Wszystkie posty

jeszcze więcej do czytania...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą actushumanus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą actushumanus. Pokaż wszystkie posty

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas 2019, dz. 5 | Jam z Niebios zszedł



W niedzielę gdański festiwal Actus Humanus nabrał dla mnie - ale też pewnie dla wielu innych uczestników - nowego wymiaru. Zacząłem o nim myśleć jak o festiwalu społecznym. I wcale nie chodzi o przyjacielskie spotkania, niezliczone rozmowy, nawiązywane relacje, poczucie wspólnoty. Tak było zawsze. W czasie ostatniego dnia festiwalu stało się coś niezapomnianego i pięknego. Organizatorzy zaprosili melomanów do współtworzenia muzyki.

Okazja była przednia. Na koncercie finałowym Gabrieli Consort & Players pod dyrekcją Paula McCreesha wykonali zrekonstruowaną na podstawie traktatów Michaela Praetoriusa luterańską Mszę na Boże Narodzenie. Tak mogła brzmieć w Święta roku 1620. Protestanci są rozśpiewani, jedną z głównych ról w protestanckich nabożeństwach odgrywają wierni. W Christmette kongregacja wykonuje cztery hymny. Nie śpiewałem w chórze, lekko licząc 30 lat, wyzwanie było więc spore. Na szczęście można się było do tego występu przygotować. W Ratuszu Staromiejskim próbę poprowadził wczesnym popołudniem prof. Marcin Tomczak, dyrygent Akademickiego Chóru Uniwersytetu Gdańskiego, a bezpośrednio przed koncertem ostatnich wskazówek udzielał nam sam Paul McCreesh. A potem było już wspólne śpiewanie. Czysta radość!!!

Sam koncert był szczególny także z innych powodów. Wielkie zaciekawienie publiczności wzbudziło zgromadzone w Centrum św. Jana instrumentarium. Przyznam, że spędziłem trochę czasu w Internecie, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o instrumentach, które widziałem w Gdańsku pierwszy raz w życiu: o brzęczącym niskim basem rakecie, zwanym też rzektem lub ranketem; o kilkumetrowym pomorcie albo o krummhornie czyli krzywuli. Były też cynki, dulciany, szałamaje, barokowe puzony czy protoplasta wiolonczeli – bas-geig. Pojawiły się aż cztery instrumenty klawiszowe – regał, wirginał, klawesyn i pozytyw. Na tym ostatnim zagrał po mistrzowsku William Whitehead.

Koncert był dla zespołu wielkim wyzwaniem logistycznym. Nawet w ramach poszczególnych części artyści nieustannie zmieniali się miejscami, krążyli też po całym kościele. Wykorzystano nie tylko zbudowaną z przodu scenę i przestrzeń z tyłu, pod odrestaurowanym ołtarzem św. Jana Chrzciciela, ale też znajdujące się na kilku poziomach nad sceną balkony. Być może właśnie takie wrażenia akustyczne mieli wierni w XVII wieku. W wielu kościołach protestanckich zespoły muzyczne grają i śpiewają właśnie z poziomu umieszczonych wysoko empor, muzyka zdaje się wtedy spływać na słuchaczy z nieba. Dokładnie jak w śpiewanym przez nas chorale:

Vom Himmel hoch, da komm' ich her.
Ich bring' euch gute neue Mär,
Der guten Mär bring' ich so viel,
Davon ich sing'n und sagen will.

Jam z Niebios zszedł by nową wieść
Zbawienną, dobrą dla was nieść,
Z tej dobrej wieści wiele wam
Ogłosić i wyśpiewać mam.

Ostatniego dnia festiwalu odbył się jeszcze jeden koncert. Suity francuskie BWV 812-817 Johanna Sebastiana Bacha wykonała w Ratuszu Staromiejskim Lilianna Stawarz. Rzadko można usłyszeć Suity francuskie na koncercie, a szkoda, bo to utwory finezyjne i pełne dramaturgii. I dzięki muzyce Bacha i interpretacji Lilianny Stawarz koncert był jedną z perełek, które zdarzają się w czasie Actus Humanus. Suity były zdobne (lecz nie przeładowane ozdobnikami), eleganckie i swobodne. Przede wszystkim jednak – może z wyjątkiem pierwszych części zagranej po przerwie IV Suity – wprowadzały spokój i skutecznie odrywały od zgiełku codzienności.

Kolejna edycja Actus Humanus za nami. Będzie mi brakowało Gdańska, festiwalu, spotkań z przyjaciółmi i z czytelnikami, dźwięku carillonów i wieczornych spacerów. Na szczęście wielkanocna edycja festiwalu już za niecałe cztery miesiące. Zapowiada się pięknie. Na koncertach popołudniowych wystąpią Agnieszka Budzińska-Bennett, Monika Kaźmierczak, Maria Pomianowska, Stefan Plewniak i Marcin Świątkiewicz, a wieczorami Marc Minkowski i Les Musiciens du Louvre, Peter Phillips i The Tallis Scholars, William Christie i Les Arts Florissants, Paul Van Nevel i Huelgas Ensemble oraz Akademie für Alte Musik Berlin.

Do zobaczenia w Gdańsku!!!

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas 2019, dz. 4 | Mistrzowskie transkrypcje



Sobotnie popołudnia należą na Actus Humanus do carillonów. Wczoraj z wieży kościoła św. Katarzyny Małgorzata Fiebig, carrillonistka katedry w Utrechcie, zagrała transkrypcje trzech utworów bożonarodzeniowych Jacoba van Eycka ze zbioru „Fletowy ogród rozkoszy” oraz dwie suity, które na violę da gamba napisał François Couperin. Małgorzata Fiebig pokazała słuchaczom trochę inne oblicze carillonu – delikatne, pełne emocji i subtelnych niuansów, a przy tym bardzo precyzyjne. Przy Pompe funebre z I Suity e-moll Couperina dźwięk carillonu zdawał się nieledwie falować pond głowami słuchaczy.

Wieczorem przenieśliśmy się do Dworu Artusa, gdzie Rinaldo Alessandrini oraz Concerto Italiano przenieśli nas w świat transkrypcji klawesynowych kompozycji Johanna Sebastiana Bacha na mały zespół instrumentalny. W pierwszej części koncertu zabrzmiały Passacaglia c-moll BWV 582, Aria variata alla maniera italiana a-moll BWV 989 i Canzona d-moll BWV 588. Po przerwie główny punkt programu – Wariacje Goldbergowskie BWV 988.

Koncert był doskonały. Wariacje Goldbergowskie transkrybowane na zespół instrumentalny zmieniły się w zestaw kunsztownych miniatur, w których pobrzmiewały echa innych wielkich kompozycji Bacha – sinfonii, koncertów brandenburskich, suit orkiestrowych, a w jednej z wariancji – wykonywanej przez dwoje skrzypiec – koncertu podwójnego d-moll. Wykonania były wirtuozowskie. W kolejnych wariacjach słuchaliśmy popisów poszczególnych instrumentów albo ich konfiguracji: dwóch, trzech instrumentów, par instrumentów albo całego zespołu. Te mistrzowskie popisy nie odebrały jednak całości bardzo skromnego, intymnego, wysmakowanego charakteru. Zasługa w tym wszystkich bohaterów wczorajszego koncertu: Rinaldo Alessandriniego, Concerto Italiano w składzie Boris Begelman (I skrzypce), Antonio di Secondo (II skrzypce), Ettore Belli (altówka), Ludovico Takeshi Minasi (wiolonczela) i Matteo Coticoni (violone).

Publiczność zgotowała artystom długą i żywiołową owację. Były więc bisy – Aria z III Suity Orkiestrowej D-Dur, BWV 1068 zwana popularnie Arią na strunie G oraz Wariację I z Wariacji Goldbergowskich.

Dziś ostatni dzień Actus Humanus Nativitas 2019. Lilianna Stawarz zagra Suity francuskie Johanna Sebastiana Bacha, a Gabrieli Consort & Players pod dyrekcją Paula McCreesha wykonają Christmette Michaela Praetoriusa.

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas 2019, dz. 3 | O spontanicznym śpiewaniu i gambowych superbohaterach


W 2014 roku Sonia Wronkowska odnalazła w zbiorach Biblioteki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza zbiór nut pochodzący z pałacu rodziny Maltzan w Miliczu. „To były oprawione w skórę zeszyty. Otworzyła jeden z nich: na blisko stu kartach papieru czerpanego ciągnęły się długie szeregi nut zapisanych wprawną ręką kopisty. Sonaty na violę da gamba. Niektóre strony ktoś poprawiał: inna ręka, nerwowo i szybko, uzupełniała takty, o których zapomniał kopista. Na kolejnych kartach Sonia Wronkowska znalazła całe utwory zanotowane tym fantazyjnym charakterem pisma. Tu i ówdzie pojawiała się adnotacja, że autorem dzieł jest Carl Friedrich Abel. Poczuła w sobie żyłkę detektywa. Zajrzała do katalogu dzieł wszystkich Abla, który sporządził brytyjski muzykolog Peter Holman. Nie było tam utworów, które miała przed sobą. Wstrzymała oddech: nieznane sonaty Abla? To już zakrawało na sensację. A jeśli się okaże, że zapisane są ręką samego kompozytora? Na stronie internetowej British Library znalazła próbki jego pisma. – Było bardzo charakterystyczne. Obok klucza wiolinowego stawiał wbrew konwencji dwie kropki jak przy kluczu basowym, a klucz basowy pisał jak w lustrzanym odbiciu, skierowany w prawo, a nie w lewo – mówi młoda muzykolog. Peter Holman potwierdził: to był Abel.” ( z artykułu „Muzyczna detektyw. Kryminalna historia odnalezienia XVIII-wiecznego rękopisu” Anny S. Dębowskiej z 23 listopada 2016 roku, wyborcza.pl).

Trzeci dzień festiwalu Actus Humanus Nativitas 2019 rozpoczął się od recitalu Anny i Krzysztofa Firlusów, którzy wykonali pięć z odnalezionych w Poznaniu sonat Carla Friedricha Abla. Usłyszeliśmy cały przekrój tych kompozycji: od całkiem prostych, utrzymanych wyłącznie w stylu galant, do niemal romantycznych, wirtuozowskich sonat w stylu określanym z niemieckiego jako Empfindsamerstil (styl wzmożonej uczuciowości). Bo takie właśnie były ostatnie sonaty zagrane przez Annę i Krzysztofa Firlusów na koncercie - osobiste, chwilami nawet intymne, a w innych fragmentach ogniste i żywiołowe. W jednej z kadencji Krzysztof Firlus wykonał też ukłon w kierunku Gdańska i gdańszczan i wplótł w kadencję fragment hejnału miasta. Gambista powiedział na koncercie, że gdyby mógł sobie wybrać gambowego superbohatera – byłby Ablem. Krzysztof Firlus mógłby być każdym gambowym superbohaterem, ale jeśli macie ochotę posłuchać Firlusa-Abla – to możliwe. Duet nagrał większość sonat, które znalazły się w programie koncertu dla wytwórni Dux (C.F. Abel, Sonatas from Maltzan Collection). Warto posłuchać tej płyty, bo zarówno utwory, jak i ich wykonania wprowadzają niezmiennie w dobry nastrój.

Wieczorem w gdańskim Dworze Artusa wystąpił legendarny Dominique Visse ze swoim Ensemble Clément Janequin. Usłyszeliśmy mszę bożonarodzeniową Hodie Christus Natus Est Palestriny zestawioną z szesnastowiecznymi francuskimi pieśniami nawiązującymi do Świąt. Dzięki Palestrinie był to wieczór pełen intymnych emocji i zadumy. Francuskie „Noëls” przyniosły za to wiele spontanicznej radości. Koniec koncertu był już zupełnie wesoły. Wspólnie z zespołem śpiewaliśmy francuską kolędę Minuit, chrétiens, którą w 1843 roku skomponował do słów Placide’a Cappeau Adolphe Adam. Pieśń zrobiła międzynarodową karierę. Ja śpiewałem ją po angielsku (O holy night! The stars are brightly shining)

W niedzielę pośpiewać będą mogli wszyscy uczestnicy uroczystego wieczornego koncertu na zamknięcie festiwalu. Wspólnie będą odśpiewane cztery hymny Praetoriusa z Christmette. Organizatorzy zapraszają wszystkich chętnych w niedzielę o 15:00 do Ratusza Staromiejskiego na lekcję śpiewania, którą poprowadzi prof. Marcin Tomczak. Tuż przed koncertem próbę przeprowadzi sam Paul McCreesh! Nuty można odebrać już dziś po koncercie w Dworze Artusa. Będą czekały na Was również w niedzielę w Ratuszu Staromiejskim i w Centrum św. Jana. Mogę też przysłać zdjęcia ;)

B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2019. Dzień 5, Radosne koncerty na czas Wialkanocy.

 
Ostatni dzień Actus Humanus Resurrectio 2019 rozpoczął w gdańskim Ratuszu Staromiejskim recital klawesynowy Marcina Świątkiewicza. Usłyszeliśmy piętnaście Inwencji dwugłosowych BWV 772–786 oraz Kontrapunkty I–IX oraz Canon alla Decima i Canon alla Duodecima z Die Kunst der Fuge BWV 1080 Johanna Sebastiana Bacha. Inwencje w wykonaniu Marcina Świątkiewicza były pomysłowe i wdzięczne. To dowód na to, że można z powodzeniem wykonywać na koncertach utwory, które sam Bach określił w tytule zbioru jako instruktażowe. Po krótkim wprowadzeniu, Marcin Świątkiewicz zabrał nas fugami i kanonami ze Sztuki Fugi w świat bardziej intymny. I w świat bardziej odległy.

Na finał festiwalu usłyszeliśmy Koncerty brandenburskie, BWV 1046-1051 Johanna Sebastiana Bacha w wykonaniu Akademie für Alte Musik Berlin. To były radosne koncerty na czas Wielkanocy. 

Zaczęło się fantastycznie. I Koncert brandenburski wprowadził słuchaczy w pogodny nastrój. Szczególnie wrażenie wywarły  Adagio z tęsknym solo skrzypiec, punktualne Allegro oraz ostatnia część z popisami poszczególnych sekcji instrumentów dętych - bogato zdobiona, żywiołowa, skontrastowana, a miejscami nawet żartobliwa. Koncert III był pięknie rozkołysany, spójny brzmieniowo i utrzymany w dobrym tempie. Przed przerwą usłyszeliśmy też Koncert IV, chyba najlepszy z całego zestawu, przede wszystkim dzięki brawurowemu trio solistów - Brenhard Forck - skrzypce, Saskia Fikentscher i Shai Kribus - flety proste.

Po przerwie Akademie für Alte Musik Berlin rozpoczęła od Koncertu VI - jedynego, który przyniósł rozczarowanie. Były fragmenty świetne - głębokie, ciemne, spójne barwą, we wszystkie części wdzierał się jednak chaos oraz liczne błędy techniczne, intonacyjne i tekstowe pierwszego altowiolisty.

Potem było już tylko dobrze. Najpierw Koncert V z brawurową partią klawesynu w części pierwszej (Raphael Alperman); pięknie falującym, prawdziwie czułym Affettuoso i zagranym w karkołomnym tempie finałowym Allegro. Publiczność była też wpatrzona i wsłuchana w grającą na traverso Natalię Herden, elegancją i doskonałą technicznie. A na zakończenie Koncert II - żywiołowy, pogodny, z dobrze współpracującą czwórką świetnych solistów (Bernhard Forck - skrzypce, Rupprecht Drees - trąbka, Saskia Fikentscher - obój, Shai Kribus - flet prosty). Uwagę - w czasie całego koncertu - zwracała też grupa basso continuo, a szczególnie grająca na wiolonczeli Katharina Litschig.

W Gdańsku zostałem jeszcze jedne dzień. Byliśmy między innymi w Centrum św. Jana. Z jednej strony było smutno. Bez tego festiwalowego gwaru, przyjaznych i uśmiechniętych twarzy ludzi, których spotykam dwa razy w roku na Actus Humanus, bez muzyki. Z drugiej strony mogliśmy przypatrzeć się zmianom, które zachodzą w Centrum. To bardzo optymistyczne. Turystów wita świeży zapach drewna. Prawie gotowa jest empora południowa (36-metrowy balkon bogato dekorowany rzeźbami i obrazami), bliskie zakończenia są prace konserwacyjne ołtarza głównego, zaczęto rekonstrukcję organów bocznych z lat 1760-1761. Jest coraz piękniej.

Cały Gdańsk się zmienia. Sporo jeżdżę, tylu nowych inwestycji nie widać nigdzie indziej. A to, co dzieje się na Wyspie Spichrzów i na Ołowiance jest wprost imponujące. I jak zawsze biją carillony, krzyczą mewy, dudnią syreny statków. Tak żyje miasto. Wrażliwe na kulturę, przywiązane do tradycji i otwarte na ludzi. Prężne, różnorodne i... wolne.


B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2019. Dzień 4, Carillony i olśnienia



Gdańsk to prawdopodobnie pierwsze miasto poza Niderlandami, w którym zbudowano carillon. Było to ponad 450 lat temu. Dziś są Gdańsku trzy carillony koncertowe. Na wieży Ratusza Głównego Miasta, w kościele św. Katarzyny oraz zainstalowany na przyczepie samochodowej instrument mobilny. Dzięki zaproszeniu Moniki Kaźmierczak miałem okazję zobaczyć wczoraj pierwszy z nich.

Na wieży ratuszowej zbudowano w 2000 roku instrument z mechanizmem do automatycznej gry i klawiaturą do gry koncertowej. Ma 37 dzwonów. Widok w górę, na dzwony, jest piękny. A panorama Gdańska widziana z galerii na hełmie wieży zapierająca dech w piersiach. Kiedy jest się tuż pod dzwonami, ich dźwięk jest wszechogarniający. Tak bije serce miasta.

I właśnie carillon na wieży Ratusza Głównego Miasta był bohaterem pierwszego sobotniego koncertu Actus Humanus Resurrectio 2019. Monika Kaźmierczak zagrała na nim transkrypcje cyklu kantat Dietricha Buxtehudego Membra Jesu Nostri. Dźwięki dzwonów wypełniły całą gdańską starówkę. Można było usiąść wygodnie na krzesełku, zerkając to na wieżę, to na ekran, na którym widzieliśmy grającą Monikę Kaźmierczak. Można było też spacerować po Gdańsku i odkrywać miejsca, gdzie carillion brzmi najpiękniej.

Muzyczne olśnienia. Bywają zupełnie niespodziewane. Tak stało się wieczorem w Dworze Artusa, gdzie Leçons de ténèbres Charpentiera i Couperina wykonał zespół Les Talens Lyrique w składzie zaledwie czteroosobowym (Deborah Cachet – sopran, Judith Van Wanroij – sopran, Kaori Uemura - viola da gamba, Christophe Rousset - pozytyw, klawesyn). Tych czworo artystów wyczarowało brzmienia szlachetne i urzekające; zabrało nas w świat wykraczający poza granice czasu i miejsca.

Tak jak w starych rękopisach i drukach na początku tekstu znajdował się bardzo zdobny inicjał, tak na początku każdej strofy słyszeliśmy w kompozycjach Charpentiera i - jeszcze wyraźniej - Couperina litery hebrajskie - cudowne muzyczne miniatury  inkrustowane skomplikowanymi, misternymi melizmatami. Można by słuchać tych muzycznych inicjałów - i tylko ich - bez końca.

Na bis usłyszeliśmy O Juda, H. 119 Marca-Antoine'a Charpentiera z responsorium wielkośrodowego, kolejny popis możliwości wokalnych Deborah Cachet i Judith Van Wanroij.




B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2019. Dzień 3, Teraz ujrzycie tłuszczę, która mnie otoczy...



Trzeci dzień wielkanocnej edycji festiwalu Actus Humanus 2019 rozpoczął się w Ratuszu Staromiejskim. Psalmy Mikołaja Gomółki ze zbioru Melodiæ ná psalterz polski wykonali Adam Strug z zespołem Monodia Polska i Marią Erdman, która zagrała na pozytywie także utwory z Gdańskiej tabulatury organowej i Tabulatury Jana z Lublina. To było bezpretensjonalne śpiewanie, może nawet muzyczne biesiadowanie. Właśnie tak o Psalmach pisał sam Mikołaj Gomółka: „Są łacniuchno uczynione, / Prostakom nie zatrudnione / Nie dla Włochów, dla Polaków / Dla naszych prostych domaków”. Na koniec koncertu Adam Strug zachęcił do wspólnego śpiewania także publiczność. Więc zaśpiewaliśmy. 

Jest drabina do nieba
każdemu nią iść trzeba. 
Przy drabinie stoi krzyż
każdy z nas go musi nieść (...)

A potem w swój poruszający świat przeniósł nas Carlo Gesualdo da Venosa. W Dworze Artusa zabrzmiały jego Responsoria et alia ad Officium Hebdomadae Sanctae spectantia w wykonaniu La Compagnia del Madrigale. Responsoria to opublikowany w 1611 roku zbiór 27 sześciogłosowych motetów, po dziewięć na Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę. Są pełne ostrych dysonansów, zawiłej polifonii, zaskakujących przebiegów chromatycznych. 

La Compagnia del Madrigale dokonała wielkiego wyczynu. Usłyszeliśmy cały zbiór Responsoriów. Ponad trzy godziny (z dwoma dłuższymi przerwami) natchnionego, żarliwego i hipnotyzującego muzycznego misterium, którego dramaturgię wzmagały też stopniowo wygaszane na sali światła. Jak w dawnych wiekach, kiedy w czasie Ciemnych Jutrzni gaszono po kolei piętnaście stojących przy ołtarzu świec.

I niemal prorocze okazały się słowa pierwszego motetu Responsoriów: "Wytrwajcie i czuwajcie ze mną; teraz ujrzycie tłuszczę, która mnie otoczy". Z Długiego Targu i przyległych uliczek zaczęły docierać do wnętrza Dworu Artusa coraz silniejsze odgłosy grupowej, weekendowej balangi. Noc dzika. Głośnanoc. Świat się zmienia.

B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2019. Dzień 2, Tajemnica traverso, tajemnice Ciemnych Jutrzni



Drugi dzień Actus Humanus Resurrectio 2019 rozpoczął recital Agnieszki Gorajskiej. W Ratuszu Głównego Miasta usłyszeliśmy wszystkie fantazje ze zbioru XII Fantasien für Querflöte solo TWV 40:2–13 Georga Philippa Telemanna. Koncert domknął festiwalowy cykl. W czasie poprzednich edycji festiwalu mogliśmy już posłuchać innych zbiorów solowych fantazji Telemanna - skrzypcowych w wykonaniu Stefana Plewniaka i gambowych w interpretacji Krzysztofa Firlusa.

Agnieszka Gorajska zagrała wszystkie fantazje bez przerwy. To spore wyzwanie, ale dzięki temu te miniaturowe opowieści ułożyły się w zwartą historię. Historię spójną, choć bardzo zróżnicowaną. Doświadczyliśmy bogactwa barw i ich odcieni, wysmakowanej zabawy tempem, artykulacją i intonacją. I możecie mi wierzyć lub nie, ale na flecie traverso można zagrać dwudźwięki. Albo zagrać na flecie tak, że melomani takie akordy usłyszą.

Publiczność, która do ostatniego miejsca wypełniła Wielką Salę Wety przyjęła recital Agnieszki Gorajskiej żywiołowo. Dzięki temu usłyszeliśmy na bis piękną arię Je suis aime de celle que j'adore Michela Lamberta a właściwie jej transkrypcję na flet, której autorem jest Jacques-Martin Hotteterre.

Wieczorem przenieśliśmy się w tajemniczy świat Ciemnych Jutrzni, nabożeństw wielkotygodniowych, którym towarzyszyły specjalne, niemal teatralne rytuały związane między innymi z zapalaniem a potem gaszeniem piętnastu świec symbolizujących towarzyszących Jezusowi w czasie męki Apostołów i trzy Marie. Ostatnią świecę przenoszono ze świecznika za ołtarz, co symbolizowało samotność Jezusa w ostatnich chwilach życia. 

Muzykę do Ciemnych Jutrzni pisało wielu kompozytorów, szczególnie popularna stała się w barokowej Francji, gdzie Leçons de ténèbres tworzyli między innymi Lambert, Charpentier, Couperin i de Lalande. Zachowane fragmenty Ciemnych Jutrzni tego ostatniego mieliśmy okazję wysłuchać wczoraj w Dworze Artusa w wykonaniu Sophie Karthäuser i Ensemble Correspondances, którymi pokierował Sébastien Daucé. W programie znalazły się także anonimowe jednogłosowe chorały oraz antyfona Salve Regina Charpentiera i Cantique quatrième, Sur le Bonheur des Justes de Lalande'a - pieśń o szczęściu sprawiedliwych i nędzy potępionych.

Bardzo skromny skład: solistka, dziewięcioosobowy chór, dwie gamby, teorba, klawesyn i pozytyw, od którego dyrygował Sébastien Daucé stworzył w Dworze Artusa nastrój nasycony skrajnymi emocjami. W pięknie wydanym programie festiwalu czytamy, że "Na przekór liczbie wykonawców, dramaturgiczna siła i ekspresja tej muzyki jest porażająca". Właśnie taki efekt osiągnięto w Dworze Artusa. I wynikało to nie tylko z charakteru utworów, ale przede wszystkim z postawy artystów. Z jednej strony pełnej skupienia i wzajemnego szacunku, z drugiej całkowitego oddania się silnym emocjom. Także publiczność poddała się temu nastrojowi, by i przed przerwą, i na koniec koncertu zgotować wykonawcom entuzjastyczny aplauz. Szczególne wrażenie wywarła Sophie Karthäuser - belgijska sopranistka obdarzona wielką charyzmą oraz pięknym, mocnym, ekspresyjnym, pełnym pasji i żaru głosem oraz zespół instrumentalny, który poruszającym, głębokim dźwiękiem uzupełniał wokalne partie Sophie Karthäuser i chóru.

Na bis usłyszeliśmy Stabat Mater Marca-Antoine'a Charpentiera. Kompozycja była przeznaczona do śpiewania w żeńskim klasztorze stąd pełny tytuł utworu: Stabat Mater pour des religieuses (Stabat Mater dla zakonnic). Następujące po sobie zwrotki (a jest ich aż 20) były wykonywane po kolei przez poszczególne zakonnice - solo i w ansamblach, w tej formie usłyszeliśmy też Stabat Mater w Gdańsku. Mogliśmy dzięki temu wsłuchać się w brzmienie głosów wszystkich wokalistek Ensemble Correspondances. I trzeba to przyznać, wszystkie były znakomite.

Dziś na Actus Humanus Resurrectio usłyszymy: o 17:30 -  Adama Struga, Marię Erdman i Monodię Polską w repertuarze złożnoym między innymi z Psalmów Mikołaja Gomółki oraz utworów z polskich tabulatur (Ratusz Staromiejski) a o 20:00 - Responsoria Carla Gesualda da Venosy w wykonaniu La Compagnia del Madrigale (Dwór Artusa).

B!LIVE, Pożegnanie z Actus Humanus Nativitas 2018


Pięć dni festiwalowych minęło bardzo szybko, choć kiedy żegnałem się wczoraj z muzycznymi przyjaciółmi pojawiło się też poczucie, że od pierwszego koncertu festiwalowego upłynęło bardzo dużo czasu. Tak to już chyba jest, że czas, który jest ważny; czas, który jest wypełniony pięknymi koncertami, ciepłymi rozmowami i ciekawymi spotkaniami, wydaje się z perspektywy całkiem długi.

Ostatnim popołudniowym koncertem z cyklu Polonica był występ Martyny Pastuszki i Marcina Świątkiewicza. Rok temu artyści wykonali pierwsze trzy sonaty ze zbioru Sei Suonate à Cembalo cerato è Violino Solo, BWV 1014-1019, wczoraj przyszedł czas na drugą część zbioru. Na początku usłyszeliśmy jednak – poza programem – Sonatę skrzypcową e-moll, BWV 1023, która oczarowała publiczność tak mocno, że po zakończeniu pierwszej części zapanowała absolutna cisza, której nikt nie odważył się zakłócić najmniejszym nawet szmerem a wykonana ogniście kończąca sonatę Gigue wywołała burzę oklasków.

IV Sonata c-moll, BWV 1017 i V Sonata f-moll, BWV 1018 wywołały u mnie mieszane uczucia. Były pięknie rozkołysana Siciliana z BWV 1017 i niezwykle ciemne, głębokie i pełne wyczuwalnych interakcji między artystami Largo z BWV 1018. Zdarzyły się jednak i takie części (np. końcowe Allegro z IV Sonaty), w których konstrukcja była bardzo chropowata. Być może złożyły się na to kapryśny wczorajszego dnia klawesyn i wyraźna niedyspozycja zdrowotna Marcina Świątkiewicza.

Uspokojenie przyszło z wyjątkową VI Sonatą G-dur, BWV 1019. Pojawił się uśmiech, czytelna wymiana myśli muzycznych, budowanie napięcia, piękne zawieszenia i to, co zachwyca mnie zawsze w grze Martyny Pastuszki i Marcina Świątkiewicza – odważna zabawa tempem, dynamiką i pauzą. Publiczność przyjęła koncert bardzo ciepło, usłyszeliśmy więc na bis fragment 3 części innej zachowanej wersji ostatniej sonaty cyklu, oznaczanej jako BWV 1019a. Było pięknie.

Nie można sobie wyobrazić lepszego finału festiwalu niż ten, który zaproponowali nam organizatorzy Actus Humanus Nativitas 2018. W Centrum św. Jana wystąpiły Céline Scheen – sopran i Benedetta Mazzucato – mezzosopran oraz zaspół L’Arpeggiata z jego liderką Christiną Pluhar, która od teorby poprowadziła cały koncert z charyzmą i pasją, ale też z elegancją i opanowaniem.

Koncert rozpoczął się neapolitańską kołysanką-kolędą Ninna nanna al bambino Gesu (Lulajże mi, lulaj; śpij synku, uśnij kochany). Nie sposób było nie skojarzyć jej od raz z polskim Lulajże Jezuniu… Potem przyszedł czas na fragmenty oper i kantat Luigiego Rossiego oraz utwory instrumentalne, między innymi Maurizio Cazzattiego i Lorenzo Allegriego.

Obie solistki spisały się znakomicie, szczególnie jeśli chodzi o umiejętne i wyraziste kształtowanie nastroju oraz przykładanie wagi do znaczenia słów. Po Lasciate Averno, o pene z Orfeo Rossiego w wykonaniu Céline Scheen; po wyrażonej przejmująco tęsknocie za śmiercią dostrzegłem łzy w oczach jednej z instrumentalistek. Z wielkim napięciem słuchałem Lamentu Ariona Al soave spirar zagranego, bo nie tylko zaśpiewanego przez Benedettę Mazzucato. Niezapomniane kreacje obie wokalistki stworzyły także w duetach – w rezonującym Dormite, begl’occhi i w wykonanym poza programem pastelowym Lumi, potete piangere.

Instrumenty, instrumenty, instrumenty. Były wielką siłą niedzielnego koncertu. W canario, ciacconach i passacagliach usłyszeliśmy między innymi brawurowy cynk Dorona Sherwina, rzewną wiolonczelę Josetxu Obregona, piękne soli skrzypiec Adriany Alcaide, niezwykłe dźwięki psalterionu Margit Übelacker. No i gitarę i lutnię, na których czynił cuda Josep Maria Marti Duran. Kiedy Arion w swoim lamencie rzuca się w wodę, słyszymy nie tylko słowa, ale też dźwięki do złudzenia przypominające pluskanie. Zarówno Duran, jak i Christina Pluhar są także mistrzami w przechodzeniu z brzmienia w ciszę. A może raczej z brzmienia dźwięku w brzmienie ciszy. Ma presto sparì. Lecz prędko znikła…

Na bis usłyszeliśmy duet Pur ti miro, pur ti godo z Koronacji Poppei Monteverdiego oraz – jako podziękowanie za lutnię z bursztynu, złota i srebra ofiarowaną Christinie Pluhar przez Bogumiłę Adamską, twórczynię artystycznej biżuterii - Ciacconę del Paradiso e dell' Inferno, w której komediowe i wokalne talenty odkrył przed nami wspomniany już Doron Sherwin.

Łatwiej żegnać się z przyjaciółmi, łatwiej żegnać się z Actus Humanus Nativitas, kiedy można z radością czekać na następny festiwal. Dokładnie za 4 miesiące rusza Actus Humanus Resurectio 2019. Z programem, który zapiera dech w piersiach. Do Gdańska przyjadą między innymi William Christie i Les Arts Florissants, Sébastien Daucé i Ensemble Correspondances, Christophe Rousset i Les Talens Lyriques, La Compagnia Del Madrigale oraz Akademie Für Alte Musik Berlin. Będzie też Bach. Dużo Bacha!!!







B!LIVE, Gdańskie carillony i ludowa fiesta, czyli Actus Humanus dz. 4


Mówię czasem, że Gdańska doświadczam przede wszystkim słuchem. Dźwięki miasta są tutaj barwniejsze niż gdziekolwiek. Krzyczą mewy, stukają walizki, dzwonią tramwaje, dudnią syreny okrętowe, trąbią piszczkowie. I najważniejsze. Grają carillony. 

Koncerty carillonowe stały się tradycją festiwalu Actus Humanus. Dzięki nim muzyka dawna trafia nie tylko do melomanów zgromadzonych na sali koncertowej, a wypełnia sobą całą przestrzeń miasta. Wczoraj własne transkrypcje utworów Sylviusa Leopolda Weissa (1687-1750), największego wirtuoza lutni swoich czasów, a jednocześnie najlepiej ówcześnie opłacanego muzyka Europy, tego, który wyzwał na muzyczny pojedynek samego Jana Sebastiana Bacha, zagrała na carillonie zamontowanym na wieży kościoła św. Katarzyny Anna Kasprzycka. To piękna i nastrojowa muzyka, która w precyzyjnych, przejrzystych i pełnych emocji interpretacjach gdańskiej carillonistki osiągnęła nowe wymiary. Stała się głęboka i przestronna.

Jak zawsze organizatorzy festiwalu zorganizowali w przykościelnym ogródku „strefę melomana”. Były krzesełka, gazowe grzejniki, gorąca herbata, na dużym ekranie można było obserwować, jak Anna Kasprzycka napędza mechanizmy carillonu. Można też było spacerować wokół kościoła i szukać miejsca, z którego dzwony słychać najlepiej. Swoje znalazłem pomiędzy kościołami św. Katarzyny i św. Brygidy, gdzie dźwięk dzwonów z jednego kościoła odbijał się w fasadzie drugiego.

Wieczorem w Dworze Artusa wystąpił Andrew Lawrence-King ze swoim The Harp Consort. Usłyszeliśmy pierwsze hiszpańskie oratorium – Oratorio sacro al Nacimiento de Cristo Señor Nuestro Pedro Martineza de Orgambide. Był Anioł głoszący Dobrą Nowinę z wysokości balkonu Dworu Artusa, piękny obrazek Marii i Józefa pochylających się z troską nad Dzieciątkiem i z trwogą opowiadających swoje wizje losów Jezusa, Pasterze wyrażający powszechne, ludzkie uczucia – zdziwienie, radość, obawę. Był też Lucyfer, który za wszelką cenę nie chciał dopuścić do triumfu dobra.

Zespół kierowany przez Andrew Lawrence’a-Kinga wykonał oratorium w sposób ciekawy i bezpretensjonalny. Szczególnie dobrze oceniam Marca Scavazzę w roli Lucyfera i Victoria Sordę jako Świętego Józefa. Znakomite były też części chóralne – pełne majestatu, a jednak nie pozbawione właściwej Narodzeniu radości.

Oratorium było przeplatane kompozycjami instrumentalnymi i wokalno-instrumentalnymi. Usłyszeliśmy zarówno utwory nastrojowe i intymne (medytacja-wyznanie No haya mas dulce alegria), jak i żywe i radosne (Folias i Gallardas). A na koniec koncertu wykonawcy zgotowali nam prawdziwą fiestę. Wszystko za sprawą villancicos – ludowych utworów muzyczno-poetyckich z Półwyspu Iberyjskiego i Ameryki Łacińskiej, które były związane ze świętami w chrześcijańskim roku liturgicznym, w tym przede wszystkim ze Świętami Bożego Narodzenia. Tarantelas i Paradetas (Lucas Ruiz de Ribayaz) oraz Toquen los rabeles i Negrinho (Gaspar Fernandes) wprowadziły nas w swobodną, pełną żywiołowych emocji atmosferę tradycyjnych hiszpańskich i latynoamerykańskich ludowych fiest. Zabawa była przednia.

Pojawiła się też refleksja. Świętowanie radości w różnych częściach świata jest do siebie bardzo podobne. Bohaterowie bożonarodzeniowego oratorium de Orgambide nie różnią się zbytnio od postaci z polskich Jasełek. A skrzypeczki, Pablito, koziołki i Murzynek z villancicos Fernandesa i delikatny powiew wiatru z Zefiro torno Monteverdiego nie potrzebują innej formy niż rozkołysana chaconna. Nie potrzebują nawet innych nut.











B!LIVE, Intelekt i namiętność, czyli Actus Humanus Nativitas 2018 dz. 3


Piątkowy program Actus Humanus Nativitas 2018 rozpoczął w Ratuszu Głównego Miasta recital znakomitego polskiego organisty Marcina Szelesta. Na koncert złożyły się kompozycje zanotowane w szesnasto- i siedemnastowiecznych tabulaturach organowych pochodzących z terenów dawnej Rzeczypospolitej. 

Marcin Szelest to arbiter elegantiarum, wykonania dawnych kompozycji były więc wysmakowane, kunsztowne i precyzyjne. Szczególnie pięknie zabrzmiały Nos autem gloriari oportet z Tabulatury łowickiej z miękką, delikatną ornamentacją, pełna uroku i wdzięku Canzon à 4 z Tabulatury pelplińskiej, chromatyczny, niemal współczesny Tantz z Tabulatury braniewsko-oliwskiej i pochodzące z tej samej tabulatury radosne galliardy.

Recital był nasycony intelektem i muzyczna erudycją. Był też – przede wszystkim ze względu na wybór utworów - stateczny i powściągliwy. Prawdziwa namiętność pojawiła się na następnym koncercie…

W Kościele św. Jakuba wystąpił zespół Sequentia (Benjamin Bayl, Hanna Marti - głos, harfa i Norbert Rodenkirchen - flety) specjalizujący się w wykonywaniu muzyki średniowiecznej. Program koncertu był podzielony na pięć części. Pierwsza była dość szokująca. Pojawiły się zaklęcia przeciw robakom wplecione w modlitwę Ojcze nasz; zaklinanie brodawek, cyst i guzków; opisy średniowiecznych metod radzenia sobie ze zwichniętymi kończynami i historia dziewięciu ziół zesłanych przez Wodana przeciw dziewięciu złym duchom i dziewięciu kolorowym truciznom. Była też i nauka. Żeby zioła rosły, trzeba na nie dmuchać.

Następne części koncertu dotyczyły motywu Fortuny, dziejów antycznych władczyń – samobójczyń, później losów Orfeusza i Herkulesa. Nie można o tym wszystkim opowiadać, śpiewać, grać bez namiętności i pasji. Mimo tego, że skład był tylko trzyosobowy, że artyści posługiwali się cichymi, małymi instrumentami, że charakter śpiewu, a czasami tylko recytacji albo melorecytacji był raczej intymny, średniowieczna muzyka była podana z dramatyzmem, żarem i ekspresją, dzięki którym chłód panujący w Kościele św. Jakuba nie był wczoraj aż tak dotkliwy.

Dziś na Actus Humanus Nativitas 2018 gdańska specjalność – koncert carillonowy w wykonaniu Anny Kasprzyckiej oraz Andrew Lawrence King i The Harp Consort w bożonarodzeniowej opowieści z Hiszpanii i Meksyku.







B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2018, dzień 5



W niedzielę wybrzmiały ostatnie akordy Actus Humanus Resurrectio 2018.

Po południu w Sali Mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego usłyszeliśmy 6 duetów koncertujących na skrzypce i altówkę Antonio Bartolomeo Bruniego (1757-1821). Choć Bruni urodził się i umarł w Cuneo we Włoszech, większość życia spędził w Paryżu. Jak dowiedzieliśmy się z zapowiedzi przed koncertem, był konformistą, potrafił znaleźć dla siebie miejsce i zdobyć przychylność wszystkich frakcji w burzliwym we Francji czasie na przełomie XVIII i XIX wieku. Za przykład niech wystarczy, że w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej był odpowiedzialny za inwentaryzację instrumentów muzycznych, które zachowały się w domach arystokratów skazanych w czasie Wielkiego Terroru, czasem tych samych, z których mecenatu korzystał przed rewolucją.

Utwory Bruniego wykonali Katarzyna Anna Olszewska na skrzypcach i Dymitr Olszewski na altówce. Rodzinny duet zaprezentował się z bardzo dobrej strony, czuć było w ich graniu duże wzajemne zrozumienie, pasję, czasami wręcz żar, jak w polonezie z czwartego duetu. Same kompozycje mnie jednak nie zachwyciły. Sporo w nich było powtarzalności, dłużyzn, niekończących się zakończeń. Za długi był też sam koncert. Duża część publiczności musiała przejść z ratusza do Centrum św. Jana, dwadzieścia minut pomiędzy koncertami to czas zdecydowanie zbyt krótki. Tym bardziej szkoda, że nie starczyło go nawet na porządną porcję zasłużonych oklasków. 

Na finałowym koncercie w Centrum św. Jana pojawił się dobrze znany gdańskiej publiczności Ottavio Dantone ze swoim zepołem Accademia Bizantina oraz solistami: Sophie Rennert, Monicą Piccinini, Delphine Galou i Martinem Vanbergiem. Usłyszeliśmy oratorium Il trionfo del Tempo e del Disinganno (Triumf Czasu i Rozczarowania), HWV 46 Georga Friedricha Händla; pierwsze oratorium, które w ogóle skomponował. Powstało niedługo po przyjeździe Händla do Rzymu i zostało wykonane po raz pierwszy 2 maja 1707 roku w pałacu przy Via del Corso należącym do jednego z jego rzymskich mecenasów, kardynała Benedetto Pamphiliego. Libretto, którego autorem jest sam kardynał Pamphili, to alegoryczny dyskurs czterech personifikacji: Piękna (Belezza), Przyjemności (Piacere), Rozczarowania (Disiganno) i Czasu (Tempo); uniwersalna przypowieść o ulotności doczesnego piękna, o nieuchronnym upływie czasu, o złudnej naturze rozkoszy. 

Ottavio Dantone i Accademia Bizantina dają gwarancję dobrego, pełnego emocji wykonania. Tak było w czasie poprzednich edycji Actus Humanus w oratoriach La Resurrezione i Mesjasz; tak było, kiedy na Zamku Piastów Śląskich w Oleśnicy kameralny zespół zagrał Die Kunst der Fuge Johanna Sebastiana Bacha, tak było i tym razem.  

Orkiestra dała z siebie wszystko i to zarówno w częściach instrumentalnych - w żywiołowej i pełnej pasji uwerturze, jak i w sonacie z pierwszej części, a właściwie: miniaturowym wirtuozowskim koncercie organowym. Mimo, że jest umieszczony w królestwie Przyjemności, jest raczej kontrapunktem, przypomnieniem, że to właśnie muzyka organowa miała dla kompozytora charakter ponadczasowy. Przez zupełny przypadek słuchałem następnego dnia na drugim końcu Polski takiego samego przypomnienia, podobnego koncertu organowego umieszczonego przez Händla ponad 30 lat później w Odzie na dzień św. Cecylii, HWV 76. Ale o tym już wkrótce w innej relacji.

Zespół instrumentalny idealnie współbrzmiał także z solistami, jak w arii Piękna Io vorrei due cori in seno, w której Monice Piccini towarzyszył cudowny duet lutni i klawesynu, w arii Crede l’uom ch’egli riposi w której melodia grana przez flety zdawała się delikatnie falować w przestrzeni Centrum św. Jana, czy w arii Piacere Tu giurasti di mai non lasciarmi, gdzie akompaniament smyczków, lutni, wiolonczeli i klawesynu był przejmujący i dramatyczny. Można by tak wyliczać bez końca. I tylko trochę żal mi  było oboistki, której instrument odmawiał czasami współpracy i która musiała go przez cały koncert czyścić, ogrzewać, przedmuchiwać… 

Śpiewacy także spisali się świetnie. Po pierwsze cała czwórka była bardzo dobrze do siebie dopasowana, dopracowane były nie tylko arie solowe, ale też duety (pięknie zgrany i precyzyjny duet Belezzy i Piacere Il voler nel fior degl’anni) i kwartety, np. niezwykłe Voglio Tempo per risolvere. 

Najbardziej znaną arią z oratorium Triumf Czasu i Rozczarowania jest Lascia la spina, której materiał muzyczny został potem wykorzystany przez Händla w arii Lascia ch’io pianga w operze Rinaldo. Sophie Rennert wykonała ją znakomicie. Z jednej strony była delikatna i skromna, z drugiej posągowa i zdystansowana. Róże i ciernie... A jeśli dodać do tego świetną współpracę Ottavia Dantone na klawesynie i Michele Pasottiego na lutni (tego samego, który poprowadził zespół La Fonte Musica w czasie niezapomniego koncertu Enigma Fortuna na ubiegłorocznym Festiwalu Bachowskim w Świdnicy), dostajemy prawdziwą perełkę.

O Martinie Vanbergu napisałem po ubiegłorocznym wykonaniu La Resurrezione, że ilość i różnorodność brzmień, które usłyszeliśmy szła w parze z wielką precyzją i bardzo wysoką jakością wykonania. Tym razem to właśnie Martin Vanberg był dla mnie gwiazdą niedzielnego koncertu. Wyrazisty, zjawiskowy, wiarygodny. W mistrzowsko wykonanej arii Urne voi, che racchiudete był zdecydowany i przejmujący, a kiedy zaśpiewał o sztormie w arii È ben folle quel nocchier, w Centrum św. Jana mieliśmy prawdziwy sztorm emocji.

Delphine Galou darzę dużą sympatią. Bardzo miło było posłuchać jej znowu: choć zaśpiewała partię Rozczarowania, rozczarowania nie było wcale. Była za to postać z charakterem, gra aktorska i głęboki, charakterystyczny alt, który najbardziej ujął mnie w arii Più non cura valle oscura, w której dodatkowo bardzo dobrze współgrał z pięknym solo fletu.

Sporo pracy miała w niedzielę Monica Piccini, ale bardzo dobrze rozłożyła siły i brzmiała równo i doskonale od początku do końca oratorium. Do niej właśnie, we wzruszającej arii Tu del Ciel ministro eletto, należały ostatnie dźwięki Il Trionfo del Tempo e Desinganno. Był to jednocześnie ostatni akcent wielkanocnej edycji festiwalu Actus Humanus.

Będę z niecierpliwością czekać na następną odsłonę Actus Humanus. Będę też trochę tęsknić za jego niepowtarzalną atmosferą; rozmowami z ludźmi, którzy tę wyjątkową atmosferę współtworzą; za niespodziewanymi spotkaniami; interakcjami z czytelnikami na bieżąco komentującymi festiwalowe relacje; za wymienianiem uśmiechów z innymi melomanami; za magicznymi wnętrzami gdańskich zabytków; za podążaniem za głosem carillonów; za tym bezcennym dla mnie poczuciem przynależności do czasu i do miejsca.

Do zobaczenia!

B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2018, dzień 4

Dźwięk carillonów jest wpisany w klimat Gdańska. To właśnie tutaj znajdują się jedyne w Polsce carillony koncertowe. I to aż trzy: w Ratuszu Główego Miasta, kościele św. Katarzyny oraz zainstalowany na przyczepie samochodowej instrument mobilny. Actus Humanus korzysta z tej gdańskiej specjalności i organizuje koncerty carilonowe. A jako, że zwykle jest zimno, melomani mogą w czasie koncertu napić się ciepłej herbaty z miodem i z cytryną (z wkładką lub bez) i przysiąść pod parasolami ustawionymi na osłoniętym od wiatru dziedzińcu.

W czasie edycji bożonarodzeniowej utwory Dietricha Buxtehudego zagrała z wieży kościoła św. Katarzyny Monika Kaźmierczak, wczoraj usłyszeliśmy carillon zainstalowany na wieży Ratusza Głównego Miasta. Małgorzata Fiebig wykonała na nim utwory Johanna Kuhnaua: dwie partity oraz trzy ilustracyjne sonaty ze zbioru Musicalische vorstellung einiger biblischer historien (Walka Dawida z Goliatem, Saul wyleczony przez muzykę Dawida, Śmiertelna choroba a następnie uzdrowienie Ezechiasza).

Podobnie jak wielu innych słuchaczy opuściłem na chwilę dziedziniec ratusza i pospacerowałem w czasie koncertu uliczkami starego Gdańska. Carillon to instrument, który z każdego miejsca brzmi inaczej. Najbardziej podobał mi się ich dźwięk na Długim Targu. Wcale nie dlatego, że było go tam najlepiej słychać. Raczej dlatego, że koncert Actus Humanus dotarł do całej rzeszy gdańszczan i turystów, najczęściej zupełnie nieświadomych tego, że są świadkami wydarzenia festiwalowego. Dla wszystkich ważna była po prostu płynąca z wieży i budząca zachwyt, zaciekawienie oraz radość muzyka. A ta była fantastyczna i magiczna, pełna kontrastów, zmian tempa i dynamiki, pięknie rozwijanych fraz. Była Moc!

Do jednego z poprzednich postów dołączyłem filmik z fragmentem koncertu carillonowego. Zapraszam do jego obejrzenia.

Byłem na fragmencie próby zespołu Odhecaton, którym kieruje Paolo Da Col. Było wzruszająco, miałem więc pewność, że wieczorny koncert będzie niezwykły. Tak się właśnie stało. 

Alessandra Scarlattiego znamy dobrze jako twórcę oper, oratoriów i kantat. Te kompozycje są całkiem często wykonywane na koncertach i nagrywane na płyty. Sponsorami Scarlattiego byli możni Kościoła, on sam bywał kapelmistrzem zespołów przykościelnych, pozostawił więc po sobie – o czym mało kto wie – duży zbiór utworów liturgicznych: mszy, kantyków, motetów, antyfon, responsoriów.

Na wczorajszym koncercie usłyszeliśmy właśnie kościelne kompozycje Scarlattiego: Missa Defunctorum. Miserere mei, Deus i Magnificat. Ich wykonanie było niezwykłe, pełne bardzo subtelnej gry brzmieniem i zróżnicowanych emocji. Największe  wywołała we mnie sekwencja Lacrimosa z Missa Defunctorum oraz Et misericordias eius z Magnificat. Publiczność zgotowała zespołowi owację na stojąco. Zespół podziękował za nią bisem, dzięki któremu mogliśmy się przekonać jak silne są związki muzyki współczesnej z barokową. Usłyszeliśmy utwór Da Pacem Domine Arvo Pärta, który zabrzmiał przejmująco i poruszająco.

Przez cały koncert miałem wrażenie, że niektórych muzyków już kiedyś słuchałem, choć w innych konfiguracjach. Po koncercie przypomniałem sobie tylko, że jedyną kobietę w zespole Odhecaton, sopranistkę Alenę Dantchevą słyszałem na Festiwalu Bachowskim w Świdnicy w 2017 roku, gdzie śpiewała z zespołem La Fonte Musica utwory Antonia Zacary da Teramo

Dziś ostatni dzień festiwalu. Po południu usłyszymy duety Bruniego na skrzypce i altówkę w wykonaniu Katarzyny Anny Olszewskiej i Dymitra Olszewskiego. A wieczorem wielki finał: George Frideric Handel i oratorium Il trionfo del Tempo e del Disinganno, HWV 46, które wykonają soliści: Sophie Rennert, Monica Piccinini, Delphine Galou i Martin Vanberg oraz Accademia Bizantina pod dyrekcją Ottavia Dantone.







B!LIVE, Actus Humanus Resurrectio 2018, dzień 3



Wielki Piątek upłynął na Actus Humanus Resurrectio 2018 pod znakiem muzyki wokalnej.

Popołudnia należą w czasie Festiwalu do polskich artystów. Wczorajsze popołudnie należało też do polskiej muzyki. W Ratuszu Staromiejskim usłyszeliśmy utwory Bartłomieja Pękiela w wykonaniu Octava Ensemble kierowanym przez Zygmunta Magierę. 

Pisałem już o Bartłomieju Pękielu przy okazji niezapomnianego koncertu Wrocław Baroque Ensemble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka na Zamku Królewskim w Warszawie. Bartłomiej Pękiel był organistą i kompozytorem. Wicekapelmistrz królewskiego zespołu Władysława IV przejął po słynnym Marcu Scacchim - już za czasów Jana Kazimierza -  funkcję kapelmistrza. Pod koniec życia przeniósł się do Krakowa, gdzie prowadził zespół muzyczny katedry wawelskiej, wciąż był jednak tytułowany muzykiem królewskim (Sacrae Regiae Maiestatis Capellae Magister). Utwory Pękiela bywają porównywane do dzieł Allegriego i Gabrielego. Dużo w tym prawdy, bo Bartłomiej Pękiel to wirtuoz kontrapunktu.

Wczoraj Octava Ensemble wykonał zarówno utwory z okresu warszawskiego (koncert kościelny Dulcis amor Jesu i dialogus Audite morales), jak i krakowskiego (Missa Paschalis i Missa Pulcherrima). Mimo dość głuchej akustyki Wielkiej Sali Ratusza Staromiejskiego zespołu wokalistów i towarzyszących im w dwóch utworach gambistów słuchało się z przyjemnością. Było czuć, że artyści lubią ze sobą koncertować i że kochają muzykę Pękiela. Wszystkie te uczucia przepływały w dużym natężeniu w kierunku publiczności.

Octava Ensemble wydał niedawno trzypłytowy album Bartłomiej Pękiel: Opera Omnia, który jest pierwszym w historii rynku muzycznego pełnym obrazem i kompletną rejestracją fonograficzną twórczości Pękiela. Mam więc  do nadrobienia poważne niedociągnięcie… Po koncercie rozmawiałem chwilę z szefem zespołu, Zygmuntem Magierą, który z pasją opowiadał też o innym ze swoich przedsięwzięć, Annum Festival. Koniecznie trzeba nanieść Chorzów i Tarnowskie Góry na mapę muzycznych podroży.

Wieczorem w kościele św. Bartłomieja zaśpiewał Ensemble Organum prowadzony przez wybitnego znawcę średniowiecznego chorału i wokalnej polifonii Marcela Pérèsa.

Usłyszeliśmy chorał benewentyński, który ukształtował się w czasie panowania Longobardów w Księstwie Benewentu (571 – 774). Ten bardzo charakterystyczny śpiew liturgiczny jest znany z niewielu przekazów. Nie dość, że zaczęto go zapisywać w notacji muzycznej bardzo późno, to jeszcze w 1058 roku papież Stefan IX oficjalnie wyjął liturgiczny ryt benewentyński oraz związany z nim śpiew spod prawa. Chorał z Benewentu łączy rodzime tradycje Longobardów z tradycją rzymską, ambrozjańską (Mediolan) i grecko-bizantyńską. Rzeczywiście, kiedy słuchało się Ensemble Organum czuć było wyraźnie powiew Wschodu. Pięknie to współgrało z wnętrzem świątyni greckokatolickiej, z charakterystycznymi elementami jej wystroju, ikonami, stylizowanymi greckimi freskami.

Nie można mówić o wczorajszym wydarzeniu jak o koncercie. Było to raczej intymne misterium – niezwykły spektakl, który przeniósł nas w zupełnie inny wymiar czasoprzestrzeni. W tym wymiarze nikomu nigdzie się nie spieszy – jest czas na kontemplację, wyciszenie emocji, rozmyślania, wspomnienia. Nawet pogłos kościoła św. Bartłomieja sprzyjał wczoraj dźwiękom. Te też miały swój czas, żeby wybrzmieć.

Na czwarty dzień Actus Humanus Resurrectio organizatorzy zaplanowali gdańską specjalność - koncert carillonowy Małgorzaty Fiebig z wieży Ratusza Głównego Miasta oraz - na wieczornym koncercie w kościele św. Bartłomieja - utwory Alessandro Scarlattiego w wykonaniu zespołu Odhecaton, którym kieruje Paolo Da Col. Byłem na próbie. Będzie pięknie i wzruszająco!



Gdańsk, Actus Humanus Resurrectio 2018



Actus Humanus Resurrectio. Gdańsk, 28.03 - 2.04.2018

Już tylko miesiąc dzieli nas od rozpoczęcia festiwalu Actus Humanus. Po jego bożonarodzeniowej edycji napisałem dla Save the Music, że „Actus Humanus robi dla muzyki dawnej w Polsce bardzo dużo. Podając ją publiczności na najwyższym - organizacyjnym i artystycznym – poziomie, pokazuje, że do sal koncertowych, w których brzmi muzyka bądź co bądź niszowa, można ściągnąć rzesze melomanów nie tylko z miasta, w którym odbywają się koncerty, ale też z najdalszych zakątków Polski. Że wydarzenia związane z muzyką dawną warto organizować nie dlatego, że jest taka moda, albo, że wypada raz na jakiś czas zagrać Bacha, ale przede wszystkim dlatego, że jest coraz więcej ludzi, którzy chcą tej muzyki słuchać.”

Program Actus Humanus Resurrectio ściągnie do zabytkowych gdańskich wnętrz, w których będą się odbywać koncerty wielu pasjonatów muzyki dawnej. Nie tylko z Gdańska, to rzecz pewna. Oprócz Centrum św. Jana, Ratusza Głównego Miasta i Ratusza Staromiejskiego muzyka zabrzmi też w Kościele św. Bartłomieja – miejscu wyjątkowym, w którym surowy hanzeatycki gotyk łączy się z pełną żywych emocji tradycją wschodniego chrześcijaństwa.

W czasie pięciu festiwalowych dni odbędzie się 10 koncertów. W popołudniowym cyklu Polonica wystąpią Małgorzata Fiebig, Stefan Plewniak, Tomasz Pokrzywiński, Katarzyna Anna Olszewska, Dymitr Olszewski, Zygmunt Magiera oraz Octava Ensemble, a na koncertach wieczornych Paul McCreesh, Gabrieli Consort & Players, Ottavio Dantone, Accademia Bizantina, Marcel Pérès, Ensemble Organum, Paolo Da Col, Odhecaton, Akademie für Alte Musik Berlin, Sonia Prina, Delphine Galou, Monica Piccinini, Sophie Rennert i Martin Vanberg.

Usłyszymy zarówno duże formy wokalno-instrumentalne (Msza h-moll, BWV 232 Bacha, Il trionfo del Tempo e del Disinganno, HWV 46 Händla), jak i bardziej kameralne, czy wręcz kontemplacyjne utwory Vivaldiego, Locatellego, Scarlattiego, Kuhnaua, Ferrandiniego. Nie zabraknie też muzyki polskiej. 30 marca 2018 Zygmunt Magiera i Octava Ensemble wykonają Missa Paschalis, Missa Pulcherrima, Dulcis amor Jesu i Audite Mortales Bartłomieja Pękiela. To prawdziwy rarytas.

Szczegóły wszystkich koncertów możecie znaleźć na stronie Festiwalu: Actus Humanus Resurrectio

i w Barokowym Rozkładzie Jazdy: BRJ - Actus Humanus Resurrectio


I jeszcze kilka wspomnień z poprzednich edycji Festiwalu:

B!LIVE, Actus Humanus Nativitas | Dzień 5




Wszystko kiedyś się zaczyna i kiedyś kończy. Nie da się tego zmienić, choć czasem bardzo byśmy sobie tego życzyli. Tak jest skonstruowany nasz świat…

Wczoraj zakończyła się w wielkim stylu bożonarodzeniowa edycja gdańskiego festiwalu Actus Humanus. Najpierw w Ratuszu Staromiejskim usłyszeliśmy sześć sonat (7-12) ze zbioru Sonate a violino e violone o cimbalo op. 5 Archangelo Corellego w wykonaniu Grzegorz Lalka (skrzypce) i Lilianny Stawarz (klawesyn).

Koncert w Ratuszu Staromiejskim był najlepszym dowodem na to, że prawdziwe perełki zdarzają się na Actus Humanus nie tylko na wieczornych koncertach zagranicznych gwiazd, ale też na popołudniowych koncertach z cyklu „Polonica”. Lilianna Stawarz i Grzegorz Lalek dali popis wirtuozerii, a interpretacje niektórych części cyklu Corellego pozostaną na długo w mojej pamięci: Giga z Sonaty VII, bardzo zdobna i dopracowana technicznie w każdym szczególe Sonata IX, czy zagrane jak gdyby na wdechu Preludium z Sonaty IX, które pięknie wybrzmiało na koniec absolutną ciszą publiczności.

Na koncercie usłyszeliśmy sonaty da camera, czyli drugą część sonat z op. 5; pierwszych sześć sonat (sonate da chiesa) posłuchamy na Actus Humanus za rok, również w wykonaniu Lilianny Stawarz i Grzegorza Lalka. Mieliśmy już jednak przedsmak przyszłorocznego koncertu, bo na bis artyści wykonali Adagio z Sonaty III C-dur.

Na zakończenie Festiwalu wystąpili w Centrum św. Jana Ann Hallenberg (mezzosopran) oraz zespół Les Talens Lyriques pod dyrekcją Christophe’a Rousset. Zaplanowany program Farinelli Primo Uomo Assoluto był złożony z arii oraz sinfonii instrumentalnych i obejmował kompozycje Riccardo Broschiego, Nicoli Porpory, Johanna Adolpha Hassego oraz Leonarda Leo. Publiczność przyjęła koncert żywiołowo i wywoływała Ann Hallenberg do bisów aż trzy razy. Usłyszeliśmy więc dodatkowo arię Cervo in bosco z opery Catone in Utica Leonarda Leo oraz Qual Leon che fere irato z opery Arianna in Creta oraz słynną arię Lascia ch'io pianga z opery Rinaldo Georga Fridricha Händla.

Koncert nie był jednak dla mnie ostatnim akcentem Actus Humanus Nativitas. Już w drodze powrotnej wypatrzyłem przy jednym z gdańskich hoteli Ann Hallenberg wysiadającą z taksówki. Nie byłbym sobą, gdybym nie wykorzystał tej niespodzianki i nie podszedł do bohaterki wieczoru, żeby zamienić z nią choć kilka słów. Ann Hallenberg, oprócz tego, że jest niezwykłą artystką, jest także przemiłą i bardzo otwartą osobą…

Wszystko kiedyś się zaczyna i kiedyś kończy. Nie da się tego zmienić, choć czasem bardzo byśmy sobie tego życzyli. Tak jest skonstruowany nasz świat. Ale chyba cała w tym radość, bo przecież koniec jednego jest zazwyczaj początkiem następnego. Skończyło się Actus Humanus Nativitas, ale już całkiem niedługo, za nieco ponad trzy miesiące rozpocznie się Actus Humanus Resurrectio, na którym wstąpią między innymi Paul McCreesh, Gabrieli Consort & Players, Sonia Prina, Akademie Für Alte Musik Berlin, Marcel Pérès, Ensemble Organum, Ottavio Dantone, Accademia Bizantina i wielu innych. Daty w kalendarzu są już zapisane: 28.03 – 1.04.2018.

Szczegóły koncertów Actus Humanus Resurrectio można znaleźć:

na stronie organizatorów: ACTUS HUMANUS RESURRECTIO

oraz w BAROKOWYM ROZKŁADZIE JAZDY





B!LIVE, Actus Humanus Nativitas | Dzień 4



Carillony współtworzą klimat Gdańska. Nie można przejść się uliczkami Głównego Miasta i nie usłyszeć ich dźwięku. W Gdańsku znajdują się jedyne w Polsce carillony koncertowe. I to aż trzy: W Ratuszu Głównomiejskim, kościele św. Katarzyny oraz zainstalowany na przyczepie samochodowej instrument mobilny.

Wczoraj na dzwonach zawieszonych w wieży kościoła św. Katarzyny utwory Dietricha Buxtehudego zagrała Monika Kaźmierczak, miejska carillonistka, organizatorka Letnich Koncertów Carillonowych czy Gdańskiego Festiwalu Carillonowego. W ogrodzie przykościelnym został umieszczony telebim, mogliśmy więc obserwować grę Moniki Kaźmierczak. A nie wydaje się to łatwym zadaniem. 50 różnej wielkości dzwonów jest wprawianych w ruch za pomocą uderzeń pięścią lub stopą w specjalną klawiaturę (manuał i pedał) o układzie zbliżonym do klawiatury organów.

Koncert był magiczny i poruszający, a atmosfera - mimo temperatury bliskiej zeru - gorąca. Publiczność w zamkniętym na co dzień ogrodzie przykościelnym, ale też pewnie i gdańszczanie oraz turyści, którzy znaleźli się przez przypadek w okolicach kościoła św. Katarzyny mieli okazję poznać wirtuozerię Moniki Kaźmierczak, która na tak trudnym instrumencie, jakim jest carillion, znakomicie oddała kunsztowną polifonię Buxtehudego.

Wydarzenie plenerowe w grudniu nie mogłoby się odbyć bez dodatkowych zabiegów i udogodnień: publiczność miała do dyspozycji gazowe grzejniki, koce, ogrzewacze do rąk i gorącą herbatą z rumem. Nie lada wyzwaniem technicznym była też rejestracja tego koncertu na potrzeby radiowej Dwójki - pierwsza tego typu w Polsce. Słuchacze będą mieli okazję posłuchać tego nagrania na antenie radia po Nowym Roku.

Wieczorny koncert odbył się w Centrum św. Jana. Na estradzie pojawił się - po raz pierwszy w Polsce - zespół Ensemble Correspondances. Zespół instrumetalno-wokalny, który założył klawesynista i organista Sébastien Daucé przywraca pamieć o kompozytorach mniej znanych, ale też sięga po twórczość takich francuskich mistrzów jak Marc-Antoine Charpentier. I własnie twórczość Charpentiera związana z okresem Adwentu i Bożego Narodzenia młodzi artyści zaprezentowali w Gdańsku.

Młodzi. To właśnie słowo jest kluczem do wczorajszego koncertu. Dzięki Ensemble Correspondance do kościoła św. Jana wlała się radość, młodzieńcza energia i optymizm.  Ensemble Corresponance nie jest grupą indywidualistów, tylko zespołem. było to na koncercie widać i słychać. Nie ma mowy o współzawodniczeniu. Są silne interakcje, podkreślanie wzajemnych zależności, wsłuchiwanie się w głos grupy jako całości. I najważniejsze. Zaufanie. Trzeba do tego dodać, że wszyscy artyści bez wyjątku dysponują doskonałym warsztatem. 

Kilka elementów wczorajszego koncertu urzekło mnie szczególnie. Flety proste, które zdawały się tańczyć w powietrzu, magnetyzująca Lucile Richardot (mezzosopran), głęboki i precyzyjny bas Nicolasa Brooymansa. I melodie, które czasem przypominały mi polskie kolędy i pastorałki. Była Moc.

Na bis zespół wykonał Salus infirmorum z Litanies de la Vierge, H. 83, czyli Litanii Loretańskiej Charpentiera. Cały koncert był rejestrowany przez TVP Kultura i będzie transmitowany w Boże Narodzenie. Nie znam jeszcze dokładnej daty transmisji, ale jeśli zdobędę tę informację opublikuję ją na blogu, bo tego koncertu naprawdę warto posłuchać.


Charles Baudelaire, Correspondances 
Oddźwięki
tłum. Antoni Lange


Natura jest świątynią, kędy słupy żywe
Niepojęte nam słowa wymawiają czasem.
Człowiek śród nich przechodzi, jak symbolów lasem,
One zaś mu spojrzenia rzucają życzliwe.

Jak oddalone echa, wiążące się w chóry,
Tak sobie w tajemniczej, głębokiej jedności,
Wielkiej — jako otchłanie nocy i światłości —
Odpowiadają dźwięki, wonie i kolory.

Są aromaty świeże, jak ciała dziecinne,
Dźwięczne i niby łąki — zielone; są inne
Bogate i zepsute — silne, tryumfalne,

Które się rozlewają w światy idealne,
Jak ambra, benzoina, jako piżma wonie,
Gdzie duch przenika zmysły i wzajem w nich tonie.

.



B!LIVE, Actus Humanus Nativitas | Dzień 3



Koncerty odbywają się na festiwalu Actus Humanus dwa razy w ciągu dnia. Późnym popołudniem możemy posłuchać polskich wykonawców na kameralnych koncertach, które odbywają się między innymi w Ratuszu Głównego Miasta i Ratuszu Staromiejskim, wieczorem organizatorzy zapraszają na większy koncert, zwykle światowych gwiazd muzyki dawnej do Centrum św. Jana. 

Na pierwszym z wczorajszych koncertów Corina Marti (klawesyn renesansowy) i Michał Gondko (lutnia renesansowa) wykonali program Fantasiae, cantiones et choreae złożony z kompozycji zapisanych w polskich tabulaturach z XVI w., w tym takie "przeboje" polskiej muzyki dawnej, jak Rex Anonim z Tabulatury Jana z Lublina (1540), Haÿduczkÿ Mikołaja z Krakowa czy Kleszczmy rękoma Mikołaja Gomółki.

Czasami na koncertach obserwuję, jak na muzykę dawną reaguje publiczność. Tak było i tym razem, bo reakcje publiczności były żywe. Dwa bisy na koncercie duetu lutniowo-klawesynowego z muzyka renesansową mówią same za siebie. Mi też się bardzo podobało. Corina Marti i Michał Gondko wprawili mnie w bardzo przyjemny nastrój. W czasie koncertu zerkałem też na portrety królów Polski zawieszonych w Wielkiej Sali Wety, sali tronowej podczas wizyt królewskich w Gdańsku. Ciekawe, jakiej wtedy słuchali muzyki? Może podobnej do tej, której doświadczaliśmy wczoraj?

Wieczorem w Centrum św. Jana usłyszeliśmy madrygały Carla Gesualdo (1566–1613) w wykonaniu 
La Compagnia del Madrigale. 

Carlo Gesualdo bardziej niż ze swojej muzyki jest znany z tego, że w przypływie szaleństwa zamordował swoją żonę Donnę Marię d’Avalos i jej kochanka, którym był książę Andrii Fabrizio Carafa. A jeśli dochodzi się do muzyki, to i tak analizuje się ja przez pryzmat wspomnianej zbrodni oraz pokuty, która potem nastąpiła. Nie uwolniła się od tego nawet autorka przestylizowanego omówienia koncertu w festiwalowej książce programowej, która nazwała polifonię Gesualda "zwyrodniałą, acz satysfakcjonującą odtwórczo". "Hybrydycznie".

A muzyka Gesualda nie jest ani zwyrodniała, ani pokutna, ani jakoś strasznie szokująca. Jest fascynująca. La Compagna del Madrigale wykonała ją wczoraj w składzie: Rossana Bertini (sopran), Francesca Cassinari (sopran), Elena Carzaniga (alt), Giuseppe Maletto (tenor), Raffaele Giordani (tenor), Daniele Carnovich (bas). Bardzo doświadczeni i świetni technicznie wokaliści dali popis swojego kunsztu a ich wykonanie madrygałów Gesualda było dramatyczne i elektryzujące. Na bis kompania zaśpiewała dwa madrygały Claudia Monteverdiego: Ecco mormorar l’onde e tremolar le fronde, SV 51 oraz Zefiro torna e’l bel tempo rimena, SV 108. Co ciekawe, tekst do pierwszego z madrygałów zaśpiewanych na bis napisał Torquato Tasso, poeta, z którym przyjaźnił się bohater wieczoru - Carlo Gesualdo.

Kiedy La Compagna del Madrigale weszła na estradę odniosłem wrażenie, że już kiedyś widziałem przynajmniej niektóre z twarzy. Przypomniałem sobie dopiero po wyjściu z koncertu. Śpiewająca wczoraj sopranem Francesca Cassinari oraz Elena Carzaniga (alt), wchodziły w skład grupy La Fonte Musica, która na tegorocznycm Festiwalu Bachowskim w Świdnicy wykonała program Enigma Fortuna z utworami Antonia Zacary da Teramo. Tamten koncert był podobny do wczorajszego: pełen wzruszeń, emocji, subtelnej gry słowem oraz muzyką.