej Cecylii…

Kantatę na dzień św. Cecylii napisał też Georg Friedrich Händel. Ode for St. Cecilia's Day, HWV 76 powstała do wiersza Johna Drydena i została wykonana po raz pierwszy 22 listopada 1739 roku w Theatre in Lincoln's Inn Fields w Londynie. Tekst koncentruje się wokół pitagorejskiej teorii harmonia mundi, która zakłada między innymi to, że muzyka była jedną z głównych sił biorących udział w dziele stworzenia.

Zapraszam do posłuchania czwartej części ody Händla, arii sopranowej What passion cannot music raise and quell! w wykonaniu Sandrine Piau i Accademii Bizantina pod dyrekcją Stefano Montanariego. Już nie mogę się doczekać wykonania tej niezwykłej arii, a właściwie duetu sopranowo-wiolonczelowego na barokowym koncercie sylwestrowym w Narodowym Forum Muzyki. Zaśpiewa ją Vivica Ganoux a zagra Wrocławska Orkiestra Barokowa pod dyrekcją Jarosława Thiela.

What passion cannot music raise, and quell?
When Jubal struck the chorded shell,
His listening brethren stood 'round.
And wondering on their faces fell,
To worship that celestial sound!
Less than a god they thought there could not dwell
Within the hollow of that shell
That spoke so sweetly and so well.
What passion cannot Music raise and quell?

Jakiej pasji muzyka nie wznieci ni stłumi?
Kiedy Jubal uderzył w muszlę zbrojną w struny,
Wokół wnet stanęli bracia zasłuchani,
Zdumienie natychmiast w twarze ich wstąpiło
I dźwięk ten niebiański jęli wielce chwalić!
Mniejszy ktoś od boga mieszkać przecież nie mógł
W brzmiącym tak cudownie muszli zagłębieniu
Słodko tak i pięknie któż bowiem przemówi…
Jakiej pasji muzyka nie wznieci ni stłumi?



B!LIVE - Wratislavia Cantans | Die Kunst der Fuge



Wratislavia Cantans to prawdziwe święto muzyki dawnej, było więc jasne, że we wrześniu trzeba pojechać do Wrocławia. Et verbum caro factum est. 

Wystarczyłoby już samo zobaczenie przy pulpicie dyrygenckim Sir Johna Eliota Gardinera, spełniło się wtedy jedno z moich muzycznych marzeń. Ale wydarzyło się wiele więcej. Festiwal Wratislavia Cantans był okazją do spotkań z muzycznymi przyjaciółmi, do nawiązania nowych relacji i posłuchania muzyki w najlepszym wydaniu. Na długo pozostanie w pamięci nie tylko Il ritorno d’Ulisse in patria Claudia Monteverdiego, ale też jego Nieszpory, które usłyszeliśmy dzień później w Kościele Uniwersyteckim pw. Najświętszego Imienia Jezus: wzruszające, magiczne, pełne emocji wykonanie La Fenice w przepięknej barokowej scenerii. Po koncercie miałem okazję porozmawiać z Jeanem Tubéry, nie tylko szefem zespołu, ale też znakomitym kornecistą. Wspomnienie tego spotkania też będzie trwać. Bien fraternellement!

Ostatnim akcentem festiwalowego weekendu był koncert na Zamku Piastów Śląskich w Oleśnicy. 

Oleśnica to piękne miasto. Położenie w bliskiej okolicy Wrocławia i sporo zachowanych zabytków mogłoby uczynić z niej dolnośląską perełkę, jednak te atuty wydają się nie być wykorzystywane. Takie przynajmniej odnieśliśmy wrażenie. Pojechaliśmy do Oleśnicy kilka godzin przed koncertem z myślą o zwiedzaniu miasta, poznaniu jego mieszkańców, poczucia jego ducha. Okazało się to niemożliwe. W niedzielne popołudnie wszystkie zabytkowe kościoły były zamknięte na cztery spusty, nigdzie nie znaleźliśmy tez informacji, które mogłyby w jakikolwiek sposób przybliżyć historię i współczesność Oleśnicy. Po Rynku i jego okolicach kręciło się też zdumiewająco mało oleśniczan. Ci, z którymi udało mi się porozmawiać, byli za to bardzo życzliwi.

A jednak miasto żyje. A może raczej odżyło dzięki Wratislavia Cantans. Na półtorej godziny przed koncertem do Zamku Książąt Piastowskich zaczęli napływać mieszkańcy miasta i turyści spragnieni muzycznych emocji. Na pół godziny przed koncertem tłum nie mieścił się już w przedsionku Sali Rycerskiej, a kiedy otworzono salę okazało się, że melomanów jest znacznie więcej niż miejsc siedzących. Muzyka przyciąga. Muzyka dawna także. Dla barokowego maniaka to niesamowita motywacja, najlepszy z możliwych sygnał, że warto - także w formie bloga - muzykę dawną popularyzować.

Accademia Bizantina ma dla Baroque Goes Nuts! szczególne znaczenie. Relacja z wykonanego przez ten właśnie zespół w czasie wielkanocnej edycji gdańskiego festiwalu Actus Humanus oratorium La Resurrezione Georga Friedricha Händla była tekstem otwierającym działanie bloga. I początkiem całego łańcucha wspaniałych i szalonych zdarzeń, które przytrafiły się od tamtego czasu. W niedzielę w Oleśnicy Accademia Bizantina w niewielkim składzie (dwoje skrzypiec, altówka, wiolonczela, klawesyn i pozytyw) prowadzona przez Ottavio Dantone zagrała Die Kunst der Fuge, BWV 1080 Johanna Sebastiana Bacha.

Die Kunst der Fuge jest ostatnim utworem Bacha, podsumowaniem całej wiedzy na temat sztuki kontrapunktu i kanonu. Podczas jego pisania Johann Sebastian Bach zmarł. Jego syn, Carl Philipp Emanuel, napisał na rękopisie ostatniej fugi: Über dieser Fuge, wo der Name B A C H im Contrasubject angebracht worden, ist der Verfasser gestorben ("Podczas pracy nad tą fugą, gdy w kontratemacie pojawia się nazwisko B A C H, kompozytor zmarł").  

Die Kunst der Fuge nie jest utworem prostym. Ani do wykonywania - to w dużej mierze traktat z zakresu teorii kontrapunktu, Bach nie zaznaczył też nigdzie, na jaki instrument, albo zespół instrumentów jest przeznaczone; ani do słuchania - jest zestawem fug i kanonów opartych na jednym temacie, który w kolejnych częściach nazwanych Contrapunctus, podlega jedynie coraz większym modyfikacjom.

A jednak zdarzają się wykonania, które porywają słuchaczy. Tak było w niedzielę w Oleśnicy. Die Kunst der Fuge w wykonaniu Accademii Bizantina było pełne pasji i prawdy. Fuga zaczęła oddychać...

Ottavio Dantone jest mistrzem w tworzeniu barw. Nawet w tak niewielkim składzie jak w niedzielę. Fugi i kanony były grane w różnych zestawieniach instrumentów - niektóre tylko na klawesynie lub pozytywie, inne przez smyczki z towarzyszeniem basso continuo, jeszcze inne przez skrzypce z klawesynem. Dzięki temu każdy Kontrapunkt nabierał nowego brzmienia. Szczególnie pięknie brzmiało zestawienie pozytywu z wiolonczelą, albo w fugach granych na klawesynie i pozytywie wzmacnianie tematów przez poszczególne instrumenty smyczkowe. Przez półtorej godziny budowania zawiłej polifonicznej konstrukcji publiczność trwała w niezwykłej ciszy, by po kończącym utwór zawieszeniu na B A C H niemalże natychmiast wstać z miejsc i wybuchnąć gromkimi owacjami.

Accademia Bizantina spełniła jeszcze jeden warunek konieczny do zagrania naprawdę dobrego koncertu. Była wiarygodna. Widać było pasję, z którą grali muzycy; radość ze wspólnego muzykowania; zaufanie, którym się obdarzali. Próbowałem zerkać chwilami na Alessandro Tampieriego, ale po chwili musiałem odwracać wzrok, bo kiedy ten znakomity skrzypek siedział i przysłuchiwał się grającym kolegom, jego doświadczanie muzyki było tak intensywne, że zdawało mi się, że wkraczam w jego strefę intymności...

Bardzo dziękuję Narodowemu Forum Muzyki za okazaną życzliwość. I za to, że oddaje tyle przestrzeni dla muzyki dawnej. Bo przecież jest obecna w NFM nie tylko na Wratislavia Cantans. Do zobaczenia!

_____

niedziela, 10 września 2017
Zamek Piastów Śląskich w Oleśnicy

Johann Sebastian Bach (1685-1750)
Die Kunst der Fuge, BWV 1080

Wykonawcy:
Accademia Bizantina
Alessandro Tampieri, Ana Liz Ojeda – skrzypce
Diego Mecca – altówka
Emmanuel Jacques – wiolonczela
Stefano Demicheli – pozytyw
Ottavio Dantone – klawesyn, kierownictwo artystyczne

FORUM MUSICUM 2017 "Al femminile – na kobiecy sposób"



Jeśli jest okazja, staram sie podejmować temat kobiet, które tworzyły w epoce baroku. Pisałem już o tym przy okazji koncertu Kerstin Behnke w Filharmonii Pomorskiej, czy postach poświęconych Barbarze Strozzi i Isabelli Calegari. Z wielką przyjemnością przeczytałem więc program tegorocznego festiwalu Forum Musicum organizowanego w dniach 16-26 sierpnia 2017 roku przez Narodowe Forum Muzyki pod hasłem "Al femminile – na kobiecy sposób". Na Festiwalu nie zabraknie baroku, a na jednym z koncertów znalazły się także utwory moich bohaterek.

"Podczas tegorocznego Festiwalu Forum Musicum spróbujemy poznać dzieło i życie kobiet kompozytorek żyjących w czasach, w których pozycja społeczna kobiety nie predestynowała jej do zawodów artystycznych. Muzyka w dawnych wiekach była zdecydowanie domeną mężczyzn. Pomijając bardzo rzadkie postacie kobiet tak wysoko postawionych jak Hildegarda z Bingen, w zasadzie jedynie stan zakonny umożliwiał kobietom uprawianie sztuki muzycznej w szerszym nieco zakresie niż tylko dla rozrywki. Dopiero w pod koniec XVI wieku spotykamy się z kobietami uprawiającymi zawodowo sztukę śpiewu, jednak niezwykle rzadko były wśród nich kompozytorki. Jeszcze w wiekach  XVII i XVIII kobieta mogła być kompozytorką jedynie dzięki szczególnym okolicznościom, wszak w owym czasie być kompozytorem nie wystarczało po prostu pisać muzykę. Trzeba było mieć określoną pozycję na dworze lub w kościele i przede wszystkim publikować. W świecie zdominowanym całkowicie przez mężczyzn niektórym kobietom się to udało." (http://www.nfm.wroclaw.pl/)

Dla miłośników muzyki dawnej obiecująco zapowiadają się wszystkie festiwalowe propozycje:

18 sierpnia 2017 roku w kolegiacie Świętego Krzyża i św. Bartłomieja we Wrocławiu usłyszymy w wykonaniu zespołu Ensemble Peregrina z Bazylei muzykę z żeńskich klasztorów napisaną na cześć świętych kobiet od XII do XV wieku.

19 sierpnia 2017 roku w Oratorium Marianum zespół Filatura di Musica zagra sonaty fletowe i klawesynowe Anny Bon, włoskiej przedstawicielki muzycznego rokoka.

24 sierpnia 2017 w ewangelicko-augsburskim kościele Opatrzności Bożej będzie okazja do posłuchania Iwony Leśniowskiej-Lubowicz, Lilianny Stawarz, Karoliny Zych, Henryka Kasperczaka, Grzegorza Lalka i Tomasza Pokrzywińskiego w sonatach skrzypcowych oraz kantatch Élisabeth Jacquet de la Guerre, o której Le Parnasse Français napisał w 1732 roku, że "ma cudowną zdolność do wyciagania swoich preludiów i fantazji jak z rękawa.  Czasami improwizuje jeden utwór przez godzinę, drugi przez pół godziny z tak wielkim bogactwem melodii i harmonii i z takim smakiem, że zdaje się czarować słuchaczy".

25 sierpnia 2017 w Sali Wielkiej wrocławskiego Ratusza polski zespół Ars Cantus zaprezentuje czterogłosowe madrygały, które w XVI wieku napisała Maddalena Casulana - kompozytorka, śpiewaczka i lutnistką, która jako pierwsza kobieta w historii wydała swoje madrygały drukiem.

Na zakończenie Festiwalu, 26 sierpnia 2017, w cudownej scenerii Oratorium Marianum będą się działy prawdziwe cuda! Zespół Contrasto Armonico wykona utwory barokowych komopozytorek z Włoch, w tym Frencesci Caccini, Claudii Rusca, Antonii Padoani Bembo i wspomnianych już Barbary Strozzi i Isabelli Leonardy. "O che nuovo stupor! Co za cuda nowe!"

Zapraszam do zapoznania się ze szczegółowym programem tegorocznej edycji festiwalu Forum Musicum na stronie Forum Musicum 2017. Szczegóły wszystkich koncertów zostały także wpisane do Barokowego Rozkładu Jazdy: barokowyrozkladjazdy.pl: Forum Musicum 2017



NFM - Bach: następne pokolenie


Zupełnie nieoczekiwanie wsiadłem w niedzielę do pociągu i pojechałem do wrocławskiego Narodowego Forum Muzyki, żeby posłuchać kompozycji synów Johanna Sebastiana Bacha w wykonaniu świetnych solistów i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej. Ostatnio było fantastycznie, nie tylko dlatego, że spełniło się wtedy jedno z moich muzycznych marzeń (NFM: Koncerty brandenburskie). Nadzieje były więc ogromne. Powiem krótko: Było warto!

Nieczęsto gram na altówce. Prawie w ogóle. Jeśli już, sprawdzam po prostu, czy coś jeszcze zostało „pod palcami”. Dla niektórych moich przyjaciół jest to trochę niezrozumiałe, dla mnie zawsze było oczywistą oczywistością. I niedzielny koncert znowu dał jasną odpowiedź dlaczego tak właśnie jest. Tak, jak koncertował sobie z pianoforte Dominik Dębski w Koncercie podwójnym na pianoforte i altówkę Es-dur BR C44 Johanna Christopha Friedricha Bacha, a potem - już na drugim planie, ale wcale nie mniej wyjątkowo - Marcin Stefaniuk z fagotem w Grand Ouverture D-dur op. 18 nr 3 Johanna Christiana Bacha, nie grałem nigdy i nie było żadnych perspektyw na to, że kiedyś się to zmieni... 

Tyle w temacie altówek. Teraz rogi. Naturalne 😄.

Daniele Bolzonella i Jiří Tarantík dali w niedzielę pokaz waltorniowych fajerwerków. I to zarówno w mistrzowskich pianach w Koncercie na dwa klawesyny Es-dur Wilhelma Friedmanna Bacha (bezbłędne i czyste piano na rogach naturalnych... to dopiero Sztuka!), jak i w mocnych partiach wspomnianej już Grand Ouverture D-dur Johanna Christiana Bacha. Nie mogłem oderwać oczu, a uszy były zachwycone! I nawet nie brakowało mi trąbek i kotłów, bo wzmocnione partyturą Williama Forstera partie rogów zabrzmiały naprawdę nieziemsko.

Wiele było jeszcze pięknych punktów niedzielnego programu. Dużo by pisać...

Niesamowity był Marcin Świątkiewicz, który przeżywał muzykę z taką radością, że zdawał się tańczyć przy klawesynie i który nawet strony w nutach odwracał z tanecznym wdziękiem, a Aleksandra Rupocińska towarzyszyła mu w Koncercie podwójnym Es-dur Wilhelma Friedmanna Bacha z równą gracją i wirtuozerią. Oj, było gęsto!    W koncercie Johanna Christopha Friedricha Bacha z altówkami pięknie współbrzmiało - i za sprawą samego instrumentu, i dzięki krającej na nim Katarzyny Drogosz - pianoforte.  Zarówno altówka, jak i pianoforte mają pastelowe, nieco przytłumione i ciemne barwy, w przerwie koncertu nazwałem je „nieoczywistymi”, a kiedy zagrały razem, wyczarowały w Sali Czerwonej NFM atmosferę tajemniczą i intymną... Były i bezbłędne oboje, które stopione barwą z orkiestrą, nadały jej brzmieniu otwartości i pełni. I była wreszcie niezrównana orkiestra. W pierwszych trzech utworach zespół kierowany przez Jarosława Thiela zostawił pole do popisu solistom. W Grand Ouverture D-dur Johanna Christiana Bacha koncertował już cały zespół. Było charakternie i z pazurem. 

Nie jest tak, że Baroque Goes Nuts! lubi wszystko i wszystko mu się podoba. I dobrze. To zresztą istotna przewaga żywej muzyki nad studyjnymi nagraniami i powód, dla którego wyłączam czasem Różowy Głośnik (a nawet zdrowy rozsądek) i gnam na koncerty, czasem w miejsca bardzo oddalone i niespodziewane. Atmosfera sali koncertowej, możliwość zostania chociaż na chwilę częścią muzycznego przedstawienia i przeżywania razem z wykonawcami wielkich emocji, które towarzyszą muzyce to wartości bezcenne. Tak było i tym razem. Nie zrozumiałem do końca pomysłu na wykonanie rozpoczynającej program symfonii Johanna Christiana Bacha, ale w najmniejszym stopniu nie odebrało to niedzielnemu koncertowi magii. Koncerty Wrocławskiej Orkiestry Barokowej to zawsze gwarancja wielkich emocji, dobrego grania, cudownego nastroju. 

Chcę jeszcze!

PS. Jeżeli będziecie chcieli dowiedzieć się więcej o bohaterach niedzielnego koncertu (kompozytorach, wykonawcach, utworach), zapraszam do przeczytania bardzo dobrego omówienia koncertu autorstwa Krzysztofa Komarnickiego (Bach: następne pokolenie). 
________________

Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu
niedziela, 30 kwietnia 2017

Bach: następne pokolenie

Wykonawcy:
Jarosław Thiel – wiolonczela, kierownictwo artystyczne
Zbigniew Pilch – skrzypce
Dominik Dębski – altówka
Katarzyna Drogosz – pianoforte
Aleksandra Rupocińska – klawesyn
Marcin Świątkiewicz – klawesyn
Wrocławska Orkiestra Barokowa

Program:
Johann Christian Bach - Symfonia koncertująca na skrzypce i wiolonczelę A-dur W. C34
Johann Christoph Friedrich Bach - Koncert podwójny na pianoforte i altówkę Es-dur BR C44
***
Wilhelm Friedmann Bach - Koncert na dwa klawesyny Es-dur F-46
Johann Chrisitan Bach - Grand Ouverture D-dur (Symfonia na podwójną orkiestrę) op. 18 nr 3

Zamek Królewski: Bartłomiej Pękiel, Wrocław Baroque Ensemble




Zamek Królewski w Warszawie, Sala Wielka

niedziela, 22 stycznia 2017 roku
Bartłomiej Pękiel
Missa Paschalis, Missa Senza Le Cerimonie, Missa Brevis, Missa a14, Resonet in Laudibus


Narodowe Forum Muzyki
Andrzej Kosendiak – dyrygent
Aldona Bartnik, Aleksandra Turalska, Matthew Venner, Piotr Łykowski, Maciej Gocman, Tomaš Lajtkep, Tomáš Král, Jaromir Nosek
Wrocław Baroque Ensemble: Marta Niedźwiedzka, Zbigniew Pilch, Mikołaj Zgółka, Julia Karpeta, Paweł Zalewski, Krzysztof Karpeta

Polską muzykę barokową można usłyszeć niezwykle rzadko, dlatego nie oparłem się pokusie i pojechałem na jednodniową wyprawę do Warszawy. Było warto, bo NFM zaprezentowało na Zamku Królewskim wydarzenie niezwykłe. Barokowe msze Bartłomieja Pękiela.

Bartłomiej Pękiel był organistą i kompozytorem. Wicekapelmistrz królewskiego zespołu Władysława IV, juz za czasów Jana Kazimierza przejmuje po słynnym Marcu Scacchim funkcję kapelmistrza. Pod koniec życia przenosi się do Krakowa, gdzie prowadzi zespół muzyczny katedry wawelskiej, wciąż jednak tytułowany muzykiem królewskim (Sacrae Regiae Maiestatis Capellae Magister). Przeczytałem niedawno, że utwory Pękiela bywają porównywane do dzieł Allegriego i Gabrielego. Dużo w tym prawdy, bo Bartłomiej Pękiel to wirtuoz kontrapunktu.

A koncert? Była Moc. I to niezależnie od tego, czy słuchaliśmy czterech solistów z towarzyszeniem pozytywu, czy dołączali do nich kolejni śpiewacy i instrumentaliści. Dopracowana przez Andrzeja Kosendiaka we wszystkich szczegółach muzyka brzmiała nieziemsko we wnętrzu Sali Wielkiej Zamku Królewskiego; była wysmakowana, lekka, subtelna. Kojąca. Skromna. Chciało się, żeby koncert trwał i trwał...

I trochę trwa do dzisiaj, bo w różowym głośniku raz po raz Pękiel wraca dzięki płycie nagranej przez Andrzeja Kosendiaka i NFM...

NFM, Wrocław: J.S. Bach, Koncerty Brandenburskie BWV 1046-1051


Narodowe Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego
niedziela, 15 stycznia 2017 roku
Jan Sebastian Bach, Koncerty brandenburskie BWV 1046-1051
Wrocławska Orkiestra Barokowa
Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne

Kiedyś, w większym tekście napisałem, że Koncerty brandenburskie Bacha towarzyszyły mi przez całe życie. Nawet kiedy działo się gorzej dawały mi dużo potrzebnej, pozytywnej energii; wprowadzały w takie rejony świadomości, których istnienia czasami nie byłem świadomy... Trudno więc napisać krótko i bez emocji o koncercie, na którym mogłem w końcu - pierwszy raz w życiu - usłyszeć je na żywo wszystkie naraz...

Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu to miejsce magiczne. Nowoczesna, pełna ciekawych rozwiązań architektura tworzy niesamowitą ramę dla tego, co w tym miejscu ma mieć swoją agorę. Dla muzyki. Miejsce nie ustępuje w niczym powstającym teraz na całym świecie zjawiskowym salom muzycznym. Byłem w grudniu na Purcell Festival w osławionym L'Auditori w Barcelonie. Porównanie wypada zdecydowanie na korzyść Wrocławia.

Ale w niedzielę najważniejsza była muzyka. Wrocławskie wykonanie Koncertów brandenburskich Bacha to jedno z najlepszych wykonań, jakie słyszałem. Dopracowana koncepcja; wysmakowana, czasem pozytywnie zaskakująca dynamika; bardzo dobre tempa; ciekawe brzmienia historycznych instrumentów. Nie będę pisać o wszystkim, co usłyszeliśmy w niedzielny wieczór. Wspomnę przynajmniej o tym, co na długo pozostanie w głowie. O VI Koncercie brandenburskim - cudownie ciemnym i nadzwyczaj ciepłym, którego końcowe Allegro było zagrane z precyzją i gracją, jakiej jeszcze nie słyszałem (i z jaką go na pewno ponad dwadzieścia lat temu nie zagrałem, kiedy próbowałem w szkole muzycznej grać na altówce). O III Koncercie brandenburskim, który był z wielu powodów wzruszający i który dzięki pięknej kadencji zagranej brawurowo przez Zbigniewa Pilcha nabrał niepowtarzalnego charakteru.

I o zagranym na zakończenie IV Koncercie brandenburskim... Nigdy nie myślałem o Koncertach brandenburskich jak o koncertach wirtuozowskich. Ale od niedzieli tak już będzie, bo tego co Wrocławska Orkiestra Barokowa pokazała na koniec inaczej się określić nie da.

Trudno byłoby wymienić nazwiska wszystkich muzyków, którzy zagrali w niedzielę. Wszyscy byli znakomici. Ale o dwóch postaciach wspomnieć należy. Jarosław Thiel - poprowadził na wiolonczeli z maestrią nie tylko basso continuo, ale cały zespół. I Michaela Koudelková. Nie tylko dla mnie (potwierdzone) - gwiazda wieczoru. Od niej samej i od jej tańczącego w powietrzu fletu nie mogłem oderwać wzroku. Z pewnością jeszcze dużo o tej bardzo młodej artystce usłyszymy. Bo to, proszę Państwa, Słowik.
Na koniec najważniejsze. Nie mógłbym być na tym koncercie, gdyby nie ogromna uprzejmość Narodowe Forum Muzyki. Bardzo, bardzo dziękuję.

A już niedługo będę mógł posłuchać przynajmniej niektórych bohaterów minionej niedzieli na koncercie polskiej muzyki barkowej (tak, jest i taka) - Bartłomiej Pękiel i Wrocław Baroque Ensemble. Już się nie mogę doczekać...