Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żarska. Pokaż wszystkie posty

B!LIVE, Barokowe Eksploracje w Szczawnicy



Chwilę przed piątkowym koncertem wszystkie miejsca w foyer Dworku Gościnnego w Szczawnicy były zajęte. Z wyjątkiem dwóch obok mnie. Przy wejściu stało jeszcze trochę ludzi, podszedłem więc i podprowadziłem dwie panie do wolnych krzeseł. Starsze panie weszły do Dworku Gościnnego przez przypadek. Nie wiedziały chyba tak naprawdę, co ma się w nim wydarzyć. Pierwsze nuty kantaty Ach Gott, wie manches Herzeleid BWV 58 wbiły moje sąsiadki w krzesełka. I tak to trwało przez cały koncert. Po każdej kantacie moje sąsiadki dopytywały: "Chyba wstaniemy, żeby bić brawo? Można?" Rozdygotana, niecierpliwa chęć wyrażenia swoich emocji. A kiedy artyści wyszli po gromkich owacjach za kulisy, panie zapytały ze smutkiem w oczach: "To oni już nie wrócą? Nie zagrają?" "To była najpiękniejsza rzecz, która nam się trafiła w życiu" – dodały…

Bo było pięknie. Ewa Leszczyńska - sopran, Helena Poczykowska – alt, Davide Fior - tenor, Peter Kooij - bas oraz Baroque Collegium 1685, czyli połączone siły Szczawnickiego Chóru Kameralnego i praskiego zespołu Musica Florea pod dyrekcją Agnieszki Żarskiej, wykonali trzy kantaty Johanna Sebastiana Bach. Oprócz BWV 58 także: Ich habe genug, BWV 82 oraz Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10

Jak Agnieszce Żarskiej udało się zainteresować Barokowymi Eksploracjami Petera Kooji? Podobno przez Facebooka. To znak czasu. Także i tego, że siłę mediów społecznościowych można wykorzystywać do szczytnych celów. W każdym razie melomani mogli dzięki temu usłyszeć kantatę Ich habe genug, BWV 82 w najlepszym z możliwych wykonań. Usłyszeliśmy całą paletę barw i dużą porcję pięknych emocji. Także orkiestra poddała się tym nastrojom i w arii Schlummert ein, ihr matten Augen zabrzmiała najpiękniej w czasie całego koncertu. Delikatnie, miękko i pastelowo.

Pozostali soliści również zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Ewa Leszczynska partnerowała w kantacie-dialogu Ach Gott, wie manches Herzeleid BWV 58 Peterovi Kooji na równych prawach, a w arii Herr, der du stark und mächtig bist z kantaty Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10 była mocna i przekonująca. Pięknie zabrzmiał też w tej kantacie duet Er denket der Barmherzigkeit w wykonaniu Heleny Poczykowskiej i Davida Fior.

Na wielkie brawa zasługuje Szczawnicki Chór Kameralny. Aż trudno uwierzyć, że 10 lat temu chór powstał jako amatorski. Teraz to wyrównany brzmieniowo, rasowy zespół wokalny, gotowy podejmować się nawet najtrudniejszych projektów. A takim jest między innymi wykonana wczoraj kantata Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10, z bardzo rozbudowaną, gęstą polifonią i cantus firmus migrującym między głosami. Chór poradził sobie z dużą swobodą ze wszystkimi technicznymi trudnościami, a dodatkowo pokazał piękne emocje i prawdziwą radość ze wspólnego śpiewania.

Pewnie nie byłoby Barokowych Eksploracji, pewnie Peter Kooji nie przyjechałby do Szczawnicy, gdyby nie Agnieszka Żarska. To ona jest siłą napędową festiwalu. To jej należy się także największe uznanie za sukces piątkowego koncertu. Sposób dyrygowania zespołem przez Agnieszkę Żarską jest zupełnie wyjątkowy, pełny prawie tanecznych ruchów, wypływający z głębi przeżywania. Agnieszka Żarska cudownie opowiada też publiczności o kantatach Bacha. To nie muzykologiczne, wielowarstwowe, ciężkie do przełknięcia mówione eseje o muzyce. To opowieści pisane sercem.

Kantaty Bacha zabrzmiały na podsumowanie Barokowych Eksploracji w Szczawnicy. Wcześniej, w środę 22 sierpnia uczestniczyliśmy w jeszcze jednym fascynującym wydarzeniu. Na deskach Sali Głównej Dworku Gościnnego w Szczawnicy usłyszeliśmy i zobaczyliśmy pełną inscenizację opery-pasticcio Filippo Amadei, Giovanniego Bononciniego i Georga Friedricha Händla Muzio Scevola, HWV 13. Operę przywieźli do Szczawnicy – niemalże prosto z Händel-Festspiele Halle (Saale) – soliści: Alexis Vassiliev (Muzio Scevola), Anita Jirovská (Clelia), Michaela Šrůmová (Orazio), Lucia Knoteková (Fidalma), Marta Fadljevičová (Lucio Tarquinio), Sylva Čmugrová (Irene), Roman Hoza (Porsena), orkiestra barokowa Musica Florea z Pragi i zespół Hartig Ensemble specjalizujący się w wykonywaniu dawnych tańców.

Nie było udziwnień. Głównym nośnikiem treści opery była muzyka, której towarzyszyły jedynie proste gesty i mimika twarzy; drobne rekwizyty; skromna, ale piękna dekoracja; powściągliwa choreografia, stylowe kostiumy. Wszystko to złożyło się w bardzo spójną, przyjemną w odbiorze całość.

Bardzo dobry poziom zaprezentowali w środowy wieczór wszyscy soliści. Szczególnie podobała mi się rola króla Porseny, w którą znakomicie wcielił się Roman Hoza. To już kolejny raz (poprzedni był rok temu na Mikołowskich Dniach Muzyki) zachwyciłem się mocnym, ciepłym i pełnym basem tego wokalisty. Świetne były też Michaela Šrůmová w roli rzymskiego bohatera Horacjusz Koklesa i Markéta Cukrová jako wojownicza Klelia.

Dobrze zagrała orkiestra Musica Florea, szczególnie w trzecim akcie napisanym przez Georga Friedricha Händla. Dopiero Il Caro Sassone dał zespołowi szansę na pokazanie wszystkich swoich możliwości.

Z osobistych, zawodowych powodów obserwowałem też jak zorganizowany jest Dworek Gościnny. W niewielkiej Szczawnicy powstało praktycznie z ruin miejsce, którego nie powstydziłyby się wielkie metropolie. Jest wysmakowany i elegancki, a dbałość o szczegóły widać tam na każdym kroku. Budynek mieści piękną multifunkcyjną salę na ponad 350 miejsc i foyer, w którym zmieści się ponad 200 krzeseł. No a w Jazz Barze na dolnym poziomie podają nieziemskie desery. Jeśli będziecie kiedyś w Szczawnicy, warto odwiedzić to miejsce nawet jeśli nie będzie tam żadnego koncertu albo innego wydarzenia kulturalnego. Choć to mało prawdopodobne, bo dzieje się tam sporo.

Barokowe Eksploracje w Szczawnicy to dowód na to, że nie jest potrzebne wielkie wsparcie instytucjonalne, żeby tworzyć festiwale na najwyższym poziomie. Pieniądze są potrzebne. To fakt. Ale ważniejsza jest pasja, pracowitość, wyczucie, cierpliwość, wiara w siebie. I w ludzi, którzy nas otaczają i którzy chcą nam pomogać. Także tych, którzy chcą być uczestnikami takiej kultury tworzonej z pasją. Bez nich to wszystko nie miałoby sensu.


B!FEST, Barokowe Eksploracje w Szczawnicy


Pierwszy raz w Szczawnicy byłem w maju tego roku. Pojechałem wtedy odwiedzić Agnieszkę Żarską i Baroque Collegium 1685 w czasie prób do koncertu Wielkanoc Jana Sabastiana Bacha.

Szczawnicę znałem już jednak całkiem dobrze. Kiedy byłem dzieckiem babcia opowiadała mi o swoich rodzinnych wakacjach. O Grajcarku, Wąwozie Homole, spływie Dunajcem i sztuczkach flisackich, o Pieninach, Czorsztynie i Niedzicy. Mama dopowiadała całkiem pikantną historię o tym, jak mój tata - wtedy jeszcze narzeczony mamy - wynajął sobie potajemnie kwaterę w Szczawnicy, a kiedy babcia się o tym dowiedziała, kategorycznie kazała z tego zrezygnować i wprowadzić się tacie do nich. Taka z niej była postępowa socjalistka. Lewica z ideałami.

O tym wszystkim przypomniałem sobie, kiedy przejechałem w maju most na Dunajcu. Zakochałem się w Szczawnicy i w Pieninach od pierwszego wejrzenia. Obiecałem też sobie, że kiedyś spędzę tam więcej nic kilka godzin.

Okazja nadarzy się już w sierpniu, kiedy w Szczawnicy odbędą się w ramach Barokowych Eksploracji dwa koncerty:

22 sierpnia - Muzio Scevola, barokowa opera-pasticcio, której autorami są Filippo Amadei, Giovanni Battista Bononcini i Georg Friedrich Händel. Będzie to polska premiera zrekonstruowanej opery, która swoją premierę światową miała w czerwcu w ramach  jednego z najważniejszych festiwali muzyki Händla na świecie - Händel-Festspiele w Halle. Muzio Scevola będzie wystawiony w Dworku Gościnnym w Szczawnicy z udziałem ponad 50 artystów z Czech  i Francji w tym solistów, orkiestry barokowej Musica Florea i zespołu Hartig Ensemble, specjalizującego się w rekonstrukcji dawnego baletu i tańca. Reżyserem przedstawienia jest Lorenzo Charoy a całością zadyryguje Marek Štryncl.

24 sierpnia - kantaty: Ich habe genug, BWV 82; Ach Gott, wie manches Herzeleid, BWV 58 i Meine Seel erhebt den Herren, BWV 10 Johanna Sebastiana Bacha wykonają Ewa Leszczyńska - sopran, Helena Poczykowska - alt, Davide Fior - tenor oraz Baroque Collegium 1685 pod dyrekcją Agnieszki Żarskiej. W roli gwiazdy wystąpi holenderski bas Peter Kooij, który należy do grona najlepszych interpretatorów muzyki J.S.Bacha na świecie.

Jeśli nie macie jeszcze sprecyzowanych planów urlopowych, warto pomyśleć o sierpniowym wypadzie do Szczawnicy. Tym bardziej, że całkiem blisko, tuż po drugiej stronie Dunajca będzie się odbywał w tym samym czasie (na szczęście w inne dni... uff...) inny barokowy festiwal - Barok na Spiszu.

Baroque Goes Nuts ma zaszczyt być partnerem medialnym zarówno Barokowych Eksploracji, jak i Baroku na Spiszu, możecie więc być pewni dalszych zapowiedzi, a potem szczegółowych relacji z koncertów.




Madryt. Miasto sztuki.


To była daleka wyprawa. Daleka, ale piękna i pełna wielu wrażeń. Także tych kulturalnych.

Madryt to miasto sztuki. W trzech największych muzeach: Prado, Reina Sofia i Thyssen Bornemisza zgromadzone są kolekcje, które zapierają dech w piersiach. I wszystkie są na wyciągnięcie ręki. Bez szyb kuloodpornych, barierek i gablot. W Museo Nacional Thyssen-Bornemisza Raj Tintoretta wisi na ścianie hallu wejściowego. Przy rzeźbach Rodina. Jak gdyby nigdy nic. Na wizytę w Prado trzeba zarezerwować przynajmniej kilka godzin. A najlepiej wybrać kilka sal i po prostu w nich posiedzieć. Ja swój plan na następny raz już mam: Lot czarownic Francisco Goi, Ogród rozkoszy ziemskich Hieronima Boscha, Hippomenesa i Atalantę Guido Reniego oraz Grupę z San Ildefonso z Orestesem i Pyladesem, czy jak chcą inni Kastorem i Polluksem albo Hypnosem i Tanatosem. Nieistotne. Rzeźba jest nieziemska.

Jeśli ktoś woli sztukę bardziej odjechaną, powinien obrać kierunek na Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofía z bogatą kolekcją dzieł Pabla Picassa, Salvadora Dalego i Joana Miró. Ostrzegam. Do Guerniki dopchać się nie sposób.
Oprócz wystaw stałych, na pewno znajdziecie też dla siebie coś interesującego na wystawach czasowych. Kiedy byliśmy w Madrycie kusili między innymi Andy Warhol i Alfons Mucha. Czasu starczyło jednak tylko na coś absolutnie wyjątkowego, wystawę Manolo Blahnik. The art of shoes zorganizowaną przez Vogue Spain i Manolo Blahnika osobiście w Museo Nacional de Artes Decorativas. Proszę sobie wyobrazić w jednym miejscu 212 par butów, z których każde jest dziełem sztuki. Plus 80 rysunków i kilka projekcji filmowych. Zawrót głowy.

Madryt to także miasto muzyki. Ma piękną operę i kilka dużych sal koncertowych. Zdołaliśmy odwiedzić tylko jedną z nich - Auditorio Nacional de Música. Za to aż na dwóch barokowych koncertach!



Pierwszym z nich była Pasja według św. Mateusza, BWV 244 Jana Sebastiana Bacha, którą wykonali Orquesta y Coro Nacionales de España (OCNE), chór chłopięcy Escolanía del Escorial oraz soliści: Sylvia Schwartz, Paula Murrihy, Michael Schade, Samuel Boden, Neal Davies i Christian Immler. Całością pokierował David Afkham.

Wstęp nie był dobry. Ze względów pozamuzycznych. Otóż wyraźnie pijany Don Miguel, który wpuszczał do budynku postawił sobie za cel z sobie tylko wiadomych powodów nie wpuścić nas na koncert. Było bardzo nieprzyjemnie.

A sam koncert? To jasne, że wziąłem poprawkę na to, że Pasja będzie wykonywana przez symfoników, ilość muzyków na estradzie była jednak nadspodziewanie duża. Coś około dwóch setek. Może nawet więcej. W takich warunkach Pasja była zbyt głośna i zbyt powolna. Monumentalna. Moje zdanie na temat substytuowania fletów barokowych i obojów da caccia przez współczesne instrumenty też jest znane. Bach to dla mnie jednak coś więcej niż zestawienie głosów, instrumentów, melodii. Dla niego choćby i na koniec świata.

David Afkham zdołał ujarzmić muzyczny pułk i obyło się bez chaosu, co nie zawsze się udaje. Bardzo dobrze spisał się duet Michael Schade (Ewangelista) i Christian Immler (Jezus). Było sugestywnie i zajmująco. Piękny obraz (wizualnie i wokalnie) stworzył chór chłopięcy z Eskurialu. Gwiazdą wieczoru był jednak dla mnie Fahmi Alqhai, gambista – wirtuoz. Solo w Komm, süßes Kreuz było doskonałe, także Aria Geduld! Wenn mich falsche Zungen stechen zabrzmiała znakomicie. Także dzięki Samuelowi Bodenowi, który zaśpiewał stylowo, precyzyjnie, bez zbędnych udziwnieni i emfazy.

Najlepsze na koniec.



Narodowe Centrum Rozpowszechniania Muzyki, bo tak chyba należy przetłumaczyć nazwę Centro Nacional para la Difusión Musical (CNDM), jest częścią Narodowego Instytutu Sztuki i Muzyki (INAEM), a jego celem jest promowanie komponowania i rozpowszechniania współczesnej muzyki hiszpańskiej a także odzyskiwanie i upowszechnianie muzyki historycznej, w tym muzyki dawnej. Mimo, że siedzibą Centrum jest Madryt, działa na terenie całej Hiszpanii. Jednym z cykli koncertowych organizowanych przez CNDM jest Universo Barroco.

Zazdroszczę Madrytowi takiego cyklu, tylko w tym sezonie zorganizowano dobrze ponad 20 koncertów i zaproszono takie sławy jak William Christie, Diego Fasolis, Jordi Savall, Martin Haselböck, Rinaldo Alessandrini, Giovanni Antonini, Fabio Biondi, Thomas Hengelbrock, takie zespoły jak Les Arts Florissants, The King’s Consort, The English Concert, Hespèrion XXI, Concerto Italiano, Giardino Armonico, Europa Galante, Vox Luminis i wiele innych.

W niedzielę, dzięki zaproszeniu otrzymanemu od CNDM (Muchas gracias, Directora Gema Parra Píriz!) wziąłem udział w koncercie światoweł sławy czeskiej mezzosopranistki Magdaleny Koženy oraz zespołu Le Concert D’Astrée pod dyrekcją Emmanuelle Haïm, którzy wykonali program Heroínas (Bohaterki) z wyborem arii i części instrumentalnych z kompozycji Jean’a-Philippe’a Rameau (Hippolyte et Aricie, Dardanus, Castor et Pollux, Les Indes Galantes) i Marc-Antoine’a Charpentiera (Médée).

Było FANTASTYCZNIE!!! Już sam program został dobrany w sposób bardzo przemyślany i przez cały czas trzymający w napięciu. Nie było czasu nudę. Pozytywne emocje przepływały pomiędzy wykonawcami a publicznością od początku do końca. Wszystko zostało podane w odpowiednich tempach, żywo, energetycznie, tam gdzie trzeba radośnie, w innych miejscach dramatycznie. Charakternie było też dzięki użyciu wielkiej ilości instrumentów perkusyjnych, na których brawurowo poczynał sobie Sylvain Fabre. Pojawiły się blachy, wiatrownice, bębny wszelkich możliwych rozmiarów, talerze i talerzyki. I tamburyny.

Emmanuelle Haïm przedstawiać nie trzeba. Pojawia się także i na Baroque Goes Nuts przy wielu okazjach, np. w kontekście kantat Bacha, polecam  zresztą bardzo płytę Bach: Cantatas, jest świetna. W zapowiedziach przed koncertem w hiszpańskich mediach przedstawiano ją jako wielka damę muzyki barokowej. To złe określenie. Emmanuelle Haïm nie jest stateczną damą. Jest pełna energii, radości, emocji. Jej ruchy przy pulpicie też nie są stonowane. Pokazuje muzykę całą sobą. To taki specyficzny sposób dyrygowania, które maja tylko kobiety, które na te kilkadziesiąt minut koncertu stają się Muzyką. Po prostu. Mamy przykłady takich dyrygentek także w Polsce, choćby Agnieszkę Żarską, czy Martynę Pastuszkę. Zresztą w czasie madryckiego koncertu kilka razy przypominałem sobie bardzo podobny w charakterze koncert Barokowy Smak Orientu, który Martyna Pastuszka i {oh!} Orkiestra Historyczna wykonali jakiś czas temu w Bydgoszczy.

A Magdalena Kožena? To wielka mezzosopranistka. Pełna niewymuszonego wdzięku, ciepła, prostoty, którą przekuwa w swoją siłę. Najpiękniejsze były chyba aria Fedry Cruelle mère des amours z Hipolita i Arycji Rameau, Monolog Ma fureur, a tant de Rois z Medei Charpentiera i aria Télaïre Tristes apprêts, pâles flambeaux z Kastora i Polluksa, pełen głębokich, dramatycznych emocji lament... Ale największą radość, nie będę tego ukrywać, przyniosły mi bisy, szczególnie aria Dopo notte, atra e funesta z opery Ariodante, HWV 33 Georga Friedricha Händla i Sì dolce è il tormento Claudia Monteverdiego, przy którym wzruszyłem się do łez.

W obu programach koncertowych wypatrzyłem też polskie akcenty. W Orquesta y Coro Nacionales de España solistką w chórze jest Agnieszka Grzywacz a koncertmistrzynią drugich skrzypiec w Le Concert D’Astrée Agnieszka Rychlik. Jeśli ktoś zna którąś z pań Agnieszek, bardzo proszę im ode mnie pogratulować i je serdecznie pozdrowić!

Madryt to miasto sztuki. Jej aktywnym odbiorcom daje możliwości naprawdę ogromne. Hiszpania, podobnie jak Polska, może nawet bardziej, jest w ruinie, więc możemy się szybko przedostać także do innych fascynujących miejsc, np. do oddalonych około 100 km Segovii, czy Toledo. Szybkim pociągiem w niewiele ponad 20 minut. Albo do Alcalá de Henares, gdzie wszędobylski Cervantes patrzy na nas wcale nie ukradkiem, gdzie Uniwersytet wrócił na właściwe sobie miejsce i gdzie przeniosły się polskie bociany. I nie tylko bociany.

Może i nam zdarzy się kiedyś tam wrócić. Oby.









Madrid. The City of Art. (English version)


It was a long journey. Far but beautiful and full of many good impressions. Also cultural ones.

Madrid is a city of art. The three largest museums: Prado, Reina Sofia and Thyssen Bornemisza host breathtaking collections. And they are all at your fingertips. Without bulletproof glass, railings and showcases. In the Thyssen-Bornemisza National Museum, Tintoretto’s Paradise hangs on the wall of the main entrance hall. Alongside Rodin's sculptures. Just like that. You have to book at least a few hours to visit the Prado. And it's best to choose only a few rooms and just sit in them for a while. I have my plan for the next visit: Witches' Fligh by Francisco Goya, The Garden of Earthly Delights by Hieronymus Bosch, Hippomenes and Atalanta by Guido Reni and the San Ildefonso Group with Castor and Pollux , or Orestses and Pylades or Hypnos and Thanatos as others call them. Naming aside- the sculpture is heavenly.

If someone prefers art that is more “cool”, one should direct his/her steps to the Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofía which hosts a rich collection of works by Pablo Picasso, Salvador Dalí and Joan Miró. Be warned -  getting near Picasso’s Guernica is impossible.

In addition to permanent exhibitions, you will certainly find something interesting on temporary ones. We were strongly tempted by Andy Warhol and Alfons Mucha. However, we only had enough time for something absolutely unique - Manolo Blahnik. The Art of Shoes, exhibition organized by Vogue Spain and Manolo Blahnik himself at Museo Nacional de Artes Decorativas. Imagine 212 pairs of shoes in one place, each of them a work of art. Plus 80 drawings and several films. It made us dizzy!


Madrid is also a city of music. It has a beautiful opera and several large concert halls. We managed to visit only one of them - Auditorio Nacional de Música. But for two baroque concerts! The first of them was St. Matthew Passion, BWV 244 by Johann Sebastian Bach, performed by Orquesta y Coro Nacionales de España (OCNE), boys' choir Escolanía del Escorial and soloists: Sylvia Schwartz, Paul Murrihy, Michael Schade, Samuel Boden, Neal Davies and Christian Immler. Whole directed by David Afkham.

The prologue was not fine. Not because of the music. A clearly drunk Don Miguel, who was letting people into the building, set himself a goal, for reasons known only to him, not to let us go to the concert. It was really unpleasant. And the concert itself? I’ve obviously anticipated that the stage will be crowded as it was the symphony orchestra performing the Passion, however the number of musicians on the stage was unexpectedly large. Around two hundred. Maybe even more. This made the Passion too loud and too slow. Monumental. My opinion on substituting baroque flutes and oboe da caccia by modern instruments is also well known. But... To me Bach is something more than a combination of voices, instruments and melodies. For him, I would travel even to the end of the world.

David Afkham managed to subdue the musical regiment and it went all without chaos, which doesn't always work out. The duet of Michael Schade (Evangelist) and Christian Immler (Jesus) did very well. It was suggestive and interesting. A beautiful image (visually and vocally) was created by El Escorial boys' choir. But the star of the evening was Fahmi Alqhai, gambist - virtuoso. Solo in Komm, süßes Kreuz was excellent, also aria Geduld! Wenn mich falsche Zungen stechen sounded great. Also thanks to Samuel Boden, who sang precisely, in style, without unnecessary wonder and emphasis.

The best for last.


Centro Nacional para la Difusión Musical (CNDM, The National Center of Musical Diffusion), is part of the National Institute of Arts and Music (INAEM), and aims to promote composing and contemporary Spanish music as well as the revival and dissemination of historical, including early music. Although the Centre is headquartered in Madrid, it operates throughout Spain. One of the concert series organized by the CNDM is Universo Barroco.

I envy Madrid such a series. Only this season it encompassed over 20 concerts. CNDM invited such celebrities as William Christie, Diego Fasolis, Jordi Savall, Martin Haselböck, Rinaldo Alessandrini, Giovanni Antonini, Fabio Biondi, Thomas Hengelbrock, and enesembles such as Les Arts Florissants, The King's Consort, The English Concert, Hespèrion XXI, Concerto Italiano, Giardino Armonico, Europa Galante, Vox Luminis and many more.

On Sunday, thanks to the invitation received from the CNDM (Muchas gracias, Directora Gema Parra Píriz!) I took part in a concert of the world famous Czech mezzo-soprano Magdalena Kožena and Le Concert D'Astrée ensemble conducted by Emmanuelle Haïm. They presented Heroínas program with a selection of arias and instrumental parts from compositions by Jean-Philippe Rameau (Hippolyte et Aricie, Dardanus, Castor et Pollux, Les Indes Galantes) and Marc-Antoine Charpentier (Médée).

It was FANTASTIC!!! The program was put together in a very thoughtful way and kept the audience in the edge of their seats  all the way through. There was no time for boredom. Positive emotions flowed between the performers and the audience from the beginning to the end. Everything has been given at an appropriate pace, lively, energetically, where it needs to be joyful, in other places dramatically. It also had character due to the use of a large number of percussion instruments, on which Sylvain Fabre spectacularly performed. There were tin sheet, wind machine, drums and cymbals of all sizes. And tambourines.

Emmanuelle Haïm does't needs no introduction. He appears on Baroque Goes Nuts! frequently, for example in the context of Bach's cantatas (Listen to the album Bach: Cantatas, it's really great). Previews in the Spanish media portrayed her as "a great dame of Baroque music". This term is incorrect. Emmanuelle Haïm is not a stable lady. She is full of energy, joy and emotions. Her movements are also not toned down. She shows the music with all of herself. This is a specific way of conducting, which only women have. This turns them into the embodiments of Music for a few dozen minutes of the concert. No more and no less. We also have examples of women directors in Poland, for example Agnieszka Żarska and Martyna Pastuszka. Besides, during the Madrid concert I have often remembered the Baroque Taste of the Orient concert, which Martyna Pastuszka and {oh!} Orkiestra Historyczna performed some time ago in Bydgoszcz. It had the same style and character.

And Magdalena Kožena? She is a great mezzo-soprano. Full of natural grace, warmth, simplicity, which she transforms into her strength. The most beautiful were: aria of Phaedra Cruelle mère des amours from Hippolytus and Aricia by Rameau, Monologue Ma fureur, tant de Rois from Médée by Charpentier and aria Télaïre Tristes apprêts, pâles flambeaux from Castor and Pollux, deep lamentation full of dramatic emotions... But, I enjoyed encores mostly, I will not hide it, especially aria Dopo notte, atra e funesta from Ariodante, HWV 33 by Georg Frideric Handel and Sì dolce è il tormento by Claudio Monteverdi, which moved me to tears.

In both concert programs I also spotted Polish accents. Agnieszka Grzywacz is a soloist of the Orquesta y Coro Nacionales de España choir and Agnieszka Rychlik plays as concertmaster of the second violins in Le Concert D'Astrée. If anyone knows one of the ladies, please congratulate them and greet them warmly!

Madrid is a city of art. It gives its active recipients really huge possibilities. Fast trains can get you to other fascinating places such as Segovia or Toledo in just over 20 minutes. Or to Alcalá de Henares, where the ubiquitous Cervantes looks at us not at all surreptitiously, where the University has returned to its proper place and where Polish storks have moved. Actually, not only storks. 

Maybe we will come back there someday. Hopefully.